George R.R. Martin „Ogień i krew”. tom II

 „Trzysta lat przed wydarzeniami przedstawionymi w cyklu Pieśni Lodu i Ognia, na długo przed konfliktem, z powodu którego wszystkie wielkie rody Westeros zwróciły się przeciwko sobie, krainą władał niepodzielnie ród Targaryenów, ostatnich z żyjących smoczych lordów”.

Wszyscy miłośnicy i entuzjaści  twórczości George’a R.R. Martina (do których i ja się, naturalnie, zaliczam) z niecierpliwością oczekują na kolejną cześć, kultowego już, prawdziwie  epickiego, cyklu „Pieśń lodu i ognia”, odliczając czas do jej wydania.

W międzyczasie, nakładem Wydawnictwa  Zysk i S-ka, ukazała się dwutomowa pozycja tegoż autora, zatytułowana „Ogień i krew” która cofa nas około trzystu lat wcześniej, od znanych nam wydarzeń i postaci przedstawionych w „Grze o tron”.

Książka ma formę  pseudo-historycznej  kroniki, spisanej przez uczonego arcymaestera Gyldayna z Cytadeli, opisującej  niesłychanie burzliwe i obfitujące w dramatyczne  wydarzenia  dzieje, władającej Westeros, dynastii Targaryenów.

Prezentowany tu tom drugi opowieści, niemal w całości z (niewielkimi wyjątkami) skupia się  na tzw. Tańcu Smoków, czyli bezpardonowej, bratobójczej i wyniszczając wojnie
domowej o królewską sukcesję, pomiędzy Aegonem II a jego przyrodnią siostrą Rhaenyrą, oraz ich  stronnikami, z których wielu (jak się okaże) ma swoje własne ambicje i plany. Wojny, straszliwej, okrutnej  i krwawej (choć trudno żeby była inna, gdy zwaśnione strony dysponują przerażającymi smokami) toczonej na różnych frontach i polach, która  rzuciła się złowrogim cieniem  na wszystkie krainy i omal nie doprowadziła do zagłady samych Targaryenów.

Autor kroniki szczegółowo opisuje jak doszło do tego długotrwałego konfliktu, motywy przeświecające zwaśnionym stronom,  przebieg poszczególnych działań zbrojnych, wielkich bitew i mniejszych potyczek oraz wydarzenia rozgrywających się zakulisowo, pełne skomplikowanych intryg, tajnych  układów, zdrad i skrytobójstw.

Prezentowana tu lektura z całą pewnością będzie bardzo interesującą pozycją dla fanów  George’a R.R. Martina,  pomagającą trochę lepiej zrozumieć ukształtowanie się znanego nam już powieściowego świata (w tym np. pochodzenie trzech smoczych jaj, które dano w prezencie Daenerys Targaryen) i zawiłe losy poszczególnych rodów na przestrzeni  opisywanego czasu (bardzo ciekawa i warta zaznaczenia kreacja nadwornego błazna Grzyba).

Całość napisana, oczywiście, w tak lubianym przez nas literackim stylu autora, niesłychanie plastycznym, sugestywnym, wielobarwnym  i wielowymiarowym, który jak nikt inny potrafi pobudzić nasz wyobraźnie,  odrywając nas na chwilę od codzienności i przenosząc w wspaniały świat swoich bohaterów.

„Ogień i krew” będzie więc ciekawym urozmaiceniem, pozwalającym w spokoju oczekiwać na dalsze losy ulubionych postaci „Pieśń Lodu i Ognia”.

Na naszą uwagę i pochwale zasługuje bardzo dobre wydanie lektury (mogłoby być jednotomowe ale rozumiem ekonomiczną politykę Wydawcy-cóż, proza życia) wzbogacone świetnymi ilustracjami Douga Wheatley’a. Polecam.

Białe Noce PREMIERA 29 marca 2019

 

 

Po ogromnym sukcesie cyklu Materia Prima (Adept, Namiestnik, Cień) warto wrócić do początków.

Dlatego z początkiem 2019 r. w ręce czytelników trafią ponownie kultowe powieści Adama Przechrzty z cyklu Depozytariusz Chorągwi Archanioła w odświeżonych wydaniach.

Chorągiew Michała Archanioła już w księgarniach!

Białe Noce PREMIERA 29 marca 2019

O książce:

 Śmierć to dla nas rutyna

Dżuma, płk Specnazu

 To opowieść o ciszy, w której grzęźnie szelest stóp w szturmowych butach. Chwycie, który więzi gardło, tchnieniu noża godzącego w nerkę, syku strzału ujarzmionego tłumikiem. Jedyny dźwięk jaki tu usłyszysz to huk gwoździ wbijanych w wieko trumny!

 Drapieżnik! Pan Białych Nocy!

 Wszedł do rezydencji warownej niczym twierdza, zmielił na bity jej system alarmowy, a potem wymordował ochronę. Twardych chłopaków ze Specnazu. Chłodno, metodycznie, wytłukł ich niczym ślepe kocięta. A potem powyrywał im serca.

Odszedł niczym duch, unosząc w mrok ofiarę – córkę człowieka, z którym liczył się sam Władimir Władimirowicz Putin.

Tylko człowiek, który nosi w sercu dotyk Michała Archanioła, tylko Depozytariusz Chorągwi, relikwii Specnazu pochwyci jego trop. Może…

ADAM PRZECHRZTA

Historyk, doktor nauk humanistycznych, pedagog, autor artykułów na temat historii, walki nożem i okinawańskiego karate. Interesuje się działaniami służb specjalnych.
Jako pisarz zadebiutował w 2006 roku, od tego czasu w Fabryce Słów wydał jedenaście powieści oraz tom opowiadań.

Jest laureatem Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego, w 2014 roku otrzymał Srebrne Wyróżnienie za „Gambit Wielopolskiego”.

Zwolennik czytania przy jedzeniu.
Czytuje wszystko, od podręczników pszczelarstwa, poprzez literaturę głównonurtową
i fantastyczną, aż po romanse dla pań. Te ostatnie przeważnie w poczekalni u dentysty.
Marzy o świętym spokoju.

Szymon Nowak „Zdrajcy Wyklętych”.

To już czwarta książka Szymona Nowaka (z która miałem okazję i niekłamana przyjemność się zapoznać) odnosząca się do szerokiej tematyki tzw. Żołnierzy Wykletych oraz wydarzeń które rozgrywały się z ich udziałem w okresie II wojnie światowej i w burzliwych latach po jej zakończeniu. To również kolejna pozycja w dorobku tego autora, będąca próbą rozliczenia się z naszą bolesną i trudną, historią XX wieku. Niesłychanie ważna,  będąca ,wciąż zbyt mało, moim zadaniem, słyszalnym głosem  w dyskusji o naszych dziejach najnowszych. Szczególnie w kontekście dramatycznych losów naszych rodaków, których wojenne  a szczególnie powojenne losy, wpisane zostały w nowy, geopolityczny podział Europy i Świata.

Tym razem, jak możemy słusznie wywnioskować z tytułu lektury, rzecz dotyczyć będzie ludzi, którzy na zdradzie swoich współtowarzyszy broni oraz złamaniu wojskowej przysięgi budowali w PRL-u swoje nowe życie, pozycje społeczną i zawodową karierę. Tych, którzy świadomie godzili się na współprace z wrogami narodu i państwa polskiego (KRIPO, Gestapo, NKWD, SMIERSZ czy wreszcie rodzimy Urząd Bezpieczeństwa), doprowadzając w sposób bezpośredni czy pośredni to śmierci setek polskich patriotów, wciąż tkwiący w niepodległościowej konspiracji zbrojnej czy cywilnej: żołnierzy Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych, Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, działaczy Zrzeszenia Wolności Niezawisłość i wielu innych, polskich organizacji.

Postaci, które, bez wątpienia, miały ręce unużane we krwi swoich rodaków. Przebiegłych, cynicznych, wyrafinowanych, pozbawionych sumienia i moralnych zasad, częstokroć (co było szczególnie niebezpieczne i zgubne) wywodzących się ze środowisk niepodległościowych, a bywało że również z chwalebną, okupacyjną, przeszłością.

Szymon Nowak przedstawił i scharakteryzował nam kilka takich postaci (Zygmunt Lercel „Z-24”, Henryk Wendrowski „Narbutt”, Ryszard Grondkowski „Wulkan”, Edward Wasilewski „Huragan”, Regina Mordas – Żylińska – Perlińska, Jerzy Vaulin „Warszawiak”, „Mar”) chodzących na postronku, nowej komunistycznej dyktatury, ale są oni zaledwie, ponurym, odbiciem setek ubeckich zdrajców, agentów, szpiegów, prowokatorów i donosicieli, przyczyniających się do rozbicia i zagłady tkwiących jeszcze w podziemiu polskich oddziałów partyzanckich, zbrojnych grup samoobrony oraz wielu wspierających ich mieszkańców miasteczek, wsi , członków rodzin czy sympatyków.

Ich motywy byłe rożne: od chciwości, chęci (oraz możliwości) robienia kariery u boku nowych post-sowieckich władz, poprawienie swojego statusu społecznego (mieszkanie, pieniądze, dobra posada), szantaż, strach przed więzieniem, darowanie win, osobista zemsta, czy zwykła chęć przeżycia.

Jak by jednak nie było, konsekwencje ich współpracy z okupantem (niemieckim czy sowieckim) miały tragiczne i dalekosiężne skutki dla wszystkich, którzy mieli nieszczęście spotkać ich na swojej drodze.

Wśród postaci opisywanych przez autora moją szczególną uwagę (ze względu na okrucieństwo, perfidie, oraz skale wyrządzonych krzywd) przykuły zwłaszcza trzy nazwiska: Henryk Wendrowski- odpowiedzialny za likwidacje żołnierzy Józefa Zadzierskiego ps. „Wołyniak” oraz masowy mord oddziału Narodowych Sił Zbrojnych Henryka Flamego ps. „Bartek”, Regina Mordas – Żylińska – Perlińska- łączniczka w 5. Wileńskiej Brygadzie AK, dowodzonej przez mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”, która wydała UB wielu polskich konspiratorów w tym Danutę Siedzikównę „Inkę” i Feliksa Selmanowicza „Za­goń­czyka” (skazanych w 1946 roku w Gdańsku na karę śmierci i straconych), Jerzy Vaulin- morderca Antoniego Żubryda ps.”Zuch” (dowódcy oddziału Narodowych Sił zbrojnych) i jego ciężarnej żony Janiny.

Książka „Zdrajcy Wyklętych” napisana jest w charakterystycznym dla Szymona Nowaka literackim stylu, w którym faktografia przeplata się z beletrystyką a suche, typowo historyczne fakty z pełnymi emocji wspomnieniami, wywiadami i relacjami światków czy uczestników, opisywanych, wydarzeń.

Dzięki swojej popularnonaukowej  i fabularyzowanej formie zawarte w niej treści stają się łatwo przyswajalną, cenną i bardzo poruszającą lekcją historii, która dotyczy, w takiej czy innej formie, nas wszystkich.

Gorąco polecam.

Bernard Konrad Świerczyński „Przemytnicy życia”.

„Przeżycia, które opisałem, stanowią część moich okupacyjnych doświadczeń. Nie mają na celu utrwalania przygód. Chciałem czytelnikowi zwrócić uwagę na tę, bodajże najprostszą i najbardziej ludzką formę niesienia pomocy, jaką było zaspokojenie własnej, oczywistej, wewnętrznej potrzeby zachowania się tak, jak należy”.

Ośrodek Karta po raz kolejny serwuje nam bardzo ważną, oparta na faktach i relacjach świadków,  historyczną pozycje, która wydatnie wzbogaca naszą wiedzę o różnych aspektach II wojnie światowej i hitlerowskiej okupacji w Polsce. Szczególnie w odniesieniu do całej gamy ludzkich zachowań, ujawniających się w obliczu tragedii narodu,  postawionego w zupełnie ekstremalnych, życiowych sytuacjach. 

„Przemytnicy życia ” to autobiograficzna opowieść o zwykłych i niezwykłych (czy może tak zwykłych że aż niezwykłych), mieszkańcach stolicy, którzy nie bacząc  na grożące im niebezpieczeństwo  pomagali Żydom z warszawskiego getta, najpierw dostarczając żywność, ubrania, medykamenty i inne niezbędne do życia  przedmioty a później  organizowali ucieczki na tzw. aryjska stronę, ratując ich przed koszmarem czekającym ich w KL Auschwitz i śmierci w komorach gazowych.

Książka zawiera wspomnienia młodego warszawiaka, Bernarda Świerczyńskiego i on też jest narratorem  i naszym przewodnikiem po meandrach skomplikowanego, ponurego i brutalnego okupacyjnego świata. W tej opowieści oprócz naszego bohatera (i nie jest to określenie jedynie literackie)  pojawia się cała masa,  niesłychanie barwnych postaci, zarówno Polaków jak i Żydów (szef tragarzy Chaim, przemytnik Sopka Mandżurii, a zwłaszcza przyjaciel, mentor i handlowy wspólnik Stefan), których życiowe drogi w sposób naturalny splatały się na ulicach stolicy, wpływając na ich dotychczasowe i przyszłe życie.

Znajdziemy wśród nich również zwykłych, mieszkańców kamienic, robotników,  handlarzy, przemytników, członków podziemia niepodległościowego i lokalnego, przestępczego półświatka, choć, naturalnie, nie wszyscy zasługują na pozytywną opinie  czy nasz szacunek.

Nie doszukamy się w tej lekturze taniej, filmowej bohaterszczyzny, wielkich patetycznych słów czy chwytliwych, patriotycznych sloganów. To historie ludzi, którzy pomagali swoim żydowskim sąsiadom ze zwykłych, typowo ludzkich odruchów, kreśląc swym postępowaniem  wstrząsająca opowieść o człowieczeństwie, przyjaźni i miłości w obliczu zagłady.

To co najbardziej uderzyło mnie w tej lekturze (oprócz wydarzeń, których nasz bohater był uczestnikiem lub świadkiem)   to naprawę rewelacyjnie oddany, charakterystyczny, przedwojenny a później wojenny, klimat Warszawy. Niesłychanie ciekawy i pełen rozmaitych odcieni obraz dawnej stolicy Polski, której już nie ma, która odeszła w przeszłość  wśród huku bomb i walących się domów, ale jej pewna specyfika, wielkomiejski koloryt oraz język (szczególny uliczny slang, warszawskiej ferajny) wciąż  tli się w umysłach ludzi, którzy żyli w owych czasach. 

Owa historyczna nostalgia widoczna jest w opisach miasta (dodatkowo wzbogaconych licznymi, archiwalnymi zdjęciami), szczególnie słynnego Kercelaka (największego targowiska ówczesnej stolicy), placu Żelaznej Bramy, Hal Mirowskich, dzielnic biedoty, mieszczańskich kamienic,  brukowanych uliczek, niebezpiecznych zaułków czy fragmentów dzielnic przylegających do murów getta. Mimo straszliwych, okupacyjnych warunków, wciąż tętniącego życiem, handlem, przemytem itd.

Autor nie stroni w swojej książce od tematów trudnych, kontrowersyjnych   i nie zawsze przynoszących chlubę naszym rodakom i chwał mu za to.  Oprócz więc ludzi, który narażali zwoje własne życie (i życie swoich najbliższych, bo pamiętajmy ze za ukrywanie Żydów groziła kara śmierci), znajdziemy tu również przykłady, pozbawionych sumienia, polskich „szmalcowników”,  którzy z chęci zysku nie wahali się szantażować swoje żydowskie ofiary czy nawet wydawać ich w ręce, niemieckiego, Gestapo. 

„Czytałem wiele publikacji, nierzadko wspomnieniowych, przedstawiających Polaków jako zoologicznych antysemitów, którzy swoją „rasistowską ideologię wyssali z mlekiem matki”. Niestety większość publikowanych faktów była prawdziwa. Ale taki obraz stanowi zaledwie jedną stronę okupacyjnej rzeczywistości. Obok ludzkich szumowin były też tysiące tych, którzy z narażeniem własnego życia pomagali, potrafili zachować ludzką godność i którzy za swą patriotyczną postawę ukarani zostali najwyższym, hitlerowskim wymiarem kary.”

Wspomnienia Bernarda Konrada Świerczyńskiego „Przemytnicy życia” to wstrząsające świadectwo dramatycznych losów mieszkańców Warszawy w obliczu hitlerowskiej okupacji   oraz zagłady getta. Poruszająca lekcja historii z której wnioski wyciągnąć powinniśmy wszyscy. Gorąco polecam.

 

 

 

 

Kristina Sabaliauskaite „Silva retrum” II.

„Po cichu, bez bicia w dzwony na trwogę, bez trąb Apokalipsy, bez odświętnych procesji – potwierdzając starą prawdę, że największe nieszczęścia zaczynają się czasem od rzeczy najbłahszych”.

To już druga powieść Pani Kristiny Sabaliauskaite, która po raz kolejny zabiera nas w fascynującą, poruszają, choć miejscami bardzo bolesną  i trudna wyprawę ku  początkom XVIII wieku ( lata 1707-1710), będącą kontynuacją opowieści o szlacheckim rodzie Najworszów. Polsko-litewskiej rodzinie, której burzliwe losy od pokoleń związane są z historią Wilna i ziemi wileńskiej i które, niczym w soczewce, odbijają dramatyczne dzieje tej części Rzeczypospolitej.

Są doskonałym punktem wyjścia, pozwalającym  autorce opisać  szeroka panoramę  ówczesnej epoki, bardzo wyraźnie wychodząc poza dominujący stan szlachecki, kreśląc skomplikowane ówczesne realia, stosunki społeczne, polityczne, religijne, narodowościowe, etniczne, kulturowe, obyczajowe, światopoglądowe oraz te jak najbardziej zwyczajne, międzyludzkie.

W sposób szczególny dotyka to samego miasta Wilna (które urasta, niemal, do roli jednego z bohaterów powieści) będącego istną, wielokulturową, mozaiką rozmaitych nacji i którego, niesłychanie interesujący i pobudzający wyobraźnie, obraz autorka oddaje z wielkim pietyzmem, znawstwem (widać gruntowną, merytoryczną, wiedzę), barwnym kolorytem oraz wyraźnie wyczuwalnym w tekście podziwem i nostalgią.

Owe niesłychanie sugestywne i plastyczne opisy wydarzeń i miejsc skrzą się paletami barw oraz niemal wyczuwalnych zapachów, smaków i dźwięków. Charakterystyczny miejski klimat oddany jest w sposób nie pozostawiający wątpliwości co do ogromnego literackiego talentu (i warsztatu, oczywiście) litewskiej pisarki.

Najmocniejszą strona książki „Silva retrum” II pozostają nadal jednak bohaterowie, zarówno ci główni (rotmistrz Jan Izydor Narwojsz, jego żona Anna czy Urszula Birontowa) jak i drugoplanowi (Ture Tibelin Magnusson, Aksenty Formin)  jednakowoż ciekawi, wyraziści, niejednoznaczni (i bynajmniej nie krystaliczni), dźwigający na swych barkach własny bagaż życiowych doświadczeń, tajemnic i trosk.

To oni są motorem napędowym toczących się wydarzeń i osią wokół której ogniskują się powieściowe wątki, pozwalając nam na pełniejsze, widziane z rożnych perspektyw, spojrzenie na ciąg toczących się wydarzeń, zarówno tych rozgrywających się w samym Wilnie, twierdzy Radziwiłłów czy wiejskim majątku w Milkontach. W połączeniu z licznymi retrospekcjami i całym wachlarzem rozmaitych, zarówno historycznych jak i osobistych, odniesień dzieje rodu Najworszów stają się nam bliższe a ich życiowe wybory bardziej zrozumiale.

A jest o czym opowiadać, gdyż w cieniu wojny i straszliwej zarazy (dżuma) nie zabraknie,

Wielkich, ludzkich dramatów, zbrodni, namiętności, trudnej miłości, niespełnionych uczuć i porzuconych nadziei. Niełatwych wyborów (osobistych i moralnych), które w tym tragicznym czasie nie ominął nikogo. Szczegółów, z oczywistych powodów, nie zdradzę…

Bardzo ciekawa fabuła, wielobarwny, historyczny rys, wciągająca intryga, właściwie stymulowane napięcie oraz bardzo ciekawy język powieści (szczególnie widoczny w opisach) czyni z powieści Kristiny Sabaliauskaite lekturę, która przykuje nasze uwagę i pobudzi nasze zmysły. A o to w dobrej literaturye przecież chodzi.

Gorąco polecam

 

 

 

Close- dobre, mocne kino (2019)

Wiotold Gadowski ” Smak wojny”

 

Europa nie uczy się na błędach i nie wyciąga z nich wniosków.  Nie nauczyła się tego po tragedii I wojny światowej (wtedy zwanej Wielką, bo nikt nie przepuszczał co los zgotuje jej za dwadzieścia lat)  ani po dramacie i hekatombie ludności podczas konfliktu 1939-1945. Gdyby tak było, nigdy nie doszło by zapewne do straszliwej bałkańskiej wojny, która na strzępy rozdarła,  dawne , państwo jugosłowiańskie, doprowadzając do tego iż z całą zgrozą powróciły upiory przeszłości: aresztowania, tortury, obozy koncentracyjne, czystki etniczne, masowe ludobójstwa (Srebrenica), egzekucje, exodus  ludności cywilnej i setki ludzi znikających bez śladu. 

Z ogromną ciekawością podszedłem więc do powieści Pana Witolda Gadowskiego zatytułowanej „Smak wojny”, opisujący kulisy jednego z elementów tego  konfliktu, czyli walki  miedzy  Albańczykami (sami nazywają się Kosowarami) a Serbami o niepodległość Kosowa. 

Ceniąc ogromną  wiedzę, rzetelności  i profesjonalizm  autora zakładałem iż będzie to pozycja, która zdecydowanie przypadnie mi do gustu. I tak stało się w istocie. 

To już moje drugie spotkanie z literacką twórczością  tego pisarza (miałem wcześniej okazje przeczytać  znakomitą ‚Wieże komunistów”) i kolejne spotkanie z jego bohaterem  Andrzejem Brennanem, polskim dziennikarzem, korespondentem wojennym  i trochę awanturnikiem, którego zawodowe i osobiste wybory  pchnęły w rejon rodzącego się kosowskiego koszmaru.

Tak zaczyna się wielowarstwowa opowieść o wojnie, wielkiej i małej polityce, męskiej przyjaźni, miłości (zdecydowanie jeden z ciekawszych wątków powieści ) i poszukiwaniu samego siebie.  O  rozdzierając narody nacjonalizmach, etnicznej nienawiści,  religijnym  fanatyzmie oraz nietolerancji,  która niszczy i zatruwa ludzkie umysły i dusze

O ogromnych fortunach zbijanych na przemycie  i  handlu bronią , ścieraniu się interesów służb specjalnych oraz  rożnych państw i mocarstw (również my Polacy mamy w tym swój, niechlubny, udział) oraz rozmaitych grupach interesów, działających na styku biznesu i przestępczości zorganizowanej z której każda próbuje po swojemu zamieszać w bałkańskim kotle.

Fabuła lektury rozlewa się początkowo   powoli  i leniwie (wśród charakterystycznych i bardzo sugestywnie oddanych górskich krajobrazów) wśród oparów papierowego dymu, alkoholowych oparów i kulinarnych smaczków ( polecam) snując opowieść o Bałkanach, które znamy i tych o istnieniu których nie mamy pojęcia.

Wraz z rozwojem dramatycznych wypadków i postępującym konfliktem zbrojnym  akcja powieści nabiera dynamiki i wyrazu   wiodąc nas różnymi krętymi ścieżkami ku zaskakującemu finałowi… choć szczegółów ( z oczywistych powodów)   nie zdradzę.   

Jeśli ktoś szuka jednak typowej wojenno-senasacyjnej przygodówki z hektolitrami   lejącej się krwi, może się trochę zawieść.

Książka Witolda Gadowskiego „Smak wojny” to podszyta głębszą refleksją nutą  (miejscami zadumą) opowieść o różnych odcieniach wojny oraz  ludziach wpisanych w dzieje tego regionu, widziana nie z perspektywy krzykliwych, telewizyjnych przekazów czy fotograficznych fleszy,  lecz zgłębiana, niejako, od środka, co pozwala nam w trochę inny niż dotychczas sposób  spojrzeć na toczące się wydarzenia. I to zarówno jeśli chodzi o ich ogólne polityczno-militarne konsekwencje jak i wpisany w konflikt dramat poszczególnych jednostek.

Gorąco polecam tą publikację.

 

 

 

Marcin Ciszewski, „Mgła”

Lubię dobre  powieści z gatunku political fiction (zwłaszcza te, rozgrywające się na  naszym, rodzinnym gruncie), gdyż są ciekawym  urozmaiceniem  i odskocznią od aktualnej sytuacji polityczno-społecznej, pozwalające naszej wyobraźni biec w różnych kierunkach oraz  zmierzyć się ze scenariuszami, które w sprzyjających okolicznościach (wśród kaprysów historii, które, przecież, niejednokrotnie zmieniały bieg dziejów i epok) mogłyby się wydarzyć.

Jednym z polskich autorów, który czuje się w tej konwencji jak przysłowiowa „ryba w wodzie” jest Marcin Ciszewski, znany nam z bardzo dobrej  militarnej serii  www… oraz czterotomowej, historycznej opowieści „Kruger”

Tym razem oddaje w nasze ręce naprawdę mocny, doskonale napisany i skonstruowany policyjno- polityczny  thriller, zatytułowany „Mgła”( wchodzi w skład szerszego „meteorologicznego” cyklu: „Wiatr”, „Mróz”, „Upał”),  który z całą pewnością zapewni nam kilka wieczorów, naprawę godziwej i utrzymanej na wysokim poziomie rozrywki..

 W Warszawie, w ostatniej chwili, udaje się polskim służbom  udaremnić zamach terrorystyczny  i ująć, pochodzących z Bliskiego Wschodu, niedoszłych,  sprawców. Sukces, jakkolwiek spektakularny, jest jednak jedynie  połowiczny, gdyż wiele wskazuje na to iż istnieje na terenie naszej stolicy jeszcze jedna, gotowa do ataku,  zbrojna komórka. Jakby tego było mało, na lotnisku Okęcie rozbija się samolot Federacji Rosyjskiej wraz z ministrem  spraw zagranicznych tego kraju i wszystko zdaje się wskazywać na to,  iż nie była to raczej zwykła awaria lotnicza. Jeśli dodamy do tego zamieszanie kompetencyjne i polityczne, związane z następującymi  po wyborach zmianami u szczytów władz, to chaos, który ogarnąć musi podinspektor Jakub Tyszkiewicz, szef Biura Zwalczania Terroryzmu CBŚ, będzie prawie pełny. Prawie, gdyż zarówno sytuacja zawodowa jak i osobista  naszego bohatera jest nie mniej skomplikowana…

 Znajdziemy więc w lekturze  żmudne, zagmatwane, policyjne śledztwo,   bezwzględną grę wywiadów i  służ specjalnych (zarówno polskich, rosyjskich jak i  amerykańskich), wpisaną  w echa wielkiej i małej polityki, również tej toczącej się  styku mediów i wielkiego biznesu.

 Zdecydowanymi atutami powieści  Marcina Ciszewskiego „Mgła” jest bardzo ciekawie skonstruowana, wielowarstwowa intryga, niezwykle dynamiczna i szybko zmieniająca się akcja w którą bardzo umiejętnie wplecione są wątki osobiste postaci. Napisana jest prostym, zrozumiałym, choć oczywiście nacechowanym emocjami językiem, który właściwie komponuje się z dramaturgia przedstawionych  wydarzeń.

Tym wszystkich, którzy znają i cenią sobie twórczość tego autora  książki tej, oczywiście, polecać nie muszę. Wszystkim  innym,  który sięgają po lekturę po raz pierwszy, zapewniam że warto choć na chwilę zagłębić się w fascynującą policyjną opowieść, gdzieś z pogranicza fikcji i rzeczywistości. Polecam.

Patricia Posner „Farmaceuta z Auschwitz.

„Kiedy przeciętny człowiek staje się oprawcą”.

 20 listopada 1945 roku rozpoczął się dla słynny Proces Norymberski, bezprecedensowy  akt dziejowej sprawiedliwość,  wymierzony  przez państwa sprzymierzone nazistowskim Niemcom,  kładący podwaliny pod światowy ład i dając wszystkim czelny sygnał  iż sprawcy zbrodni przeciw  pokojowi i ludzkości nigdy nie powinni czuć się bezkarni (sprawa ich ścigania i pociągnięcia do odpowiedzialności,  po wojnie, to już, oczywiście, zupełnie inna  kwestia, wymagająca osobnego omówienia).   Po nim pojawiały się kolejne procesy sądowe, już mniej może znane, jak te dotyczące nazistowskich lekarzy, IG Farben, RuSHA, Einsatzgruppen itd. będące ponurym dopełnieniem potworności i wynaturzeń dokonanych w imię obłąkańczej, brunatnej doktryny i ideologii.

 Niestety, wielu hitlerowskim zbrodniarzom, przez lata udało się wymykać karzącej dłoni sprawiedliwości (a niektórzy nigdy nie odpowiedzieli za swoje straszliwe czyny, w spokoju i dostatku dożywając swoich dni) i jednym z nich jest właśnie główny antybohater tej publikacji, rumuński folksdojcz Victor Copesius.

Pojawiający się na okładce książki podtytuł „Historia zwykłego zbrodniarza”, pokazuję jedną z głównych osi lektury, czyli ukazanie owej, przysłowiowej już „banalności ZŁA”. Autorka starała się nam pokazać (i bardzo dobrze jej się to udaje) jak bardzo wpływ narodowosocjalistycznej ideologii i innych, zachodzących w jednostce procesów (upadek etycznych i moralnych zasad czy wypieranie, oczywistej, prawny) potrafią zmienić spokojnego, spełnionego zawodowo i osobiście (udane małżeństwo, dwójka dzieci), wiodącego stabilne, dostatnie życie doktora farmacji w wojennego zbrodniarza i ludobójcę.

„Jestem Capesius z Siedmiogrodu. Dzięki mnie poznacie, co to szatan”.

Jak ceniony, bardzo lubiany przez rodzinę i sąsiadów, posiadający rozległe znajomości ( jako przedstawiciel handlowy koncernu IG Farben) człowiek, stał się bezwzględnym SS-Sturmbannfuhrerem, potworem w ludzkiej skórze, który stojąc a na kolejowej rampie obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, dokonywał selekcja przybywających więźniów ( mężczyzn, kobiet i dzieci), jednym skinienie kciuka decydując o ich życiu i śmierci. Naczelnym aptekarzem obozu, sprawującym nadzór nad Cyklonem-B i fenolem ( i dbającym o to, by tych śmiercionośnych środków nigdy nie zabrakło), biorącego aktywny udział w zagazowywaniu ofiar i makabrycznych, pseudo-medycznych, eksperymentach wykonywanych na więźniach, przez takich   lekarzy SS jak Werner Rohde czy osławiony Josef Mengele.

 „Wysiadają dr Capesius i Josef Klehr […] Klehr ma w ręce cztery zielone blaszane puszki. Obydwaj idą w stronę zielonego trawnika nad komorą gazową i zakładają przeciwgazowe maski. Potem Klehr podnosi pokrywę, ale dopiero wtedy gdy Capesius dał taki rozkaz – rozkaz zabijania musi zawsze zostać wydany przez lekarza esesmana – Klehr rozrywa patentowe zamknięcie puszki i wsypuje do otworu gruboziarnistą zawartość, fioletową, kruszącą się masę. Cyklon-B”.

Mający udział w grabieży majątku pomordowanych (w tym złotych zębów), który pozwolił mu doskonale odnaleźć się w powojennej rzeczywistość i w 1950 roku otworzyć własną aptekę w niemieckim Goppingen.

Książka Patricji Posner nie jest jednak jedynie wstrząsającą biografią hitlerowskiego oprawcy i zwyrodnialca, który dla własnych korzyści nie cofał się przed rzadną niegodziwością, do końca próbując mataczyć i wypierać się swoich zbrodni.

Autorka kreśli znacznie szerszy obraz straszliwie doświadczonej Europy nad którą zawisło widmo Adolfa Hitlera i stworzonego przez niego totalitarnego systemu rządów. A jest to obraz, który , po prostu zwala z nóg. Nie mieści się on w żadnych znanych nam moralnych, etycznych, społecznych, czy po prostu ludzkich normach.Auschwitz-Birkenau jest odbiciem prawdziwego piekła, najokrutniejszego miejsca na świecie, brutalnego, wynaturzonego, odczłowieczonego, gdzie ludzka tragedia i cierpienie osiąga niebotyczne rozmiary. To nowoczesna i ciągle usprawniana machina masowej ludzkiej eksterminacji, miejsce od którego Bóg odwrócił swój wzrok. Rozmiar hitlerowskiej zbrodni jest tak niewyobrażalny, iż podaje się go czasem w wątpliwość.

Znajdziemy w lekturze również bardzo ciekawy wątek dotyczący czasów powojennych i toczących się w Niemczech tzw. procesów denazyfikacyjnych oraz grupki niezłomnych ludzi (prokuratorów, policjantów, prawników, sędziów) czy organizacji, takich jak Centrum Szymona Wiesenthala, którzy postawili sobie za cel odnalezienie i pociągniecie do odpowiedzialności wszystkich tych, którzy dopuścili się zbrodni przeciw ludzkości.

W przypadku Victora Copesiusa udało się to dopiero w latach sześćdziesiątych, ubiegłego wieku.   20 sierpnia 1965 roku w tzw. „drugim procesie oświęcimskim” skazany został na dziewięć lat pozbawiania wolności (!). Wiezienie opuścił trzy lata później (!) Komentarz jest chyba zbędny…

„Farmaceuta z Auschwitz” to jedna z tych lektur wobec których nikt z czytających nie pozostaje obojętny i która na długi czas (a może i na zawsze) pozostawi ślad w naszej świadomości. Jest naprawdę wstrząsającym świadectwem historycznej prawdy oraz swoistym przesłaniem, skierowanym do przyszłych pokoleń, iż powinny dokonać wszelkich, możliwych, starań aby koszmar wojny oraz związana z nią nietolerancja dla inności (nie ważne jakiej: rasowej, etnicznej, kulturowej, politycznej czy seksualnej) nigdy nie powróciła.

Niestety jak wskazuje powojenna historia Europy i Świata, wciąż jak najbardziej aktualne i potrzebne. Szczególnie  w obliczu odradzających się gwałtownie  separatyzmów narodowych i nacjonalizmów. Pamiętajmy iż niemiecka NSDAP też była kiedy partią marginalną, nieliczną i niewiele znaczącą…. Naprawdę, szczerze polecam lekturę.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Witold Gadowski „Wieża komunistów”.

„Wciągająca powieść sensacyjna, która – być może – kryje w sobie drugie dno”.

Książka Pana Witolda Gadowskiego jest, z całą pewnością, jedną z ciekawszych, literackich, pozycji jakie ostatnimi czasy miałem okazję przeczytać.

Uderza realizmem zdarzeń  i zachowań oraz dociekliwą obserwacją naszej, polskiej rzeczywistości. Autor znakomicie prowadzi intrygę, właściwie stopniuje napięcie i tworzy własną, niepowtarzalną, lekko mroczną, aurę zagrożenia i strachu, która niczym gęsta, tropikalna, mgła oplata przedstawione w powieści postacie i wydarzenia.

Prezentuje dużą dbałość o szczegóły oraz naprawdę dobrą znajomość naszych historycznych realiów, zwłaszcza w odniesieniu do wydarzeń z najnowszej historii Polski.

To obraz brutalnego, okrutnego i cynicznego świata PRL-owskich służb specjalnych.

Wychodzą na jaw ciemne, skrzętnie przez lata skrywane tajemnice przeszłości, dotyczące ludzi i zdarzeń, które miały miejsce w komunistycznej Polsce oraz po jej upadku w dobie tzw. rodzącej się demokracji.  Uwikłanie ówczesnych, polityczno-partyjnych, elit, mechanizmy sprawowania przez nich niepodzielnej władzy (w jej różnych wymiarach i aspektach), oraz złowrogi cień służb specjalnych, wojskowych i cywilnych. Wszystko podane w sposób spójny, przejrzysty i dobrze przemyślany.

Lektura szokuje, szarpie emocjami, zmusza do przewartościowania posiadanej wiedzy i zastanowienia się nad, takim a nie innym, obliczem naszego kraju, tym ówczesnym i tym dzisiejszym.
Główny bohater powieści, Andrzej Brenner to bezkompromisowy dziennikarz śledczy (dziś, powiedzielibyśmy, przysłowiowy, wolny strzelec), który w toku prowadzonego przez siebie dochodzenia wpada na trop (i ujawnia kulisy) największej afery finansowej kraju: defraudacji pieniędzy z Funduszu Budowy Gospodarki.

Pozyskując informatorów i nie bacząc na grożące mu niebezpieczeństwo, krok po kroku, odkrywa kolejne elementy układanki w której bez trudu odnajdziemy szereg bardzo wyraźnych odniesień  do naszych czasów. Zagadka goni zagadkę, tajemnica tajemnice i nic nie jest tym czym wydaj się na pierwszy rzut oka. Zwłaszcza analogia do najgłośniejszej i wciąż osnutej tajemnicą  afery FOZZ-u ( Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego) często nazywaną „matka wszystkich afer” jest aż nadto wymowna i autor wcale się z nim nie kryje.

Witold Gadowski znakomicie przedstawia wzajemnie, przenikające się i oddziałujące na siebie środowiska polityczne i  biznesowe, skonfliktowane, dbające jedynie o własne interesy, szeroko pojęte media, oraz iście pajęczą sieć  wzajemnych ( jawnych i niejawnych) układów i zależności.

Książka jest świetnie (i bardzo sugestywnie) napisana, intryguje, ciekawi, nie stroniąc przy tym od ukazania tych najbardziej brutalnych i bezwzględnych aspektów naszego życia.

„Wieża komunistów” to naprawdę warta polecenia pozycja dla wszystkich miłośników naszej historii najnowszej, która z całą pewnością zapewni wiele godzin bardzo dobrej i rzetelnej, literackiej rozrywki.