Hervé Ghesquière „Sarajewo. Rany są zbyt głębokie”

Ta książka nami wstrząśnie. Wstrząśnie i zmusi do refleksji, ale myślę sobie że tak właśnie powinno być…

Francuz Hervé Ghesquière, który przeszło 20 lat temu  był korespondentem wojennym w ogarniętej konfliktem zbrojnym byłej Jugosławii, po latach powraca, by na własne oczy przekonać się jak dziś wygląda ten region i czy straszne, wojenne, doświadczenia  spowodowały że  zwaśnione  i zaangażowane  w tamte wydarzenia narody (Serbowie, Chorwaci i Muzułmanie – zwani Bośniakami, na mocy traktatu pokojowego, żyjące razem w Bośni i Hercegowinie) wyciągnęły z  tych straszliwych lat naukę na przyszłość.

To na wpół reporterska i na wpół sentymentalna podróż do miejsc po których przetoczył się okrutny walec historii,  na zawsze odciskając na nich swoje piętno.  Podróżując od miasta do miasta, napotykając znanych mu sprzed lat ludzi  oraz  poznając nowych (ze wszystkich zamieszkujących tu nacji)  kreśli obraz współczesnego państwa, które, niestety,  tak naprawdę nigdy nie wyzwoliło się z jarzma bałkańskiej wojny.  Która tkwi w nich na tyle głęboko iż skutecznie hamuje wszelkie próby zbudowania nowego,  wielokulturowego i wielonarodowego społeczeństwa. Niezdolnego i chyba nie zainteresowanego (przynamniej nie widać tego po elitach władzy) żadnym   kompromisowym czy  kompleksowym  rozwiązaniem, istniejących problemów.

To obraz  narodów,  które tak naprawdę żyją obok siebie, nie mają wspólnej wizji przyszłości (ani nadziei na taką)  nie asymilują się ze sobą, nie tworzą żadnej wspólnoty  czy płaszczyzny porozumienia, praktykując, często, swoistą formę apartheidu: osobne dzielnice, osobne szkoły i system oświaty, osobne sklepy, kawiarnie i restauracje, całkowita negacja związków mieszanych itd. Nie łączą się na bazie, wspólnej przecież  (mimo ostatnich tragicznych wydarzeń),  wielowiekowej historii, tradycji czy  regionalnej kultury.  Jedyne co, tak naprawdę, jest  dla nich wspólne  to wojna, a ta, nie jest, naturalnie,  elementem  na którym łatwo  jest zbudować coś pozytywnego…

Porozumienie z Dayton, wynegocjowane w listopadzie 1995 zakończyło wprawdzie  krwawą  wojnę w byłej Jugosławii,  ale  nie przyczyniło się,  w żądnym razie, do rozwiązania kłopotów tej części Europy.

Towarzysząc autorowi w jego dziennikarskiej wędrówce,  trudno oprzeć się wrażeniu  iż wszystko  tutaj jest tymczasowe, przejściowe a decydujące rozstrzygnięcia  są jedynie przesunięte w czasie. Wizja kolejnego konfliktu (nie ukrywają tego liczni rozmówcy naszego bohatera) niemal namacalnie wisi  gdzieś w powietrzu. A będzie to konflikt zdecydowanie straszniejszy, gdyż wszystkie strony, pomne ostatnich doświadczeń, znacznie lepiej się do niego przygotują.

Świadczy o tym niesłabnące  poparcie dla partii i organizacji jawnie nacjonalistycznych i populistycznych, zwłaszcza w Serbii,  których retoryka nadal przemawia do odbiorców oraz wzrost zainteresowania lokalnej społeczności muzułmańskiej (dotychczas bardzo umiarkowanej) islamskim radykalizmem, będącym pokłosiem obecności licznych arabskich mudżahedinów,  wspomagających w czasie konfliktu swoich, religijnych, pobratymców. Po raz kolejny więc w „bałkańskim kotle” zaczyna tlić się beczka prochu…

„Możliwe że będzie nowa wojna. Bałkany są beczką prochu a Muzułmanie czują się bardziej tureccy niż Turcy. Myślę o zdaniu mówiącym  o zagrożeniu  i wyobrażam sobie  że każdego dnia tych dwóch czetników wraz z grupą kolegów  snuje w tym zadymionym biurze wojenne opowieści”.

Opowieść o współczesnej Bośni jest również osobną opowieścią o miastach, miasteczkach i wsiach z których niemal każde ma swoją smutną, traumatyczna przeszłość oraz ludziach,  którzy  z pamięci o ofiarach i walki o odnalezienie ciał pomordowanych, uczynili sens swojego życia.

Wymienione w tytule Sarajewo  jest oczywiście symbolem,  który zna cały świat (Hervé Ghesquière opisuje bardzo sugestywnie jego skomplikowaną losy)  lecz do mnie najbardziej przemówiły  historię dwóch innych miejsc:  Srebrenicy  w której serbskie oddziały gen.Ratko Mladića dokonały największego po  II wojny światowej, masowego ludobójstwa (przy biernej postawie holenderskich żołnierz ONZ) na około ośmiu tysiącach muzułmańskich mężczyźni i  chłopców oraz Mostaru, niemal, po połowie podzielonego przez społeczność chorwacką i bośniacką. Obydwa te miasta są dziś odbiciem swoich czasów.

Czasów w których współczesna Bośnia i Hercegowina,  kraj trzech narodów i trzech religii, zastygła w zupełnym marazmie, bierności politycznej, skostniałych układach i zależnościach, pogłębiających się trudnościach gospodarczych i ekonomicznych, baraku perspektyw dla młodych (coraz częściej wiążą oni swoją przyszłość z emigracją – i mówią o tym jawnie) i jedynie pozorowanych działaniach wyrażające chęć zbliżenia z Unią Europejską (lokalni politycy nie palą się do tego, gdyż zdają sobie   sprawę iż zmiana władzy, która musiałaby nastąpić, w obliczu nowych wyzwań,  mogłaby spowodować pociągniecie ich do odpowiedzialność za dotychczasowy okres sprawowania rządów oraz dawne grzechy).

Niestety, nie jest to dobra wróżba i prognostyk na przyszłość…

„Sarajewo. Rany są zbyt głębokie” to bez wątpienia jedna z najlepszych reporterskich publikacji z jaką miałem okazje zapoznać się w ostatnich latach. I nie chodzi tu o walory literackie czy bardzo emocjonalny język, którym posługuje się dziennikarz (choć nie można mu niczego zarzucić) lecz o wagę  i prawdę przekazu. A ta jest, po prostu, przygniatająca.

 Naprawdę polecam.

 

 

 

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>