Petra Reski „Mafia”

„Być obecnym przy morderstwie-to zawsze ohydne. Szczególnie gdy chodzi o osobę, którą znasz. I gdy nie wiesz, dlaczego ta osoba umiera albo właśnie umarła. Nie wiesz i nigdy się nie dowiesz. Bo jeśli jesteś zwykłym żołnierzem, jak to zwiemy w cosa nostrze, nie możesz się spodziewać, że cokolwiek ci wyjaśnią”.

Słowo Mafia już  chyba na zawsze stanie się złowrogim synonimem określającym włoską przestępczości zorganizowanej, która rządzona  twardą ręką swoich bossów, oplotła mackami (daleko wykraczającymi poza półwysep apeniński) wszelkie, przynoszące zysk i wpływy, przejawy  życia gospodarczego, politycznego i społecznego.
Jej współczesny  obraz, prezentowany nam przez znakomitą, niemiecką dziennikarkę śledczą Petrę Reski w głośnej, choć ocenzurowanej w niektórych krajach, książce  zatytułowanej „Mafia”, dość znacznie odbiega  od literacko-filmowego wizerunku wykreowanego przez powieści Mario Puzo („Ojciec chrzestny”, „Omerta”).

Autorka (w jej reporterskiej opowieści towarzyszy jej przyjaciółka, sycylijska fotograficzka – Shobha oraz taksówkarz z Palermo- Salvo) w swojej publikacji skupiła się głownie na terenie Włoch, choć nie brak w tekście ważnych, z punku zrozumienia całości zagadnienia,  wycieczek za ocean (do obu Ameryk i współpracy z  narkotykowymi kartelami) do krajów Europy Zachodniej oraz Północnej, w tym szczególnie rodzinnego kraju dziennikarki, Niemiec, w którym ów kryminalny półświatek, dla miejscowych organów ścigania staje się coraz większym problemem, czego widocznym przykładem stała się masakra w centrum Duisburga w sierpniu 2007 roku.

„Masakra z sierpnia 2007 roku w centrum Duisburga była dla wielu zupełnym zaskoczeniem. W popularnej pizzerii Da Bruno grupa Włochów świętowała 18. urodziny jednego z pracowników. Impreza skończyła się krótko po drugiej w nocy. Uczestnicy – sześciu mężczyzn w wieku od 16 do 38 lat – wsiedli do dwóch samochodów. W tym momencie spadł na nich grad kul. Żaden z Włochów nie przeżył. Zdaniem policji była to kolejna odsłona ciągnącej się od lat waśni dwóch mafijnych klanów z Kalabrii. Ofiary pochodziły z San Luca, miejscowości równie niesławnej jak Corleone”.

Książka ma wymiar szczególny, gdyż z jednej strony jest swoistym kompendium wiedzy o współczesnej, włoskiej przestępczości zorganizowanej  (niesłychanie bogatym, wspartym doświadczeniem własnym oraz  licznym materiałem dowodowym) opisującym jej struktury, sposoby i metody funkcjonowania,  mechanizmy sprawowania władzy, hierarchię i  charakterystykę niektórych  szefów  najważniejszych organizacji,  kryjących się pod tą wspólną dla wszystkich, popularną nazwą mafia: sycylijska Cosa Nostra czy  Stidda, neapolitańska Camorra czy kalabryjska  Ndrangheta (zwłaszcza jej poświęcone jest w lekturze szczególnie dużo uwagi).

 Z drugiej zaś podejmuje próbę (niesłychanie interesującą oraz  moim zdaniem bardzo udaną i  przemawiająca do czytelnika), pokazanie mafii jako zjawiska o zasięgu globalnym, nie ograniczonym  przez żadne państwowe czy geograficzne granice.

Pokazuje jak bardzo na przestrzeni wieków i dekad owa kryminalna struktura przeniknęła do włoskiego życia politycznego (nawet jego  najwyższych elit),  gospodarczego, społecznego, rodzinnego,  religijnego czy światopoglądowego (szczególni interesujący wątek dotyczący  roli kobiet związanych, na rożnych płaszczyznach, z tym groźnym zjawiskiem) stając się nieodzownym elementem południowo-europejskiego krajobrazu.

Znajdziemy wiec na kartach opowieści prawdziwą plątaninę wzajemnych, rodzinnych powiązań i koneksji,   bogobojnych, zawodowych morderców, wspierających mafie przedstawicieli Kościoła katolickiego i pro-kościelnych organizacji, skruszonych gangsterów, sprzedajnych polityków, skorumpowanych urzędników państwowych, policjantów i sędziów, szemranych biznesmenów, matki, które wyparły się swoich synów (gdy ci postanowili zeznawać przed wymiarem sprawiedliwości) oraz całe mnóstwo wdów i sierot…

„Posiadanie gór pieniędzy daje możliwość wywierania wpływu na rynek. Oznacza również  finansowanie kampanii wyborczych, wpływanie na wybór parlamentarzystów, którzy reprezentują interesy mafii. Zatruwane jest całe demokratyczne życie”.

Dla przeciwwagi nie zabraknie również odważnych, niezłomnych przedstawicieli włoskiego prawa z bohaterskimi  i bezkompromisowymi sędziami Giovannim Falcone czy  Paolo Borsellino na czele, którzy (jak wielu przed nimi i wielu po nich) swą ofiarną służbę przepłacili śmiercią własną  i cierpieniem najbliższych.

Książka Petry Reski „Mafia” jest lekturą,  która uświadamia nam  jak wielki zagrożeniem były i są nadal,  dla nas wszystkich, struktury włoskiej mafii.  Jak dynamicznie rozrasta i  rozprzestrzenia się ona,  przejmując kontrole nad nowymi terytoriami w całej Europie oraz  jak wiele skoordynowanych, międzynarodowych działań potrzebnych  jest by  pochód ten powstrzymać. Gorąco polecam tą książkę. Duży plus za świetna, sugestywną okładkę, zdecydowanie wyróżniająca się  na księgarskich półkach.

Muzyka…

Antoni Langer „Sprawa generała”

„Polska, mierząca się z politycznym kryzysem, musi  nagle stawić czoło fali przemocy na niespotykaną dotąd skalę”. 

To jedna z niewielu polskich powieści sensacyjnych, z jakimi miałem okazje zapoznać się ostatnimi czasy,  którą naprawdę czyta się jednym  tchem. Znakomicie skonstruowana, wciągająca, uderzająca dynamizmem akcji i rozmachem fabuły, do tego głęboko osadzona  we współczesnych, polskich realiach. Umiejętnie wkomponowana w świat wielkiej i małej polityki oraz  działających na jej styku służb specjalnych (zarówno wojskowych jak i cywilnych). Widać iż autor doskonale rozumie i odnajduje się w skomplikowanych meandrach naszej władzy państwowej, systemie partyjnej i osobistej zależności, rozmaitych, mniej lub bardziej  jasnych, układach,  co, naturalnie,  doskonale odzwierciedlone jest w tekście powieści, gdzie bez większych problemów odnajdziemy liczne odniesienia do znanych nam z mediów czy dziennikarskich śledztw, szokujących wydarzeń i zjawisk z naszego podwórka.

 Przemyślana, napisana solidnie i z wyczuciem, na kilku równoczesnych płaszczyznach, odsłania kulisy policyjnego śledztwa dotyczącego brutalnego morderstwa emerytowanego generała Wojska Polskiego, Zbigniewa Sieradzkiego, które mimo rozmaitych nacisków z tzw. „góry” (sugerujących zwykły napad rabunkowy) powoli, krok po kroku, odsłania niewygodną dla wielu prawdę…

 Bez wątpienia, największym atutem tej lektury (przynajmniej moim zdaniem) są znakomicie skreślone postacie głównych bohaterów rozgrywającego  się dramatu (starego policyjnego wyjadacza i młodej funkcjonariuszki) obarczone sporym bagażem osobistych i zawodowych doświadczeń, niekiedy bardzo traumatycznych.

Mimo iż fabuła powieści oscyluje wokół konkretnych przyczynowo-skutkowych wydarzeń, skupionych wokół głównego wątku, lektura dotyka wielu istotnych, bardzo realnych problemów i zagrożeń naszej współczesności: radykalizacji społeczeństwa, wzrostu tendencji skrajnie nacjonalistycznych, uwikłania służb specjalnych w działalność na polu polityki, wykorzystywanie wiedzy operacyjnej do własnych, partykularnych interesów, przenikanie się przestępczości zorganizowanej i wielkiego biznesu, tuszowanie gospodarczych afer, używanie  rządowych agent i instytucji do bieżącej walki politycznej i rozprawy z  opozycją parlamentarna (czy inną), podsłuchy, szantaże, skrytobójcze zamachy, tajemnicze samobójstwa itd.

Bardzo interesujący  wątek psychologiczny (poruszony przy sylwetce jednego z bohaterów)  dotyczący zmagania się, wracających z misji ( Irak, Afganistan), polskich oficerów z tzw. stresem pourazowym.

 Książka Antoniego Langera „Sprawa generała” doskonale wpisuje się w kanony gatunku  i   bez wątpienia, dostarczy nam sporą dawkę naprawdę interesującej  rozrywki, dobrze podszytej polskim realizmem, który działa na wyobraźnie i zmusza do głębszych refleksji.  Polecam.

Simmon Scarrow „Bracia krwi”

 „Teraz już tylko Bogowie decydują o naszym losie. Oby Fortuna nie uznała, że wyczerpałem wszystkie zapasy należnego mi szczęścia”

 Tym wszystkim czytelnikom, którym  wydawało się  że bohaterom znakomitego historycznego cyklu Simmona Scarrowa „Orły imperium”, legionistom Katonowi  i Marko, (teraz już w stopniach Centuriona i Prefekta) po powrocie do Brytanii (tej Brytanii w której, lata temu, zaczęła się ich wspólna droga)  dane będzie w końcu odpocząć,  po trudach licznych wojennych kampanii,  trzeba jasno powiedzieć że się mylili.

Szumnie ogłoszone przyłączenie nowej prowincji do rzymskiego imperium, zakończone triumfalnym wjazdem do Rzymu,  okazało się w praktyce (jak to często bywa) zdecydowanie przedwczesne. ..

Znaczna cześć zamieszkujących wyspę,  bitnych plemion, skupiona wokół opromienionego wojenną sławą wodza Karatakusa  nadal toczy z Rzymem  okrutną i bezpardonową,  podjazdowa wojnę.  Wojnę brutalną i  niesłychanie krwawą, w której nie ma miejsca na  miłosierdzie czy okazywanie litości -wyrzynane są całe wioski a budynki palone do gołej  ziemi. Co gorsza, ich twardy opór,  militarne sukcesy oraz rozgłos, który temu towarzyszy powoduje iż pozostali, rdzenni mieszkańcy tych ziem, coraz śmielej wyrażają im swoje poparcie oraz  gotowi są pójść, w odpowiednim momencie,  w ich ślady. 

Zagrożenie jest więc całkiem realne i zduszenie rebelii oraz schwytanie jej przywódców staje się sprawą naprawdę palącą, choć jak możemy się domyśleć,  bardzo skomplikowaną i  skrajnie niebezpieczną.Oczywiście, rola w tym zadaniu naszej dwójki,  doświadczonych  i zaprawionych w bojach weteranów rożnych wojen, będzie decydująca…

I nie jest to, jak się już wkrótce okaże, największy z ich problemów.  Złowrogie cienie przeszłości i ciągnące  się za nimi niedokończone  sprawy dościgną ich nawet w tej odległej, skąpanej we mgle, krainie  a zakulisowe, toczone w kuluarach cesarskiego pałacu walki o władze po starzejącym się cesarzu przeniosą się również do Brytanii, wpływając w sposób bezpośredni czy  pośredni  na rozgrywające się tu wydarzenia  i losy poszczególnych osób.

Kolejna odsłona cyklu poza oczywistą, charakterystyczną dla tego miejsca scenerią i klimatem, oraz lekką przewaga wątków politycznych nad militarnymi,  posiada to wszystko co tak bardzo lubimy w twórczości Simmona Scarowa:  szczek mieczy, kwik koni,  huk zderzających się tarcz, ucieczki, zasadzki, oblężenia, wielkie i krwawe  sceny batalistyczne, mniejsze potyczki, szaleńczą odwagę, brawurę i wszędobylską, zbierającą swe żniwo  śmierć. Nie zabraknie   wielkich namiętności, tajemnic, dworskich intryg,  zdrad, knowań, skrytobójczych mordów, czyli tego wszystkiego czego historia starożytności nam nie skąpiła. Całość utrzymana w niezwykle ciekawej, wielobarwnej stylistyce tamtych czasów, pełnej historycznych odniesień do różnych, nie tylko wojskowych, aspektów cesarstwa rzymskiego.   Nadal trzyma solidny poziom swoich poprzedniczek (a pamiętajmy, jest to już trzynasta część) i nie dostrzega się w tekście (przynajmniej ja nie dostrzegłem)  śladów znużenia opowieścią. 

„Bracia krwi” Simmona Scarrowa to oczywiście obowiązkowa pozycja dla wszystkich fanów cyklu i twórczość tego pisarza oraz doskonały  przykład naprawdę dobrej literatury historycznej. Polecam

 

„Pozostawieni”- serial

Zygmund Skibicki „Nalewki, kordiały, likiery oraz inne domowe spirytualia”.

Tym opracowaniem w pewnym stopniu ryzykownie podjąłem się śmiałego zadania: ogólnie przywrócić nieco już zapomnianą, chowającą się w zarzuconych szpargałach, „kajetach po dziadach” wiedzę o samodzielnym, domowym wyrabianiu znakomitych nalewek, ongiś chluby polskich domów. Pragnę też coraz liczniejszym zapaleńcom do „piwnicznych” eksperymentów przybliżyć w bardzo prosty sposób tradycyjne sposoby wytwarzania nalewek z surowców możliwie najmniej skażonych chemią, oraz stosując alkohol wyłącznie najwyższej jakości, co wcale nie oznacza, że najdroższy na rynku. Można w pełni odpowiedzialnie powiedzieć, że każdy, nawet ten najtańszy, legalnie w Polsce kupiony spirytus rektyfikowany czy wódka są absolutnie wystarczająco dobre jakościowo do wyrobu najznamienitszych nawet nalewek”.

 Prezentowana tu pozycja to z całą pewnością  doskonała propozycja dla wszystkich miłośników i entuzjastów napojów alkoholowych, zwłaszcza tych, domowej roboty, potocznie (jak Polska długa i szeroka) nazywanych nalewkami. Autor zastrzega zresztą sobie  już na wstępie prawo do użycie tego,  dość szerokiego jednak pojęcia (i nie rozdrabnianie  się na fachowe czy regionalne podziały tych specyfików oraz niekiedy bardzo  skomplikowane nazewnictwo), gdyż książka skierowana jest do szerokiego grona odbiorców, często zupełnych laików, niezorientowanych w tej fascynującej tematyce.

 „Nie będę zbytnio się tu zastanawiał nad akademickimi definicjami odróżniającymi nalewki od wódek gatunkowych, owocowych, balsamów ziołowych czy korzennych, likierów, kremów alkoholowych oraz nawet tinktur zdecydowanie leczniczych. Wszystko, co da się zrobić z surowców naturalnych oraz alkoholu wrzucam do jednego, mojego własnego, autorskiego worka i nazywam tu… nalewkami. Ortodoksów przepraszam, ale nie dla nich to pisałem”.

 Znakomicie,  przejrzyście i w pełni profesjonalnie wydana (porządne zszycie i twarda okładka za co duży ukłon w stronę wydawnictw  Bernedytium), do tego niewielkich rozmiarów,  podręczna  w kuchni oraz wsparta kolorowymi zdjęciami,  staje się istnym kompendium wiedzy  dla wszystkich pragnących nauczyć się tej wspaniałej, kulinarnej sztuki, jakże przyjemnej, przecież.

 Zygmund Skibicki podszedł do zagadnienia bardzo merytorycznie i kompleksowo.  Oprócz bardzo ciekawego wstępu,  w którym  wyłożył nam powody, które legły u podstaw napisania  tej  książki oraz  podzielenia się z  czytelnikami swoją, ogromną, wiedzą i pasją,

przybliża  nam samą historia wytwarzania napojów alkoholowych. Sięga głęboko w przeszłość  do  czasów starożytności (V i IV w p.n. e) poprzez bardzo ciekawą erę średniowiecza (szczególnie interesujący i mało znany wątek dotyczący wytwórców, pochodzenia arabskiego) ze szczególnym, naturalnie, uwzględnianiem naszego kraju, gdzie pierwszy, zarejestrowany  na piśmie alkohol, pojawił się w dokumentach  już z  1405 roku, stopniowo dochodząc do czasów nam współczesnych, kiedy to już na stale zagościł on i zakorzenił się w naszej  narodowej kulturze oraz wielowiekowej  tradycji, stając się jej ważnym i integralnym elementem.

Przy tej okazji nie obyło się bez przybliżenia czytelnikowi dawnych miar, charakterystycznych, dla różnych okresów, specjalistycznych urządzeń, sposobów  przygotowania  dawnych receptur, ich rozwoju  oraz tego jak zmieniały się one w zależności od czasów, dziejowych okoliczności i licznych, geograficznych uwarunkowań.

 Oczywiście, zanim zabierzemy się do prób realizacji alkoholowych wspaniałości  niezbędna będzie ogólna wiedza dotycząca zasad sporządzania nalewek, w skład której  wchodzą zagadnienia (niesłychanie istotne z punktu widzenia  finałowego produktu) dotyczące np. doboru odpowiednich składników, przygotowania surowca, skompletowania odpowiednich naczyń, sposobów filtrowania i klarowania, uzyskiwania określonego procentu,  doboru proporcji,  łączenia składników, leżakowania, itd.

 No i w końcu docieramy do esencji tego  co jest głównym i najważniejszym elementem tej publikacji, czyli około 200 znakomicie przygotowanych i przejrzyście podanych przepisów, sprawiających iż nasze towarzyskie i rodzinne spotkania nabiorą zupełnie  innego wymiaru i barwy. Czegoż tu nie ma ?! Bogactwo i rozpiętość tematyczna, oraz różnorodność potrafi przyprawić o ból głowy i to jeszcze przed degustacją…

Oprócz  doskonale wszystkim znanych i powszechnie funkcjonujących nalewek, powstałych na bazie jabłek, wiśni, czereśni, śliwek, cytryn  podanych na różne, najróżniejsze  sposoby,  znajdziemy również takie, które na naszych stołach już nie  pojawiają się tak często: z malin, jałowca, pigwy, jarzębiny, żurawiny, aroni  i wielu  innych składników. Na osobną uwagę zasługują coraz liczniejsze przepisy z owoców dla na egzotycznych, jak ananas, limonka, melon, kiwi, fogar, kokos, mela, ale bezapelacyjnie prawdziwą wisienką na  przysłowiowym torcie  są trunki, których nigdy nie próbowałem a niekiedy zupełnie  o nich nie słyszałem:  z głogu, bazyli, czeremchy, derenia, kopru prowansalskiego,  kardamonu, melisy czy rokietnika. To one pobudzają naprawdę naszą wyobraźnie, o kubkach smakowych w ogóle nie wspominając.

 Reasumując. Książka Zygmunda Skibickiego „Nalewki, kordiały, likiery oraz inne domowe spirytualia” jest  pozycja, która zadowoli wszystkich  szukających nowych smaków, nowych kulinarnych doznań,  nowych receptur i chcą sprawdzić się w  nowej, wytwórczej roli .  Gorąco polecam.

Zapowiedź!!!

Dla wszystkich, którzy znają bestsellerową serię gier Mass Effect – nadchodzi oficjalny prequel wyczekiwanej gry firmy BioWare!

Już 26 kwietnia wielbiciele dobrej fantastyki oraz serii Mass Effect znajdą na księgarskich półkach „Mass Effect: Andromeda. Nexus początek” autorstwa K.C. Alexandra oraz Jasona M. Hough. Powieść będzie doskonałym uzupełnieniem gry, która właśnie miała swoją premierę.

Nexus to olbrzymia stacja kosmiczna, centrum dowodzenia i zarządzania kolonizacją. Kiedy jego załoga budzi się po trwającym setki lat śnie, odkrywa wszechobecne zniszczenia na statku, do którego zdążają już arki z kolonistami. Cała misja staje pod znakiem zapytania. Sloane Kelly, dyrektor do spraw bezpieczeństwa, musi zmierzyć się z niełatwym zadaniem: zaprowadzić porządek i zidentyfikować zagrożenie. Jeśli nie uda się jej tego dokonać, Inicjatywa Andromeda może zakończyć się fiaskiem.

Oto koloniści wielu ras – turiańskiej, salariańskiej, asari, ludzkiej i innych – stają w obliczu niewyobrażalnych zagrożeń i niezbadanych obszarów kosmosu.

Link do fragmentu ISSUU: http://bit.ly/czytaj-mass-effect

Zamów: http://bit.ly/kup-mass

 

S.Leśniewski „Potop. Czas hańby i sławy 1655-1660”.

 „Potop szwedzki, największa zawierucha dawnej Polski, w ciągu pięciu lat zebrał na naszych ziemiach tak krwawe żniwo, że da się go porównać tylko  z II wojna światową. Chociaż najeźdźca został odparty Rzeczypospolita nigdy nie odzyskała świetności. Tę historię, tę prawdziwą, powinien znać każdy Polak”.

Obraz sienkiewiczowskiej trylogii a  już szczególnie szczególnie „Potopu” oraz  rozmaitych związanych z tym dziełem historycznych konotacji tak dogłębnie wrył się  i zakorzenił w naszej polskiej, narodowej świadomości  (przynajmniej przez to szerokie grono społeczeństwa nie interesujące się, zawodowo czy prywatnie, meandrami naszej historii dawnej) iż wszelkie wydarzenia,   sylwetki postaci czy fakty odbiegające (w sposób mniej lub bardziej znaczący) od tego kanonu są poddawane w wątpliwość i  raczej trudno akceptowalne. Oczywiście, rozumiemy wszyscy szczególny czas i skomplikowane okoliczności w których nasz noblista tworzył swoje arcydzieło, cel, który mu przy tym przyświecał oraz to iż niektóre aspekty musiały, z oczywistych, politycznych powodów,  być pokazane w pewnej, ukrytej,  zawoalowanej formie, mimo tego  iż dotyczyły niezwykle ważnych momentów Najjaśniejszej Rzeczpospolitej Obojga Narodów.

Dziś, w pełni wolnej, demokratycznej ojczyźnie mamy możliwość pokazania tych dziejowych zakrętów ( i kataklizmu jakim dla naszego kraju stał się najazd szwedzki i towarzyszące mu wydarzenia)  w  sposób taki  jaki  naprawdę miały miejsce, bez przemilczeń, naginania prawdy czy literackich wybiegów. Również nasz obecny stan posiadanej wiedzy  o tych dawno minionych, lecz jakże fascynujących czasach,  jest o wiele pełniejszy,  pochodzi z liczniejszych, bardziej zróżnicowanych źródeł i perspektyw: czasowych, geograficznych, osobowych, polityczno –historycznych i innych… 

Nie chodzi bynajmniej o konfrontacje z wielkim polskim pisarzem czy też obdarcie jego powieści ze wspaniałego, barwnego  kolorytu, lecz raczej o wzbogacenie i być może wyprostowanie, choć  trochę, historycznych ścieżek, którymi wędruje wspaniała literacka opowieść.

Doskonałym  przykładem tego jest książka Sławomira Leśniewskiego zatytułowana „Potop. Czas hańby i sławy 1655-1660”. To naprawdę znakomicie napisana i bardzo dobrze się czytająca,  popularnonaukowa pozycja, która znakomicie łączy  rzetelne historyczne podejście (podparte ogromną i wielostronną merytoryczna wiedzą) ze świetnym literackim warsztatem (oraz niemal gawędziarskim zacięciem), który pozwala autorowi oddać specyficzny, wielokulturowy klimat owych czasów, wpisany w specyficzny oraz trudny i pogmatwany (z rożnych powodów) historyczny  rys. Zarówno w odniesieniu do XVII sytuacji   na arenie międzynarodowej jak i w  sercu samej Rzeczypospolite, wliczając w to  udział wielu znanych nam z trylogii bohaterów,  którzy w nadchodzących wydarzeniach  odegrają istotną a czasami i decydującą  rolę:  króla Jan Kazimierz Waza, Karola Gustaw Stefan Czarniecki, Janusz Radziwiłł, Maria Ludwika, Hieronim Radziejowski, Bogusław Radziwiłł  itd.

„Jan Kazimierz był jedynym polskim władcą, który dobrowolnie zrzekł się tronu. Nim to się jednak stało, rządził Rzeczypospolitą w wyjątkowo trudnym dla niej, burzliwym okresie  połowy XVII wieku. Okazał się zdecydowanie lepszym  wodzem niż politykiem. [...] w osobie króla zabrakło męża stanu z jasno określoną wizją priorytetów i  wyobraźnią-kogoś, kto uratowałby oba kraje przed katastrofą. Sobie zgotował podobny los. Szwedzki najazd  w 1655 roku uczynił z Jana Kazimierza wygnańca bez kraju i poddanych”.

Dobre pióro, sprawnie i ciekawie prowadzona narracja, liczne ciekawostki oraz naprawdę duża plastyczności przekazu powoduje iż autor  bez trudu wiedzie  nas wśród złożonych dziejowych problemów, nagromadzenia faktów, nazw, miejsc, rozlicznych nawiązań i odniesień oraz całej plejady mniej lub bardziej znanych postaci.

Szczególnie w kontekście ówczesnych mechanizmów sprawowania władzy oraz zawiłej polityki uprawianej przez władców, monarsze dwory, polityczne  koterie, przedstawicieli wpływowego kościoła czy  wielkich, licznie skoligaconych i powiązanych  magnackich rodów. Jest to o tyle cenne iż czytelnik nie czuje się  przytłoczony nadmiarem rozmaitych informacji,  co pozwala skupić mu się na najważniejszych  lub też najbardziej go interesujących zdarzeniach czy zjawiskach.

Książka Sławomira Leśniewskiego „Potop. Czas hańby i sławy 1655-1660”jest znakomitym przykładem na to iż historia nie jest suchym zlepkiem faktów i dat lecz  żywą,  wciąż na nowo odradzająca się tkanką z  której możemy czerpać pełnymi garściami Gorąco polecam.

Albrecht Wacker „Snajper na froncie wschodnim”.

„Dla jednych będzie to zimny zabójca, dla innych jeden z najuczciwszych walczących, biorący na siebie pełną, osobistą odpowiedzialność  w służbie własnego kraju. Jednak w przypadku żołnierzy armii niemieckiej to pytanie ma swoje drugie dno- na ile młody chłopak z Tyrolu zdawał sobie sprawę, w czyim imieniu odbiera innym życie i do czego dąży armia, z która doszedł na rosyjskie równiny?”.

 Nacechowana silnymi emocjami i falą traumatycznych przeżyć, wspomnieniowa opowieść o II wojnie światowej spisana przez Albrechta Wackera a będąca odbiciem losów Josefa Allerbergera, jednego z najlepszych i najskuteczniejszych strzelców wyborowych, niemieckiej 3 Dywizji Górskiej Wermachtu. To bardzo osobisty opis przeżyć głównego bohatera, wpisany w brutalne  realia tego najstraszliwszego konfliktu XX wieku, ze wszystkimi tego bolesnymi  i dramatycznymi konsekwencjami.

 „Po tych pięciu dniach utracił resztki swej młodzieńczej niefrasobliwości. Koszmar morderczych walk odcisnął swe piętno na jego twarzy. Wyglądał o dziesięć lat starzej. Jego kompania liczyła teraz tylko dwudziestu ludzi, a z jego drużyny  przy życiu  pozostali jedynie on  i jego podoficer. Sam stracił zdolność  odczuwania czasu, strachu i współczucia. Wydarzenia miotały nim  jak piłką a pierwotny instynkt przeżycia prowadził go przez młyn walk, głodu, pragnienia oraz wyczerpania”.

 Niezwykle naturalistyczny obraz wojny w której, wbrew goebelsowskiej propagandzie, nie ma nic patetycznego czy  bohaterskiego  a ponury i brutalny frontowy realizm, staje się elementem, który na zawsze odciska na jednostce swoje  straszliwe piętno. W lekturze, oprócz bardzo realistycznych, pełnych okrucieństwa i przemocy opisów toczonych na froncie wschodnim  walk, duży nacisk położony jest właśnie na ów ważny, psychologiczny aspekt wojny. Szczególnie uwidocznione jest to we fragmentach wspomnień dotyczących śmierci kolegów i towarzyszy walki oraz pierwszych zabitych wrogów, które w pewniej mierze pozwalają nam poznać jak dalece owe straszne przeżycia pustoszą ludzką psychikę  i jak ciężko (o ile to w ogóle możliwe ) się od nich uwolnić. To zdecydowanie jeden z najciekawszych i najbardziej interesujących, przynajmniej mnie, aspektów tej książki. 

 Oczywiście, mamy  tu do czynienia ze wspomnieniami niemieckiego żołnierza i jako takie prezentują one  określony nurt myślenia  i światopogląd, czasem trudno akceptowany z naszej, nadwiślańskiej, perspektywy. Żałuje trochę iż  Josefa Allerbergera nie stać było na większy obiektywizm  (choć naturalnie, jestem w stanie, w jakiejś mierze, go zrozumieć)  wszak wojenne okrucieństwo,  przybierające niekiedy formę zupełnego, ludzkiego wynaturzenia, szczególnie w odniesieniu do ludności cywilnej czy jeńców było udziałem obu stron konfliktu,  nie tylko sowieckiej  Przebywając wielokrotnie na pierwszej linii frontu musiał być świadkiem wielu aktów zbrodni i bestialstwa dokonywanych przez oddziały SS czy Wehrmachtu, lecz trudno odnaleźć je w tekście, co powoduje że  jego relacja bywa lekko stronnicza i traci trochę  na wiarygodności.Książka Albrechta Wackera  „Snajper na froncie wschodnim” jest odbiciem dramatycznych losów człowieka rozgrywających się w ekstremalnie trudnych warunkach i świadectwem wstrząsających przeżyć, które stały się jego udziałem. Napisana mocnym i wyrazistym językiem  wnosi wiele informacji do znanego nam obrazu  wojennej rzeczywistości, szczególnie iż opowiedziana jest z niemieckiej perspektywy.

Pocztówki z Portugali – Porto