Jan Karski „Jedno życie” tom II

„Inferno. Piekło wojennej zbrodni. Piekło polityki i ludzkich wyborów”.

To jedna z tych lektur dla których zdecydowałem się założyć tego błoga. Szalenie interesująca, mądra, dotykająca rzeczy ważnych i posiadająca ponadczasowe przesłanie. Oparta na prawdziwych wydarzeniach, wpisanych w dzieło życia człowieka ze wszech miar wyjątkowego.

To druga  część opowieść  o Janie Karskim (właściwie Janie Kozielewskim) spisana przez jego przyjaciela, powiernika i wieloletniego współpracownika Waldemara Piaseckiego, który posiadł wiedze dotyczącą wielu aspektów życia naszego bohatera (ze szczególnym uwzględnieniem tych  osobistych i  rodzinnych)  zupełnie niedostępną, nawet dla najdociekliwszego badacza. Doskonała znajomość charakteru, osobowości, sposobu postrzegania świata i towarzyszących mu zjawisk czy bardzo indywidualnych odczuć, pozwoliło autorowi właściwie  ocenić i zinterpretować przedstawione wydarzenia.

Po niesłychanie   fascynującym i miejscami zupełnie nieznanym opisie dwudziestolecia międzywojennego w II Rzeczypospolitej, zawartym w tomie I, przyszedł czas na najbardziej dramatyczny i brzemienny w skutki okres w życiu naszego narodu: II wojnę światowa i hitlerowską okupacje.

To też najbardziej burzliwy okres w życiu Jana Karskiego, czas działalności konspiracyjnej i kurierskiej, wliczając w to, oczywiście,  ową najważniejszą życiową misję, której celem było poinformowało całego, cywilizowanego, świata o zbrodniach popełnionych przez nazistowskie Niemcy i straszliwym obliczu Holocaustu. Misji,  która na zawsze zapewniła temu skromnemu człowiekowi, właściwe miejsce  w naszej historii  i panteonie narodowych bohaterów, choć  dopiero po latach (w czasach PRL-u było to, naturalnie, nie do pomyślenia, gdyż komunistyczne władze, wszelkimi sposobami,  próbowały pomniejszyć, zbagatelizować i zafałszować jego dokonania) nadano temu odpowiednią formą i rangę.

W książce znajdziemy licznie fakty pozwalające nam w sposób obiektywny, nie obciążony, naturalną, powojenną,  historyczną spuścizną,  poszerzyć naszą wiedzę  dotyczącą codzienności okupowanego kraju i jego walczącej stolicy. Pozwala nam, niejako od środka, (co szczególnie istotne, gdyż dotyczy człowieka doskonale zorientowanego w opisywanej tematyce), spojrzeć na struktury i  funkcjonowanie Polskiego Państwa Podziemnego  oraz ludzi, którzy je tworzyli.

Mnie, osobiście, szczególnie zainteresowały zagadnienia dotyczące tajemnicy powrotu do Polski marszałka Edwarda  Rydza Śmigłego w  październiku 1941 oraz dwa wątki, ściśle związane z działalnością kurierską Jana Karskiego.

Pierwszy, to wstrząsający w swej wymowie, obraz skomplikowanych stosunków w łonie Polskiego Rządu na Uchodźstwie, partykularnych interesów poszczególnych partii, rozgrywek personalnych i ambicjonalnych,   odmiennych polityczno-wojskowych koncepcji, oraz ostrych wewnętrznych tarć, pomiędzy Naczelnym Wodzem,  gen. Władysławem Sikorskim i jego środowiskiem, z jednej strony  a  obozem dawnych piłsudczyków oraz polskimi władzami w kraju. Drugi wątek, dotoczy masowej eksterminacji Żydów, dokonującej się na ziemiach polskich oraz szokującej bierności światowych elit i ich przywódców (Karski spotyka się i przekazuje swoją wiedzę najważniejszym czynnikom decyzyjnym w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych z prezydentem Franklinem Delano Rooseveltem na czele) w tym również, co z naszej perspektywy jest zupełnie niezrozumiałe, najbardziej wpływowym przedstawicielom narodu wybranego: Stephen Wise, Nahum Goldmann.

Opowieść o losach naszego bohatera, podczas II wojny światowej,   jest  również poruszającą opowieścią o losach naszej Ojczyzny, wraz z całym ogromem i złożonością piętrzących się przed nią problemów,  zarówno w polityce wewnętrznej  jak i międzynarodowej. To znakomicie oddane świadectwo czasów, które dane mu było oglądać własnymi oczami i później aktywnie w nich uczestniczyć   oraz ludzi, których życie postawiło na jego drodze (ogromna rola brata , Mariana Kozielskiego, wielkiego patrioty i zagorzałego piłsudczyka).

Podobnie jak w pierwszej odsłonie, całość napisana jest charakterystycznym, barwnym, przejrzystym i zrozumiałym dla czytelnika językiem, wzbogaconym licznymi ciekawostkami, historyjkami, anegdotami, dygresjami i mało znanymi, przeciętnemu odbiorcy, wydarzeniami z tego dramatycznego dla Rzeczypospolitej okresu, co powoduje iż przekazaną w treści wiedzę łatwiej jest nam przyswoić i zapamiętać

Nie mogę doczekać się kolejnego tomu. Naprawdę gorąco polecam.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jerzy Chociłowski „Podwieczorki u Lucyfera”.

„Masdames et Massieurs, drodzy przyjaciele, za chwile pojawią się przed wami niesłychanie honorowi goście. Niegdyś przyjaciele, później śmiertelni wrogowie, obaj stworzyli na swój własny sposób ziemskie inferno dla milionów. Ucząc się wzajemni od siebie, uśmiercili więcej ludzi, niż zginęło na frontach wszystkich wojen razem wziętych”.

Każdy, kto miał okazję zapoznać się z tą pozycją wie już (innych  gorąco zachęcam) iż jest  to lektura dość szczególna i intrygująca.

To co  zdecydowanie wyróżnia ją od setek innych pozycji, zajmujących się podobną tematyką,  to, ponad wszelką wątpliwość, forma. Użycie groteski w odniesieniu do jakże tragicznych, przecież, wydarzeń naszej XX-wiecznej historii  oraz złowrogich postaci zbrodniarzy, tego formatu co Adolf  Hitler i Józef Stalin, jest literackim zabiegiem z którym nie spotykamy się  zbyt często. Jego użycie, w  pewnym sensie, szokuje, powoduje niesmak, dezorientację, wprowadza  klimat  grozy choć, naturalnie, pobudza również naszą ciekawość i  wyobraźnie ( i taki, jak sadzę, był zapewne, zamysł twórczy autora).

Jest przy tym elementem, który pozwala na dużą swobodę w interpretacji historycznych faktów, zachowań i zjawisk (nie wskazaną w  typowej  literaturze przedmiotu)  dzięki czemu możliwe staje się wykorzystanie, nie zawsze sprawdzonych czy  w pełni udokumentowanych (a bywa że budzących, nasze, duże wątpliwości ), wydarzeń,  relacji świadków czy wspomnień, samych zainteresowanych.

Organizatorem tytułowych, piekielnych podwieczorków (to że trafili tu  liczni, nazistowscy czy komunistyczni, zbrodniarze nikogo, naturalnie,  nie dziwi)  jest sam Lucyfer, który w czeluściach swojego podziemnego królestwa, przy doborowym audytorium (doborowym, oczywiście, z tego konkretnego punktu widzenia: ludobójcy, oprawcy, psychopaci , zboczeńcy, sadyści itd.) prezentuje, zakrapiane alkoholem, tematyczne debaty, których głównymi bohaterami  będą dwaj polityczni  i  wojenni adwersarze: Adolf Hitler  i Józef Stalin. Będzie ich w sumie pięć a każda z nich stanie się  dla niemieckiego  i führera radzieckiego genaralisimusa okazją, wygłaszania własnych poglądów, opinii, przemyśleń, racji,  snucia wspomnień oraz… wbijania, przysłowiowej „szpili”,  swojemu konkurentowi.

 Dla nas przysłuchujących się owej wymianie tyrad i  złośliwości (nad wszystkim, niczym prawdziwy reżyser, czuwa Pan Światła, korygując wypowiedzi, zachęcając do głębszych wynurzeń a czasami i karcąc, któregoś z rozmówców) będzie to kolejna możliwość dowiedzenia  się czegoś  więcej o  życiu dwóch dyktatorów oraz ponurych i krwawych totalitarnych systemach na czele których stali  przez lata.

Dotyczy to zarówno życia osobistego obu dygnitarzy ( w tym licznych tajemnic alkowy), skrzętnie skrywanych spraw rodzinnych, wielkiej i  małej polityki, partyjnych czy  państwowych karier,  różnych, zmieniających się etapów  sprawowania władzy, stosunku do Żydów, wojnie światowej, ideologii oraz wątpliwości i kontrowersji dotyczących okoliczności w których zaszli z tego świata. We wszystkich opowieściach, dzielnie sekundują im (od czasu do czasu dorzucając coś od siebie) zaproszeni na widownie goście, wśród których znajdziemy wiele znanych nam z historii nazwisk: Hermann  Göring, Heinrich Himmler, Wiaczesław Mołotow, Ławrientij Beria itd.

„Bezprecedensowe wydarzenie, którego przebieg został zanotowany na kartach tej ksiąski, miało z założenia charakter ekskluzywny i kameralny. Do udziału w nim dopuszczono jedynie gromadkę wybrańców, mieszczących się bez trudu w niewielkim quasi-teatralnym pomieszczeniu, zwanym Auditorium Minimum. Wielki Impresario, Gospodarz inscenizujący imprezę, pragnął mieć publiczność z tej samej czasowej półki co Wielcy Artyści na scenie.[…] W dodatku złożoną nie z szarych tuzinkowych postaci, ale figur niemałego kalibru”.

Konkluzja wynikające z treści książki  Jerzego Chociłowskiego  jest niestety zatrważająca, gdyż uzmysławia nam jak wiele oba systemy, mimo głośno szafowanych  narodowych i ideologicznych różnic, miały ze sobą cech wspólnych  i  jak bardzo odnosi się to, również,  do postaci  samych dyktatorów.

Ich wzajemna współpraca i koegzystencja (na szczęście, dla nas wszystkich,  nie udało się jej utrzymać zbyt długo) sprowadziły by na Europę i Świat, by trzymać się już biblijnego nazewnictwa, prawdziwą apokalipsę.

„Podwieczorki u Lucyfera” to zdecydowanie bardzo ciekawa, zaskakujące i warta przeczytania pozycja. Polecam.

Anna Kołodziejska „Gruzja welocypedem”

Ta niewielka objętościowo książeczka stanie się, z całą pewnością, czytelną wskazówką (a przy tym, myślę, niesłychanie ciekawa i inspirującą) dla wszystkich miłośników rowerowych podróży, zwłaszcza zaś tych, którzy swoje następne kroki planują skierować  w stronę urzekającej Gruzji;

Ów mocno nacechowany emocjami i prezentujący bardzo subiektywne spojrzenie autorki, reportaż z fascynującej podróży   jest dokładnie tym za co pragnie uchodzić i czego się spodziewamy,  biorąc lekturę  do ręki. Dobrym, interesującym i bardzo praktycznym, rowerowym przewodnikiem,  który pozwoli nam, z jednej strony,  przebrnąć przez gąszcz przygotowań  (zarówno od strony typowo sprzętowej jak i tej jak najbardziej formalnej) z drugiej zaś docenić w pełni uroki i bogactwo tego  wspaniałego, górskiego kraju.

Zaznajomić  czytelnika  z ciekawą i  zróżnicowana topografia  kraju, stanem dróg, klimatem, przyrodą i wieloma  innymi, bardzo przydatnymi dla turysty,  informacjami dotyczącymi miejsc,  które warto odwiedzić lub też, raczej, omijać szerokim łukiem (watahy głodnych, bezpańskich psów, pijani kierowcy, nachalni taksówkarze). Znajdziemy bardzo wiele użytecznych wskazówek dotyczących min: pozwoleń, wiz, walut,  noclegów, smacznych, niedrogich restauracji , barów, cen podstawowych produktów spożywczych, pamiątek, opłat oraz tego jak najłatwiej odnaleźć  się w tej, nowej dla nas,  rzeczywistości.

To również bardzo interesujące spojrzenie na mentalność, tradycję,  kulturę  i obyczaje  mieszkańców Gruzji,  których  Pani Anna Kołodziejska (wraz ze swym towarzyszem) dość licznie napotyka, podczas rożnych etapów swojej podróży. Ogromna serdeczność, gościnność, ścisłe rodzinne i sąsiedzkie więzy, brak pośpiechu, ale i aspekty  (dotyczące np. roli kobiet w społeczeństwie), które znacznie odstają, zwłaszcza dla Polki, od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni  w naszej, zachodnioeuropejskiej, części Europy.

Oprócz barwnych  opisów dotyczących przyrody i odwiedzanych miejsc najbardziej zainteresowały mnie wątki dotyczące wspaniałej gruzińskiej kuchni (uwielbiam khaczapuri)  i   słynnych alkoholi, zarówno tych dostępnych na sklepowych półkach (znane  na całym świecie  gruzińskie wina) jak i będących wytworem „prywatnej”, miejscowej produkcji (Czacza).

„Podczas spotkania nie może też  zabraknąć posiłku  na który najczęściej składa się tradycyjne i wszechobecne khaczapuri, warzywa w postaci ogórków i pomidorów, najczęściej podawanych razem  z dodatkiem pietruszki, a także mięso-tutaj jest pewna dowolność, jednak najczęściej podawana jest wieprzowina w postaci szaszłyków (kawałki świniny nabijanej na metalowe pręty i pieczonej nad ogniem) lub baranina, podawana w sosie paprykowym na ostro”.

„Najważniejsze w biesiadach zdaje się jednak nie sam alkohol, pity tutaj w oceanicznych ilościach […] ale sam fakt przebywania w towarzystwie bliskich sobie osób, zacieśniania więzów, celebrowania pracy, dnia i w końcu życia. W formie toastu, każdy może dostać swoja kolejkę, aby wygłosić słowa podzięki dla bliskich, dla towarzyszy, wreszcie dla Boga”.

To wyłaniający się z treści, niestety,  trochę słodko–gorzki  obraz gruzińskiego państwa w którym  wspaniałe, urzekające malowniczością  krajobrazy i turystyczne enklawy, przeplatane są walącymi się ruderami domów, fatalną infrastrukturą, biedą  i brakiem pieniędzy na inwestycję.

Każda z opowiedzianych tu historii wnosi coś nowego do naszej obiegowej, choć, najczęściej, bardzo powierzchownej, wiedzy dotyczącej tego kraju i jego mieszkańców. Historii, obyczajowości, nawyków, tradycji i narodowych przywar oraz tego jak reagują na różne życiowe sytuacje. Jest to dla nas tym bardziej ciekawe (zwłaszcza z poznawczego punktu widzenia) iż  opisane zdarzenia widzimy  z  perspektywy  naszej rodaczki oraz jej  „nadwiślańskiego” podejścia do otaczającej ją  rzeczywistości.

„Gruzja welocypedem” Anny Kołodziejskiej  to bardzo pożądana pozycja dla wszystkich, którzy w niedługim czasie planują udać się tam w celach turystycznych.  Bez wątpienia przybliży nam ten kraj i jego obywateli (rozwiewając przy okazji kilka mitów) i  zrobi to w sposób,  którego próżno by szukać w typowych przewodnikach turystycznych.

 

Dobre kino!!!

Joe J. Heydecker i Johannes Leeb „Proces Norymberski”.

„Prawo musi dosięgać również tych, którzy zagarnęli wielką władze i z rozmysłem, po wspólnym uzgodnieniu, posłużyli się nią, by wywołać nieszczęście, które nie ominie żadnego zakątku Ziemi”.

O procesie norymberskim (20 listopad 1945 – 1 październik 1946) powiedziano i napisano wiele.  Powstały dziesiątki filmów (dokumentalnych, popularnonaukowych, fabularnych), setki historycznych publikacji, artykułów, wykładów czy  opracowań, w tym również ogromna ilość prac zajmujących się poszczególnymi elementami czy zagadnieniami, związanymi z tym wydarzeniem: proces lekarzy,  IG Farben, RuSHA, Einsatzgruppen itd. Polecam przy tej okazji znakomitą książkę Joela E. Dimsdale’a „Psychologia zła”  związaną również  z tą problematyką.

Nic dziwnego. Ów bezprecedensowy  akt dziejowej sprawiedliwość,  wymierzony  przez państwa sprzymierzone nazistowskim Niemcom,  odbił się szerokim i głośnym echem na całym świecie, kładąc podwaliny pod światowy ład i dając wszystkim czelny sygnał  iż sprawcy zbrodni przeciw  pokojowi i ludzkości nigdy nie powinni czuć się bezkarni (sprawa ich ścigania i pociągnięcia do odpowiedzialności,  po wojnie, to już zupełnie inna  kwestia, wymagająca osobnego omówienia).   Powstały,  w pewnym sensie,  na jego doświadczeniach Trybunał Sprawiedliwości w Hadze, gdzie sądzono  min. przywódców byłej Jugosławii,  jest tego wymownym przykładem. I może właśnie dlatego warto przypomnieć, owo ważne dla Europy i Świata wydarzenie.

Dziś, możemy to uczynić dzięki  książce Joe J. Heydeckera i Johannesa Leeba zatytułowanej „Proces Norymberski”, która ukazała się na naszych księgarskich półkach staraniem Wydawnictwa  RM.

Jest to pozycja  o tyle szczególna, gdyż Joe J. Heydecker był obecny podczas całego procesu (jako komentator  prasowy i radiowy)  dzięki czemu mamy całkowicie bezpośrednią relację z tego jak ów proces przebiegał,  bez późniejszych, pojawiających się wraz ze stopniowo nabywaną wiedzą, interpretacji. To bardzie rzeczowe, obiektywne  i prawdziwe spojrzenie na  proces norymberski, jego kulisy, przebieg, sekwencje wyroków oraz wszystkie inne okoliczności, które zdecydowały iż demokratyczny świat (pomijając w tym miejscu, oczywiście, ZSRR) postanowił osadzić i ukarać hitlerowskich zbrodniarzy  oraz  stworzony przez nich zbrodniczy,  narodowosocjalistyczny ustrój.

Ukazuje mechanizmy  i procesy historyczne,   które doprowadziły do tego iż w Niemczech ludziom  pokroju Hitlera, Hessa czy  Göringa  udało się osiągnąć pełnie władzy  i w myśl  chorej, politycznej doktryny  i ideologii  wywołać globalny  konflikt zbrojny. Dopuścić się straszliwych wojennych zbrodni oraz masowej, planowanej  eksterminacji ludności cywilnej, przeprowadzanej  na podbitych narodach. .

Dla mnie osobiście najciekawszym aspektem  tej książki  są wypowiedzi  samych oskarżonych (ich odpowiedzi na poszczególne pytania  zadawane przez  sędziów i oskarżycieli) z których wyłania się przerażający obraz funkcjonowania totalitarnego  państwa, III Rzeszy. Mimo iż na sali oskarżonych zabrakło największych nazistowskich decydentów  (Adolf Hitler, Heinrich Himmler, Joseph Goebbels, Martin Bormann) to pozostałych dwudziestu sześciu  dygnitarzy jest  wystarczająco reprezentatywna by obiąć swym zasięgiem różne aspekty funkcjonowania nazistowskiej tyrani  oraz  polityki, która  doprowadziła świat na sam skraj przepaści. W lekturze znajdziemy wiele unikalnych informacji, dotyczących funkcjonowania niemieckiego  państwa (co tym bardziej ciekawe że widzianych od środka, oczami  najwyższych prominentów i współpracowników Führera ) jego rozmaitych struktur i ośrodków władzy: wojskowej, państwowej, partyjnej itd.

Publikacja Joe J. Heydeckera i Johannesa Leeba poucza, szokuje, a w niektórych fragmentach (szczególnie dotyczących obozów koncentracyjnych i Holocaustu) dosłownie poraża i choć od opisywanych wydarzeń  minęły dekady,  przesłanie wynikające z tego procesu nadal jest jak najbardziej  aktualne i potrzebne. Szczególnie  w obliczy odradzających się gwałtownie  separatyzmów narodowych i nacjonalizmów. Pamiętajmy iż NSDAP też była kiedy partią marginalną, nieliczną i niewiele znaczącą….  Naprawdę, szczerze polecam lekturę.

Christopher Macht „Spowiedź Stalina”

„Stalin w przeciwieństwie do Hitlera nie był wariatem-był pozbawionym ludzkich uczuć psychopatą, niezwykle logicznym, przebiegłym i dalekowzrocznym”.

Brutalna, szczera, podana  bez ogródek i retuszu prawdą o życiu  Józefa Stalina, obejmująca  szczegóły z życia osobistego (również te jak najbardziej pikantne), kulisy partyjnej kariery, sekrety politycznych układów i związków oraz  niewysłowiony obraz licznych zbrodni, dokonanych w imię ideologii i żądzy władzy. Spowiedź radzieckiego generalissimusa, niewątpliwie jednego z największych zbrodniarzy XX wieku, który w bardzo osobistej rozmowie jednym ze starych bolszewickich działaczy, odsłania swoją „duszę”, ujawniając  tajemnice swojego życia oraz licznych decyzji (niektórych, bardzo brzemiennych w skutki, które miały wpływ na  naród i społeczeństwo radzieckie   a dalej również Europę i Świat)  rzuci wiele nowego światła  na sposób postrzegania komunistycznego dyktatora  i jego czasy.

I wszystko byłoby, oczywiście,  w najlepszym porządku, gdyby nie to iż ów wywiad,  tak naprawdę, nigdy nie miał miejsca (przynajmniej moim, skromnym, zdaniem) i jest jedynie  umiejętnie   napisaną, i to trzeba otwarcie pisarzowi przyznać, literacką fikcją. Niestety, choć żałuje,  nie przemawia do mnie historia  o sekretnie udzielonym wywiadzie,   który  ukazał się, dopiero, w sześćdziesiąt lat po śmierci dyktatora.

Znając biografię Stalina,  cechy jego osobowości,   naznaczoną trupami i krwią  drogę na szczyty bolszewickiej władzy, bezwzględność, skłonności psychopatyczne,  azjatyckie okrucieństwo i wręcz chorobliwą  podejrzliwość, trudno mi  sobie wyobrazić  iż pozwolił sobie na tak osobiste i refleksyjne wynurzenia. Zwłaszcza przed wypuszczonym z łagru bolszewickim działaczem,  który na własnej skórze przekonał się (będąc zapewne świadkiem niszczenia i śmierci wielu innych  partyjnych towarzyszy) jak wygląda tzw. ludowa sprawiedliwość i do czego doprowadził sowiecki system władzy.

A już, zupełnie, nie wyprażam sobie iż taki człowiek (który podobnie jak  tysiące innych, osadzonych w radzieckich obozach, więzieniach czy katowniach NKWD,  truchlał ze strach na samą myśl o dyktatorze) był w stanie pytać  dyktatora o to, jak układały  się jego seksualne stosunki z żoną czy licznymi kochankami. To samo dotyczy   pytania (pojawia się w lekturze kilka takich „perełek”) zadane, najpotężniejszemu,  człowiekowi swojej epoki.   Czy czuje się łajdakiem?  I on grzecznie odpowiada…(sic!!!) No cóż , po prostu, wgniata w fotel….

Również język,  którym posługują się obydwaj rozmówcy, miejscami zupełni nie przystaje do opisywanych czasów  i ma  zdecydowanie zbyt współczesne brzmienie.

 Dysponując bogatym, różnorodnym materiałem dowodowym, licznymi archiwalnymi, dokumentami, wspomnieniami członków rodziny, najbliższych współpracowników oraz ogromną literaturą przedmiotu a  posiadając dobry literacki  warsztat (takim  Christopher Macht niewątpliwie dysponuje)  można całkiem sugestywnie  przedstawić, jak taki wywiad mógłby wyglądać w rzeczywistości. W taki też, moim zdaniem, sposób ową lekturę   powinniśmy  potraktować.

Pomijając zupełnie, już,  ten aspekt publikacji, należy stwierdzić iż książkę czyta się naprawę dobrze. Mamy okazje poznać wiele mało znanych faktów, sekretów czy  ciekawostek związanych z burzliwym życiem  oraz wieloletnią  działalnością radzieckiego przywódcy. Bardzo ciekawie jawią się wątki  dotyczące życia osobistego i rodzinnego  (znacznie mniej znanego)  generalissimusa, oraz jego skomplikowanych relacji z matką, żoną, dziećmi  oraz tego jak później, tragicznie,  potoczyły się ich losy (np.  samobójcza śmierć  żony Nadieżdy Alliłujewy  9 listopada 1932 roku).  Na podkreślenie zasługuje również opis relacji dyktatora z najbliższymi współpracownikami,  zawdzięczającymi właśnie jemu swoje oszałamiające  kariery, status społeczny i bogactwo. Związki i  łączące ich relacje (różnej natury) pomogą nam lepiej zrozumieć funkcjonowanie sowieckiej dyktatury.

 Książka Christophera Machta przeraża, ale i uwodzi zarazem, pokazując wiele twarzy Józefa Stalina  oraz  zbrodniczego sowieckiego totalitaryzmu.

Łukasz Malinowski „Wężowy język”.

„Przygotuj się na krwawą, mityczną podróż w głąb wikińskiej duszy, gdzie walka jest jak poezja, miłość jak klątwa, pieśń jak złoto, magia jak religia, a śmierć to zbawienie…”

Naprawdę bardzo udana kontynuacja losów skandynawskiego awanturnika, lekkoducha i pieśniarza Ainara Skalda, bohatera kilkutomowego już cyklu powieści Łukasza  Malinowskiego ( „Karmiciel Kruków”, „Kowal słów” tom I,II, „Wężowy język” tom I),  który w wyniku niespokojnej natury i  swoich, nie zawsze najszczęśliwszych życiowych decyzji i wyborów,  po raz kolejny uwikłany zostaje w skrajnie niebezpieczną eskapadę.

Ta akurat odsłona „Wężowy język” tom II  jest bezpośrednią kontynuacją wątków zawartych w części pierwszej,  w której  to, nasz bohater  wraz z towarzyszącym mu przyjacielem Alim Czarnym Berserkiem  (ich  przyjaźń  przybiera miejscami dość szorstką formę) oraz   grupą bitnych  wojowników  przybywają do Miklagardu, najpotężniejszego i najbogatszego miasta, znanego im świata. Cel jest oczywiście jeden, napaść, złupić ile się da i zanim obrońcy na dobre  zorientują się w skali zagrożenia, wrócić na okręty i odpłynąć w nieznane. Niestety,  jak to często bywa w życiu naszego pieśniarza, sprawy gwałtownie się komplikują i z wrogiego łupieżcy, staję się najemnym konungiem na usługach cesarza. Ale i tym razem nie dane będzie mu zaznać, zbyt wielu, pałacowych wygód a wizja bogatej przeszłości zamajaczy przed nim w postaci pirackiego złota, znajdującego się na Krecie.

W prezentowanej tu lekturze  większy nacisk położony został na wątki związane z niepokorną córką Ainara,  Selą  (skądinąd, nieodrodną córeczką tatusia), która staje się  drugą, równoprawną bohaterką powieści a jej pojawienie się zdecydowanie pozytywnie wpływa na opowieść,   wzbogacając jej treść oraz  dynamizując fabułę i akcję. Ciekawe jest również  spojrzenie  ma toczący się ciąg, powieściowych wydarzeń, właśnie,  z jej perspektywy. Mocnym atutem pozostają  nadal postacie hamramirów: straszliwych, szalonych, wojowników w których głowach zamieszkuje zarówno człowiek jak i zwierze.

Dowiemy się z fabuły kilku  naprawdę ciekawych informacji o czasach i realiach (społecznych, religijnych,  kulturowych, etnicznych) epoki w  której toczy się akcja powieści ( połowa X wieku) a  szczególnie jej kontekście polityczno- militarnym, dotyczącym różnorodnych metod i  strategii prowadzenia  wojen.

Prezentowana tu pozycja trzyma solidny poziom swoich poprzedniczek i podobnie jak one jest doskonałym przykładem dobrze napisanej, awanturniczo-przygodowej, powieści (co tym bardziej cieszy iż dotyczy polskiego autora) osadzonej w interesujących, historycznych realiach, które niezmienne pobudzają nasza wyobraźnie. Również  język jak  i  oryginalne nazewnictwo (trudniejsze wyrażenia są wyczerpująco przetłumaczone i wyjaśnione) nie sprawia  poważniejszych trudności 

Sprawne splatanie literackiej fikcji z prawdziwymi wydarzeniami, unikalny klimat  oraz spora dawka nieprzewidywalności, powodują iż z niecierpliwością oczekiwał będę na dalsze koleje losów Ainara Skalda. Polecam.

 

 

Tarja Turunen

Rzeczozmęczenie – co to takiego?

 James Wallman, brytyjski dziennikarz, futurolog i prognostyk trendów, który swoją wiedzą i doświadczeniem dzielił się z takimi firmami jak BMW, Nike czy Burberry, mianem „stuffocation” określił syndrom przytłoczenia nadmierną liczbą przedmiotów („stuff” – rzeczy i „suffocation” – duszenie się).

W Polsce ukazuje się właśnie jego książka poświęcona temu zjawisku. „Stuffocation”  – w polskim przekładzie autorstwa Katarzyny Dudzik „Rzeczozmęczenie” – to pasjonująca opowieść o tym, skąd wzięła się u nas nieodparta chęć gromadzenia rzeczy, które z biegiem miesięcy i lat zaczynają się piętrzyć w naszych mieszkaniach, domach, garażach i piwnicach, nie tylko odbierając nam wolność w wielu aspektach, ale też – w skrajnych przypadkach – zagrażając naszemu zdrowiu, a nawet życiu.

Na pewno każdy z nas na jakimś etapie życia doświadczył tytułowego rzeczozmęczenia – mając powyżej uszu wielu posiadanych rzeczy i kosztów, które się z nimi wiążą. Wallman w swojej książce zabiera nas do źródeł rzeczozmęczenia i pokazuje, jak z nim walczyć. Jego książka nie jest jednak zwykłym poradnikiem na temat wyrzucania rzeczy i odzyskiwania miejsca, które dotychczas zajmowały w naszym życiu – dosłownie i w przenośni. „Rzeczozmęczenie” to coś o wiele głębszego: to epicka, pełna przemawiających przykładów i ciekawych kulturowych, antropologicznych i socjologicznych odniesień narracja, która uzmysłowi nam, dlaczego jesteśmy tak przywiązani do rzeczy i dlaczego związek ten staje się z biegiem czasu coraz bardziej toksyczny.

Recepta Wallmana na rzeczozmęczenie jest skuteczna, w dodatku może być wcielona w życie przez każdego; wystarczy – jak twierdzi autor – zrewidować wyznawane przez nas wartości i zamiast na gromadzeniu rzeczy skupić się na gromadzeniu doznań i wspomnień. W niezwykle przekonujący sposób Wallman podsuwa nam ideę eksperientalizmu – antidotum na negatywne skutki trwającego od lat pięćdziesiątych materializmu, który z jednej strony w bardzo pozytywny sposób ukształtował współczesność, a z drugiej – uczynił nas niewolnikami rzeczy i nadmiernej konsumpcji.

„Rzeczozmęczenie” czyta się jak powieść – powieść, dzięki której uświadomimy sobie przyczyny tytułowego syndromu i nauczymy się, jak z nim walczyć i odzyskać wolną przestrzeń – tak w naszych mieszkaniach, jak i w naszej psychice. Wspomnienia żyją dłużej niż rzeczy – twierdzi Wallman, wskazując tym samym drogę ucieczki z pułapki, zastawionej przez nas przez nieodpartą odwieczną chęć posiadania. Tę książkę naprawdę warto przeczytać.

„Wstaje świt.

„Koniec wojny. Nowy świat, nowe otwarcie. Siedem dzienników ludzi wkraczających właśnie  w życie-osób z rożnych środowisk, o roznych aspiracjach i wraźliwościach. Corka krawca z Żyrardowa, profesorski syn ze Lwowa, studentka medycyny z Warszawy… W zestawieniu teksty tworzą dopełniający się „zatrzymany w kadrze” obraz tamtych lat-wyjątkowy bo widziany oczami wyłącznie młodych ludzi”.

 Unikalne w swojej treści i przekazie,  fragmenty odgrzebanych  i przywróconych pamięci  pamiętników młodych Polek i Polaków,  opisujących realia pierwszych, powojennych lat ( zamkniętych w ramach 1945-1948) po II wojnie światowej, w odradzającej się, po straszliwych  doświadczeniach okupacji,  Rzeczypospolitej. Ich dobór oraz  ujecie tematu jest o tyle szczególne  ponieważ autorami są ludzie młodzi, dopiero wkraczający w dorosłość, ze wszystkimi tego, stanu rzeczy, konsekwencjami. Częstokroć bardzo doświadczonych już przez los, naznaczonych piętnem  wojny i dramatem sześcioletniej okupacji,  trudnymi warunkami życia, wszechobecnym strachem, działalnością w podziemiu niepodległościowym.  Pomimo tej gorzkiej lekcji życia, jest w nich (i jest to charakterystyczne dla wszystkich prezentowanych tu wspomnień) to co tak, cechuje każdą, bez wyjątku,  młodzież: ciekawość świata, ogromny zapał, chęć działania, ambicja, odrobina szaleństwa, pragnienie  zmian, pęd do wiedzy,  marzenia, szczytne ideały…itd.

I właśnie owo zderzenie młodzieńczych pragnień i wizji z brutalną, ponurą, powojenną rzeczywistością , w której giną powoli dawne wartości a prym zaczyna wieść komunistyczna propaganda zaś  władza przechodzi w ręce Polskiej Partii  Robotniczej i jej  przybudówek (wsparta, naturalnie, obecnością „bratniej” Armii Czerwonej i działalnością rodzimego Urzędu Bezpieczeństwa i Milicji  Obywatelskiej) jest najciekawszym, moim zdaniem, elementem tej publikacji.

Starcie tradycyjnych wartość z nowymi,  socjalistycznymi nurtami, katolickiego wychowania z komunistycznym ateizmem, przedwojennej kultury z PPR-owską nowomodną, wyniesionych z konspiracji nadziei z oszukańczym, pojałtańską ładem.

Wszystko to wpływa na to iż młodzi ludzie, początkowo zagubieni, z biegiem czasu muszą odnaleźć się i przystosować (chcąc, nie chcąc) do stworzonej ponad ich głowami  rzeczywistości, z trudem przyswajając sobie zachodzące w ich ojczyźnie zmiany – nie tylko polityczno-ustrojowe.

Jedni z młodzieńczym entuzjazmem i zapałem, wolni od wojennego strachu, dają się porwać nowemu nurtowi życia. Rzucają się w wir nowych możliwości, nauki, pracy, powstających młodzieżowych organizacji czy oferowanych uroków życia, z charakterystyczną dla tego wieku arogancją i lekkomyślnością.  Inni,  szczególnie ci związani z polskimi organizacjami niepodległościowymi jak Armia Krajowa  czy  Narodowe Siły Zbrojne z trudem torują sobie drogę w  naznaczonych czerwonym terrorem  czasach, wybierając dalszą konspirację i podziemną walkę (najczęściej kończącą się dla nich tragicznie) bądź  też starając się trzymać z boku zachodzących, gwałtownie zmian, nadal hołdując własnym przekonaniom.

Jakby jednak nie potoczyły się losy i  życiowe wybory naszych bohaterów,  ich pamiętniki są niesłychanie ciekawym  i unikalnym  świadectwem  dramatycznych, powojennych czasów, ich określonej specyfiki oraz zachodzących w tym czasie  trudnych historycznych- politycznych procesów, które na kilka dekad  określiły nasze miejsce w Europie i Świecie. Prób odbudowania swojego życia, które ukierunkowało tą młodzież (często wyrwaną przez wichry dziejów z rodzinnych miejscowości i wsi) na całe późniejsze życie.

Owe zapisy mają rożną formę. Są dłuższe i  krótsze, dotykają różnej tematyki i rożnych rozdziałów życia. Najcenniejszą ich zaletą jest jednak to, iż są, bez wątpienia,   prawdziwe,  bardzo osobiste  a czasami wręcz intymne, bo z założenia,  przecież, raczej nie przewidziane kiedykolwiek  do druku. Pisane na gorąco, uderzają  szczerością i   kakofonią rozmaitych uczuć.

Wiele w nich aspektów rodzinnych,  skomplikowanych wojennych losów, międzyludzkich relacji (rożnych), pierwszych fascynacji i miłości, targających nimi wątpliwości,  pragnień i niepokojów. Niekiedy dotyczą spraw ważnych, fundamentalnych i ponadczasowych, niekiedy zaś zupełnie zwykłych prozaicznych, codziennych i  niewiele znaczących, które często wypełniają  życie nas wszystkich. Bywa że  czytając zwarte w pamiętnikach informacje,    uświadamiamy sobie, ze zgrozą, iż dla wielu ludzi mogłyby one  skończyć się wizytą Urzędu Bezpieczeństwa,  a dalej więzieniem czy nawet śmiercią.

Prezentowana tu lektura „Wstaje świt. Dzienniki młodych z pierwszych lat powojennych” pod redakcją Aleksandry Janiszewskiej jest bez wątpienia bardzo ciekawa,  pouczająca i nad wyraz potrzebna, zarówno  ze względu na formę  jaki i unikalne treści, które zawiera. Zdecydowanie warta przeczytania, zwłaszcza dla dzisiejszego pokolenia  młodych Polaków,  dla których te wydarzenia są już odległą i mało znaną  historią a dotyczy, przecieżm  ich rówieśników. Naprawdę polecam.