Author's Archive

Zapowiedź!!!

W lipcu premiera kolejnej powieści spod znaku Assassin’s Creed

Już 5 lipca do księgarń trafi drugi tom trylogii Matthew J. Kirby’ego „Ostatni potomkowie” ze znanej i lubianej serii Assasin’s Creed. W poprzedniej części czytelnicy mogli poznać Owena, który niespodziewanie trafił w sam środek rozgrywki między asasynami a templariuszami.

Tom drugi zatytułowany „Grobowiec chana” przynosi nowe niezwykłe przygody Owena i jego przyjaciół – dokonali oni rzeczy niezwykłej, ale ostatecznie ponieśli porażkę. Kiedy odkryli, gdzie znajduje się pierwszy fragment starożytnego artefaktu – legendarnego Trójzębu Edenu – wydawało się, że mają go w garści. Poszukiwali go również członkowie Bractwa Asasynów i Zakonu Templariuszy, okazało się jednak, że ich wszystkich ubiegł jeszcze ktoś inny. Nić porozumienia między nastolatkami zaczęła się rwać – Owen wraz z przyjacielem Javierem wzięli stronę asasynów, pozostali zaś sprzymierzyli się z templariuszami. Lecz koniec to dopiero początek! Do odszukania wciąż pozostały dwa fragmenty artefaktu i obie grupy zrobią teraz wszystko, by nie powtórzyć swoich błędów. Podobno wnuk Czyngis-chana, Möngke-chan, został pochowany z jednym z fragmentów Trójzębu Edenu. Lecz jego grobowca jak dotąd nie odnaleziono…

Adam Przechrzta „Namiestnik”

„-Enklawa żyje-odparł alchemik cicho-istnieje mnóstwo mniej i bardziej prawdopodobnych teorii na temat jej powstania i właściwości, ale to domena naukowców oraz   filozofów. Może teologów…W praktyce należy ją traktować jak teren łowiecki, obszar, na którym przebywają naprawdę groźne zwierzęta”.

 Adam Przechrzta dość długo kazał nam czekać na drugą odsłonę swojego cyklu (wcześniej ukazał się „Adept”) zatytułowaną „Namiestnik”, ale przyznaje szczerze iż było warto. Fabuła i akcja jest oczywistą kontynuacją  i rozwinięciem wcześniejszych  wątków i losów postaci ale autor  nic nie stracił ze swojej pomysłowości i rozmachu, nadal udowadniając  iż  jest pisarzem, który jak nikt inny, potrafi łączyć prawdziwe, historyczne wydarzenia ze światem literackiej fikcji i fantazji. Zestawiać  twarde, surowe, brutalne realia epoki  z zupełnie irracjonalnym światem magii,  wiedzy tajemnej i wciąż wieść nas w nieznane.

 Tak też sprawa ma się w odniesieniu do prezentowanej to powieści, której fabuła i akcja przenosi nas do dwudziestowiecznej Warszawy (i nie tylko) okresu I wojny światowej. Miasta wciąż niepokornego, niespokojnego, z trudem i niechęcią znoszącego obcą (czy to rosyjska czy niemiecką) okupacje. W którym kultywuje się pamięć narodowych powstań,  bohaterów,  gdzie nadal nieprzerwanie  tli się iskierka buntu, a zamachy i zbrojne akcje, dokonywane przez bojowców Polski Partii Socjalistycznej czy słynnych ‘Sztyletników” powodują iż urzędnicy państw zaborczych  nie mogą spać spokojnie.

 Główna osią zdarzeń, wokół której wszystko się ogniskuje (w mniejszym lub większym stopniu)  pozostają  nadal postacie  polskiego alchemika  Olafa Rudnickiego oraz  rosyjskiego arystokraty i  wysoko postawionego carskiego oficera Aleksandra Samarina, (ich relacje są niekiedy dość skomplikowane), których przyjaźń, w obliczy burzliwych, dziejowych wydarzeń, wystawiona zostanie na ciężka próbę.

Adam Przechrzta jest jednym z tych pisarzy , który nie boi się,  przy tym, również uśmiercać swoich bohaterów (nawet tych do których czujemy wyraźną sympatie czy podziw) choć, oczywiście, w tym miejscu szczegółów nie zdradzę… W ich miejsce pojawią się jednak nowe postacie,  bardzo interesujące, wyraziste a wraz z nimi masa nowych wydarzeń  i problemów.

Nadal jednym z  najciekawszych, znakomicie budujących klimat i scenerię opowieści  elementów pozostaje  tzw. Enklawa, powstała w niezrozumiały sposób (podobnie jak w Moskwie i Petersburgu)   mroczna i szalenie niebezpieczna dzielnica, która stała się siedliskiem wszelkiej maści przerażających istot i bytów, również tych jak najbardziej rozumnych i potężnych. Zabezpieczona wprawdzie,  wykonanymi ze srebra ochronnymi  barierami,  które jednak, jak się okazuje,  nie zawsze spełniają swoją role, doprowadzając do tego iż niebezpieczeństwo staje się coraz bardziej realne, powodując iż wszechogarniający niepokój i  groza  nie opuszcza  mieszkańców miasta, bez względu na narodowość, status społeczny i polityczne zapatrywania.

 Autor po raz kolejny zaskakuje  świeżością pomysłu, nieszablonowością  i łamaniem stereotypów,  dzięki czemu lektura  zdecydowanie wyróżnia  się  wśród licznych pozycji tego gatunku. Przemyślana,  spójna i ciekawie skonstruowana intryga, wyraziści, choć niejednoznaczni bohaterowie (niemal każdy z nich ma swoje sekrety) oraz trudny jest do przewidzenia finał,  spowoduje iż czeka nas kilka wieczorów naradę godziwej  rozrywki Na szczególne podkreślenie zasługuje, wielobarwny a przy tym bardzo   sugestywnie i plastycznie oddany  obraz naszej stolicy,  czasów zaborów, w której przeplatają się losy rosyjskiej arystokracji, polskiej inteligencji i mieszczaństwa,  biedoty, kryminalnego półświatka, polskich organizacji niepodległościowych oraz  rożnych rosyjskich  formacji wojska,  policji i tajnych służb (niesławna Ochrana).

„Namiestnik”to pozycja obowiązkowa dla wszystkich miłośników twórczości Adama Przechrzty oraz tych wszystkich,   którzy chcą, po prostu, poznać świetnie napisaną historię, osadzoną w sensacyjno –wojennej  scenerii z początków poprzedniego wieku. Polecam przy okazji dwie inne powieści tegoż autora „Demony Leningradu”, „Demony wojny” traktujące o losach pułkownika GRU Aleksandra Rozumowskiego…

NIGHTWISH

Federico Mastrogivanni „Żywi czy martwi?

„Póki ktoś jest zaginiony, pozostaje niewiadomą. Kiedy taki człowiek się odnajduje, możemy nadać jego sprawie określony bieg. Również w przypadku gdy zaginięcie przeradza się w pewność zgonu, wdraża się pewne postępowanie. Póki jednak zaginiony jest tylko zaginionym, nie można wobec niego zastosować żadnej z wyżej wspomnianych procedur. Jest niewiadomą, jest zaginionym. Nie ma tożsamości. Nie ma go. Nie jest ani martwy, ani żywy, jest zaginiony.”

Co jakiś czas przekonujemy się, niestety, iż nic nie pisze tak przerażających scenariuszy jak samo życie…

Gdy we  wrześniu 2014 roku świat zaszokowała wiadomość o zaginięciu w mieście Iguala w południowym stanie Guerrero czterdziestu trzech meksykańskich studentów, jadących autobusami  protestować przeciw reformie edukacji  (dziś wiemy już że  zastali brutalnie zamordowali a ich ciała, najprawdopodobniej, spalone), wszyscy przecierali oczy z niedowierzania. Przez Meksyk oraz  cały cywilizowany świat przeszła fala  gwałtownych protestów  oraz  akcji wspierających rodziny a informacje, początkowo bardzo szczątkowe,  o tym wydarzeniu tygodniami nie schodziły z   czołówek gazet czy  telewizyjnych ramówek. Już wkrótce okazać się miało jednak iż owe  tragiczne wydarzenie jest jedynie przysłowiowym  „wierzchołkiem  góry lodowej” znacznie  szerszego zjawiska, nazywanego „wymuszonym zaginięciem”, do którego od lat dochodzi w tym kraju. Jego skala jest dosłownie porażająca, wedle oficjalnych statystyk (z oczywistych powodów znacznie zaniżonych  i niepełnych)  liczbę zaginionych w ten osób  szacuje się na  ponad  dwadzieścia trzy tysiące.

Mam właśnie przed sobą wstrząsająca książkę Federico Mastrogiovanniego „Żywi czy martwi? Porwania ludzi w Meksyku jako narzędzie terroru” będąca poruszającym i szokującym   zapisem dziennikarskiego śledztwa  (bardzo trudnego i niebezpiecznego, zważywszy na okoliczności) dotycząca tego procederu. Autor próbuje dotrzeć do źródeł tego ponurego  zjawiska,  poznać jego  przyczyny, mechanizmy, dzięki któremu tak długo udaje mu się funkcjonować oraz  ludzi i  procesy decyzyjne, które powodują iż rozmiar tego zbrodniczego procederu przybrał  aż tak wielką skalę. Odgrzebuje archiwa, dociera do mało znanych dokumentów, rozmawia z dziesiątkami świadków i osób zaangażowanych w walkę z tym zjawiskiem (również ofiarami,  którym udało się przeżyć) policjantami, agentami federalnymi, wojskowymi, politykami , urzędnikami państwowymi, dziennikarzami,  przedstawicielami lokalnych mediów, organizacji pozarządowych,  fundacji, itd. Przemieszczając się z miejsca na miejsce, kawałek po kawałku stara się zebrać w jedna spójną całość prawdę o krwawych wydarzeniach rozgrywających się w Meksyku.

 Na konkretnie udokumentowanych przykładach  (wstrząsająca historia młodego Alana, któremu w dramatycznych okolicznościach  udało się uciec porywaczom, dostać się na posterunek policji i zadzwonić  do swoich rodziców, lecz zanim zdołali oni  do niego dotrzeć został „po cichu”  wydany przestępcom) opisuje zjawisko w którym  ludzie porywani  są  z własnych domów, samochodów, boisk, uprowadzani z parkingów  i ulic, torturowani psychicznie i fizycznie,  wykorzystywani seksualnie i brutalnie  mordowani. Kreśli  obraz zupełnego zezwierzęcenia i bezkarności oprawców, przywodzący  na myśl najgorsze przykłady nazistowskich  zbrodni  dokonywanych oddziały Einsatzgruppen SS na wschodzie Europy.

„Kiedy jakiś kartel potrzebuje załatwić problem ze swoimi przeciwnikami, służą mu do tego chłopcy uwięzieni w klatkach niczym drób w kurniku lub bezpańskie psy. W chwili gdy szef gangu chce pokazać swoją siłę, ktoś wyciąga tych biednych chłopców z kryjówki, a wkrótce potem okazuje się, że dyndają powieszeni na moście lub leżą zawinięci w sarape na skraju szosy z karteczką przytwierdzoną do piersi nożem.”

To co jednak najbardziej uderza i szokuje w tej publikacji (oprócz, naturalnie,   historii poszczególnych ofiar) to udział w tym okrutnym procederze przedstawicieli lokalnej administracji państwowej, polityków (rożnego szczebla), wielkiego biznesu i międzynarodowych koncernów  (inwestujących  w wydobycie  gazu łupkowy, złota czy  ropy naftowej),  sił policyjnych i meksykańskiego wojska,  które stały się elementami umożliwiającymi stworzenie  parasolu ochronnego  dla doskonale prosperującej przestępczości zorganizowanej  i potężnych narkotykowych  karteli.

 „Udokumentowano wiele przypadków, kiedy policja, nawet jeżeli nie porywa ani nie zatrzymuje nikogo nielegalnie, zobowiązuje się dostarczać przestępcom informacji lub po prostu „oczyszcza” teren, by organizacje przestępcze mogły spokojnie popełniać zbrodnie”

Książka Federico Mastrogiovanniego nie jest  jedną z tych lektur,  które czyta się lekko, łatwo i  przyjemnie. Jest  twardym,  brutalnym, podanym bez znieczulenia  i solidnie, merytorycznie podbudowanym   dziennikarskim przekazem (tym ważniejszym iż pochodzącym  do osoby doskonale znającym panujące w Meksyku realia), który ma wstrząsnąć sumieniami czytelników, opinią publiczną oraz   przypomnieć o ludziach  o których wciąż nie wiadomo czy są „żywi czy martwi”. Ważna,  wstrząsająca i trudna pozycja, pozostawiająca  czytelnika przepełnionego  niedowierzaniem, grozą  i bardzo gorzką refleksja. Polecam.

„Snajperzy drugiej wojny światowej”

”Czczeni przez niektórych jako doskonali wojownicy, potępiani przez innych jako bezwzględni zabójcy – snajperzy bojowi to więcej niż strzelcy. To zdyscyplinowani, opanowani profesjonaliści, wyszkoleni w strzelaniu do celu, prowadzeniu zwiadu i maskowaniu się. W czasie drugiej wojny światowej zaangażowani byli przez obie strony do zadawania śmiertelnych ciosów”.

Po raz kolejny wydawnictwo RM oddaje w nasze ręce  publikację (ukazuje się ona w ramach znakomitego cyklu „Sekrety historii”)  traktującą o mało znanych aspektach II wojny światowej. Tym razem  pochylimy  się  nad tematyką dotyczącą strzelców wyborowych, funkcjonujących na wszystkich, niemal,  frontach tego straszliwego konfliktu. Literatura przedmiotu dotykająca tej tematyki nie jest zbyt bogata  (przynajmniej na naszym, księgarskim, rynku) i jeśli już się pojawia  to  ma najczęściej  charakter wspomnieniowy – ostatnio ukazały się dwie takie, bardzo ciekawe, zresztą,  pozycje:  Albrechta Wackera  „Snajper na froncie wschodnim” i  Bruno Sutkusa  „Snajper”.

Zagłębiając się w problematykę tego szczególnego  rodzaju żołnierskiego rzemiosła, zauważyć można od razu iż nigdy nie miał on tzw. ”dobrej prasy”, nawet w szeregach własnych armii. Wpływ na to miała, bez wątpienia, specyfika wykonywanych działań a wraz z nią bardzo cienka linia  oddzielająca (w oczach członków innych formacji) zwykłego, zimnego zabójcę od  powszechnie uznanego żołnierskiego etosu.

Być może właśnie dlatego, sylwetki największych  snajperów w historii,  nigdy nie przebiły się szerszej narodowej czy społecznej świadomości .

Prezentowana tu pozycja „Snajperzy  drugiej  wojny światowej” ze względy na swoją formę staje się szansą by po latach wyszli oni z mroków zapomnienia, zwłaszcza iż niektóre z ich osiągnięć (z militarnego punktu widzenia) z pewnością na to zasługują.  To bardzo interesujący zbiór  tekstów (różnego autorstwa, pisanych zarówno przez wybitnych historyków jak  i znawców wojskowość), poprzedzonych wstępem, prezentujący nam sylwetki najsłynniejszych strzelców wyborowych,   pochodzących z rożnych armii tego  najstraszliwszego zbrojnego konfliktu XX wieku.

Każda historia jest osobną opowieścią o człowieku, żołnierzu oraz czasach w których przyszło mu wykonywać tą szczególna profesję.

Nie zabranie, oczywiście, tych największych nazwisk jak Fin  Simo Hayha, zwany „Białą śmiercią” (543 potwierdzonych trafień) czy znany wszystkim miłośnikom, dobrego, wojennego kina, utrwalonego w obrazie Jeana-Jacquesa Annauda „Wróg u bram” Wasilija Zajcewa  oraz takich o których zapewne niewielu  kiedykolwiek słyszało: Matthaus Hetzenauer,  Sepp Allerberger, Harry Furness …

 Szczególnie ciekawą dla nas okolicznością jest fakt iż różnorodność tekstów pozwala nam spojrzeć na snajperów,  specyfikę ich walk  z rożnych perspektyw  i często zupełnie odmiennego podejścia do tematyki. Oprócz więc opowieści  kładących szczególny nacisk na  typowo militarne aspekty ich służby (trening, taktyka, techniki kamuflażu,  uzbrojenie, optyka, statystyki itp.)  znajdziemy  i takie  w których bardziej odniesiemy się  do elementów psychologicznych i emocjonalnych, motywacji (często bardzo osobistych), radzenia sobie z poczuciem winy, wszechobecną śmiercią  czy wyrzutami sumienia, od których, jak sadze, nie byli całkowicie wolni. Wszystkie te opisywane czynniki  składają się  na bardzo wnikliwy  i wielopłaszczyznowy  obraz  znacznie wzbogacający naszą wiedzę i sposób postrzegania  tych żołnierzy.

Oprócz postaci Simo Hayha, osoby zupełnie niezwykłej nawet w tym bardzo specyficznym środowisku, największe ważenie zrobiła na mnie historia Ludmiły Pawliczenko, jedynej kobiety w tym grobie,  która z młodej studentki historii  stała się śmiertelnie groźnym radzieckim  strzelcem ( „najgroźniejszą kobietą wojny” jak określali ją Niemcy), która wśród zgliszczy Odessy i Sewastopola wykuwała swoją  własną legendę.

Dużym atutem są bez wątpienia zawarte w lekturze, liczne,  bardzo unikalne zdjęcia,  będące doskonałym uzupełnieniem zawartych  w niej treści oraz wyrazisty i  zrozumiały (nawet dla laika) język.

 „Snajperzy  drugiej  wojny światowej” jest publikacją, która bez wątpienia  wnosi wiele informacji do obrazu  tej szczególnej  wojennej rzeczywistości. Polecam.

 

 

 

 

 

„Stacja Berlin”-serial

Bohdan Urbankowski „Józef Piłsudski. Do Polaków”.

„Powoływać się na Kościuszkę, posługiwać się jego imieniem, zachwycać się nimi solidaryzować się z jego ideałami może każdy bezkarnie, bez konsekwencji i kosztów. Bo Kościuszko nie żyje. Kto solidaryzuje się ze mną, musi płacić wysiłkiem, męką, trudem, ofiarą z wolności, z życia”.

Recenzując i opisując jakąś publikacje, oprawa edytorska (choć jest,  naturalnie, czynnikiem  istotnym)  w zestawieniu  z podejmowaną problematyką, znajdującą odzwierciedlenie w tekście ma, w moim przypadku,  znaczenie, zdecydowanie drugorzędne  i najczęściej nie przywiązuje do niej zbyt dużej uwagi. W przypadku prezentowanej tu książki sytuacja jest jednak zgoła inna, gdyż wysokie standardy dotyczące jakości wydania oraz  profesjonalizmu znacznie wykraczają poza obserwowane na księgarskich półkach standardy (duży ukłon w stronę redakcji „Białego Kruka”) i  trzeba to wyraźnie  podkreślić.

Znakomita jakość papieru, druku, porządna twarda oprawa, dobre zszczycie,  wysokiej jakości zdjęcia (często mało znane czy wręcz unikalne) i  grafiki, powodują iż będzie to lektura, która posłuży zarówno nam jak i zapewne  naszym dzieciom.

Książka Bohdana Urbankowskiego „Józef Piłsudski.Do Polaków” jest zbiorem najważniejszych myśli, przemówień, rozkazów, odezw oraz rozmaitych  głębszych refleksji, które stały się udziałem Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego. Dotykają one  wielu, różnorodnych zagadnień  dotyczących państwa i narodu polskiego, zarówno w czasach współczesnych naszemu bohaterowi jak i tych, rozgrywających się   na przestrzeni naszych dziejów: historii, polityki, nauki, ideologii, geopolityki,  mentalności, dziedzictwa caratu, dorobku kulturowego, miejsca naszego odrodzonego państwa   w gwałtownie zmieniającej się  Europie i Święcie.

Są spuścizną,  pochodzącą z całego okresu jego bujnej i rozgrywających się na wielu płaszczyznach działalności, począwszy od lat najmłodszych: dzieciństwo (bardzo silne więzy emocjonalne łączące go  z matką) lata młodzieńcze i  początki zaangażowania w działalności niepodległościową  aż po te ważkie momenty, które tak bardzo kojarzą nam się z jego osobą: konspiracja w strukturach podziemnej PPS, głośne akcje zbrojne, tworzenie organizacji strzeleckich, epopeja Legionów, odzyskanie niepodległości, walka o scalenia i utrzymanie granic, wojna polsko bolszewicka  1920 roku i słynny „Cud nad Wisłą”,  zamach majowy rządy sanacji.

 Lektura podzielona jest na dwa oddzielne rozdziały, zróżnicowane objętościowo i tematyczne „Myśli” oraz „Pisma, mowy i rozkazy”, poprzedzone niesłychanie interesującym, biograficznym szkicem, który przypomni nam i znacznie ułatwi zrozumienie głoszonych przez marszałka, poglądów i tez, adekwatnych do omawianej tematyki  oraz konkretnego przedziału czasowego.

Marszałek Józef Piłsudski było postacią zdecydowanie nietuzinkową i wybitną,  co do tego nikt nie ma, chyba, wątpliwości (mam przynajmniej taką nadzieje). W   dramatycznych dziejowych okolicznościach  wziął na siebie ciężar  (a był to z pewnością ciężar przytłaczający) odpowiedzialności za  kształt i niepodległościowy byt rodzącego się  państwa polskiego i bezpieczeństwa jego obywateli. Jego życie i polityczna działalność jest odbiciem pragnień i marzeń, umęczonego wiekami niewoli narodu, dążącego do samostanowienia, niepodległości, niezawisłość  oraz  rozwoju własnej państwowości i narodowej kultury. To opowieść o człowieku wpisanym w swój czas,  ponoszącym konsekwencję przywództwa, zmuszonego do dokonywanie trudnych i bolesnych wyborów, zarówno w polityce wewnętrznej jak i tej toczonej na arenie międzynarodowej. To również ciekawy obraz społeczeństwa polskiego,  które po stu dwudziesty trzech latach zniewolenia  nie utraciło nadziei na odzyskanie własnego państwa (przewija się tu plejada ważnych postach naszej historii, których postawy i role  odegrały decydująca role w tym procesie).

„Rok temu z garścią małą ludzi, źle uzbrojonych i źle wyposażonych, rozpocząłem wojnę. Cały świat stanął wtedy do boju. Nie chciałem pozwolić, by w czasie, gdy na żywym ciele naszej ojczyzny miano wyrąbać mieczami nowe granice państw i narodów, samych tylko Polaków przy tym brakowało. Nie chciałem dopuścić, by na szalach losów, ważących się nad naszymi głowami, na szalach, na które mieczem rzucono, zabrakło szabli polskiej! Że szabla nasza była małą, że nie była godną wielkiego 20-milionowego narodu, nie nasza w tym wina. Nie stał za nami naród, nie mający odwagi spojrzeć olbrzymim wypadkom w oczy i oczekujący w biernej „neutralności” jakiejś dla siebie od kogoś „gwarancji”. Żołnierze! Poszliście za moim rozkazem bez wahania, bez chwili namysłu, czy los wasz nie będzie podobnym do losu tylu poprzedzających nas pokoleń żołnierzy polskich. Poszliście, by stanąć w obronie, jeśli już nie szczęścia ojczyzny, to przynajmniej jej honoru”.

Wybór tekstów (pamiętajmy iż spuścizna Naczelnika jest o wiele większa) bardzo istotnych z poznawczego punktu widzenia pozwoli nam spojrzeć na tą postać zarówno w kontekście wybitnego polityka,  męża stanu (dziś, niestety, nie mamy osobistość tego formatu w przeciwieństwie do omawianych w lekturze czasów: Roman Dmowski, Walery Sławek, Wincenty Witos) przywódcy  wojskowego, lecz i zwykłego człowieka, zafascynowanego literaturą (Mickiewicz, Słowacki, Krasicki ) czy historią (Napoleon Bonaparte, Powstanie styczniowe 1863 roku). Wyłania nam się twardo stopujący po ziemi realista, polityczny pragmatyk, niestrudzenie dążący do raz obranych celów, posiadający jednak  pewien, tak charakterystyczny dla Polaków, romantyczno –szlachecki   rys. Być może właśnie dzięki temu uda nam  się trochę inaczej spojrzeć się na tę tą niemal spiżową postać a jego liczne decyzje, niekiedy kontrowersyjne i trudne, wydadzą nam się bliższe i bardziej zrozumiałe.

„Żadne zdrowe społeczeństwo nie będzie, bez zdobycia się na opór czynny, znosić gospodarki bandytów, podtrzymywanych przez władze, i władz, podtrzymywanych przez bandytów”.

„Państwa i narody, które na podstawie kłamstwa, na podstawie negowania prawdy podają myśl polityczną, dążą do zguby”.

 Pozycja Bohdana Urbankowskiego „Józef Piłsudski. Do Polaków” jest zdecydowanie warta polecenia ze względu na ogromne  walory historyczne,  dające czytelnikowi możliwość zmierzenia się z życiem i działalnością   wielkiego Polaka  oraz  jego epoką. Zdecydowanie polecam.

 

 

 

Elwira Watała „Matrioszki. Fortuna, sex i łzy”

 „Staram się pisać sercem, a prawie wszystko co opisuje, przeżyłam osobiście.  Od Stalina do Putina – ten etap historii Rosji widzę nie oczami wyobraźni, lecz oczami wspomnień”.

Trzymamy w swoim ręku publikację Elwiry Watały, bardzo popularnej i poczytnej pisarki  (polecam  „Córka Stalina”, „Carskie Polki”)  zatytułowaną  „Matrioszki. Fortuna, sex  i łzy”, będącą swoistym, literackim podsumowaniem ponad trzydziestoletniego  pobytu autorki u naszego wschodniego sąsiada. Książka, ewidentnie,  zrodzona z ogromnej pasji oraz  fascynacji samą Rosją (a wcześniej ZSRR) oraz jej wielo-kulturową i wielobarwną stolicą, Moskwą. Czuć wyraźnie głęboką wieź emocjonalna pisarki (mimo wielu negatywnych zjawisk, które piętnuje w tekście)  z tym krajem i w miarę pokonywania kolejnych stron udziela się ona czytelnikowi.
 Tak się już składa iż nasz ogólna  wiedza dotycząca tej krainy jest najczęściej dość  fragmentaryczna, tematycznie, wyraźnie  ukierunkowana  i  dotyczy raczej wymiaru polityczno – historycznego, co jest, naturalnie, w pewien sposób, zrozumiałe w kontekście naszych skomplikowanych,  burzliwych, wielowiekowych stosunków. Zaglądając do tej lektury  mamy niepowtarzalną okazje w znacznej mierze to zmienić.

Publikacja nacechowana subiektywnym spojrzeniem autorki (bardzo osobistym a rzekłbym, miejscami, nawet  intymnym) ukazuje nam Rosję jakiej nie znamy.  Napotykamy na swej drodze ludzi zwykłych i zupełnie nietuzinkowych, bardzo znanych oraz takich o których nigdy, zapewne,  nie słyszeliśmy.   Uczymy się trudnej, złożonej  historii (częstokroć naznaczonej niewyobrażalnym, ludzkim cierpieniem) podziwiamy bogatą architekturę i osiągnięcia kultury, świat na styku wielowiekowej tradycji i nowoczesności, jego specyfikę, wielowymiarowość oraz  niezwykły koloryt..
 Jak możemy się domyślić z tytułu, bohaterami tej publikacji w dużej mierze będą głośne postacie z kart historii oraz osoby doskonale odnajdujące się w dzisiejszej, medialnej rzeczywistości: politycy, wojskowi, pisarze, dziennikarze, artyści,  biznesmeni, oligarchowie oraz cała plejada  osobistości  zapełniających pierwszych strony  poczytnych gazet (często zwykłych bulwarówek)czy   telewizyjnych ekranów. Ich lista jest doprawdy imponująca by wymienić tych  najbardziej znanych: Ałła Pugaczowa, Bułat Okudżawa,  Włodzimierz Wysocki, Anastazja Wołoczkowa, Galina Breżniew, Maja Plisiecka,  Borys Beriezowski, Anna Politkowska, Swietłana Miedwiediewa i wielu, wielu innych.

Śledzimy ich prywatne losy, zawodowe kariery oraz  wzloty  i upadki, które  nieustannie im towarzyszyły. Dowiadujemy się o życiu osobistym (w jego różnych, również tych skrzętnie tajonych, aspektach), rodzinie, przyjaciołach, ludziach z różnych względów dla nich ważnych, których spotkali na swojej drodze i którzy odegrali w ich życiu istotną rolę. Sekretach, niewygodnych faktach, skandalach,  nałogach, popełnianych błędach i decyzjach, które zaważyły na całym ich życiu oraz  cenie, którą płaci się za sławę. To często świat (szczególnie współczesny jego obraz ) w którym prym wiedzie tania sensacja, kreowanie rzeczywistości, oszustwo, żerowanie na ludzkich nieszczęściach i słabościach. Pełno tu populizmu, demagogii, prowokacji, sztucznego skandalu. Nie zabraknie, naturalnie,  pikantnych szczegółów dotyczący życia erotycznego, zdrad małżeńskich, niejasnych finansowych powiązań i  innych przejawów kontrowersyjnego życia, będących pożywką dla kolorowej prasy.

W książce, podobnie jak w całej XX wiecznej historii ZSRR, dominuje  w sposób przytłaczający postać sowieckiego generalissimusa,  Józefa Stalina, który  złowrogim cieniem kładzie się nad, niemal wszystkimi, przejawami życia w „socjalistycznym raju”. Nie zbraknie bo, naturalnie, zabraknąć nie może, ściśle związanych z jego osobą i sposobem uprawiania polityki, bardzo  tragicznych wydarzeń ubiegłego wieku, bez których, dzisiejszy, znamy nam wszystkim obraz,  tego państwa i jego  stolicy, zapewne wyglądałby zupełnie inaczej: bolszewicka rewolucja, wojna domowa, czasy krwawego terroru i  Wielkiej czystki, II wojna światowa, rozbudowany system więzień i łagrów itd. Szczególnie ciekawie jawią się w tym kontekście  wątki odnoszące się  wielkich radzieckich pisarzy  i artystów owego   czasu  (Maksym Gorki, Aleksiej Tołstoj, Borys Pasternak, Osip Maldensztam…) oraz stosunek do nich (niekiedy skomplikowany, naznaczony uprzedzeniami, kaprysami charakteru czy bardzo subiektywnymi ocenami) I sekretarza radzieckiej partii. 

Interesująco opisane przejście z epoki Józefa Stalina  do czasów jego następców (Chruszczowa, Breżniewa, Gorbaczowa, Jelcyna aż po  obecnego prezydenta  Władymira Putina ) jest jednocześnie  ukazaniem zmieniającego się społeczeństwa w którym zdecydowanie słabnie pierwiastek ideologiczno-rewolucyjny  na rzecz zwykłego materializmu i głodu władzy, określający  nowo powstające  rosyjskie elity. 

 Książkę Elwiry Watały „Matrioszki. Fortuna, sex  i łzy” czyta się naprawdę z wielką przyjemnością. Oprócz walorów typowo literackich  i poznawczych z całą pewnością zapewni nam ona wiele godzin naprawdę pouczającej rozrywki. Napisana z niezwykłą plastycznością, językiem zrozumiałym dla wszystkich, przeplatanym jest zarówno  humorem (czasami czarnym) ale i  głębszą myślą, wyraźną nostalgią i kakofonia przeróżnych, zarówno pozytywnych jak i negatywnych uczuć. Prezentuje szeroki wachlarz poglądów, ocen i wątpliwości dotyczących miejsca tego kraju i narodu , w szybko zmieniającej się świecie XXI wieku. Zdecydowanie polecam.

 

 

 

 

Hans.Hellmut Kirst „Fabryka oficerów”

„Żołnierz nie walczył już przeciw żołnierzom, nie bronił już ojczyzny, nie chronił ludzi – musiał, jak za czasów landsknechtów, zwalczać ideologie, religie, i potężne kliki. I co gorsza: musiał tolerować zbrodnie, a tym samym sankcjonować je – był więc współwinowajcą. Niemcy straciły swój honor. Człowiek, który pozbawił Niemców honoru i robił z żołnierzy zbrodniarzy, nazywał się Hitler”.

To zdecydowanie jedna z najważniejszych powieści antywojennych swoich czasów i głos pokolenia, które pragnęło  zmierzyć się  oraz rozliczyć z własną, niechlubną,  nazistowską przeszłością. Po raz pierwszy miałem okazję sięgnąć po nią wiele lata temu i dziś, mając ją w ręku po raz kolejny, stwierdzam iż nic  (mimo upływu czasu oraz  gwałtownie zmieniającego się świata) nie straciła ona na swej autentyczności, wielowymiarowości i ponadczasowym  przekazie. Każdy z miłośników  literatury ma z pewnością w swoich zbiorach czy pamięci  kilka takich, szczególnych, pozycji, które pozostają z nami na zawsze, kołacząc się gdzieś pod czaszką i dla mnie jest to właśnie jedna z takich lektur.

 Opisywane w powieści wydarzenie ogniskują się wokół zagadkowej śmierci jednego  z kadetów niemieckiej Szkoły Wojennej nr 5 w Wildlingen nad Menem. Tytułowej „Fabryki oficerów” produkującej w sposób przyśpieszony i zredukowany do minimum, nowe wojskowe kadry dla potrzeb toczącej się wojny. Sam jednak kryminalno–śledczy wątek, jakkolwiek, oczywiście, niesłychanie ważny z punktu widzenia fabuły czy akcji  staje się jedynie pretekstem dla ukazania uwikłania niemieckiego narodu (na wielu, różnych, płaszczyznach, jego polityczno-militarnych elit, korpusu oficerskiego czy szerzej społeczeństwa III Rzeszy w zbrodniczą narodowo-socjalistycznyną ideologię  i konsekwencję tego co za sobą niosła.

 To wnikliwym stadium systemu oraz stosunków panujących w niemieckiej armii  oraz  roli jaką zajmuje w nim poszczególna jednostka. Rozmaitych postaw, kształtowanych przez specyficzne  okoliczności,  własne dramatyczne doświadczenia, związane z okrucieństwem  wojny (porażające fragmenty dotyczące okaleczonych, psychiczne i fizycznie  niemieckich weteranów) i życiem w totalitarnym, policyjnym  państwie. To bezlitosny, obdarty ze wszelkich złudzeń obraz hitleryzmu, jego oszukańczej polityki, cynizmu, bezprawia i  bezprzykładnego okrucieństwa. Również nazizmu jako ideologii, która pchnęła Niemców do niewyobrażalnych zbrodni, masowego ludobójstwa, wszelkiego rodzaju wynaturzeń i odczłowieczenia. Ideologii, która stała się przekleństwem dla europejskich narodów i samych Niemiec.

Najmocniejszą stroną są tu, bez wątpienia, kreacje bohaterów powieści (porucznik Karl Krafft, kapitan Feders, generał Modersohn), które  autor zbudował  naprawdę  po mistrzowsku: złożone, niejednoznaczne,  naznaczone przez  życie i przewrotny los.

Ich charakterystyki, będące odbiciem czasów w których przyszło im żyć i walczyć, w połączeniu ze znakomitymi dialogami (przeplatanymi od czasu do czasu czarnym, cynicznym humorem-uwielbiam) daje nam  wstrząsający, szarpiący emocjami obraz XX-wiecznego  dramatu, zgotowanego  nam przez Adolfa Hitler i jego świtę.

 To oskarżenie rzucone nazistowskiemu totalitaryzmowi piórem  człowieka,  który był jego częścią (pisarz  był w okresie II wojny światowej wykładowcą w niemieckiej szkole oficerów) malutkim trybikiem w wielkiej  hitlerowskiej maszynie terroru i zagłady.To dotkniecie istoty zła,  które większość niemieckiego narodu chciało by zmarginalizować czy wręcz  wymazać z pamięci. Dlatego jest taka ważna…

 Książka H.H. Kirsta „Fabryka oficerów” napisana jest prostym, zrozumiałym językiem, pełnym żołnierskiego „slangu”, wojskowej terminologii, nie stroniącym od wulgaryzmów. Znakomicie wpisuje się on w klimat  tej opowieści. Jej największa zaletą jest to iż, zmusza do myślenia i głębszych refleksji, również nad kondycja dzisiejszego świata i kierunków w których on  zmierza. To lekcja historii  z której powinno się wyciągnąć wnioski… Gorąco polecam.

Loreena McKennitt The Wind That Shakes the Barley