Jewgienij Nikołajew „Czerwony snajper”.

„Wspomnienia z frontu wschodniego”.

Kolejna wydana nakładem Wydawnictwa RM ciekawa publikacja, mająca na celu przybliżyć polskiemu czytelnikowi szczególnie interesujące aspekty II wojny światowej, w jej rozmaitych odsłonach i aktach.

Tym razem będzie to autobiograficzna opowieść Jewgienija Nikołajewa, jednego z najskuteczniejszych radzieckich strzelców wyborowych (przypisuje mu się 324 potwierdzone trafienia) tego straszliwego, dwudziestowiecznego, konfliktu.

To opowieść o straszliwych latach wojny, determinacji, sile przetrwania, dramatycznych wyborach, okrucieństwie, przekraczającym wszelkie ludzkie wyobrażenie i wszechobecności śmierci, która z czasem po prostu powszednieje.

Śledzimy bojowy szlak naszego bohatera i jego wykuwającą się w ogniu walk o Leningrad żołnierską legendę, obserwując z jego perspektywy ówczesny teatr wojennych zmagań, szczególnie w tym bardzo osobistym, snajperskim aspekcie. Autor przybliża nam specyfikę tego rodzaju walki, kładących duży nacisk na  typowo militarne aspekty służby: wliczając w to wyczerpujący trening, metodykę działań, taktykę, techniki kamuflażu,  uzbrojenie, optykę. odporność psychiczną itd.

Jego wojenne losy są odbiciem dramatycznych historii wielu jego rodaków, rozgrywających się w ekstremalnie trudnych, okupacyjnych, warunkach oraz wstrząsającym świadectwem przeżyć, które stały się ich udziałem. Wnosi wiele nowych informacji do znanego nam obrazu  wojennej rzeczywistości, szczególnie iż jest to relacją z tzw. „pierwszej ręki”.

Oczywiście, z racji tego że mamy  do czynienia ze wspomnieniami radzieckiego żołnierza, prezentują one  określony nurt myślenia  i światopoglądu, czasem trudno akceptowany z naszej, nadwiślańskiej, perspektywy. Ów język, niekiedy, przypominający, do złudzenia, pozbawione cienia finezji, propagandowe, komunistyczne agitki, tak charakterystyczne dla tej słusznie minionej epoki, psuje miejscami i wypacza odbiór zawartych w lekturze treści.

Żałuje trochę iż nie stać było autora na większy obiektywizm, wszak wiemy doskonale iż okrucieństwo, brutalności i ludzkie wynaturzenie było udziałem obu stron konfliktu,  nie tylko niemieckiej. Tym bardziej że jako przebywając na pierwszej linii frontu żołnierz jednostek NKWD (dziś nie jest tajemnicą  jakimi metodami posługiwały się te formacje i jak bardzo unurzane były we krwi niewinnych ofiar)   niejednokrotnie musiał być świadkiem wielu aktów zbrodni i bestialstwa, dokonywanych przez hitlerowskie i sowieckie oddziały.

 Mimo tych mankamentów książka Jewgienija Nikołajewa „Czerwony snajper” z całą pewnością znajdzie uznanie wśród wszystkich miłośników historii II wojny światowej oraz militariów.

Leszek Adamczewski „W królestwie Hansa Franka”.

„Generalne Gubernatorstwo (Generalgouvernement für die besetzten polnischen Gebiete, dosłownie Generalne Gubernatorstwo dla okupowanych ziem polskich) jest bez wątpienia jednym z najdziwniejszych i najbardziej ponurych,  zarazem, polityczno- -społecznych tworów XX wieku.

Miejscem, gdzie w niezwykle okrutny i bezwzględny sposób  próbowano urzeczywistnić wypaczone. narodowosocjalistyczne idee i koncepcje (gospodarcze, społeczne, narodowościowe, rasowe, ekonomiczne) eksploatując w sposób na półkolonialny  ekonomiczne i ludzkie zasoby, dawnych ziem Rzeczypospolitej. Które na zawsze stało się symbolem najgorszych i  najczarniejszych cech  niemieckiego totalitaryzmu: obozy koncentracyjne, więzienia,  getta, zbrodnie wojenne, masowe eksterminacje podbitych narodów,  przesiedlenia, prześladowania ludności cywilnej, niszczenie wielowiekowego dorobku kultury itd.

Przedstawiona w książce Leszka Adamczewskiego „W królestwie Hansa Franka” historia G.G. nie jest jednak jej opisem w sensie historiograficznym czy naukowym. To bardzo ciekawie dobrana mozaika wydarzeń, postaci i zjawisk, które składają się na wielopłaszczyznowy obraz tego quasi państwowego organizmu w jego różnych odsłonach i funkcjach. Uzyskany tym sposobem efekt jest o tyle ciekawszy i bardziej trafiający do czytelnika niż suche odtworzeniowe zestawienie faktów, liczb i dat, z którymi często, przy tej tematyce, mamy do czynienia. Autor przedstawia nam ów twór od chwili jego powstania (dekret Adolfa Hitlera z 12 października 1939 z mocą obowiązującą od 26 października 1939) aż do momentu gdy padł on pod naporem prących na Berlin zagonów Armii  Czerwonej. 

To świetnie udokumentowana i napisana z pasja, wstrząsają opowieść o dramacie Polaków na okupowanym przez nieprzyjaciela terytorium.  Autor interesująco pokazuje  nam jak funkcjonowało Generalne Gubernatorstwo, jak kształtowały  się procesy decyzyjne i jakimi, brutalnymi, metodami wymuszano ich realizacje. Dużo miejsca poświęca zbrodniom nazistowskiego systemu ( Holocaust, zagłada warszawskiego getta, dramat powstania warszawskiego) wewnętrznym i zewnętrznym  rozgrywkom oraz  tarciom w łonie niemieckiej  administracji, wojskowej i cywilnej.  Również  pomiędzy poszczególnymi nazistowskimi dygnitarzami, walczącymi  o władzę, wpływy  i bogactwo, częstokroć  zrabowane z polskich muzeów, bibliotek czy prywatnych zbiorów (bardzo ciekawy wątek dotyczący wywożenia i ukrywania zrabowanych skarbów). Akcje specjalne wymierzone w społeczeństwo polskie (szczególnie wysiedlenia na Zamojszczyźnie) i polski ruch niepodległościowy, co naturalni skutkowało akcjami odwetowymi Armii Krajowej ( zamach na generała SS Franza Kutschere czy nieudana próba likwidacji dowódcy SS i Policji Wilhelma Kruegera) oraz cała masa rozmaitych tajemnic i zagadek, związanych z tym burzliwym i tragicznym okresem naszych dziejów.

Wszystko to, oczywiście, w złowrogim cieniu gubernatora Hansa Frank (nazywanego przez Niemców królem Polski) wysoko postawionego, wpływowego, hitlerowskiego dygnitarza i partyjnego przywódcy oraz, bez wątpienia, zbrodniarza, który w takiej czy innej formie przewija się przez całą publikacje, bezpośrednio lub pośrednio ingerując w wiele aspektów życie na podległych mu administracyjnie obszarach. Towarzyszymy mu od początków jego kariery i władzy w GG (dowiemy się też kilku ciekawych rzeczy z jego przeszłości) poprzez cały okres jej trwanie aż po kres jego dni (ucieka z Krakowa w styczniu 1945), kiedy to skazany przez Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Norymberdze, skazamy został na śmierć i stracony.

 Książka Leszka Adamczewskiego „W królestwie Hansa Franka”  jest bardzo dobrze przygotowana i bardzo rzeczowo przedstawia opisywane wydarzenia, dzięki czemu, otrzymujemy lekturę, która na nowo próbuje przedstawić nam dzieję tej naszej, doświadczonej przez historie, skrwawionej, polskiej ziemi.

„Opowiedz mi bajkę”-serial

Jake Adelstein „Człowiek yakuzy”.

Po raz kolejny mamy w swoich rękach, świetnie napisany i porywający w swej treści reportaż, sygnowany przez Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, które powoli, jeśli chodzi o ten rodzaj literatury, staje się klasą samą w sobie -chylę czoła.

 Tym razem będzie to oparty na wnikliwym dziennikarskim śledztwie materiał Jake’a Adelstein’a „Człowiek yakuzy. Sekrety japońskiego półświatka” opisujący (i rzucający wiele nowego światła) na tą największą, najbardziej bezwzględną i najlepiej   zakorzenioną w japońskiej kulturze i tradycji strukturę przestępczą.

Słowem-kluczem jest, oczywiście, owa historyczna (jak   również polityczna i społeczna) współzależność, gdyż autor,   prawdziwy znawca tej tematyki,   skupia się głownie na jej regionalnym charakterze, nie rozwijając wątków licznej obecności tej potężnej organizacji, daleko poza granicami macierzystych wysp.

Jak przestało na dobry, porządnie napisany   reportaż ukazane w nim wartości historyczno-poznawcze dotyczące Yakuzy   ( jej historii, struktury, hierarchii, głównych kierunków działań, lokalnych uwarunkowań, zbioru obowiązujących zasad, mechanizmów, rozmaitych układów i zależności, biogramów niektórych przywódców itd.) mieszają się z konkretnymi obserwacjami, przemyśleniami, odczuciami, podglądami i osądami autora publikacji. Jego książka w przeważającej części oparta jest na   burzliwej biografii Makoto Saigo, byłego, prominentnego członka yakuzy, teraz pracującego dla naszego dziennikarza w charakterze kierowcy i ochroniarza. To właśnie z jego perspektywy   poznajemy historie tej organizacji, liczne blaski i cienie bycia jej członkiem oraz wydarzenia w których uczestniczył lub był ich świadkiem. A jest to wiedza ogromna i przerażająca.  

Nie zabraknie w jego opowieści, naturalnie, wątków najbardziej kojarzących się z naszym wizerunkiem japońskiego gangstera,   czyli ogromnych, wielobarwnych   tatuaży czy samookaleczeń (w postaci odcinanych sobie palców) wraz z odpowiednim tłumaczeniem tego rodzaju praktyk i ich znaczenia.

Zawsze w takim kontekście z korzyścią dla wszystkich jest posłuchać ludzi, których wiedza  nie opiera i nie ogranicza się tylko do suchych, konkretnie sprecyzowanych  i ogólnie dostępnych wiadomości czy faktów, lecz na własnym doświadczeniu, osobistych kontaktach, znajomości  przedmiotu (w różnej formie) i obserwacjach, które pozwalają dotrzeć i wniknąć głębiej w rozpatrywaną tematykę, zrozumieć nastawienie i mentalność rozmówców, określony kontekst wypowiedzi, często myślowe skróty i  odniesienia.

Daje to unikalną możliwość lepszego zrozumienia czasu i miejsca, kształtujących je okoliczność, zewnętrznych i wewnętrznych, tu, oczywiście, w tych szczególnym przestępczym odniesieniu.

 Niewątpliwą zaleta książki Jake’a Adelstein’a jest rzetelność przekazu, obiektywizm, analityczne podejście,  brak pogoni za tanią, medialną sensacją, niesłychanie wnikliwy zmysł obserwacji oraz podparte doświadczeniem oraz  wiedzą  podejściem do tematu. To również  prawdziwa (wymagająca dużego  zaangażowania)  umiejętność docierania do naprawdę ciekawych źródeł informacji, wyciągania  właściwych wniosków, zestawiania ich ze sobą,  zarówno w kontekście współczesnym jak i historycznym.  To właśnie ów duży nacisk na  historyczny akcent jest elementem,  który towarzyszy nam przez całą lekturę, stając się interesującym spoiwem, mającym bardzo realny wpływ na współczesne wydarzenia i  kształtujące  się  poglądy.

 Szczególnie uwidocznione jest to w aspekcie dotyczącym umiejscowienia yakuzy w strukturach społecznych Japonii oraz skomplikowanych relacji z światem wielkiej i małej polityki, biznesu oraz policji. Towarzysząc autorowi w jego dziennikarskiej wędrówce,  trudno oprzeć się jednak wrażeniu  iż owa przestępca organizacja jest nieodłącznym elementem lokalnego krajobrazy, zrośniętym z nim na podobieństwo sycylijskiej Cosa Nostry.

Książka „Człowiek yakuzy. Sekrety japońskiego półświatka” zawiera ogromną ilość  naprawdę mało znanych wydarzeń, zjawiska i faktów, których   na próżno by szukać w popularnonaukowych opracowaniach różnej maści.

Reasumując. To bez wątpienia jedna z najlepszych reporterskich publikacji z jaką miałem okazje zapoznać się w ostatnim czasie. Gorąco polecam.

 

 

 

 

 

 

 

 

Jan Tetter „Mity narodów Europy”.

W porównaniu z mitologię grecką czy rzymską,  które są  nam doskonale znane i z którymi obcujemy od lat najmłodszych, ucząc się ich w szkole czy odnajdując je w licznych, ostatnimi czasy, produkcjach telewizyjnych czy kinowych (a ich wkład oraz wielowiekowa obecność jest wyraźnie zarysowana w literaturze, sztuce, kulturze i szeroko pojmowanej pop-kulturze) sfera duchowości i wierzeń innych europejskich ludów: germańskich, celtyckich czy słowiańskich, znacznie bliższych nam przecież geograficznie i historycznie, nadal jest nam stosunkowo mało znana.

 Dzieje się tak z wielką i niepowetowaną stratą dla nas wszystkich, gdyż nieprzebrane bogactwo, różnorodność i wielobarwność tego mitycznego świata, pełnego bogów, herosów, olbrzymów, karłów, wiedźm oraz  wszelkiej maści potworów i bestii, stanowi nieprzebrane źródło inspiracji,  stwarzającej możliwości odbycia niesłychanie fascynującej podróży w czasy naszych praprzodków.

 Warto w tym kontekście pochylić się nad najnowszą publikacją Pana Jana Tettera zatytułowaną „Mity narodów Europy”, która stanowi istną kopalnie wiedzy, dotyczącą tej szczególnej tematyki. Jej istotą jest jak najpełniejsze i najbardziej wszechstronne ukazanie całego ogromnego bogactwa, piękną i  mądrości  mitologicznego świata w jego duchowymi, metafizycznym lecz i jak najbardziej realnym wymiarze, wywierającym określony wpływ na kształtowanie się świadomości i postaw na przestrzeni dziejów.

 Książka ma formę leksykonu a na jej blisko czterystu stronach odnajdziemy ułożone w porządku alfabetycznym postacie bogów, stworów, zjawisk czy obiektów kultu, opatrzone krótkimi, odpowiednio skondensowanym opisami. Pojawią się tu znane nam z rożnych źródeł (literackich czy multimedialnych) hasła i postacie taki jak.   Zeus, Odyn, Perun, Posejdon, Hercules, Atena, Thor, czy   osławiony Loki oraz bardzo wiele takich, które rozpłynęły się już w czasoprzestrzeni odchodząc w niebyt wraz z rzeszami swoich dawnych wyznawców: Swaróg, Wales, Chors, Hajmdal czy Hel.

 Z naszej nadwiślańskiej perspektywy najciekawsze, oczywiście, będę elementy bardzo różnorodnej mitologii słowiańskiej i bałtyckiej (Makosz, Jarowid, Dadżbóg, Radogost, Trygłów oraz cała plejada Utopców, Południc, Wapierzy, Strzyg itd…) oraz tej związanych z ludami germańskimi i celtyckimi, często przenikającymi się wzajemnie i oddziałującymi na siebie. Dotyczy to zwłaszcza wierzeń tych ostatnich, których dynamiczny renesans mamy okazje obserwować   ostatnich czasy kojarząc bez większego problemu taki określenia jak: Walhalla, Asgard, Ragnarok, drzewo życia Yggdrasil, straszliwego wilka Fenrira czy oplatającego ziemie węża Jormunganda.

 Książka Jana Tettera doskonale sprawdza się w swojej formie i jako taka jest bardzo przejrzysta, czytelna a przy tym, naturalnie, niesłychanie ciekawa.

Zabrakło mi jednak   choćby krótkiego wprowadzenia bądź też podsumowania w którym autor zawarłby kilka informacji dotyczących wpływu mitologii europejskiej na życie naszych przodków oraz tego jak odbieramy ją współcześnie. Polecam.

Marek. A. Koprowski „Legiony. Droga do legendy”.

„Ludzie i fakty na krętym szlaku wiodącym ku niepodległej Polsce”.

Nie milkną jeszcze echa obchodów stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości (bardzo godnie, zresztą, uczczone w naszym kraju i poza jego granicami) i być może właśnie dlatego tematyka Legionów i samego Marszałka Józefa Piłsudskiego wciąż cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem Polaków, różnych pokoleń.

Ukazało się naprawdę wiele bardzo interesujących   publikacji, przybliżających nam ten przełomowy fragment naszych dziejów a prezentowana tu książka Marka A. Koprowskiego „Legiony. Droga do legendy. Przed wyruszeniem w pole 1906-1914”(jest to pierwszy tom) bez wątpienia do nich właśnie należy.

To moje drugie spotkanie z twórczością tego polskiego autora (wcześniej miałem niekłamaną przyjemność zapoznać się z lekturą   „Kresy na Pomorzu”),   który jak nikt inny, potrafi wczuć się w klimat i charakterystykę opisywanego okresu, co powoduje iż przedstawione tu wydarzenia, fakty i życiorysy postaci wydają nam się bliższe i  niemal namacalne.

To wielopłaszczyznowe i rozpatrywane z różnych perspektyw spojrzenie na burzliwy okres lat 1906-1914 w kontekście zarówno   politycznej jak i zbrojnej walki o odzyskania niepodległości Rzeczypospolitej.

 W sposób szczególny (choć, naturalnie, nie jedyny) dotyczy to samego Józefa Piłsudskiego, w obiegowej opinii mylnie (co zapewne, dla niektórych, będzie sporym zaskoczeniem), określanego jako twórcę Legionów, jego politycznych koncepcji oraz samej epopei Pierwszej Kadrowej.

To znakomicie zobrazowany   historyczny rys tamtych czasów w którego tło wpisane zostały polityczne zamysły, tendencje, aspiracje i wizje, które już w niedalekiej przyszłości (wielkimi krokami zbliżała się I wojna światowa) niejednokrotnie będą decydowały o zamierzeniach i działalności polskich patriotów, rożnej orientacji.

Oczywiście z racji dość jasno sprecyzowanej przez autora tematyki (co możemy wywnioskować z tytułu) najwięcej miejsca poświęca pisarz działalności Polaków w zaborze rosyjskim a zwłaszcza Galicji, skupionych wokół przyszłego Marszałka Polski i jego współpracowników (organizacja Bojowa PPS, PPS- Frakcja Rewolucyjna, Związek Walki Czynnej, Zawiązek Strzelecki, choć naturalnie nie może się obyć bez przybliżenia nam działalności jego politycznych antagonistów w osobie Romana Dmowskego i Narodowej Demokracji (Drużyny Podhalańskie, Drużyny Bartoszowa, Towarzystwo Gimnastyczne Sokół itd.) czy innych mniejszych ugrupowań i obozów.

Marek A. Koprowski obala przy tym wciąż pokutujący mit ukazujący nam Legiony Polskie jako zwartą, jednolitą, kierowaną twardą, ojcowska ręką Piłsudskiego armię,   będącą bezpośrednim przedłużeniem   jego koncepcji i woli. Obraz środowisk dążący do powtórnego przywrócenia Rzeczypospolitej na mapy Europy i Świata,   jak dowiemy się z tego tekstu był zdecydowanie bardziej złożony, skomplikowany, pełen wewnętrznych i zewnętrznych uwarunkowań oraz sprzeczności i osobistych animozji.

To fascynująca, pouczająca, niezwykle  ciekawa i wyraźnie tchnąca  sentymentem podroż ku burzliwemu, trudnemu, pełnemu niepokojów okresowi  walki (toczonej na różnych polach), której stawką było odzyskanie przez Polskę niepodległości, widziana oczami wielu głęboko zaangażowanych w ten proces naszych patriotów. Ich wspomnienia, wypowiedzi, reakcje, listy, fragmenty dzienników czy pamiętników  (chylę czoło przed iście tytaniczną pracą jaką włożył autor w zebrane  tego wszystkiego w jedną spójną całość), przeplatają się z fragmentami artykułów prasowych tego okresu   odezwami do mieszkańców i żołnierzy, wojskowymi raportami, meldunkami i politycznymi manifestami pozwalającymi znacznie lepiej zrozumieć nam dramatyczny czas.

Książka Marka A.Koprowskiego „Legiony. Droga do legendy. Przed wyruszeniem w pole 1906-1914 jest zdecydowanie pozycja wartą polecenia.

Arcangelo Badolati „Kulisy Ndranghety”.

„Profil najgroźniejszej mafii na świecie”.

Słowo Mafia już  chyba na zawsze stanie się złowrogim synonimem określającym włoską przestępczość zorganizowaną, która rządzona  twardą ręką swoich bossów, niby symboliczna ośmiornica oplotła mackami (daleko wykraczającymi poza półwysep apeniński) wszelkie, przynoszące zysk i wpływy, przejawy  życia gospodarczego, politycznego i społecznego.
Niestety jej  współczesny  obraz  dość znacznie odbiega  od znanego nam filmowego wizerunku wykreowanego przez tak znane powieści Mario Puzo jak „Ojciec chrzestny” czy„Omerta”.

Mogą się o tym przekonać ci wszyscy czytelnicy, którzy pokuszą się  o sięgnięcie po książkę Arcangelo Badolatiego, zatytułowaną „Kulisy Ndranghety”, ze znakomitą przedmową Witolda Gadowskiego.

To niesłychanie ciekawe i wielowymiarowe spojrzenie na jedną z najpotężniejszych  struktur przestępczych  świata, czyli tytułową kalabryjską Ndranghetę. Mniej może znaną niż słynna sycylijska Cosa Nostra czy neapolitańska Camorra i być może właśnie dlatego tak niesłychanie groźna, wpływowa i  bezwzględna.

Książka ma wymiar szczególny, gdyż z jednej strony jest swoistym kompendium wiedzy o tej zbrodniczej organizacji, opisując jej historię na przestrzeni wieków i dekad,  strukturę organizacyjną (prawdziwą plątaninę wzajemnych, bardzo silnych, rodzinnych powiązań i koneksji) sposoby i metody funkcjonowania,  mechanizmy sprawowania władzy, hierarchię i  charakterystykę niektórych najważniejszych  szefów .

 Z drugiej zaś podejmuje próbę (dość szokującą dla czytelnika), pokazanie tej mafii jako rozwijającego się zjawiska o zasięgu globalnym,  nie ograniczonym  przez żadne państwowe czy geograficzne granice: handel narkotykami, bronią, porwania, wymuszenia, morderstwa na zlecenie, oszustwa finansowe, pranie pieniądzu i cała masa związanych z tym procederem wdów i sierot…. 

Pokazuje jak bardzo owa kryminalna struktura przeniknęła do włoskiego (ze szczególnym uwzględnieniem regionu Kalabrii), i nie tylko włoskiego życia politycznego,  gospodarczego, społecznego, rodzinnego,  religijnego czy światopoglądowego (szczególni interesujący wątek dotyczący  roli kobiet związanych, na rożnych płaszczyznach, z tym groźnym zjawiskiem) stając się nieodzownym elementem południowo-europejskiego krajobrazu. Szczególnie ciekawy, zwłaszcza  z naszego, polskiego punktu widzenia jest właśnie ów kobiecy aspekt opowieści, dotyczących dwóch naszych rodaczek Edyty Kopaczyńskiej i Eweliny Pytlarz, żon mafijnych bossów, z których pierwsza przez jakiś czas kierowała nawet (pod nieobecność uwięzionego przez wymiar sprawiedliwości  męża) przestępczymi interesami swojego klanu.

Książka pióra   Arcangelo Badolati, zatytułowaną „Kulisy Ndranghety”  jest lekturą,  która uświadamia nam i pokazuje na przykładzie kalabryjskiego syndykatu  jak wielkim zagrożeniem były i są nadal,  dla nas wszystkich, struktury włoskiej mafii.  Jak dynamicznie rozrasta i  rozprzestrzenia się ona,  przejmując kontrole nad nowymi terytoriami w Europie i na Świecie oraz  jak wiele skoordynowanych, międzynarodowych działań potrzebnych  jest by  pochód ten powstrzymać. W interesie nas wszystkich. Polecam.

 

Rafał Ziemkiewicz „A więc wojna !”.

„Ćwierć wieku temu Polacy zwolnili się z myślenia o świecie i przyszłości. Nasze elity, a w ślad za nimi rzesze zwykłych obywateli uznały, że wszystko, co słuszne, zostało już wymyślone – tam, na Zachodzie. A jeśli coś jeszcze pozostaje do wymyślenia, to też oni, tam, to wymyślą. Nam wystarczy naśladować, implementować standardy i pławić się w radosnej bezmyślności. Oni tam wiedzą, dokąd prowadzą świat, a my małpujemy i wypełniamy zalecenia, dzięki czemu u nas też będzie tak samo”.

Może to jest ten właśnie moment, kiedy powinniśmy się zapytać, czy naprawdę tego chcemy?

Twórczości Rafała Ziemkiewicza, prawicowego dziennikarza, publicysty i autora licznych publikacji zwartych (polecam zwłaszcza „Złowrogi cień Marszałka” i „Jakie piękne samobójstwo”) i rozproszonych, od lat wzbudza w szeroko rozumianej przestrzeniu publicznej liczne kontrowersje a bywa że i skrajne czy nawet histeryczne reakcje. Szanowany i wychwalany przez prawą stronę sceny politycznej oraz odsądzany od czci i wiary (czasami, odnoszę wrażenie, obligatoryjnie) przez polskich liberałów, lewicę, przedstawicieli tzw. „totalnej opozycji’, że o środowiskach feministycznych czy LGBT nawet nie wspomnę.

Jakby jednak na niego nie spojrzeć, z całą pewnością jest wnikliwym obserwatorem i komentatorem zarówno dawnej jak i współczesnej polskiej polityki, tak wewnętrznej (mimo niewątpliwych sympatii zdarza mu się być krytycznym w stosunku do aktualnego rządu) jak i zewnętrznej, mającej bezpośrednie przełożenie na nasze stosunki z bliższymi (Niemcy, Rosja) i dalszymi (Wielka Brytania, Izrael) sąsiadami,   piętnując przy tym niejednokrotnie ignorancje naszych elit, brak politycznej wizji, strategii, zakłamanie i zwykłą głupotę.

Mówiąc szczerze, mam pewien   kłopot z twórczością Pana Rafała   (którego osobiście bardzo cenie za wiedzę, analityczny umysł i bezkompromisowość w dążeniu do celu) gdyż wychowany w raczej romantycznej wizji naszych dziejów, która nawet mimo upływu lat nadal jest we mnie głęboko zakorzeniona mam problem z wyjściem poza jej ramy. Nie sposób jednak, zwłaszcza zagłębiając się bardziej w meandry naszej złożonej i burzliwej historii (nareszcie doczekaliśmy się czasów, gdzie do wielu dokumentów mamy już dostęp i w ich światłe niektóre wydarzenia czy życiorysy zaczynają wyglądać trochę inaczej) nie przychylić się do niektórych głoszonych przez niego opinii i stwierdzeń, zwłaszcza iż w sposób bardzo zręczny i trafiający do czytelnika potrafi operować argumentacją i wynikającej z niej wnioskami.

Prezentowany tu zbiór felietonów „A wiec wojna !” jest tego najlepszym przykładem.

Czytając owe teksty (z racji swojej formy są trochę, i być powinny, prowokujące i zmuszające do myślenia)   muszę się przyznać, z niejakim, wewnętrznym, zdziwieniem, iż dostrzegam znacznie więcej wątków, które mnie z autorem łączą niż dzielą, i to w sporej, występującej tu, rozpiętości tematycznej

Chodzi szczególnie o te dotykające   polityki historycznej (związanej np. z obradami Okrągłego Stołu, Lechem Wałęsą, obaleniem rządów Jana Olszewskiego czy tzw. lista Maciarewicza) jak i wydarzeń jak najbardziej nam współczesnych, dotyczących polskiej prawicy, ze szczególnym uwzględnieniem tematyki Obozu Narodowo Radykalnego (ONR) czy działań podejmowanych przez przedstawicieli polskiej opozycji, parlamentarnej czy pozaparlamentarnej i wspierających ich mediów. Również aspektów międzynarodowych zdominowanych przez: kryzys imigracyjny, ekspansję radykalizmu islamskiego, odradzanie się europejskich ruchów narodowych, stosunki polsko-izraelskie, czy próby wywarcia nacisku na polski rząd przez instytucje Unii Europejskiej.

Bo czyż Polaka (nie mającego żadnych skrajnych poglądów – żeby była jasność) może nie bulwersować próba zrzucenia na nas współodpowiedzialności za Holocaust (o dziwo ze strony zarówno Niemców jaki Żydów) czy rozpętanie przez Izrael antypolskiej kampanii oszczerstw, dotyczącej nowelizacji ustawy IPN-u, choć, gwoli prawdy, data jej ogłoszenia jak i wypowiedzi niektórych naszych polityków pozostawiają wiele do życzenia.

Swoją drogą, państwo żydowskie, prowadząc tak właśnie ukierunkowaną i zmanipulowaną politykę wychowuję sobie kolejne pokolenia europejskich antysemitów.

Czyż nie boli obłuda wysokich przedstawicieli Unii Europejskiej, którzy zarzucają nam łamanie praworządności, grożą sankcjami,   jednocześnie bez żadnych oporów i problemów dogadują się z prezydentem Turcji Receptem Erdoganem, odpowiedzialnym za masowe łamanie praw człowieka i to w ich najgorszej, możliwej, formie.

Czy mamy zamknąć oczy na słabość i krótkowzroczność europejskich elit (jak mówi Pan Rafał, określenie to nie dotyczy poziomu intelektualnego lecz miejsca u steru władzy) nie radzących sobie z kryzysem imigracyjnym, za który są współodpowiedzialni, próbujących pod polityczno –medialnym przymusem dokonać relokacji do państw Europy Środkowo-Wschodniej. Na uległość poszczególnych państw Wspólnoty (Niemcy, Francja, Belgia itd.) wobec rozlewającego się po kontynencie islamskiego radykalizmu (ukrywanie faktów, pobłażliwość i szafowanie hasłami Multi –Kulti) stopniowo zmieniającego, aż strach pomyśleć co będzie za lat dziesięć czy dwadzieścia lat, dawne struktury narodowe i społeczne.

Te i inne ważne tematy   znajdziemy właśnie w tym zbiorze felietonów Pana Rafała Ziemkiewicza. Oczywiście, z poglądami wypowiadanymi prze naszego autora możemy się zgadzać lub nie, warto jednak pochylić się nad nimi (bądź też z nimi polemizować) bo dotyczą naprawdę żywotnych interesów naszego kraju.

Książka „A więc wojna !” jest zdecydowanie publikacją wartą polecenia. Polecam.

Katarzyna Wróblewska „Rajd katyński”.

„Rajd katyński. Długodystansowy rajd dla prawdziwych twardzieli”.

Międzynarodowy Rajd Katyński, wspaniała patriotyczno-motocyklowa impreza, doczekał się już swojej XVII edycji i mimo iż pomysłodawcy i pierwszego komandora, Wiktora Węgrzyna, nie ma już wśród nas,  stworzona przez niego (i podobna mu grupę zapaleńców) idea upamiętniania i kultywowania, w takiej właśnie formie,  polskiej pamięci i polskiej tradycji, zdołała już wciągnąć w swoją orbitę kolejne rzesze fanów dwóch kółek.

Debiutancka publikacja (bardzo udana, zresztą)  Pani Katarzyny Wróblewskiej jest opowieścią o tym szczególnym, w swoim wymiarze, przedsięwzięciu oraz o jego blaskach i cieniach, bo i takie, naturalnie,  się pojawiają i autorka ich nie ukrywa.  O tym jak w ogóle doszło do tego iż, rok w rok, grupa polskich pasjonatów wyrusza na Wschód ku miejscom naszej narodowej martyrologii   i w jaki sposób ów rajd (wraz z doświadczeniem nabywanym przez jego organizatorów i uczestników) rozwijał się, rozrastał i ewoluował.

Szczególnie motocykliści znajdą w tej lekturze wiele interesujących i związanych z ich pasją (co zrozumiałe) informacji, odnoszących się do motocykli, rozmaitych danych technicznych,  samej jazdy, ograniczeń, zagrożeń i problemów  czyhających na drodze   (pojawiają się konkretne przykłady), poszczególnych tras (każdy rajd jest trochę inny pod tym względem), ich charakterystyki   w zależności od państwa przez który wiedzie (Polska, Litwa, Ukraina, Białoruś, Rosja) czy nawet poszczególnych regionów. 

Dla mnie jednak osobiście i   tak odbieram tą książkę, „Rajd Katyński” jest przede wszystkim punktem wyjścia do  bardzo emocjonalnej opowieści (i te emocję udzielają się czytelnikowi, co świadczy o ogromnym zaangażowaniu ale i dużych, literackich, zdolnościach autorki) o znacznie ważniejszym i głębszym przesłaniu.

To opowieść o ludziach współczesnych  i dawnych, których na pewnym etapie w swoisty sposób  połączyła dramatyczna, tragiczna i okrutna historia naszej ojczyzny, po której, wśród rozmaitych wojennych i politycznych zawieruch, bezceremonialnie przetoczył się walec dziejów. O wspaniałych polskich Kresach  (oj ! Marszałek Piłsudski   zrugał by nas za takie określenie), które jak chyba żadne inne polskie ziemie wpłynęły tak wyraźnie na kształt i charakter naszego narodu a ich utrata, w wyniku jałtańskiego targu,  na zawsze pozostawiła jątrzącą się zadrę w   ciele polskiej państwowości.

Z tego też względu tak bardzo przejmujące i wzruszające (nie ma tu się czego wstydzić) są relacje uczestników eskapady, odwiedzanych miejsca tak bardzo związane z naszymi dziejami, te bardziej znane jak Katyń, Wilno (Cmentarz na Rosie) Lwów (legendarny Cmentarz Orląt) Smoleńsk, Mińsk, czy te o których wciąż trzeba przypominać: Drohiczyn, Przebraże, Huta Pieniacka, Żółkiew, Winnica i wiele, wiele innych.

Dotyczy to również naszych rodaków, którzy z różnych przyczyn: historycznych, politycznych, ekonomicznych, rodzinnych czy sentymentalnych pozostali na tych ziemiach. częstokroć cierpiąc biedę, niedostatek i szykany ze strony  lokalnych instytucji państwowych ( np. na Litwie i Białorusi) nadał jednak kultywując przywiązanie do polskiej kultury i tradycji.

Książka Pani Katarzyny Wróblewskiej „Rajd katyński. Twardziele z Polską w sercach”

  jest więc wspaniałą historią, wzbogaconą  licznymi zdjęciami, anegdotami i   ciekawostkami, o różnych wymiarach współczesnego patriotyzmu, międzyludzkich relacjach i ponadczasowych wartościach, które, zwłaszcza w tym oszalałym w pogoni świecie, powinny nadal nam przyświecać.

Aż chce się wsiąść na motocykl i ruszyć na Wschód. Może kiedyś…

Gorąco polecam tą unikatową i niesłychanie interesującą publikację. 

Ray Donowan-serial.