Gamorra-serial

Andrzej Bart „Śmierć głośna, śmierć cicha”.

Andrzej Bart „Śmierć głośna, śmierć cicha”.

„Bilet do nieistniejącego już miasta, które zanim stało się stolicą filmu, było już kinem w czystej postaci”.

Utrzymane w konwencji retro bardzo udane połączenia solidnie skonstruowanego, krwistego kryminału oraz powieści sensacyjnej z silnie zarysowanym wątkiem obyczajowo-społecznym, rozgrywającej się w Łodzi w przededniu wybuchu II wojny światowej.

W mieście nad którym powoli i nieubłaganie zaczynają się zbierać czarne, dziejowe chmury, dochodzi do serii brutalnych morderstw, których sprawca  podrzuca w rozmaitych  publicznych miejscach fragmenty ciał ofiar, wzbudzając prawdziwe przerażenie i strach wśród mieszkańców metropolii.

Owe okrutne i wynaturzone  zbrodnie stają się elementem łączącym losy trójki bohaterów lektury, prowadzącego śledztwo  policjanta Michała Burskiego oraz dwójki jego serdecznych przyjaciół: popularnego  żydowskiego pisarza  Wiktora Sterna  i młodej, niemieckiej arystokratki  Soni Millar, próbujących  pomóc mu  w rozwikłaniu makabrycznej zagadki i złapaniu zwyrodnialca. Owe niemal reymontowskie połączenie  polsko-niemiecko-żydowskiej przyjaźni  jest jednym z wiodących  elementów toczącej się fabuły oraz związanej z nią akcji, mający zarówno bezpośredni jak i  pośredni wpływ na przyczynowo- -skutkowy ciąg rozgrywających się wydarzeń.

Dobry literacki styl powieści, mroczna, ciekawie zawiązana,  kryminalna intryga,  odpowiednio budowane napięcie oraz właściwe wyczucie chwili powoduje  iż otrzymamy opowieść, która obok kilku godzin godziwej, literackiej rozrywki,  zmusi nas do kilku głębszych refleksji oraz  zostanie w naszej pamięci na dłużej. Szczegółów, z oczywistych powodów, nie zdradzę.

Być może będę w swojej opinii osamotniony ale moim, skromnym, zdaniem największą zaletą prezentowanej tu publikacji   jest znakomicie oddany  XX- wieczny klimat Łodzi w przededniu dramatycznego zakrętu historii,  który daje sie powoli  wyczuć w funkcjonowaniu samego miasta oraz  postawach jego mieszkańców. Miasta tętniącego życiem  swojej epoki, miasta będącego mozaiką rozmaitych  kultur, religi i narodowości.  Naznaczonego  spuścizną dziejów i  bliznami historii, ludzkimi namiętnościami i zbrodniami, blaskiem bogactwa i goryczą biedy,  nadziejami, pragnieniami  i marzeniami.

Uchwycony przez autora w niezwykle barwny i plastyczny sposób, pełen opisów (duży ukłon w stronę literackiego warsztatu)  jest niejako pomostem, łączącym przeszłość z teraźniejszością oraz elementem  spinające w całość poszczególne elementy lektury.  Ważnym choć milczącym obserwatorem narodowego dramatu  i osobistych ludzkich tragedii.

Reasumując. Powieść  Andrzeja Barta. „Śmierć głośna, śmierć cicha” jest bez wątpienia pozycją warta polecania. To naprawdę bardzo dobry kawałek polskiej literatury.

Leszek Adamczewski „Śmierć z nieba”.

„Alianckie naloty na cele cywilne podczas drugiej wojny światowej nadal budzą wiele kontrowersji. Leszek Adamczewski przypomina te, powoli już blaknące, karty z dziejów drugiej wojny światowej”.

Tym razem w kręgu zainteresowań naszego niestrudzonego badacza i popularyzatora  historii  najnowszej, Leszka Adamczewskiego, pojawiła się tematyka nalotów bombowych, przeprowadzanych przez państwa alianckie na niemieckie i polskie miasta w okresie II wojny światowej.

Problematyka tyleż pomijana co  wzbudzająca liczne  kontrowersje w kontekście ogromnych strat wśród niemieckiej ludności cywilnej  (i tysięcy robotników przymusowych czy jeńców wojennych,  pochodzących z okupowanych krajów)  oraz wpływu (zdaniem niektórych historyków zupełnie  niewspółmiernego) na zatrzymanie niemieckiej machiny wojennej i finalnie zakończenie tego  konfliktu zbrojnego.
Według powojennych  szacunków w wyniku działań  lotnictwa  RAF i USA AF (brały tu udział również polskie załogi) śmierć poniosło ponad 300 tysięcy ludzi. Około  jedna trzecia ludności Niemiec ucierpiała bezpośrednio wskutek bombardowań, 14 milionów ludzi straciło majątek, ponad 20 milionów zostało na jakiś czas pozbawionych elektryczności, gazu lub wody zaś 5 milionów musiało się ewakuować.

Leszek Adamczewski w charakterystyczny dla siebie, opisowy, bardzo dobrze udokumentowany, miejscami  wręcz drobiazgowy, sposób ukazuje nam ów jakże  dramatyczny aspekt II wojny światowej.Odtwarza naloty bombowe na niemieckie i polskie miasta, zakłady zbrojeniowe, ośrodki badawcze III Rzeszy (to jeden z najciekawszych wątków), wojenną infrastrukturą oraz wpisaną w owe akty tragedię ludności  cywilnej, rozgrywającą się na płonących i walących się w gruzy ulicach Berlina,  Hamburga, Norymbergi, Kolonii, ale także Gdyni, Szczecina, Poznania, Gdańska i wielu innych miejsc… 

Nie zabraknie, naturalnie, opisu  największego nalotu dywanowego, przeprowadzonego przez brytyjskie siły powietrzne w nocy z 13 na 14 lutego 1945 roku na Drezno, kiedy to  770 bombowców Avro Lancaster  i 600 bombowców B17 Flying Fortess zmieniło miasto w prawdziwe piekło na ziemi,  pozbawiając życia  około 25–30 tysięcy ludzi.Wartę wspomnienia są  również ataki  (było ich kilka) na ważny, z punkty widzenie Państw Sprzymierzonych, Ośrodek doświadczalny Luftwaffe w  Peenemünde pracujący nad groźną bronią V 1 i V 2. Szczególnie ten pierwszy, przeprowadzony przez brytyjskie lotnictwo bombowe w nocy z 17 na 18 sierpnia 1943 r ( „Operacji Hydra”) w którym  596 samolotów bombowych RAF  zrzuciły na ośrodek  1795 ton bomb.

Reasumując. Książka Leszka Adamczewskiego „Śmierć z nieba. Alianckie naloty na polskie i niemieckie miasta” to, naprawdę,niesłychanie ciekawa lektura dla wszystkich interesujących się historią II wojny światowej, w jej różnych odsłonach i aspektach. Gorąco polecam.

Robert Foryś „Sztejer. Kroniki Torunium”.

Nazywam się Vincent Sztejer. Wracam do domu, by zrobić porządek”.

Kolejna odsłona przygód Vincenta Sztejera,  stworzonego przez Roberta Forysia, niepokornego bohatera   cyklu powieści, osadzonych w postapokaliptycznym świecie zrodzonym po Zagładzie.

Uciekiniera, awanturnika, najemnika, oszusta i  zabójcę potworów, również tych w ludzkiej skórze, czyli jednym słowem człowieka, który nad przymioty słowa i intelektu przekłada sztych miecza, ostrze sztyletu czy siłę pięści. Doświadczonego przez okrutny los, dźwigający na swych barkach bagaż traumatycznych doświadczeń i przeżyć oraz nie zawsze najszczęśliwszych, życiowych wyborów. Nie pozbawionego przy tym swoistego, łobuzerskiego uroku.

Tym razem fabuła powieści toczyć sie będzie jednak dwutorowo, gdyż obok wspomnianego już Vincenta (powracającego, po latach, na  rodzinne śmieci w towarzystwie grupy zawodowych zabójców)  pojawi się postać  Quelen Żmijki, posesora   z Tropicieli Wiedźm, którą poznamy w momencie rozpoczynającego się kryminalnego śledztwa, dotyczącego tajemniczego  morderstwa  jednej z  ważnych i wpływowych postaci Torunim. Biegnące, początkowo osobno, wątki powieści  powoli   zaczynają zmierzać w jednym kierunku a ich połączenie,  z całą pewnością, zaskoczy czytelnika.

Autor zdecydowanie większy nacisk, niż poprzednio, położył na opis  świata przedstawionego z całą jego dramaturgią,  zawiłością, burzliwą  historią  oraz prawdziwą siecią przenikających się  układów, zależności oraz walk o władzę, wewnątrz    rządzących Światem elit.

Być może nie odnajdziemy tu tryskających świeżością pomysłów czy nowatorstwa w podejściu do przedstawionych zdarzeń, ale też specjalnie się ich nie spodziewamy (przynajmniej ja się nie spodziewałem) sięgając po tą publikację. Otrzymamy za to naprawdę ciekawą, bardzo sprawnie napisaną i wciągającą opowieść  fantasty z nieźle zarysowaną intrygą oraz plejadą ciekawie dobranych bohaterów.  Napisaną przy tym interesującym, stylizowanym językiem, który mimo swojej twardości i sporej dozy wulgaryzmów, przeplatanych wisielczym humorem, świetnie wpisuje się w  koloryt i klimat historii. Idealna pozycja na zimne, mokre, jesienne wieczory.

Powieść „Sztejer. Kroniki Torunium” Roberta Forysia polecam więc  nie tylko  fanom twórczości autora.

„Miasto na wzgórzu”-serial

Barry Hatton „Lizbona. Królowa mórz”.

„Czarująca opowieść o czarującym mieście, które od dwóch i pół tysiąca lat przyciąga do siebie przedstawicieli narodów całego świata”.

„Emanująca ciepłem i życzliwością historia intrygującego miasta…„.

„Lizbona. Królowa mórz” autorstwa Barrego Hattona to rozpisany na wiele głosów zbiorowy portret  wielkiego, doświadczonego przez  wichry historii  miasta,  które wciąż uwodzi, porywa i zachwyca. Barwny,  wyrazisty, wielopłaszczyznowy i  urzekający czytelnika obraz metropolii,  która od stuleci  przyciąga i  elektryzuje rzesze mieszkańców i przybyszów z zewnątrz.
 

Brytyjski korespondent w sposób niesłychanie  sugestywny ( i co ważne, podparty bardzo  konkretną wiedzą)  kreśli nam długą i wyboistą  drogę jaką przeszła Lizbona od portowego miasta do kwitnącej kulturą i sztuką stolicy Portugalii.

Zabiera nas w fascynującą podróż przez przestrzeń i czas, przez  lata świetności i czasy upadku,  wspaniałe osiągnięcia architektoniczne  oraz straszliwe katastrofy naturalne (tragiczne w skutkach trzęsienie ziemi z 1755 roku) i  wojenne zniszczenia. Począwszy od  czasów Imperium Rzymskiego, poprzez  kilkusetletnią  dominację arabską, tzw. mroki średniowiecza i zdobycie Lizbony  przez wojska pierwszego króla Portugalii  Alfonsa I w 1147 roku,  okres szaleńczych wypraw i  niezwykłych odkryć geograficznych (Vasco da Gama) na  czasach nowożytnych i tych nam już bardziej współczesnych  kończąc.

Bardzo ciekawie jawią się zwłaszcza wątki  (autor poświęca im sporo miejsca) dotyczące burzliwej historii Lizbony i szerzej całej Portugalii w burzliwym okresie polityczno- społeczno-religijnych  przemian ubiegłego wieku, szczególnie na tle  wojny domowej w sąsiedniej Hiszpanii oraz  dwóch wojen światowych XX wieku z wyraźnym naciskiem na postać portugalskiego dyktatora António de Oliveira Salazara, którego działalność wywarła  znaczący wpływ na oblicze tego państwa i jego stolicy.

Pojawia się również plejada innych mieszkańców, których losy były  ściśle związane są z tym miejscem i  regionem, przez których osobisty pryzmat obserwujemy Lizbonę na różnych etapach jej wielowiekowej historii. W lekturze odnajdziemy  wiele, ciekawostek, interesujących opowieści, niewyjaśnionych czy nawet  niewygodnych faktów, dotyczących życia obywateli  czy  elit władzy oraz samej historii zmieniającego się i ewoluującego wciąż miasta.

Wszystkie te elementy, po skomponowaniu ich w jedną, spójną całość, pozwolą nam zobaczyć Lizbonę z trochę innej (niż ta prezentowana w  turystycznych przewodnikach), perspektywy i  odkrywać ją wciąż na nowo.

Książka Barrego Hattona „Lizbona. Królowa mórz” z pewnością warta jest polecenia. .

Leszek Adamczewski „Dymy nad Gdańskiem”.

„Druga wojna światowa zaczęła się na Pomorzu Gdańskim i tu się skończyła, bo obóz koncentracyjny Stutthof Armia Czerwona wyzwoliła dopiero dwa dni po kapitulacji Trzeciej Rzeszy”.

Najnowsza, historyczna publikacja Pana  Leszka Adamczewskiego  jest wstrząsającym, porażającym w swej wymowie  obrazem dramatycznych wydarzeń, rozgrywających się na ziemi Gdańskiej (Danzig-Westpreussen – Gdańsk-Prusy Zachodnie – trzymając się nazewnictwa autora) zarówno podczas inwazji hitlerowskich Niemiec we wrześniu  1939 roku, kilku lat okupacji (gauleiter Albert Forster i  jego antypolska polityka narodowościowa)  jak i w końcowej fazie II wojny światowej, kiedy to pod potężnymi uderzeniami Armii Czerwonej walił się w gruzy sen o Tysiącletniej Rzeszy.

To zbiór kilkudziesięciu opowieści dokumentujących te  bardziej i te mniej  znane epizody ( i tę są, moim zdaniem, najciekawsze) tego strasznego okresu XX wieku.

Autor ukazuje nam wieloetapowy i wielopoziomowy obraz zagłady tego rejonu, uderzając realizmem i okrucieństwem owych dni. Straszliwe przeżycia ludności cywilnej oraz trauma,  której nie pozbędą się  do końca swoich dni, tworzą  znakomicie  udokumentowany, historyczny rys , przedstawiający wojenną machinę,  która nie oszczędza nikogo i niczego, nie licząca się ani z ludźmi ani z wielowiekowym dorobkiem nauki, kultury i sztuki.

Na kartach książki powrócą echa bohaterskiej obrony  Westerplatte i  Poczty Gdańskiej, zagadka  „krwawej,  bydgoskiej, niedzieli”, tajemnica  dotycząca zamachu na pociąg wiozący Adolfa Hitlera oraz fakty dokumentujące gehenną więźniów obozu koncentracyjnego w Stutthofie,  wśród których znalazły  się również  rodziny niemieckich zamachowców z 20 lipca 1944 roku, kiedy to pułkownik Claus von Stauffenberg dokonał nieudanej próby zgładzenia Hitlera. 

Obserwujemy ciężkie walki toczone przez nazistów z  Armią Czerwoną  wiosną 1945 oraz dramat rozgrywający się na ulicach Gdańska, Gdyni, Grudziądza, Torunia, Malborka oraz  wielu innych miast i miasteczek z terenów ówczesnych Prus Zachodnich.  Trwająca wśród płomieni i zgliszczy hekatomba ludności cywilnej, pozostawionej na pastwe sowieckiego żołdactwa, naznaczona przez masowe egzekucje, grabieże i wszechobecne gwałty.

Dantejskie sceny rozgrywające się wśród próbujących przedrzeć się na Zachód kolumn uchodźców (atakowanych przez sowieckie zagony, ostrzelanych przez radzieckie myśliwce, brnące wśród trzaskających mrozów i śnieżnych zamieci), oraz tzw. rejsach rozpaczy ( określenie jest aż nadto wymowne) i podejmowanych próbach wydostania się z ogarniętej wojną strefy drogą morską. Szczególnego wymiaru nabiera tutaj tragedia  storpedowanego  30 stycznia 1945   przez radziecka łódź podwodna   okrętu szpitalnego   MS Wilhelm Gustloff  na  pokładzie  którego  znajdowało się około 10 tysięcy pasażerów (zginęło co najmniej 6600 z nich).

Pojawią się również wątki  poświęcone zagrabionym, ukrytym, czy zniszczonych skarbom kultury i sztuki ze slynną  pelplińską Biblii Gutenberga na czele.

Książka Leszka Adamczewskiego „Dymy nad Gdańskiem. Agonia Prus Zachodnich”  jest bardzo dobrze  przygotowaną pod względem literackim jak i  merytorycznym: opiera się na licznych relacjach uczestników przedstawianych wydarzeń, zeznaniach świadków, szerokim zasobie dokumentów, zarówno niemieckich jak i radzieckich, zdjęciach ( dawnych i obecnych) kronikach filmowych tego okresu, opiniach specjalistów, historyków, publicystów i badaczy wszelkiej maści.

Znakomita lektura dla wszystkich interesujących się historią II wojny światowej, szczególnie w kontekście ostatnich akordów hitlerowskiego państwa i nierozerwalnie związanych z nim Prus Zachodnich.

Gorąco polecam.

.

Philippe Sands „Szlak szczurów”.

„Szlak szczurów to niezwykle aktualny portret zła w całej jego złożoności i banalności”.

Mimo iż od wydarzeń II wojny światowej i okresu zaraz po jej  zakończeniu minęło  ponad siedemdziesiąt lat, wciąż wiele  skrzętnie skrywanych tajemnic i sekretów, tego okresu, nie  ujrzało światła dziennego lub pojawiło się w wersji bardzo okrojonej  czy wręcz fragmentarycznej. Opatrzone klauzulami tajności, ukryte w państwowych, agencyjnych czy prywatnych archiwach dopiero po latach na powrót stają się interesującym źródłem  badawczym dla współczesnych  historyków.

Jednym  z takich właśnie, rozgrywających się zakulisowo, wydarzeń było istnienie tytułowego ” Szlaku szczurów”,  czyli wiodącej przez Stolicę Apostolską drogi ucieczki, którą nazistowscy zbrodniarze wojenni i ludobójcy, przy pomocy katolickich hierarchów uciekali z Europy do państw Ameryki Południowej  czy Afryki (Adolf Eichmann, Erich Priebke, Josef Mengele, Josef Schwammberger,  Gerhard Bohne i wielu, wielu innych).
Skorzystać z niej próbował również ukrywających się po wojnie  Otto Wächter, niechlubny bohater tej publikacji, niemiecki  gubernator Dystryktu Krakowskiego (przyjaciel i bliski współpracownik skazanego  na śmierć w procesie norymberskim Hansa Franka)  i Dystryktu Galicja, odpowiedzialny za eksterminację ludności polskiej i żydowskiej na podległych mu terenach oraz grabież  i wywóz bezcennych  dóbr kultury i sztuki.

Po wojnie udaje mu się zbiec do Włoch, gdzie pod fałszywym nazwiskiem, Otto Reinhardt, ukrywa się w katolickim kolegium, nieopodal Rzymu. Umiera 14 sierpnia  1949 roku w dość niejasnych okolicznościach w szpitalu Santo Spirito w obecności  katolickiego biskupa Aloisa Hudala, zwolenników faszyzmu  i człowieka dzięki któremu wielu hitlerowców (oraz przedstawicieli rozmaitych kolaboracyjnych rządów-Serbów, Chorwatów, Słowaków,  Francuzów, Belgów itd)  uniknęło karzącej dłoni sprawiedliwości.
I  właśnie to wydarzenie oraz niejasne powojenne powiązanie byłego SS-Gruppenführera z Watykanem stały się dla Philippe Sandsa punktem wyjścia  w odkrywaniu historycznej  prawdy o życiu i działalności jednego z najbardziej odrażających morderców „zza biurka” w III Rzeszy.

Nie jest to jednak, bynajmniej, pozbawiona emocji lektura, skupiająca się jedynie  na polityczno -historyczny  aspektach życiorysu  tego oprawcy czy  suchym,  faktograficznym zapisie okrucieństw których się dopuścił, gdyż książkę wyraźnie  wyróżniają dwie rzeczy. 

Pierwsza,  to spojrzenie na  życie Otto Wächtera widziane  z perspektywy jego żony Charlotty, tym cenniejsze iż autor korzysta z jej imponującego archiwum, zawierającego min. dwadzieścia tomów  pamiętników, liczne  wywiady oraz listy  i pocztówki,  które wymieniała z mężem w różnych okresach wspólnego życia. Dotyczy to zarówno okresu przedwojennego, tragicznego czasu II wojny światowej (rodzina towarzyszy SS-manowi zarówno w Krakowie jak i później we Lwowie-bardzo ciekawy wątek dotyczący ukraińskiej  dywizji SS Galizien) jak i po upadku III Rzeszy, gdy kobieta  pomaga  i wspiera finansowo ukrywającego się męża.
Ich wzajemne relacje oraz to jak Charlotta postrzega nazizm (zarówno jako polityczny system jak  i  ideologie) oraz  dramatyczne wydarzenia  rozgrywające się  na  okupowanych terytoriach, administrowanych przez Otto Wächtera oraz jego  rolę w zbrodniach tego okresu jest jednym z najciekawszych elementów publikacji. 

Druga, to współpraca autora z  synem zbrodniarza, Horstem Wächterem, który nadal nie wierzy w historyczny przekaz  (co jest w jakiś tam sposób zrozumiałe) i tkwi w przekonaniu o niewinności swojego ojca, tu mierzącego  się z  bolesną i trudna dla siebie prawdą.

” Najtrudniej zobaczyć zbrodniarza w osobie, którą kochamy…”.

Połączenie tych elementów powoduje iż otrzymujemy naprawdę unikalne, historyczne  świadectwo, widziane  na przykładzie jednej , konkretnej, rodziny będącej malutkim  trybikiem obłąkańczej, narodowosocjalistycznej machiny zagłady.
Gorąco polecam.

Marek A. Koprowski „Żołnierze Wyklęci”.

„Zbiór autentycznych relacji żołnierzy podziemia antykomunistycznego, którzy ocaleli z nierównej walki z komunistyczną władzą. Tych nielicznych, którzy wyszli cało z sowieckich więzień i katowni„.

Nakładem Wydawnictwa Replika ukazał się właśnie drugi tom książki Pana Marka A. Koprowskiego, zatytułowany „Żołnierze Wyklęci. Wspomnienia i relacje”, będący kontynuacją niesłychanie poruszającej, historycznej opowieści o  polskich patriotach, którzy nie złożyli broni wraz z końcem II wojny światowej a jedynie zmienili okupanta z nazistowskiego na komunistycznego.

To rozpisany na wiele głosów  obraz tych wstrząsających  i niespokojnych dni,  widziany w szerokim społecznym przekroju, będący bolesnym  zapisem życia Polaków  po których przetoczył się walec dziejów, wywracając ich życie zupełnie do góry nogami. To opowieść o tych wszystkich (oprócz naszych bohaterów pojawiają się postacie ich dowódców, towarzyszy broni, współpracowników, przyjaciół czy rodzin), którzy zmierzyć się musieli  z nową, narzuconą im siłą, rzeczywistością, ze wszystkimi konsekwencjami tego co ona  ze sobą  niosła. Rzeczywistością w której na gruzach potwornych zniszczeń i  niewyobrażalnej hekatomby ludności, rodziło się nowe, obce im państwowo-ideologiczne  życie.

Poznajemy  całą obłudę, perfidię i bezwzględność wspieranych przez Armię Czerwoną komunistycznych władz, które nigdy, wbrew szumnym propagandowym hasłom nie miały zamiaru podjąć dialogu z środowiskami opozycyjnymi.

Widzimy na tym tle ludzkie dramaty i straszną cenę jaką płacili ludzie podziemia, w tym również ich najbliżsi,  za przynależność to niepodległościowych organizacji: więzieni, torturowani, zastraszani, okradani w majestacie prawa, mordowani  w ubeckich katowniach czy w leśnych ostępach, zaginieni bez wieści,  skazywani na śmierć w spreparowanych procesach sądowych.

Dużym plusem lektury jest to iż autor doskonale charakteryzuje powojenne realia naszego kraju, całość niezwykle skomplikowanej sytuacji politycznej, gospodarczej, społecznej, moralnej i światopoglądowej. Również  tego jak przekładało się to na działalność organizacji, które nadal tkwiły w konspiracji.

Marek A. Koprowski oparł się na wspomnieniach i relacjach trzynastu członków antykomunistycznego podziemia  z Narodowych Sił Zbrojnych, Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość i Konspiracyjnego Wojska Polskiego związanych głównie z Lubelszczyzną i to właśnie  z ich perspektywy  obserwujemy jak wyglądała  rzeczywistość tzw. Polski Ludowej, partyzancki  etos,  ukrywających się i walczących jeszcze oddziałów oraz,  dla tych którym było to dane,  powojenna egzystencja  z piętnem zdrajcy  i bandyty.

To właśnie, moim zdaniem, jest jednym z najistotniejszych i najciekawszym, dla nas czytelników, aspektów tej publikacji (pomijając naturalnie ważne  i rozległe walory historyczno-poznawcze).

Na kartach książki  w bardzo osobistych wspomnieniach powraca również  postać ostatniego, niezłomnego żołnierza polskiego podziemia niepodległościowego, czyli Józefa Franczaka  ps„ Laluś” (1918–1963), które rzucą trochę innego  światła na tą jakże tragiczną  postać.

Książka  „Żołnierze Wyklęci Wspomnienia i relacje”. tom II to kolejne ważne i potrzebne świadectwo naszej bolesnej, dwudziestowiecznej historii i swoisty hołd złożony setkom naszych rodaków, walczących  o wolną i niezawisła Polskę.
Gorąco polecam.