Stephan Orth „Couchsurfing w Iranie”.

„To opowieść o Irańczykach, absurdach współczesnego Iranu i ludziach, którzy potrafią sobie w tej rzeczywistości radzić”.

Irańskie pastwo kojarzy się przeciętnemu Polakowi, czy też szerzej Europejczykowi, najczęściej z totalitarnym, religijnym reżimem, kierowanym twardą i bezwzględną ręką, kolejnych ajatollahów (którzy siłą narzucili, dość tolerancyjnemu narodowi, surowe prawo szariatu), międzynarodową izolacją, wspieraniem terroryzmu, sankcjami gospodarczymi, programem atomowym itd. Krajem ściśle podporządkowanym koranicznym dogmatom, regulującym niemal wszystkie przejawy życia społecznego,  pełnego rozmaitych zakazów, nakazów i określonego modelu postępowania. I niestety, w bardzo wielu aspektach jest tak w istocie. Ale nie zawsze…

Istnieje również drugi Iran. Ten skrywany w zaciszu domów, ukryty przed wszechwładnym i wścibskim, policyjnym okiem,  pełen radości, uśmiechu, zabawy, tradycyjnej perskiej otwartości i gościnności,  marzeń , fascynacji, w którym obchodzi się państwowe czy religijne rozporządzenia.

Ów świat będziemy mieli okazje poznać za sprawą  Stephana Ortha, młodego podróżnika, który uchwycił jego obraz w znakomitym reportażu zatytułowanym . „Couchsurfing w Iranie. (Nie)codzienne życie Persów”, który niedawno miał możliwość zagościć na naszych, księgarskich półkach, nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego.

To arcyciekawa a przy tym poruszająca, w wielu wątkach, relacja z ponad dwumiesięcznej podróży (Couchsurfing – to dosłownie „surfowanie po kanapach”, czyli darmowe korzystanie z miejsca noclegowego) podczas której autor opisał nam ten fascynujący kraj,  widziany z perspektywy, właściwie,   dla nas nieosiągalnej.  Obala przy tym kilka mitów i utrwalonych, często krzywdzących,  stereotypówm dotyczących tego kraju i jego mieszkańców.  Przemieszczając się z miejsca na miejsca (Teheran, Ahwaz, Kermanszach, Hamedan, Isfahan, Kisz, Keszm itd.) spotyka na swej drodze kolejnych życzliwych ludzi,  którzy goszczą go w swoich domach, dzieląc się  swoimi poglądami, opiniami, spostrzeżeniami,  odkrywając bogactwo  otaczającego go świata. Uczy się jeżyka, zmaga się z biurokratyczną machiną państwa, jest przesłuchiwany przez lokalną policja, udaje męża i bawi się  na weselu, próbuje kulinarnych specjałów, pije alkohol (sic!), podziwia bogatą  architekturę i wspaniałe krajobrazy, uczestniczy w wyprawie na ryby, śpiewa zakazane piosenki, gra na gitarze,  zgłębia zawiłości kulturowe i tradycje tego regionu.

Nie zabraknie, bo i też ciężko jest od niej uciec, odniesień do dalszej i bliższej historii tego kraju i narodu (Narodowe Muzeum Iranu, mauzoleum bezimiennych żołnierzy, pola bitew), szeregu konfliktów zbrojnych na Bliskim Wschodzie a zwłaszcza krwawej wojny, iracko –irańskiej 1980-1988. Również wydarzeń ścisłe związanych z rządami i upadkiem szacha Mohammada Rezy Pahlawiego i przejęciem władzy przez Ruhollaha Chomejniego i jego brutalny reżim. Sam zresztą wizerunek ajatollaha (monumentalne sanktuarium)  wraz z obecnym jego następcą Ali Chamenei jest dosłownie wszechobecny, wyzierając zza każdego rogu, każdej ściany czy baneru. Aż chciało by się powiedzieć iż strach otworzyć  lodówkę …

Stworzona i utrwalała przez nich religijna doktryna, tak integralnie połączona z życiem duchowym  i społecznym narodu,   przewija się przez całość opowieści na rożnych jego płaszczyznach i wymiarach. 

 Książka napisana jest bardzo swobodnym, czytelnym językiem, nie przytłaczającym czytelnika  natłokiem informacji czy trudnym, dla nas, nazewnictwem. Pełna jest za to rozmaitych ciekawostek, mało znanych faktów, interesujących anegdot, dygresji,  ale i bardzo przydatnych, użytecznych  informacji (szczególnie dla wybierających się w ten region świata)  dotyczących  typowych spraw urzędowych , waluty, komunikacji, noclegów, kuchni itd. Całość wzbogacona jest licznymi zdjęciami, doskonale komponującymi się z treścią a  będącymi potwierdzeniem zawartych w niej informacji.

 „Couchsurfing w Iranie. (Nie)codzienne życie Persów” to z całą pewnością, ciekawa, zaskakująca i wiele wnosząca do naszej, potocznej, wiedzy o Iranie lektura. Naprawdę gorąco polecam.

 

 

Simon Scarrow “Orły imperium. Brytania”.

Teraz już tylko Bogowie decydują o naszym losie. Oby Fortuna nie uznała, że wyczerpałem wszystkie zapasy należnego mi szczęścia”.

 Kto by pomyślał że to już czternasta odsłona historycznego cyklu Simona Scarrowa zatytułowanego „Orły imperium”. Wiele wydarzyło się podczas tego czasu, ale zupełnie nie widać zmęczenia autora (a przy tak długo trwającym projekcie często się to zdarza) trwającymi wątkami czy postaciami. Świadczy to o naprawdę dużym literackim kunszcie pisarza i niespożytych  pokładach jego wyobraźni.

 Brytania, 52 rok n.e. Mimo ogromnej przewagi  technologicznej, żelaznej dyscypliny,  znakomitego wyszkolenia,  wielokrotnie sprawdzonej, strategii i taktyki, prezentowanej przez rzymskie legiony, niepokorne i bitne  plemiona Brytów nadal nie  dają się w pełni podporządkować. Podburzani przez miejscowych druidowów   prowadzą podjazdową walkę, starając się wykorzystać każdą szanse aby pokonać  i osłabić okupanta. Brutalną i bezpardonową, w której nie ma miejsca na  miłosierdzie czy okazywanie litości a żadna ze stron nie bierze jeńców. Jest to szczególnie groźne, gdyż polityka dynamicznego podboju, preferowana przez cesarstwo, powoduje coraz bardziej rozciągnięte linie zaopatrzenia, co skutkuje tym iż braki w uzbrojeniu, głód oraz trudne warunki zaczynają być coraz bardziej odczuwalne przez walczące legiony.

 Główną osią powieści nadal pozostają losy legionistów Katona i Marco ( dzis już centuriona i prefekta) będących wyznacznikiem toczących się wydarzeń i punktem wokół którego skupiają się wszystkie ważniejsze powieściowe wątki: osobiste, historyczne, religijne, obyczajowe, etyczne  itd.

Ich kreacje są tu o wiele pełniejsze i bardziej przemyślane, poruszone są nowe tony, dopasowane do zmian, które stały się ich udziałem na przestrzeni lat, przekładające się na ich światopogląd a tym samym kierunek podejmowanych działań. Mimo iż Brytania nie powitała ich jak bohaterów, są jednymi z niewielu, którzy ją rozumieją i których wkład może zapewnić, w końcu, tej  umęczonej ziemi, upragniony pokój.

Kolejna odsłona cyklu poza oczywistą, charakterystyczną dla miejsca scenerią i klimatem   jest też niejako kwintesencją tego, czym ekscytowaliśmy się  czytając poprzednie tomy: wielobarwnością i niemal drobiazgowymi opisami miejsc i zdarzeń, kipiącymi od emocji postaciami bohaterów, pełną niespodzianek i nagłych zwrotów  dynamiczną  akcją, oraz  ukazaniem wojny we  wszelkich możliwych jej aspektach.

Nie zabraknie  wielkich bitew i brutalnych pojedynków, napadów, zasadzek czy spektakularnych odwrotów.   Namiętności, tajemnic, dworskich intryg,  zakulisowych gier o władze, zdrad, knowań, skrytobójczych mordów, czyli tego wszystkiego czego historia starożytności nam nie skąpiła. Całość utrzymana nadal w niezwykle ciekawej, wielobarwnej stylistyce tamtych czasów, pełnej historycznych odniesień do różnych elementów  cesarstwa rzymskiego.

Jak wynika z zakończenia powieści, nic nie wskazuje na to by kampania na wyspie skończyła się szybko, więc rozmaitych wyzwań (nie tylko natury  militarnej) z  którym zmierzyć się będą musieli  nasi bohaterowie będzie jeszcze wiele…

“Brytania”   Simona Scarrowa to kolejna świetnie napisana historyczno- przygodowa powieść, zapewniająca czytelnikowi kilkanaście godzin, naprawdę dobrej literackiej rozrywki.  Pozycja nie tylko dla pasjonatów dziejów dawnych czy  zagorzałych wielbicieli cyklu. Polecam.

 

 

Eilean Donan Castle-Szkocja

Jacek Komuda „ Samozwaniec.Moskiewska ladacznica”.

„W porę, gdy kwitły kwiaty, a trawy wzbijały wysoko, moskiewski mir wywlókł ciało cara Dymitra związane powrozem. Ciągnęli je za sznur uwiązany do przyrodzenia przez wrota Spaskie na Plac Czerwony. Tam, koło Łubnego Miesta rzucono zwłoki na podwyższenie przygotowane na zabawę. Spalonymi prochami nabito armatę i wystrzelono w stronę Rzeczpospolitej.

A potem się zaczęło.

We wszystkich miastach i wioskach moskiewskiej dziedziny zaczęli pojawiać się kolejni…

…Samozwańcy!

Jacek Komuda, niezłomny znawca i piewca naszej burzliwej XVII wiecznej historii, jak nikt inny potrafi łączyć literacką  fikcję z prawdziwymi, historycznymi wydarzeniami, opisywanej epoki. Czarując słowem, wiedzie nas wśród zasnutych pożogą i naznaczonych wojną bezkresnych ukraińskich stepów, szlacheckich dworów, zaściankowych zagród, chłopskich chat czy  zadymionych, tłocznych karczm. Wśród meandrów wielkiej i małej polityki, wybujałych ambicji wodzów, chciwości, zawiści i walki o władzę.

Fabuła i akcja skupia się nadal na tzw. Dymitriadzie- jednej z najbardziej zadziwiających, szalonych, śmiałych i awanturniczych przedsięwzięć Rzeczypospolitej. Od początku opartej na kłamstwie, mistyfikacji, niechęci polskiego dworu i jawnej wrogości hetmanów, osiągnęła spektakularny sukces, który swym rozmachem przerósł, w którymś momencie, nawet wyobrażenia jej twórców.

Tym razem dotyczyć będzie postaci Drugiego Samozwańca, również podający się za cudownie uratowanego carewicza Dymitra Iwanowicza, syna cara Iwana Groźnego. Wykorzystując sprzyjającą, polityczno-militarną sytuacje w sąsiedniej Rzeczypospolitej, która po nieudanym rokoszu Zebrzydowskiego,  zmagała się z masami nieopłaconego, żądnego sławy i łupów bitnego żołnierza, udało mu się zgromadzić kilkutysięczną armie ( wspartą, z czasem,   przez litewską szlachtę, kozaków i niechętnych ówczesnemu carowi  rosyjskich  bojarów) na czele której  podejmuje walkę o moskiewski tron. W jej tle poznamy całą plejadą niezwykle barwnie i plastycznie przedstawionych postaci, ludzi z krwi i kości, jak choćby sławny pułkownik Aleksander Lisowski.

Niewątpliwym walorem powieści Jacka Komudy „Moskiewska ladacznica” jest doskonała znajomość XVII wiecznej historii Rzeczpospolitej, Ukrainy  i carskiej Rosji oraz realiów tamtej epoki.

W sposób niesłychanie bogaty, wielobarwny, ciekawy, wciągający, podparty ogromną i wielopłaszczyznową, merytoryczną wiedzą, prowadzi nas wśród skomplikowanej mozaiki politycznych, militarnych, religijnych, obyczajowych, kulturowych i etycznych uwarunkowań i cech tego okresu. Owe narodowe (polsko –ukraińsko-rosyjskie) zestawienie jest elementem, który buduje genialny klimat i koloryt opowieści, bezpośrednio wpływając na  fabułę i  losy postaci.

Cała reszta dzieje się w zawrotnym tępię. Szable nie mają szans pokryć się rdzą, lufy samopałów drżą i czerwienią się od gorąca, krew leje się szerokim strumieniem, zaś jęki bitych, rannych i konających głośno niosą się po stepie.  Wszystko przy akompaniamencie huku dział, szczęku żelaza, wznoszonych toastów, pijackich wrzasków, sprośnych piosenek, rozlanego miodu, poplamionych winem obrusów i pisku dziewek służebnych.

Znakomicie rozrysowana fabuła, dynamiczna, wsparta umiejętnie stopniowanym napięciem akcja oraz świtanie oddane  postacie bohaterów (zarówno głównych jak i pobocznych) czynią z tej pozycji naprawdę niezwykle interesującą, a przy tym,  świetnie się czytającą, historyczną powieść. Polecam!!

Grzegorz Majewski „Dobry ubek”

„Gdy każdy wybór oznacza czyjąś śmierć…”

Polityczne i wojskowe formacje, związane z przedwojennym obozem narodowym (jak Narodowe Siły Zbrojne czy Narodowe Zjednoczenie Wojskowe) działające w okresie II wojny światowej a później sowieckiej okupacji, były organizacjami szczególnie znienawidzonymi, opluwanymi i zohydzanymi, przy każdej, możliwej, okazji, przez twórców i piewców poprzedniego  systemu. Skala tego zjawiska była bezprecedensowa, nawet jak na komunistyczne standardy, i z przykrością trzeba stwierdzić, iż w pewnym stopniu przełożyła się ona na czasy, już nam, współczesne. Sytuacja zaczęła się zmieniać dopiero ostatnimi laty, czego dobrą konsekwencją  stały się wnikliwe,  rzetelne i  poważne  historyczne  opracowania oraz kilka niezłych powieści, by wyróżnić znakomitą publikacje Elżbiety Cherezińskiej zatytułowaną  „Legion” (opisującą historie  Brygady Świętokrzyskiej NSZ) czy książkę Sebastiana Reńca „Z cienia”.

 W nurt ten (choć, oczywiście, w zamyśle  odnosi się to również do innych, polskich organizacji niepodległościowych, które zdecydowały się po wojnie nadal kontynuować swoją zbrojną działalność) doskonale wpisuje się  prezentowana tu książka Grzegorza Majewskiego. „Dobry ubek”. 

Jest rok 1945. W o kolca  Przemyśla operuje nadal, wsławiony walką z hitlerowskim okupantem, oddział Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, dowodzony przez majora „Kosę”, który nie złożył broni i nie podporządkował się nowym, komunistycznym władzom. Rozkaz jego likwidacji otrzymuje ambity i bezwzględny kapitan Korpusu Bezpieczeństwa Wewnetrznego Lesław Wolski (wspierany aktywnie przez lokalne struktury Urzędu Bezpieczeństwa), który, jak już się wkrótce okaże, nie cofnie się przed żadnym okrucieństwem i zbrodnią by dopiąć swojego celu. No i jest jeszcze ten trzeci…Pałający rządzą zemsty były partyzant o pseudonimie „Trup”, straszliwie pokiereszowany przez wojnę,  dotknięty osobistym dramatem, który nie potrafi odnaleźć się w powojennej rzeczywistości.

 Losy tej trójki staną się kanwą  brutalnej, dramatycznej i poruszającej opowieści o  tragicznie splatających się ludzkich życiorysach,  wyrokach historii i trudnych decyzjach z których żadna nie rokuje szczęśliwie na przyszłość. Tak zaczną się perfidna, krwawa,  pełna mistyfikacji operacja o kryptonimie „Dobry Ubek” 

 Z oczywistych powodów nie chce zdradzać więcej….

Wraz z autorem zapuścimy się w skryte leśne ostępy,  nadal stanowiące osłonę dla ukrywających się i wciąż walczących polskich patriotów (stopniowo osaczanych, przenoszących się z miejsca na miejsce, mordowanych z ukrycia, powoli pozbawianych zaplecza ekonomicznego i społecznego) Zajrzymy do biur oficerów śledczych, wojskowych koszar, okutych żelazem drzwi ubeckich katowni i za naznaczone dziejową niesprawiedliwością więzienne mury.

Wszystko to pozwali jak  najwierniej przybliżyć czytelnikowi atmosferę tamtych burzliwych dni, poznać motywy kierujące poczynaniami ludzi z obydwu stron barykady i uzmysłowić  czym były i co za sobą niosły te straszne powojenne  czasy. Z publikacji wyłania się również bardzo  ciekawy, zbiorowy obraz  zwykłych mieszkańców opisywanych obszarów oraz tego jak  próbowali się oni odnaleźć  i  przetrwać  w nowej, rzeczywistości. Rzeczywistości, ustalonej gdzieś daleko przy jałtańskim stole, która daleka była od tej jakiej pragnęli i jakiej oczekiwali. To zdecydowanie jeden z bardziej interesujących  wątków tej lektury.

 Książka Grzegorza Majewskiego. „Dobry ubek” jest  ważnym głosem w dyskusji o naszych dziejach najnowszych i kolejną cegiełką pomagając nam budować historyczną prawdę o polskich bohaterach narodowych,  których PRL-owska propaganda i cenzura przez dziesiątki lat próbowała usunąć z naszej pamięci.  Na szczęście (i dobrze to o nas świadczy jako narodzie i społeczeństwie) nie udało jej się tego zrobić i dziś mamy szansę przywrócić im  należne miejsce w polskim panteonie. Jest to w mojej opinii jedna z tych lektur po przeczytaniu których długo jeszcze utrzymuje się zaduma i refleksja, połączona z chęcią dowiedzenia się więcej o tych bohaterskich żołnierzach, wyrzuconych na wiele lat poza nawias historii. Gorąco polecam!!!

 

Jan Karski „Jedno życie” tom II

„Inferno. Piekło wojennej zbrodni. Piekło polityki i ludzkich wyborów”.

To jedna z tych lektur dla których zdecydowałem się założyć tego błoga. Szalenie interesująca, mądra, dotykająca rzeczy ważnych i posiadająca ponadczasowe przesłanie. Oparta na prawdziwych wydarzeniach, wpisanych w dzieło życia człowieka ze wszech miar wyjątkowego.

To druga  część opowieść  o Janie Karskim (właściwie Janie Kozielewskim) spisana przez jego przyjaciela, powiernika i wieloletniego współpracownika Waldemara Piaseckiego, który posiadł wiedze dotyczącą wielu aspektów życia naszego bohatera (ze szczególnym uwzględnieniem tych  osobistych i  rodzinnych)  zupełnie niedostępną, nawet dla najdociekliwszego badacza. Doskonała znajomość charakteru, osobowości, sposobu postrzegania świata i towarzyszących mu zjawisk czy bardzo indywidualnych odczuć, pozwoliło autorowi właściwie  ocenić i zinterpretować przedstawione wydarzenia.

Po niesłychanie   fascynującym i miejscami zupełnie nieznanym opisie dwudziestolecia międzywojennego w II Rzeczypospolitej, zawartym w tomie I, przyszedł czas na najbardziej dramatyczny i brzemienny w skutki okres w życiu naszego narodu: II wojnę światowa i hitlerowską okupacje.

To też najbardziej burzliwy okres w życiu Jana Karskiego, czas działalności konspiracyjnej i kurierskiej, wliczając w to, oczywiście,  ową najważniejszą życiową misję, której celem było poinformowało całego, cywilizowanego, świata o zbrodniach popełnionych przez nazistowskie Niemcy i straszliwym obliczu Holocaustu. Misji,  która na zawsze zapewniła temu skromnemu człowiekowi, właściwe miejsce  w naszej historii  i panteonie narodowych bohaterów, choć  dopiero po latach (w czasach PRL-u było to, naturalnie, nie do pomyślenia, gdyż komunistyczne władze, wszelkimi sposobami,  próbowały pomniejszyć, zbagatelizować i zafałszować jego dokonania) nadano temu odpowiednią formą i rangę.

W książce znajdziemy licznie fakty pozwalające nam w sposób obiektywny, nie obciążony, naturalną, powojenną,  historyczną spuścizną,  poszerzyć naszą wiedzę  dotyczącą codzienności okupowanego kraju i jego walczącej stolicy. Pozwala nam, niejako od środka, (co szczególnie istotne, gdyż dotyczy człowieka doskonale zorientowanego w opisywanej tematyce), spojrzeć na struktury i  funkcjonowanie Polskiego Państwa Podziemnego  oraz ludzi, którzy je tworzyli.

Mnie, osobiście, szczególnie zainteresowały zagadnienia dotyczące tajemnicy powrotu do Polski marszałka Edwarda  Rydza Śmigłego w  październiku 1941 oraz dwa wątki, ściśle związane z działalnością kurierską Jana Karskiego.

Pierwszy, to wstrząsający w swej wymowie, obraz skomplikowanych stosunków w łonie Polskiego Rządu na Uchodźstwie, partykularnych interesów poszczególnych partii, rozgrywek personalnych i ambicjonalnych,   odmiennych polityczno-wojskowych koncepcji, oraz ostrych wewnętrznych tarć, pomiędzy Naczelnym Wodzem,  gen. Władysławem Sikorskim i jego środowiskiem, z jednej strony  a  obozem dawnych piłsudczyków oraz polskimi władzami w kraju. Drugi wątek, dotoczy masowej eksterminacji Żydów, dokonującej się na ziemiach polskich oraz szokującej bierności światowych elit i ich przywódców (Karski spotyka się i przekazuje swoją wiedzę najważniejszym czynnikom decyzyjnym w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych z prezydentem Franklinem Delano Rooseveltem na czele) w tym również, co z naszej perspektywy jest zupełnie niezrozumiałe, najbardziej wpływowym przedstawicielom narodu wybranego: Stephen Wise, Nahum Goldmann.

Opowieść o losach naszego bohatera, podczas II wojny światowej,   jest  również poruszającą opowieścią o losach naszej Ojczyzny, wraz z całym ogromem i złożonością piętrzących się przed nią problemów,  zarówno w polityce wewnętrznej  jak i międzynarodowej. To znakomicie oddane świadectwo czasów, które dane mu było oglądać własnymi oczami i później aktywnie w nich uczestniczyć   oraz ludzi, których życie postawiło na jego drodze (ogromna rola brata , Mariana Kozielskiego, wielkiego patrioty i zagorzałego piłsudczyka).

Podobnie jak w pierwszej odsłonie, całość napisana jest charakterystycznym, barwnym, przejrzystym i zrozumiałym dla czytelnika językiem, wzbogaconym licznymi ciekawostkami, historyjkami, anegdotami, dygresjami i mało znanymi, przeciętnemu odbiorcy, wydarzeniami z tego dramatycznego dla Rzeczypospolitej okresu, co powoduje iż przekazaną w treści wiedzę łatwiej jest nam przyswoić i zapamiętać

Nie mogę doczekać się kolejnego tomu. Naprawdę gorąco polecam.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jerzy Chociłowski „Podwieczorki u Lucyfera”.

„Masdames et Massieurs, drodzy przyjaciele, za chwile pojawią się przed wami niesłychanie honorowi goście. Niegdyś przyjaciele, później śmiertelni wrogowie, obaj stworzyli na swój własny sposób ziemskie inferno dla milionów. Ucząc się wzajemni od siebie, uśmiercili więcej ludzi, niż zginęło na frontach wszystkich wojen razem wziętych”.

Każdy, kto miał okazję zapoznać się z tą pozycją wie już (innych  gorąco zachęcam) iż jest  to lektura dość szczególna i intrygująca.

To co  zdecydowanie wyróżnia ją od setek innych pozycji, zajmujących się podobną tematyką,  to, ponad wszelką wątpliwość, forma. Użycie groteski w odniesieniu do jakże tragicznych, przecież, wydarzeń naszej XX-wiecznej historii  oraz złowrogich postaci zbrodniarzy, tego formatu co Adolf  Hitler i Józef Stalin, jest literackim zabiegiem z którym nie spotykamy się  zbyt często. Jego użycie, w  pewnym sensie, szokuje, powoduje niesmak, dezorientację, wprowadza  klimat  grozy choć, naturalnie, pobudza również naszą ciekawość i  wyobraźnie ( i taki, jak sadzę, był zapewne, zamysł twórczy autora).

Jest przy tym elementem, który pozwala na dużą swobodę w interpretacji historycznych faktów, zachowań i zjawisk (nie wskazaną w  typowej  literaturze przedmiotu)  dzięki czemu możliwe staje się wykorzystanie, nie zawsze sprawdzonych czy  w pełni udokumentowanych (a bywa że budzących, nasze, duże wątpliwości ), wydarzeń,  relacji świadków czy wspomnień, samych zainteresowanych.

Organizatorem tytułowych, piekielnych podwieczorków (to że trafili tu  liczni, nazistowscy czy komunistyczni, zbrodniarze nikogo, naturalnie,  nie dziwi)  jest sam Lucyfer, który w czeluściach swojego podziemnego królestwa, przy doborowym audytorium (doborowym, oczywiście, z tego konkretnego punktu widzenia: ludobójcy, oprawcy, psychopaci , zboczeńcy, sadyści itd.) prezentuje, zakrapiane alkoholem, tematyczne debaty, których głównymi bohaterami  będą dwaj polityczni  i  wojenni adwersarze: Adolf Hitler  i Józef Stalin. Będzie ich w sumie pięć a każda z nich stanie się  dla niemieckiego  i führera radzieckiego genaralisimusa okazją, wygłaszania własnych poglądów, opinii, przemyśleń, racji,  snucia wspomnień oraz… wbijania, przysłowiowej „szpili”,  swojemu konkurentowi.

 Dla nas przysłuchujących się owej wymianie tyrad i  złośliwości (nad wszystkim, niczym prawdziwy reżyser, czuwa Pan Światła, korygując wypowiedzi, zachęcając do głębszych wynurzeń a czasami i karcąc, któregoś z rozmówców) będzie to kolejna możliwość dowiedzenia  się czegoś  więcej o  życiu dwóch dyktatorów oraz ponurych i krwawych totalitarnych systemach na czele których stali  przez lata.

Dotyczy to zarówno życia osobistego obu dygnitarzy ( w tym licznych tajemnic alkowy), skrzętnie skrywanych spraw rodzinnych, wielkiej i  małej polityki, partyjnych czy  państwowych karier,  różnych, zmieniających się etapów  sprawowania władzy, stosunku do Żydów, wojnie światowej, ideologii oraz wątpliwości i kontrowersji dotyczących okoliczności w których zaszli z tego świata. We wszystkich opowieściach, dzielnie sekundują im (od czasu do czasu dorzucając coś od siebie) zaproszeni na widownie goście, wśród których znajdziemy wiele znanych nam z historii nazwisk: Hermann  Göring, Heinrich Himmler, Wiaczesław Mołotow, Ławrientij Beria itd.

„Bezprecedensowe wydarzenie, którego przebieg został zanotowany na kartach tej ksiąski, miało z założenia charakter ekskluzywny i kameralny. Do udziału w nim dopuszczono jedynie gromadkę wybrańców, mieszczących się bez trudu w niewielkim quasi-teatralnym pomieszczeniu, zwanym Auditorium Minimum. Wielki Impresario, Gospodarz inscenizujący imprezę, pragnął mieć publiczność z tej samej czasowej półki co Wielcy Artyści na scenie.[…] W dodatku złożoną nie z szarych tuzinkowych postaci, ale figur niemałego kalibru”.

Konkluzja wynikające z treści książki  Jerzego Chociłowskiego  jest niestety zatrważająca, gdyż uzmysławia nam jak wiele oba systemy, mimo głośno szafowanych  narodowych i ideologicznych różnic, miały ze sobą cech wspólnych  i  jak bardzo odnosi się to, również,  do postaci  samych dyktatorów.

Ich wzajemna współpraca i koegzystencja (na szczęście, dla nas wszystkich,  nie udało się jej utrzymać zbyt długo) sprowadziły by na Europę i Świat, by trzymać się już biblijnego nazewnictwa, prawdziwą apokalipsę.

„Podwieczorki u Lucyfera” to zdecydowanie bardzo ciekawa, zaskakujące i warta przeczytania pozycja. Polecam.

Anna Kołodziejska „Gruzja welocypedem”

Ta niewielka objętościowo książeczka stanie się, z całą pewnością, czytelną wskazówką (a przy tym, myślę, niesłychanie ciekawa i inspirującą) dla wszystkich miłośników rowerowych podróży, zwłaszcza zaś tych, którzy swoje następne kroki planują skierować  w stronę urzekającej Gruzji;

Ów mocno nacechowany emocjami i prezentujący bardzo subiektywne spojrzenie autorki, reportaż z fascynującej podróży   jest dokładnie tym za co pragnie uchodzić i czego się spodziewamy,  biorąc lekturę  do ręki. Dobrym, interesującym i bardzo praktycznym, rowerowym przewodnikiem,  który pozwoli nam, z jednej strony,  przebrnąć przez gąszcz przygotowań  (zarówno od strony typowo sprzętowej jak i tej jak najbardziej formalnej) z drugiej zaś docenić w pełni uroki i bogactwo tego  wspaniałego, górskiego kraju.

Zaznajomić  czytelnika  z ciekawą i  zróżnicowana topografia  kraju, stanem dróg, klimatem, przyrodą i wieloma  innymi, bardzo przydatnymi dla turysty,  informacjami dotyczącymi miejsc,  które warto odwiedzić lub też, raczej, omijać szerokim łukiem (watahy głodnych, bezpańskich psów, pijani kierowcy, nachalni taksówkarze). Znajdziemy bardzo wiele użytecznych wskazówek dotyczących min: pozwoleń, wiz, walut,  noclegów, smacznych, niedrogich restauracji , barów, cen podstawowych produktów spożywczych, pamiątek, opłat oraz tego jak najłatwiej odnaleźć  się w tej, nowej dla nas,  rzeczywistości.

To również bardzo interesujące spojrzenie na mentalność, tradycję,  kulturę  i obyczaje  mieszkańców Gruzji,  których  Pani Anna Kołodziejska (wraz ze swym towarzyszem) dość licznie napotyka, podczas rożnych etapów swojej podróży. Ogromna serdeczność, gościnność, ścisłe rodzinne i sąsiedzkie więzy, brak pośpiechu, ale i aspekty  (dotyczące np. roli kobiet w społeczeństwie), które znacznie odstają, zwłaszcza dla Polki, od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni  w naszej, zachodnioeuropejskiej, części Europy.

Oprócz barwnych  opisów dotyczących przyrody i odwiedzanych miejsc najbardziej zainteresowały mnie wątki dotyczące wspaniałej gruzińskiej kuchni (uwielbiam khaczapuri)  i   słynnych alkoholi, zarówno tych dostępnych na sklepowych półkach (znane  na całym świecie  gruzińskie wina) jak i będących wytworem „prywatnej”, miejscowej produkcji (Czacza).

„Podczas spotkania nie może też  zabraknąć posiłku  na który najczęściej składa się tradycyjne i wszechobecne khaczapuri, warzywa w postaci ogórków i pomidorów, najczęściej podawanych razem  z dodatkiem pietruszki, a także mięso-tutaj jest pewna dowolność, jednak najczęściej podawana jest wieprzowina w postaci szaszłyków (kawałki świniny nabijanej na metalowe pręty i pieczonej nad ogniem) lub baranina, podawana w sosie paprykowym na ostro”.

„Najważniejsze w biesiadach zdaje się jednak nie sam alkohol, pity tutaj w oceanicznych ilościach […] ale sam fakt przebywania w towarzystwie bliskich sobie osób, zacieśniania więzów, celebrowania pracy, dnia i w końcu życia. W formie toastu, każdy może dostać swoja kolejkę, aby wygłosić słowa podzięki dla bliskich, dla towarzyszy, wreszcie dla Boga”.

To wyłaniający się z treści, niestety,  trochę słodko–gorzki  obraz gruzińskiego państwa w którym  wspaniałe, urzekające malowniczością  krajobrazy i turystyczne enklawy, przeplatane są walącymi się ruderami domów, fatalną infrastrukturą, biedą  i brakiem pieniędzy na inwestycję.

Każda z opowiedzianych tu historii wnosi coś nowego do naszej obiegowej, choć, najczęściej, bardzo powierzchownej, wiedzy dotyczącej tego kraju i jego mieszkańców. Historii, obyczajowości, nawyków, tradycji i narodowych przywar oraz tego jak reagują na różne życiowe sytuacje. Jest to dla nas tym bardziej ciekawe (zwłaszcza z poznawczego punktu widzenia) iż  opisane zdarzenia widzimy  z  perspektywy  naszej rodaczki oraz jej  „nadwiślańskiego” podejścia do otaczającej ją  rzeczywistości.

„Gruzja welocypedem” Anny Kołodziejskiej  to bardzo pożądana pozycja dla wszystkich, którzy w niedługim czasie planują udać się tam w celach turystycznych.  Bez wątpienia przybliży nam ten kraj i jego obywateli (rozwiewając przy okazji kilka mitów) i  zrobi to w sposób,  którego próżno by szukać w typowych przewodnikach turystycznych.

 

Dobre kino!!!

Joe J. Heydecker i Johannes Leeb „Proces Norymberski”.

„Prawo musi dosięgać również tych, którzy zagarnęli wielką władze i z rozmysłem, po wspólnym uzgodnieniu, posłużyli się nią, by wywołać nieszczęście, które nie ominie żadnego zakątku Ziemi”.

O procesie norymberskim (20 listopad 1945 – 1 październik 1946) powiedziano i napisano wiele.  Powstały dziesiątki filmów (dokumentalnych, popularnonaukowych, fabularnych), setki historycznych publikacji, artykułów, wykładów czy  opracowań, w tym również ogromna ilość prac zajmujących się poszczególnymi elementami czy zagadnieniami, związanymi z tym wydarzeniem: proces lekarzy,  IG Farben, RuSHA, Einsatzgruppen itd. Polecam przy tej okazji znakomitą książkę Joela E. Dimsdale’a „Psychologia zła”  związaną również  z tą problematyką.

Nic dziwnego. Ów bezprecedensowy  akt dziejowej sprawiedliwość,  wymierzony  przez państwa sprzymierzone nazistowskim Niemcom,  odbił się szerokim i głośnym echem na całym świecie, kładąc podwaliny pod światowy ład i dając wszystkim czelny sygnał  iż sprawcy zbrodni przeciw  pokojowi i ludzkości nigdy nie powinni czuć się bezkarni (sprawa ich ścigania i pociągnięcia do odpowiedzialności,  po wojnie, to już zupełnie inna  kwestia, wymagająca osobnego omówienia).   Powstały,  w pewnym sensie,  na jego doświadczeniach Trybunał Sprawiedliwości w Hadze, gdzie sądzono  min. przywódców byłej Jugosławii,  jest tego wymownym przykładem. I może właśnie dlatego warto przypomnieć, owo ważne dla Europy i Świata wydarzenie.

Dziś, możemy to uczynić dzięki  książce Joe J. Heydeckera i Johannesa Leeba zatytułowanej „Proces Norymberski”, która ukazała się na naszych księgarskich półkach staraniem Wydawnictwa  RM.

Jest to pozycja  o tyle szczególna, gdyż Joe J. Heydecker był obecny podczas całego procesu (jako komentator  prasowy i radiowy)  dzięki czemu mamy całkowicie bezpośrednią relację z tego jak ów proces przebiegał,  bez późniejszych, pojawiających się wraz ze stopniowo nabywaną wiedzą, interpretacji. To bardzie rzeczowe, obiektywne  i prawdziwe spojrzenie na  proces norymberski, jego kulisy, przebieg, sekwencje wyroków oraz wszystkie inne okoliczności, które zdecydowały iż demokratyczny świat (pomijając w tym miejscu, oczywiście, ZSRR) postanowił osadzić i ukarać hitlerowskich zbrodniarzy  oraz  stworzony przez nich zbrodniczy,  narodowosocjalistyczny ustrój.

Ukazuje mechanizmy  i procesy historyczne,   które doprowadziły do tego iż w Niemczech ludziom  pokroju Hitlera, Hessa czy  Göringa  udało się osiągnąć pełnie władzy  i w myśl  chorej, politycznej doktryny  i ideologii  wywołać globalny  konflikt zbrojny. Dopuścić się straszliwych wojennych zbrodni oraz masowej, planowanej  eksterminacji ludności cywilnej, przeprowadzanej  na podbitych narodach. .

Dla mnie osobiście najciekawszym aspektem  tej książki  są wypowiedzi  samych oskarżonych (ich odpowiedzi na poszczególne pytania  zadawane przez  sędziów i oskarżycieli) z których wyłania się przerażający obraz funkcjonowania totalitarnego  państwa, III Rzeszy. Mimo iż na sali oskarżonych zabrakło największych nazistowskich decydentów  (Adolf Hitler, Heinrich Himmler, Joseph Goebbels, Martin Bormann) to pozostałych dwudziestu sześciu  dygnitarzy jest  wystarczająco reprezentatywna by obiąć swym zasięgiem różne aspekty funkcjonowania nazistowskiej tyrani  oraz  polityki, która  doprowadziła świat na sam skraj przepaści. W lekturze znajdziemy wiele unikalnych informacji, dotyczących funkcjonowania niemieckiego  państwa (co tym bardziej ciekawe że widzianych od środka, oczami  najwyższych prominentów i współpracowników Führera ) jego rozmaitych struktur i ośrodków władzy: wojskowej, państwowej, partyjnej itd.

Publikacja Joe J. Heydeckera i Johannesa Leeba poucza, szokuje, a w niektórych fragmentach (szczególnie dotyczących obozów koncentracyjnych i Holocaustu) dosłownie poraża i choć od opisywanych wydarzeń  minęły dekady,  przesłanie wynikające z tego procesu nadal jest jak najbardziej  aktualne i potrzebne. Szczególnie  w obliczy odradzających się gwałtownie  separatyzmów narodowych i nacjonalizmów. Pamiętajmy iż NSDAP też była kiedy partią marginalną, nieliczną i niewiele znaczącą….  Naprawdę, szczerze polecam lekturę.