Archive for the ‘polecam’ Category

Philippe Sands „Ostatnia kolonia”.

Książka Philippe Sands „Ostatnia kolonia. Jednostka przeciw imperium” to trochę przykład uwspółcześnionej wersji mitu o Dawidzie i Goliacie ( i mówię o tym z ogromnym żalem) w której rola dzielnego wojownika przypadła małemu archipelagowi wysp Czagos (decyzją polityczną sztucznie oddzielonego od macierzystego Mauritiusa) zaś rolę olbrzyma otrzymało Imperium Brytyjskie z całą swoja polityczną, ekonomiczna i militarnym potęgą.

W latach sześćdziesiątych XX wieku zapadła tajna decyzja – Brytyjczycy zaoferowali USA utworzenie bazy wojskowej na jednej z wysp archipelagu Czagos. Powstała nowa kolonia, Brytyjskie Terytorium Oceanu Indyjskiego, a wszyscy mieszkańcy terenów, które objęła, zostali przymusowo wysiedleni. „Jeden kufer, żadnych zwierząt” – nakazali kolonizatorzy”

Wśród nich jest Liseby Elysé, wówczas młodziutka dziewczyna, dziś upominający się o sprawiedliwość dla siebie, swojej rodziny i swojego ludu świadek owych tragicznych wydarzeń.

Heroiczna postawa jej samej oraz grona jej rodaków doprowadziła ich, po latach starań, przed Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości, którego sędziowie stanęli przed podjęciem historycznej decyzji dotyczącej legalności podjętych przez Brytyjczyków działań względem mieszkańców Archipelagu Czagos oraz możliwości ich powrotu do domu.

To historia wielkiej sądowej batalii, przez dziesięciolecia toczącej się na różnych prawnych, dyplomatycznych i niedyplomatycznych płaszczyznach i polach. Batalii o poszanowanie praw człowieka, dziejową sprawiedliwość i jej wymiar dziejowy, polityczny, społeczny i ogólno ludzki.

Szczególna rola przypadła tu autorowi książki, który kreśli nam historie rozgrywających się wydarzeń (dawniejszych i współczesnych) z punktu widzenia zarówno narratora ale i osoby bezpośrednio zaangażowanej (również emocjonalnie ,czego nie ukrywa), jako reprezentant Mauritiusa w Międzynarodowym Trybunale Sprawiedliwości.

Ale przedstawiona przez Philippe Sandsa dramatyczna opowieść ma znacznie szerszy kontekst, gdyż porusza kilka naprawdę istotnych, globalnych kwestii oraz stawia pytania na których odpowiedzi ważne są dla nas wszystkich.

Szczególnie te dotyczące wymiaru i spuścizny kolonializmu ( oraz towarzyszących mu procesów) i przełożenia jaki ma on nadal w rożnych częściach świata ( Czagos jest tylko jednym z przykładów). Jego wpływu na rozwój oraz funkcjonowanie wielu dzisiejszych narodów i państw.

O zmieniającej się postkolonialnej świadomości, geopolityce, prawach człowieka, krętych ścieżkach dyplomacji, ponadczasowych wartościach, sile mediów a także ludzkiej determinacji i odwadze.

O kierunkach rozwoju międzynarodowego prawa, roli Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz innych organizacjach przed którymi małe państwa i narody ubiegają się o sprawiedliwość. O ułomnościach i wadach systemu w którym nadal przeplatają się polityka, ideologia, wielki biznes i partykularne interesy poszczególnych mocarstw. Ale również o nadziei na przyszłość i zachodzących na świcie zmianach.

Książka Philippe Sands „Ostatnia kolonia. Jednostka przeciw imperium” to znakomici napisana, poruszająca i ważna lektura, które pozostawi nas, jak sądzę, z pewną głębszą refleksją co do kondycji otaczającego nas świata i i kierunku w którym powinien on w przyszłości zmierzać. Gorąco polecam.

Paul Kenyon „Dzieci nocy”.

Dzieje Rumunii to jedna z wielkich, nieopowiedzianych historii współczesnej Europy. Ten nieustannie balansujący między Wschodem a Zachodem kraj doświadczył rządów kilku spośród najbardziej osobliwych przywódców XX wieku”. 

Myśląc o Rumuni najczęstszymi skojarzenia, które, jak mi się wydaję, przychodzą nam wszystkim do głowy, będą wspaniałe, majestatyczne Karpaty, tajemnicza Transylwania z jej najsłynniejszym bohaterem, wykreowanym przez Brama Stokera Hrabią Drakulą, malownicza, motocyklowa Trasa Transfogarska oraz ostatnim dyktatorem Europy Nicolae Ceausescu. Z nim (przynajmniej mojemu pokoleniu) szczególnie.

Obserwując upadek systemu komunistycznego w Rumuni świat, w pewnym momencie, przetarł oczy za zdziwienia, szoku i niedowarzania. Krótki sąd kapturowy, błyskawiczny wyrok śmierci i natychmiastowa, sfilmowana, egzekucja dyktatora Nicolae Ceausescu i jego żony Eleny sprawiło że wszyscy obserwujący gwałtownie przemiany rozgrywające w tzw. Bloku Wschodnim, dosłownie, zaniemówili.

Pamiętam iż pomyślałem sobie wtedy iż naród rumuński rozliczanie się z mrocznymi latami realnego socjalizmu zapoczątkował w sposób zdecydowanie radykalny i bezprecedensowy. W przeciwieństwie od innych krajów demokracji ludowej ( takich jak Polska, Czechosłowacja, Węgry, NRD) gdzie procesy przywódców i komunistycznych zbrodniarzy ciągały się latami (często nie kończąc się wyrokami skazującymi) a widmo tajnych reżimowych materiałów i teczek służb specjalnych straszyło nas jeszcze przez kolejne dziesięciolecia.

Okazuje się jednak iż ów radykalizm i popadanie w polityczne skrajności jawi się u naszego południowego sąsiada niejako jako cecha narodowa.

Doskonale ilustruje to książka brytyjskiego autora Paul Kenyona zatytułowana „Dzieci nocy. Nadzwyczajna historia współczesnej Rumunii”, który kreśli w sposób niesłychanie interesujący obrazu Rumuńskiego państwa i szerzej narodu, którego burzliwa i nierzadko krwawa historia wije się na przestrzeni wieków (ze szczególnym uwzględnieniem wieku XX ) niczym przedstawiona na okładce ( tu bardzo alegoryczna) Droga Transfogarska.

Jest w tej opowieści coś bardzo osobistego i refleksyjnego, co pozwala dostrzec ów kraj nie tylko przez pryzmat historii ale i głęboki wydźwięk społeczny i indywidualny co znacznie ułatwia czytelnikowi przyswojenie zawartych w lekturze treści.

Tym bardziej iż w dziejach najnowszych tego kraju nie zabrakło postaci kontrowersyjnych, który odegrali ważna, a niekiedy wiodąca role w kształtowaniu się państwowości rumuńskiej i jej miejsca w dawnym i współczesnym świecie: wymieniony już wcześniej hospodar wołoski Wład III Palownik zwany też Drakulą (faktyczny pierwowzór literackiej postaci) Karol II Hohenzollern, królowa Helena , Octavian Gogę, gen. Ion Antonescu, wojskowy dyktator z okresu II wojny światowej i sojusznik hitlerowskich Niemiec, Corneliu Zelea Codreanu przywódca prawicy czy sekretarz generalny Rumuńskiej Partii Komunistycznej Nicolae Ceausescu.

I to ostatnie, jakże skrajne zastawienie postaci, koncepcji politycznych, poglądów, społecznych i antyspołecznych zachowań jest, moim zdaniem, w tej lekturze najciekawszym elementem, gdyż wpisuje się jak żadne inne (zważywszy na podobne ramy czasowe) w ponury i okupiony krwią ideologiczny korowód, prześladowań, przewrotów, uprowadzeń, skrytobójczych mordów, zamachów i licznych masowych zbrodni.

Z jednej strony, skrajnie prawicowy, silnie osadzony w religii i religijnym mistycyzmie Ruch Legionowy ( Legion Michała Archanioła) i ich zbrojne ramie Żelazna Gwardia, odpowiedzialna za terroryzm polityczny i liczne mordy (min. zabójstwo premiera Rumuni) oraz pogromy ludności żydowskiej, z drugiej zbrodniczy, utytłany we krwi ofiar komunistyczny reżim z jej najbardziej znanym i najdłużej sprawującym władzę przywódcą Nicolae Ceausescu „Słońcem Karpat”.

W książce pojawiają się również bardzo ciekawię wątki dotyczące i naszego kraju (pamiętajmy iż prze II wojną światową mieliśmy z Rumunią wspólna granice i tu też schronił się polski rząd i polski prezydent po klęsce Kampanii Wrześniowej w 1939 roku) oraz paktu Ribbentrop -Mołotow, który dotyczy również, o czym nie wszyscy wiedzą, ziem naszego południowego sąsiada .

Nie może zabraknąć również pojawiających się licznych odniesień do słynnego Hrabiego Drakuli i raczej negatywnego stosunku mieszkańców to takiej właśnie wizji tej postaci, tu postrzeganej w kategorii największych narodowych bohaterów.

Reasumując.

Książka Paula Kenyona„Dzieci nocy. Nadzwyczajna historia współczesnej Rumunii” to fascynująca lektura dla wszystkich, którzy chcą udać się w niezapomnianą podroż po dziejach tego wciąż mało nam znanego kraju. Gorąco polecam.

Jacek Bartosiak i Piotr Zychowicz „Wojna o Ukrainę. Wojna o świat”.

„Historia dzieje się na naszych oczach. To, co jeszcze wczoraj wydawało się nie do pomyślenia, dziś stało się faktem. Rosja dokonała inwazji na Ukrainę, za wschodnią granicą Polski toczy się zacięty konflikt zbrojny”.

To druga publikacja popełniona przez duet Jacka Bartosiaka i Piotra Zychowicza i w pewnym, tematycznym, sensie kontynuacja tez i opinii zawartych  przez dwójkę polskich autorów w poprzedniej książce,  zatytułowanej  „Nadchodzi III wojna światowa”.

Tym razem pozycja  przybrała  formę dwustronnej konwersacji, podczas której nasi bohaterowie  poruszają problematykę  związaną z toczącą się za naszymi granicami wojny Rosją z Ukrainą,  zarównwo w typowym aspekcie wojskowo-militarnym jak i szerzej politycznym, ekonomicznym czy społeczno-narodowościowym.  Rozgrywająca się na wschodzie tragedia ukraińskiego narodu poruszona i rozpatrywana jest tu wymiarze regionalnym (szczególnie ważnym z naszej, nadwiślańskiej,  perspektywy)  ale  i geopolitycznym, brutalnie wkraczającym na arenę międzynarodową z wszystkimi tego stanu  reperkusjami dla Europy i  Świata.

Historycy  w sposób bardzo wnikliwy  i szczegółowy analizują sekwencje zdarzeń, które rozegrały się za naszą wschodnią granicą a  które w określony sposób wpłynęły na to jak  dziś wygląda naszą rzeczywistość. Snują prognozy co do tego jak może wyglądać ona w przyszłości. Próbują odpowiedzieć na pytanie, czy rosyjskiej agresji można było uniknąć? Czy społeczność międzynarodowa  zrobiła wszystko by uniknąć  tej wojny? Czy sam  konflikt zbrojny mógł  przybrać inny formę ? Jak wygląda obecnie teatr toczącej się wojny rosyjsko -ukraińskiej i  jaki jego obraz  będziemy  oglądać w bliższej i dalszej przyszłości? Jak wygląda sytuacja wewnątrz putinowskiej Rosji i jaka jest pozycja samego dyktatora na arenie międzynarodowej?

I chyba dwa najważniejsze  i jednocześnie najtrudniejsze pytania, które w tej dyspucie powinny paść: Jak powinna być rola Polski w obliczu toczą się wydarzeń? Czy grozi nam ( (pomijając, naturalnie, przygraniczne prowokacje i różne odsłony wojny hybrydowej)  bezpośrednie militarne zagrożenie ze strony rosyjskiego agresora, czyli mówiąc prościej wojna i w jakim, stopniu  na taki scenariusz jesteśmy przygotowani?

Oczywiście, owe  odniesienia do naszego kraju są zdecydowanie najciekawsze.
Całość opisywanej tematyki  wpisana  jest w  szersze  spojrzenie na światową  politykę,  zachodzące w niej zmiany dotychczasowego, globalnego, układu sił oraz konsekwencje (pojawiające się  na różnych płaszczyznach i polach) jaki stan ów za sobą niesie. Szczególnie w kontekście chwiejącej się dominacji Stanów Zjednoczonych, gwałtownie rosnącego znaczenia Chin (szczególnie ekonomicznego) oraz próbującej nas wszelkie sposoby  utrzymać swoją pozycję putinowskiej Rosji.

Książka Panów Bartosiaka  i Zychowicza „Wojna o Ukrainę. Wojna o świat” to bardzo ciekawa i wiele wnosząca do naszej wiedzy ( choć, być może, nie zawsze zgadzamy się z opiniami autorów publikacji) lektura, które  poszerzy nam spojrzenie na wiele istotnych aspektów tej ważnej, dla nas wszystkich, problematyki. Polecam.

Piotr Małyszko „Podróże z dreszczykiem”

Tak już, chyba ,jesteśmy skonstruowani że niemal od zawsze fascynuje nas i pociąga to co tajemnicze, mroczne, nieodgadnione czy osnute mgłą zapomnienia. Odnoszące się do legendarnych postaci i wydarzeń, pradawnych budowli i skrytych w pomroce dziejów obrzędów czy kultów.

W sukurs tym pragnieniom i czytelniczemu zapotrzebowaniu idzie wydawnictwo Publicat, wydając niesłychanie ciekawą pozycje Piotra Małyszko zatytułowaną „Podróże z dreszczykiem”, będącą interesującym i niespotykanym na naszym rynku ( przynajmniej ja nie spotkałem) przewodnikiem po takich właśnie, rozsianych po całym globie, emanujących grozą miejscach.

Autor zabiera nas w niezwykle klimatyczną wyprawę śladem dawnych cywilizacji, niezwykłych tworów natury, niewyjaśnionych zjawisk i wciąż budzących niepokój miejscach ,dawno minionej przeszłości.

Są wśród nich oczywiście takie, które doskonale znamy i o których słyszeliśmy wszyscy ( Piramidy w Gizie, Stonehenge, Wyspa Wielkanocna, Potwór z Loch Ness, Pompeje, Trójkąt Bermudzki), takie, które przewijają się co jakiś czas w rożnych literackich publikacjach, przemyśle filmowym czy telewizyjnym ( Roswell, Latający Holender, mityczny Avalon, słynna Wisząca Skała, Wybrzeże Szkieletów, Żelazna Maska) a także te funkcjonujące jedynie w świadomości regionalnej, etnicznej czy środowiskowej ( Kamienne miasto Zimbabwe, katarskie zamczysko Montsegur, Kaplica Czaszek, hrabina Elżbieta Batory, twierdza asasynów Almut, rekopisy z Qumran itd.).

Sporo miejsca i jest to, oczywiście, dla nas Polaków najciekawsze, poświęca autor naszemu krajowi, który jak się okazuje może również poszczycić się co najmniej kilkoma takimi miejsca, by wymienić chociażby osławioną górę Ślęże, zamek w Nidzicy, Łysą Górę, Diabła z Łęczycy czy Biała Damę z Kórnik.

Jak przystało na porządnie i bardzo rzetelnie wydany przewodnik, oprócz walorów typowo estetycznych (świetnie wkomponowane, oddające scenerie zdjęcia i ilustracje, będące doskonałym uzupełnieniem zawartych w lekturze treści) i jakościowych (profesjonalne wydanie, wysoka jakość papieru i druku) przy każdym z opisywanym miejsc znajdziemy mapkę oraz szereg bardzo użytecznych informacji dotyczących dojazdów, cen biletów, godzin otwarcie, noclegów i innych bardzo przydatnych dla każdego turysty informacji.

Podsumowując. Książka Piotra Małyszko „Podróże z dreszczykiem” to naprawdę ciekawa i bardzo pożądana pozycja dla wszystkich miłośników tajemnic, sekretów historii i paranormalnych zjawisk, którzy chcą przeżyć tytułowa „podróż z dreszczykiem”, zarówno na naszym rodzinnym podwórku jaki daleko poza nim.

mniej

J.M. Stefaniuk „Was było milion diabłów i aniołów”.

„Tak w cieniu tej wielkiej rozgrywki, angażującej setki tysięcy żołnierzy po obu stronach konfliktu, w cieniu decydującej o wszystkim bitwie o Warszawę, kilkanaście tygodni wcześniej, dwóch wysokich rangą oficerów w tajemnicy przed wszystkimi postanowiło wsiąść sprawy w swoje ręce”.

„Znałam tych dwóch żołnierzy. Moja opowieść o nich zaczyna się od pewnego jesiennego popołudnia 11 listopada 1918 roku na warszawskim dworcu kolejowym…”

Tak rozpoczyna się fascynująca, choć pełna grozy, strachu, lęku, smutku i nienawiści opowieść, która przenosi nas w burzliwy i niespokojny czas dwudziestolecia międzywojennego (właściwie jego początków), kiedy to w obliczu sowieckiej inwazji, dopiero co odrodzona Rzeczypospolita staje na krawędzi zagłady swojego niepodległego bytu.

To opowieść o cichych i nieznanych bohaterach taj wojny: pułkowniku „Kuszy” (polskim oficerze, który zebrawszy wokół siebie oddział gotowych na wszystko desperatów wymierza sprawiedliwość i broni ludność polską na Kresach ) oraz Klimcie, tajemniczym i przeraźliwie skutecznym szpiegu, którzy podjęli się samobójczej misji zorganizowania zamachu na dowodzącego Pierwszą Armią Konną Siemiona Budionnego. Akcja ta ma spowodować niedopuszczenie do połączenie się jego jednostek z czerwonymi oddziałami marszałka Michaiła Tuchaczewskiego, co dla Polski oznaczałoby śmiertelne niebezpieczeństwo i mogło by się okazać przysłowiowym gwoździem do trumny.

W wydarzenia skreślone w powieści wpisane są oczywiście dramatyczne losy wielu innych osób, w różny sposób wplecionych w tą wielką, narodową tragedię państwa i jej obywateli, wpływających na samą fabułę oraz rozgrywającą się akcje (Teresa Brylska, Joanna Heleńska, Chwedko Chawrak).

Książka wyróżnia się świetnie zawiązaną intrygą, realizmem sytuacyjnym, językową stylizacją, zaskakująca, rozbudowaną i dynamiczna akcją (miejscami brutalną i krwawą),zręcznie prowadzoną narracją i niezwykle plastycznie i wielobarwnie oddanym światem przedstawionym.

Ale jest w niej coś jeszcze, coś nieuchwytnego, co bardzo trudno zdefiniować i określić.

Z jej kart wyłania się obraz, który porusza nas do głębi, który szarpie gdzieś naszymi emocjami, burzy nas spokój, emanuje nostalgią, tęsknotą, cierpieniem oraz jakąś nutą kresowej, ludowej magii.

Odnosi się to zarówno do samego klimatu i kolorytu świata opisanego przez autora, miejsc, wydarzeń i samych postaci (pełnokrwistych, naznaczonych wojną i dociśniętych przez los, w których wciąż pali się jednak jakaś iskierka nadziej i spełnienia).

To historia tragiczna i okupiona bólem, która z całą pewnością przez długi czas kołatać się będzie gdzieś w naszej podświadomości. Niewiele na naszym rynku jest takich powieści i to chyba jest jej najlepsza rekomendacja. Gorąco polecam!!!

Serial.

Volodymyr Testardi „Kolacja ze śniadaniem”.

„Czy jest lepsza randka od takiej, podczas której ktoś ugotuje Ci pyszną kolację…?
Chyba tylko taka, po której dostaniesz śniadanie do łóżka”.

Volodymyr Testardi zabiera nas w fascynująca i inspirującą, bogatą gamą smaków oraz barw, kulinarną podróż, której motywem przewodnim będzie kolacja, wraz ze… śniadaniem.

Autorowi udało się połączyć nowatorskie i twórcze podejścia do kuchni z tradycyjnymi recepturami (a jest to, już, sztuka sama w sobie) a tym samym sprawić iż proponowane przez niego przepisy mają szansę na stałe zagościć w naszym kulinarnym menu.

Widać wyraźnie fascynację kuchnią włoską czy szerzej śródziemnomorską co w zestawianiu z ukraińskim korzeniami naszego kucharza tworzy naprawdę interesujące połączenie smaków w ich różnorodnej formie i treści.

Mamy do wyboru kilkadziesiąt  przepisów (doskonale opisanych i zilustrowanych), których tworzenie oparte jest na odpowiednio dobranych,  czasami zaskakujących ( w takim zestawieniu) składnikach, pozwalających na tworzeniem fantastycznych, niebanalnych, znakomicie się komponujących i prezentujących na talerzu,  nowatorskich dań, które z pewnością mają szansę stać się efektowną ozdobą niejednej kolacji i niejednego śniadania.

Mnie szczególnie do gustu przypadło puree z batatów z fetą i boczniakami, grzanki ze smażoną pomarańczą  oraz liczna kulinarne wariacje z pistacjami w tle.

Dużą zaletą prezentowanej tu publikacji jest to iż jest to doskonała pozycją dla wszystkich (również tych, którzy w kuchni nie czują się zbyt pewnie) chcących zabłysnąć kulinarnie przed swoimi drugimi połówkami  a szukają czegoś w miarę dostępnego, szybkiego, ciekawego i co najważniejsze  niezwykle smacznego.

Nie musisz być szefem kuchni, żeby przyrządzić rozpływające się w ustach risotto z gorgonzolą i gruszką albo aromatyczną sałatkę z burratą i salsą ze smażonych cytrusów.

Tym bardziej iż oprócz przepisów i typowo zawodowych porad autor zawarł w lekturze liczne sugestie (nakrycie stołu, oprawa muzyczna, dobór filmu, drinki itd) mających sprawić iż zaplanowany wieczór i poranek będą, naprawdę, wyjątkowe.

Gorąco polecam. To niesłychanie ciekawa i inspirująca książka.

Marian Błążejczyk  „Polski Czetnik”.

„Jego wojennym i powojennym życiorysem dałoby się obdzielić kilka osób, zaś sama jugosłowiańska epopeja mogłaby posłużyć za fabułę wbijającego w fotel filmu fabularnego”.

Z całą pewnością Jugosławia czy szerzej rejon  Bałkanów były jednymi z ważniejszych i bardziej newralgicznych teatrów II wojny światowej oraz obszarem po którym w sposób niezwykle tragiczny i krwawy przetoczył się, po raz kolejny, walec historii.W Polsce, niestety, nie jest to tematyka, która w sposób jakiś szczególny gości  na  księgarniach półkach, a szkoda, gdyż dzieje  konfliktu bałkańskiego, zarówno w kontekście regionalnym jaki i szerzej ogólnoeuropejskim są niesłychanie interesujące z poznawczego i badawczego  punktu widzenia. 

To jednak problematyka trudna (nie bez przyczyny,  określenia „bałkański kocioł”, czy bałkański węzeł”   do  dziś funkcjonują w  świadomości i przestrzeni publicznej), skomplikowana, zagmatwaną,  niekiedy, wymykające się jednoznacznej  ocenie na  którą nakładają się, często warstwowo,  kwestie  ideologiczne, etniczne, religijne, narodowościowe, polityczne, społeczne i kulturowe, które, w sposób bezpośredni czy pośredni  rezonują po czasy nam współczesne.

Tym bardziej cieszy fakt iż nakładem Wydawnictwa Replika ukazały sie wspomnienia  profesora Marian Błażejczyka, którego wojenna epopeja, zapoczątkowana ucieczką z niemieckich robót przymusowych. związała go na  niemal dwa lata z serbskim ruchem Czetników gen. Draży Mihailovicia w którego szeregach  walczył zarówno z  Niemcami jak i   komunistyczną partyzantką Josipa Broz Tito.  

Burzliwa historia naszego bohatera jest odbiciem wielu powikłanych losów naszych rodaków (postać Franka Dolasa z nieśmiertelnego serialu „Jak rozpętałem II wojnę światową” nasuwa się samoistnie) rozrzuconych przez wojnę w różnych  częściach Europy i Świata,  walczących za przysłowiową  „Waszą wolność i naszą”.

Otrzymujemy wstrząsającą relację z tego wciąż mało nam znanego  obszaru II wojny światowej,  którą Marian Błażejczyk najpierw obserwuje a  później, już  z bronią w ręku, aktywnie  uczestniczy  jako członek  oddziałów Królewskiego Wojska Jugosłowiańskiego w Ojczyźnie. Znajdziemy w tej opowieści wszystko: codzienność partyzanckiego życia, walkę,  wszechobecność śmierci, nieustające zagrożenie, strach, ból, zmęczenie, dramatyczne moralne i życiowe wybory. 

Podana bardzo subiektywnie,  bez znieczulenia, nasycona emocjami, obdarta z literackiego patosu i taniej bohaterszczyzny, ukazuje nam porażający sumienie obraz wojny nie tylko w jej  militarnym wymiarze.

To również  w pewnej mierze (takie odniosłem wrażenie)  próba rozliczenia się autora ze swoją własną, przez lata skrywaną, przeszłością a przy tym  ważne świadectwo tego jak bardzo zawiłe bywały wojenne losy Polaków. Tym bardziej iż nasz bohater jako późniejszy żołnierz Ludowego Wojska Polskiego (udało mu się wziąć udział w operacji berlińskiej) oraz  obywatel nowej, komunistycznej ojczyzny  nie mógł, z oczywistych powodów, przyznać się do udziału w nacjonalistycznej, jugosłowiańskiej, partyzantce.

Myślę też iż autor trochę selekcjonuje treści zawarte w lekturze, przemilczając pewne, kontrowersyjne,  wydarzenia i fakty dotyczące   formacji serbskich „Czetników”, o których wiemy iż na pewnym etapie swoich działań podjęli kolaboracje z Niemcami i Włochami a niektóre z ich oddziałów  brały czynny udział  w czystkach etnicznych oraz  zbrodniach dokonanych na ludności cywilnej (Muzułmańskiej i Chorwackiej)  o których autor z pewnością musiał wiedzieć.

Reasumując. Książka Pana  Mariana Błażejczyka  „Polski Czetnik. Krwawa bałkańska droga 1943-1945to naprawdę bardzo ciekawa, pełna nowych, częstokroć zupełnie nieznanych nam faktów, pozycja dla wszystkich zainteresowanych  historią najnowszą Europy.  Polecam.

Franz Werfel „Czterdzieści dni Musa Dah”

 „Bez względu na to, że znajdują się wśród nich kobiety, dzieci i chorzy, jakkolwiek tragiczne będą środki tej eksterminacji, bez słuchania głosu sumienia należy położyć kres ich egzystencji”.

Znany nam wszystkim złowieszczy termin ”ostateczne rozwiązanie” wbrew pozorom  nie powstał jako element zbrodniczej nazistowskiej ideologii, skierowanej przeciwko ludności pochodzenia żydowskiego. Powstał w 1915 roku, kiedy to pod skrajnie nacjonalistycznymi hasłami (panturkizmu) państwo tureckie postanowiło pozbyć się liczącej ponad dwa miliony społeczności ormiańskiej. Wszelkimi możliwymi sposobami (od których, nawet po latach, ciarki przebiegają po plecach) dokonując jej fizycznej eksterminacji.

„Zatrzymanych topiono, spychano w przepaści górskie, przybijano podkowy końskie do stóp, palono lub zakopywano żywcem. […] do końca 1915 roku ok. pół miliona ludzi wypędzono na Pustynie Syryjską, gdzie ginęli pozbawieni wody i schronienia od słońca”.

Szacuje się że w wyniku tych działań na terytorium tureckim pozostało jedynie około 150 tysięcy osób pochodzenia ormiańskiego.

To historia jak z koszmarnego snu (takiego naprawdę przerażającego) przemilczana przez państwa i narody (Turcja była i jest bardzo cennym i ważnym sojusznikiem) i tylko niektórzy badacze i pisarze, od czasu do czasu, dobijają się o pamięć pomordowanych i prawdę o tych strasznych wydarzeniach.

Dotyczy to również prezentowanej tu powieści Franza Werfela „Musa Dah” , która oparta jest na  jednym z ważniejszych epizodów tego krwawego okres.

Opowiada historie Gabriela Bargadiana, Ormianina, byłego oficera tureckiej armii, który w obliczu zaistniałej, dramatycznej sytuacji prowadzi  kilku tysięcy swoich pobratymców do wiosek wokół tytułowej góry Masa Dagh (góra Mojżesza)  gdzie przez kilkadziesiąt  dni będą bohatersko odpierać zmasowane ataki sił wrogiej armii, walcząc o życie swoje i swoich najbliższych.

Książka mimo szokującego i nieznanego większości przesłania jest świetnie  i niezwykle sugestywnie napisana (co widoczne jest szczególnie w  opisach  wielobarwnej i wielokulturowej mozaiki tego rejonu), nosi w sobie ogromny ładunek emocjonalny, który oddziałuje na czytelnika  i przyczynia się do  bardzo osobistego odbioru tego tekstu. Dzięki niemu znacznie wzrośnie  nasza wiedza o tych straszliwych czasach, wydarzeniach i przemilczanym na międzynarodowej arenie ludobójstwie, które stało się udziałem narodu ormiańskiego. 

Gorąco polecam.