Erik Kessels „Ale Wtopa!”-zapowiedź

„Ale Wtopa!” Erika Kesselsa to zaskakująca i wywrotowa książka o tym, że błędy to zwiastuny sukcesu

Ale wtopa!”, poradnik Erika Kesselsa, niekwestionowanego guru w świecie reklamy, choć określić go tym mianem to zdecydowanie zbyt mało – Kessels to dyrektor kreatywny międzynarodowej agencji reklamowej, ale i prawdziwy artysta, kurator, kolekcjoner, buntownik, istny marketingowy anarchista, projektant i fotograf.  Jego książka o sztuce popełniania błędów to artystyczny poradnik – bogato ilustrowany (ponad 150 zdjęć), pełen anegdot, cytatów i mądrości – a wszystko zgodnie z przesłaniem, że porażki można ponosić z pożytkiem.

Simon Sebag Montefiore „Młody Stalin”.

„Wszyscy młodzi ludzie są tacy sami-powiedział Stalin- po co więc pisać o młodym Stalinie?Mylił się jednak: on zawsze był inny.Młodość miął dramatyczną, awanturniczą i wyjątkową. Kiedy na starość rozmyślał o tajemnicach swoich młodych lat, chyba zmienił zdanie”.

O znakomitym pisarstwie  oraz historycznym dorobku Simona Sebaga Montefiore, uznanego angielskiego historyka i propagatora dziejów, nikogo, kto zetknął się z jego twórczością, zapewne przekonywać nie muszę, zawłaszcza w kontekście jego prac odnoszących się do carskiej („Katarzyna Wielka i Potiomkin”, „Romanowowie”) czy bolszewickiej („Stalin. Dwór czerwonego cara”, Serafima. Pewnej zimowej nocy”) Rosji.

Dziś, mam przed sobą jedną z jego najlepszych książek (przynajmniej, moim zdaniem) zatytułowaną „Młody Stalin.”, opartą na unikalnym i mało znanym materiale archiwalnym, wspartą  licznymi wspomnieniem i relacjami świadków.Lekturę  będącą opowieścią o dzieciństwie, burzliwej młodości oraz rewolucyjnej działalności Josifa Wissarionowicza Dżugaszwiliego, znanego w przyszłości jako  Stalina. Szczególnie, i tu oczywiście położony jest większy nacisk, na jego politycznej karierze, która w konsekwencji doprowadziła i wyniosła tego prowincjonalnego, kaukaskiego działacza na  szczyty komunistycznej  władzy. Całość publikacji  zamyka się w określonych czasowych ramach,  obejmujących okres do lat najmłodszych aż po  rok 1917, kiedy to fala rewolucji, gwałtownie rozlewającej się po imperium carów,  powaliła  mu wypłynąć na naprawdę szerokie wody.  W biografii  przyszłego generalissimusa jest to, bez wapienia, okres najmniej znany, najsłabiej udokumentowany, opisany,  najbardziej tajemniczy a tym samym  posiadający liczne nieścisłości czy wręcz  białe plamy. Ze zdziwieniem, niedowierzaniem  ale i ogromnym podziwem uzmysławiamy  sobie do jak wielu dokumentów udało się dotrzeć autorowi ( i jak tytaniczna musiała być to praca), który w charakterystyczny dla siebie,  pełen kolorytu, sposób  nakreślił fascynujący,  choć bardzo ponury  i okrutny  obraz tamtych czasów  oraz ludzi  (ciekawe życiorysy osób związanych z naszym „niesławnym” bohaterem – szczególne postać jego psychopatycznego przyjaciela Kamo), którzy wyraźnie  odcisnęli na  jego życiu  (i odwrotnie) swoje piętno. Niezwykle interesujący zbiór fotografii, wydatnie wzbogacający treść.

Sam z resztą dyktator  szczętnie ukrywał, tuszował czy  manipulował faktami ze swojej przeszłości  a podległe mu służby specjalne  zadbały już o to (zastraszając świadków, niszcząc rękopisy, przejmując korespondencję, konfiskując literaturę wspomnieniową) aby prawda o jego niezbyt chlubnej przeszłości (nie przystającej zupełnie do radzieckiego modelu „Ojca Narodu”,  nie mówiąc już o podejrzanych kontaktach z carską Ochraną) nigdy nie ujrzały światła dziennego. Na nasze szczęście sporo z tych materiałów zachowało się do naszych czasów…

To co, dla mnie osobiście,  jest najciekawsze w tej publikacji  to niezwykle barwnie i z dużym pietyzmem przedstawiony  świat rosyjskich rewolucjonistów (ze szczególnym uwzględnieniem Kaukazu, choć znajdziemy tu również odniesienia do innych miejsc Rosji i Europy np.Polski ) wpisany w znacznie szersze, polityczno-gospodarczo-kulturowe tło epoki.

Świat, który niewiele miał wspólnego z naszym wyobrażeniem  o pełnym romantyzmu czy  ideologicznych uniesień życiem bojowców, za to  bardziej z brutalnym,  pozbawionym skrupułów  przestępczym półświatkiem w którym na porządku dziennym stały  napady, pobicia, fałszerstwa, kradzieże,  wymuszenia rozbójniczy,  piractwo, porwania dla okupu,   zwykłe zabójstwa czy podyktowane bieżącym partyjnym interesem  skrytobójcze mordy,  przeplatane,  od czasu do czasu,  okresami spędzonymi w carskich więzieniach czy  na dalekich syberyjskich zsyłkach. Książka zaczyna się zresztą od  najgłośniejszego i  najbardziej spektakularnego napadu  na transport pieniędzy, zorganizowanego przez Stalina i jego współpracowników 26 czerwca 1907 w Tyflisie (było wiele ofiar śmiertelnych), który odbił się szerokim echem nie tylko w samej Rosji (co zrozumiałe) ale  i w  krajach Europy zachodniej,  ukazując się na  czołówkach najbardziej poczytnych gazet.

Pisarz duży nacisk kładzie również na ukazanie wątków bardzo osobistych, podejmując  próbę  wnikliwego  sportretowania zarówno  samego Stalina (seminarzysty, poety, przestępcy, pisarza politycznego, rewolucjonisty,  ojca, męża, kochanka itd.) jak i   członków jego rodziny oraz najbliższych przyjaciół i współpracowników. Psychologicznego portretu ukształtowanego przez trudne dzieciństwo,  niepokorną młodość, lata ukrywania się i konspiracyjnej działalności a nade wszystko podporządkowanie leninowskiej idei i wizji świata,   które zważyły  na jego, wielu, późniejszych wyborach i decyzjach.

„Młodość Stalina może i jest zasnuta mgłą, lecz była ona tak samo niezwykła, a nawet bardziej burzliwa niż Lenina i  Trockiego- i przygotowała go (i okaleczyła) do triumfów, tragedii i występków najwyższej władzy.[...] Przedrewolucyjne dokonania i zbrodnie Stalina, były znacznie większe niż zdaje się sądzić”.

 Nie zabraknie w książce  opisów jego licznych związków i relacji z kobietami, niekiedy bardzo złożonych i trudnych,  które na przestrzeni lat przewinęły się przez jego życie

 Książka Simona Sebaga Montefiore  „Młody Stalin”  jest bez wątpienia obowiązkową  pozycją  dla wszystkich pragnących  poszerzyć swoją wiedze o życiorysie Józefa Stalina oraz  historii bolszewickiej rewolucji. Gorąco polecam.

Znakomity serial…

M.Berliński, R.Zulczyk „Federalna Służba Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej”

 „Po upadku ZSRR funkcje policji bezpieczeństwa oraz kontrwywiadu przejęła Federalna Służba Kontrwywiadu, a następnie  Federalna Służba Bezpieczeństwa. Służba ta nadal się rozwija, uzyskując znaczny wpływ na sferę bezpieczeństwa  państwa rosyjskiego. Korzysta ze starych i wypróbowanych form i metod działania. Jej funkcjonariusze niewątpliwie stanowią jedno z najważniejszych narzędzi polityki Kremla[..]”

 To w pełni profesjonalnie  opracowana,  wnikliwa oraz silnie podparta materiałem dowodowym (bardzo bogatym i różnorodnym ) publikacja Marka Berlińskiego i Roberta Zulczyka, ukazująca się w ramach serii „Gry wywiadów”, która dla wszystkich znawców i miłośników problematyki naszego wschodniego sąsiada, zwłaszcza w tym szczególnym ujęciu, stanie się istnym kompendium wiedzy. Pokazuje, z jednej strony, procesy które doprowadziły do przekształcenia się dawnych agend w Federalną Służbą Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej (pamiętajmy iż były one spadkobiercami  tradycji, tak złowrogich i krwawo zapisanych w historii, organizacji jak  WCzK, OGPU, NKWD, NKGB, MGB, KGB), które rozpoczęły  się już u schyłku ery ZSRR  a rozwinęły z pełna mocą (na wielu rozmaitych  płaszczyznach) już w  nowej „putinowslkiej” Rosji.

 „Ugruntowało się przekonanie, że z chwilą rozwiązania KGB radziecki (rosyjski) aparat bezpieczeństwa utracił znacząco swój potencjał, dynamikę i wpływy. Jest to błędna opinia, która nie znajduje potwierdzenia w faktach. W istocie miały miejsca skoordynowane działania polegające nie tylko na zmianie szyldów, ale także  utrzymaniu wartościowych kadr oraz wpływów moskiewskiej Centrali w republikach wybijających się na niepodległość”.

 Z drugiej zaś strony, znajdziemy tu opis tego  jak dziś wygląda struktura tych służb, zakres ich kompetencji,  metodologia działań, strategia, to  czym zajmują się jej poszczególne organy składowe (kontrwywiad wojskowy i  cywilny, służby pograniczne czy jednostki specjalnego przeznaczenia, jak głośny i osławiony specnaz. Ciekawym elementem, wzbogacającym  treść,  są liczne,  zamieszczone w książce dokumenty prawne (uchwały, rozporządzenia, prezydenckie dekrety itd.), które rzucają, nam trochę światła na umiejscowienie tej organizacji w strukturach i organach rosyjskiego państwa.

 Oczywiście,  najbardziej interesująco (przynajmniej moim zdaniem) jawią się w lekturze opisy kilkudziesięciu operacji (nie zawsze zakończonych sukcesem, dodajmy) przeprowadzonych na przestrzeni dwóch ostatnich dekad, które przybliżą nam funkcjonowanie oraz zasięg  owych struktur (zadań, które przed nimi stoją)  oraz krótkie biogramy (niepełne, jak możemy się domyślać) kolejnych szefów organizacji, którzy wywarli określony wpływ na taki a nie inny ich kształt.

 Czy jest to lektura  dla przeciętnego czytelnika, zupełne  niezorientowanego w tej problematyce? Raczej nie. To publikacja wyraźnie skierowana do odbiorców zainteresowanych zagadnieniami rosyjskiej (czy wcześniej radzieckiej) polityki wewnętrznej, zarówno w ujęciu historycznym jak i tym  zupełnie współczesnym, posiadającym już jakąś,  chociaż powierzchowną, wiedze o  tej tematyce. Ze względu na złożoność tematu, duży natłok informacji, skomplikowaną terminologię i nazewnictwo, oraz formę przekazu, jest to okoliczność, która znacznie ułatwi odbiór  treści .

Czytając książkę Marka Berlińskiego i Roberta Zulczyka „Federalna Służba Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej” uzmysławiamy sobie iż  obydwaj autorzy dołożyli, naprawdę, ogromu starań by pokazać działalność FSB,  uzmysłowić jej uprzywilejowaną pozycje (stojącą twardo  na straży  określonego ustroju oraz  formy władzy),  która,  chcemy tego czy nie, nie pozostaje bez wpływu na współczesną Rosję a tym samym na nas wszystkich. Polecam.

 

Stanisława Sowińska „Gorzkie lata”.

To bardzo unikatowe, w swoim wymiarze i treści,  świadectwo polskiej (bardzo prominentnej) komunistki, będące żywym przykładem tego, iż  wprowadzona do naszego kraju  (również przy jej znaczącym udziale) tzw. dyktatura proletariatu  nie oszczędzała nawet swoich największych i najgorliwszych wyznawców. Obrazem tego, jak bezlitosne tryby  stalinowskiego totalitaryzmu (tu, oczywiście, w polskim wydaniu)  po krwawym rozprawieniu się z  polityczną opozycją (PSL) i działającymi jeszcze w podziemiu organizacjami niepodległościowymi, zaczęły rozprawę z prawdziwymi czy wyimaginowanymi wrogami w łonie samej partii komunistycznej (PPR- PZPR) oraz  Ludowym Wojski Polskim.

„Najwybitniejszych działaczy komunistycznych bezpodstawnie oskarżano o to że są renegatami i szpiegami. Niektórych zabijano pokątnie, bez sądu, innych prezentowano światu na pokazowych procesach, na których-umęczeni torturami fizycznymi i psychicznymi- recytowali wyuczone oskarżenia. Nieustannie wzywano do czujności, w imię paranoicznej formuły Stalina o tym, że im dalej postępuje budowa socjalizmu, tym chytrzej działa wróg klasowy”.

 Skomplikowane wektory sowieckiej polityki, konflikt z Jugosławią,  Josipa Broz  Tito, głośna sprawa Noela i Hermana Fieldów, amerykańskich sympatyków lewicy (przybierająca coraz bardziej międzynarodowy charakter) oraz ostra i bezpardonowa walka frakcyjna w samej  polskiej partii, toczona  pomiędzy tzw. grupą krajową, reprezentowaną przez Władysława Gomółkę, Mariana Spychalskiego, Zenona Kliszke  a działaczami przybyłymi z ZSRR jak Bolesław Bierut, Jakub Berman czy  Hilary Minc zaczęły zbierać swoje krwawę żniwo.

Oskarżenie o odchylenie prawicowo- nacjonalistyczne oraz  udział w spisku zapoczątkowało fale licznych aresztowań, których jedną z   pierwszych ofiar stała się właśnie bohaterka tej książki, Stanisława Sowińska „Barbara”,  bliska współpracowniczka, jeszcze z czasów okupacji,  Mariana Spychalskiego. Aresztowana  przez Urząd Bezpieczeństwa w październiku 1949, bez oficjalnie postawionych zarzutów czy  aktu oskarżenia, przez pięć lat uwiezienia miała okazje przekonać się,  na własnej skórze, jak naprawdę wygląda  tak oczekiwana „ludowa sprawiedliwość”…

Książka jest wiernym i bardzo osobistym zapisem tego dramatycznego okresu w jej życiu, w którym  dotychczasowi „towarzysze”  w sposób brutalny i bezceremonialny  zdeptali jej osobistą godność, a co gorszę, wiarę w polityczną ideę, której poświeciła i podporządkowała swoje całe dotychczasowe życie.

„Jakiej Partii właściwie nienawidzę? Partii dnia wczorajszego-Gomółki, Spychalskiego. Kliszki i innych towarzyszy z lat walki, mojej własnej Partii? Sięgam do „najgłębszych pokładów duszy” i nie znajduje w niej nienawiści. A więc partii dnia dzisiejszego-Bieruta, Bermana, Radkiewicza, Różańskiego, Romkowskiego i Fejgina, Światło, Duszy i Leszkowicza… Ale i ta partia, chce czy nie chce, jest moja-innej nie ma”.

Uwięziona pod zupełnie  fikcyjnymi,  specjalnie spreparowanymi zarzutami,  przewożona z miejsca na miejsce, cierpiąc psychiczne i fizyczne tortury,  stała się pionkiem (jednym z wielu, jak się przekonamy) w wielkiej rozgrywce na szczytach ówczesnej władzy .

To bardzo intymny opis ludzkiego dramatu (osobistego, rodzinnego, zawodowego) będącego wyrazem zderzenia się jednostki z ponurym murem totalitaryzmu,  którego nadrzędnym celem jest  uzyskanie, wyraźnie ukierunkowanych  zeznań, potrzebnych  do celów procesowych  czy też obciążających  inne osoby. To obraz zmagań  bohaterki z więzienną i powięzienną rzeczywistością, oficerami śledczymi, funkcjonariuszami więziennymi, własnymi słabością,  nadwątlonym zdrowiem,  próbującą za wszelką cenę udowodnić swoją niewinność. Również, rozmaitych etapów, przez które przechodzi ona podczas więziennego okresu: od początkowego niedowierzania, zwykłego nieporozumienia, poprzez złość, wściekłość, strach, po całkowitą rezygnacje, ciężko okupione załamanie psychiczne (nieudaną próbę samobójczą)  aż po pragnienie zemsty i odwetu  na swoich oprawcach (ciekawy  wątek opisujący zmieniające się postawy funkcjonariuszy aparatu przymusu,  podyktowane jej nieugiętą postawą).

To co najbardziej zainteresowało mnie w tej książce (oprócz, naturalnie,  losów samej bohaterki i zmieniającego się politycznego tła, poza więziennymi  murami, wywierającego  określono wpływ na jej życie)  to z jednej strony, charakterystyka stalinowskich oficerów  i katów (Romana Romkowskiego , Jacek Różańskiego, Anatol Fejgina i innych) z drugiej, wątki zawierające bardzo mało znane (a tu pochodzące z samego źródła, informacje o okupacyjnej działalność Polskiej Partii Robotniczej oraz  Gwardii Ludowej i Armii Ludowej, które nadal skrywają wiele tajemnic i niewyjaśnionych wydarzeń. Po latach, wobec jawnego fałszowania i rozlicznych manipulacji faktami, przez poprzedni, słusznie miniony system, mogą one, choć w szczątkowej formie, ujrzeć światło dzienne.

 Książka Stanisławy Sowińskiej „Gorzkie lata” jest, bez wątpienia,  źródłem, które bardzo wiele wnosi do naszej wiedzy dotyczącej  komunistycznej władzy w Polsce,  tym cenniejszym iż dotyczy  osoby, które wprowadzała, instalowała ów ustrój  a później stała się jego ofiarą. To ponure oblicze PRL-u, które z tej perspektywy rzadko mamy okazje oglądać. Polecam.

M.M.Pena „Lekarze Hitlera. Zbrodnicza medycyna”

„Narodowy socjalizm to nic innego jak biologia stosowana” Rudolf Hess 

Norymberski proces nazistowskich lekarzy, który  toczył się od 9 grudnia 1946 do 20 sierpnia 1947 (oskarżeni zostali o popełnienie zbrodni wojennych i zbrodni przeciw ludzkości oraz o przynależność do SS, jako organizacji przestępczej)  był jedynym z całej serii procesów,  który zakończył się wykonaniem wszystkich, zasądzonych, wyroków śmierci. Wstrząsająca obraz, nie mieszczącego się w żadnych obowiązujących dotychczas moralno –etycznych normach,  wynaturzenia, okrucieństwa i bezwzględnego  oddania wypaczonej,  narodowosocjalistycznej ideologii, sprzeniewierzenie się przysiędze Hipokratesa oraz  zwykłej etyce lekarskiej  odciągnął taki poziom  iż wymiar kary mógł być tylko jeden. Dantejskie sceny rozgrywając się  w Auschwitz,  Dachau, Ravensbrück, Buchenwaldzie czy dziesiątkach innych miejsc zapisały się najczarniejszymi kartami w historii  medycyny, na zawsze kładę się cieniem na obliczu ówczesnej medycyny i  nauki.

Ukazująca się nakładem Wydawnictwa RM książka Manuela Morosa Pena zatytułowana  „Lekarze Hitlera. Zbrodnicza medycyna” ( duży plus za profesjonalne wydanie)  po prostu przeraża i poraża jednocześnie, wymiarem zbrodni, której na niewinnych ludziach, dopuścili się zwyrodnialcy w białych  kitlach  tacy jak  Karl Gebhardt, Ludwig Stumpfegger, Josef Mengele, Sigmund Rascher, Erwin Ding, August Hirt, Nils Eugen Hagen, Carl Clauberg czy Horst Schumann.

Eksterminacja inwalidów i ludzi umysłowo chorych, , dokonywane, bez znieczulenia, transplantacje kości, testowanie na więźniach gazów bojowych, powodowanie otwartych ran i oparzeń płonącym fosforem w celu przetestowania  leków,  zakażanie rozmaitymi zarazkami, tyfusem, gangreną,  dokonywane na żywych organizmach badania z zakresu odporności organizmu na duże wysokości, przeciążenia, ciśnienie, zamrożenie,  przymusowe sterylizacje przy użyciu np. promieniowania rentgenowskiego, szereg doświadczeń genetycznych przeprowadzanych  min. na bliźniakach i wiele innych przerażających ( i najczęściej kończących się śmiercią , bądź ciężkim okaleczeniem ofiar) pseudo-medycznych eksperymentów.

„Ci, którzy zostali wybrani i przywiezieni do bloku 46, wiedzieli że będą się tak musieli pożegnać z życiem. Dlatego też każda osoba  wyznaczona do pójścia  do bloku spodziewała się śmierci – bardzo powolnej i bardzo przerażającej, jak również tortur i odebrania resztek wolności osobistej. W tym stanie psychicznym obiekty doświadczeń  czekały się przez nie dający się przewidzieć czas”.

Świadomość (wprost niewyobrażalna i trudna do zrozumienia)  tego iż wszystkie te potworne zbrodnie popełnili lekarze,  którzy ślubowali ratować i dbać o nasze życie, stawia wiele pytań dotyczących kondycji naszego świata oraz  ludzkości jako takiej. Nie jest to jednak książka jedynie o zbrodniach brunatnego systemu oraz lekarzach zaprzęgniętym  w jego złowrogie, ponure tryby,  chore rasistowskie czy antysemickie teorie (ten wątek z  oczywistych względów przewija się przez całość publikacji,  całe historyczne tło i osobę Adolfa Hitlera)  w imię których  nie cofali się przed żadna potwornością.

 Autor,  wyznaczając obszerne, czasowe ramy, daleko wykraczające poza okres II wojny  światowej czy erę nazizmu,   odniósł się i zapoznał  czytelnika z samą ideą  eugeniki, jej twórcą Francisem Galtonem , ogólnymi założeniami i licznymi propagatorami (jak Alfred Ploetz, założyciela niemieckiego Towarzystwa Higieny Rasowej)  owych teorii,  i nie tylko teorii, jak dowiemy się z treści od których nie były wolne również takie kraje jak Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Japonia czy Związek Radzieck,i choć nigdy ( no może z wyjątkiem Cesarstwa Japonii  i jego  tajnych obozów w  Mandżurii) nie przybrały one tak drastycznych form jak pod rządami Adolfa Hitlera.

Punktuje też i ujawnia  bulwersujące działania państw sprzymierzonych, już po upadki III Rzeszy  a w obliczu zbliżających się zimnowojennych klimatów, mające na celu potajemne wywiezienie,  ukrycie niemieckich lekarzy (wraz z dokumentacją  ich działalności)  oraz zapewnienie im bezpiecznego  i dostatniego życia. Wielu z nich, dzięki temu, uniknęło karzącej ręki sprawiedliwości, nigdy nie odpowiadając za dokonane przez siebie zbrodnie.  

Książka Manuela Morosa Pena „Lekarze Hitlera. Zbrodnicza medycyna” to świadectwo straszliwych czasów w których ideologia i chęć stworzenia dominującej aryjskiej rasy doprowadziły do hekatomby ludności  i niewysłowionych cierpień, stających się   udziałem milionów mieszkańców Europy i Świata. Lekcją z  której  ludzkość powinna wyciągnąć właściwe wnioski. Czy to zrobiła? Śmiem wątpić…

Marco Kloos „Ewakuacja”

„Toczyliśmy wojnę z nowym wrogiem już niemal od pięciu lat i nie potrafiliśmy nawet porozumieć się, jak go określić. Ksenobiolodzy zaproponowali niemożliwy do wymówienia łaciński termin, którego nie stosowano nigdzie poza pracami naukowymi. Piechociarze, znani  za swej prostolinijności, mówili o Dryblasach lub Wielkich Brzydalach.  Chino-Ruscy przez pierwszy rok wojny nie mieli dla  nich nazwy, uważali bowiem, że Wspólnota Północnoamerykańska  snuła bajeczkę, aby ukryć katastrofalne  wyniki terraformowania lub klęski żywiołowe w koloniach, traconych przez nas jedna  po drugiej. [...] Sto trzydzieści tysięcy martwych kolonistów  później ich naukowcy zaczęli wreszcie porównywać notatki z naszymi”.

Druga odsłona futurystycznego cyklu Marco Kloosa, tym razem zatytułowana „ Ewakuacja” i  kolejna, fascynująca wyprawa w targane krwawą, bezpardonową wojną,  galaktyczne przestrzenie w których oprócz wrogiej, bardzo zaawansowanej technologicznie i  ekspansywnej rasy Obcych napotkamy również walczące o własne przetrwane oddziały rosyjsko –chińskie.

Naszym przewodnikiem nadal pozostaje  Andrew Grayson, teraz już zasłużony  i doświadczony w licznych bojach podoficer Korpusu Obronnego Wspólnoty Północnoamerykańskiej, któremu towarzyszymy przez większą część powieści,  obserwując próby pozostania przy życiu w  okrutnej, wojennej rzeczywistość oraz  targające nim trudne decyzje i wybory, zarówno natury zawodowej jak i osobistej.

Prezentowana tu pozycja trzyma solidny poziom części pierwszej (zatytułowanej „Pobór”) nadal  będąc odzwierciedleniem  wszystkich, naprawdę, dobrych cech, tak lubianego, zwłaszcza przez męskich odbiorców,  gatunku  military science fiction.

Mocna, dynamiczna i porządnie skonstruowana. Napisana  w pierwszoosobowej narracji,  językiem prostym, przejrzystym, doskonale dopasowanym i współgrającym  z toczącą się fabułą i akcją. Jest w niej nadal  pewien widoczny uniwersalizm (mogłaby się rozgrywać, przy zachowaniu, naturalnie, określonej stylistyki niemal  w każdej epoce naszych dziejów) przez co powinna  przyciągając znacznie szersze grono czytelników. Również tych, którzy nie zawsze preferują kosmiczne światy czy supernowoczesne wytwory technologii przyszłości,  które w tym akurat przypadku (i chwała autorowi za to)  nie są elementem komplikującym w jakimś stopniu, zrozumienie zawartych w powieści treści  czy wybijającym czytelnika z rytmu.

Mimo, oczywistej, wojskowej stylizacji języka (pojawia się wiele nieznanych określeń i terminów), całość czyta  się bardzo dobrze a jej  wielkim walorem  pozostaje bogactwo opisów i zdarzeń, świetnie scharakteryzowane postacie bohaterów, zarówno głównych jak i pobocznych, doskonale wpisujących się w jej klimat i wojenny koloryt. Niemal słychać echa odległych wybuchów, szum silników, wykrzykiwane rozkazy, jęki rannych i konających czy odgłosy bitewnego zgiełku. Wszystko to pobudza nasza wyobraźnię oraz powoduje iż napięcie utrzymuje się od pierwszej do ostatniej strony. Całość jest spójna, wyrazista i dobrze przemyślana, tchnie sugestywnym  realizmem, plastycznością i dbałością o szczegóły. Solidna porcja, dobrej, literackiej rozrywki.

Książka Marco Kloosa  „Ewakuacja” jest więc pozycją na którą powinniśmy zwrócić uwagę podczas naszych czytelniczych wędrówek po księgarniach i bibliotekach. Jest średnich rozmiarów, zarówno jeśli chodzi o liczbę stron jak i wymiary ogólne oraz zaopatrzona  w miękką okładkę utrzymaną w określonej stylistyce, przedstawiającą żołnierza przyszłości. Z dużą niecierpliwością czekam na kolejny tom. Polecam.

Tim Judah „Czas wojny. Opowieści z Ukrainy”.

Książka jest bardzo aktualnym spojrzeniem  na konflikt na Ukrainie. Co istotne, skupia się nie tylko na najnowszych faktach, ale również na wydarzeniach z przeszłości, które doprowadziły do tego, czego świadkami jesteśmy obecnie”.

 To bez wątpienia jedna z najciekawszych publikacji  dotyczących Ukrainy  i rozgrywającego się tam polityczno –militarnego  konfliktu (kolejnych jego etapów i eskalacji), który mimo prób mediacji, podejmowanych przez społeczność międzynarodową, nieprzerwanie destabilizuje cały region,  wzbudzając uzasadniony niepokój państw sąsiednich. To co jednak wyróżnia tą publikację z szeregu innych, pojawiających się  na naszym wydawniczym rynku, które  podnoszą i  zajmują się tą ważną problematyką (niestety o różnym stopniu merytorycznego przygotowania) jest rzetelność przekazu, obiektywizm, analityczne podejście,   brak pogoni za tanią, medialną sensacją, niesłychanie wnikliwy zmysł obserwacji oraz podparte doświadczeniem oraz  wiedzą  podejściem do tematu. To również  prawdziwa (wymagająca dużego  zaangażowania)  umiejętność docierania do naprawdę ciekawych źródeł informacji, wyciągania  właściwych wniosków, zestawiania ich ze sobą  i to zarówno w kontekście współczesnym jak i historycznym.  To właśnie ów duży nacisk na  historyczny akcent jest elementem,  który towarzyszy nam przez całą lekturę, stając się interesującym spoiwem, mającym bardzo realny wpływ na współczesne wydarzenia, kształtujące  się  poglądy,  opinie i poszczególne procesy decyzyjne.

„W wojnie na Ukrainie nie chodzi o historię, ale bez odwołania się do niej bądź-jak to się mówi – czynienia z niej „oręża” konflikt ów zwyczajnie nie mógłby się rozgrywać”.

Szczególnie uwidocznione jest to w kontekście  wielowiekowych, skomplikowanych relacji z sąsiadami w tym i z Polską (widać iż nasi rodacy cieszą się  sympatią autora i  pewnym podziwem, szczególnie  za brak przejawów skonkretyzowanych tendencji  rewizjonistycznych – sugerowanych, od czasu do czasu, przez rosyjskich czy prorosyjskich polityków), wyraźnej osi podziału społeczeństwa ukraińskiego wyrosłej na stosunku do Stefana Bandery oraz OUN-UPA (dla zachodnich Ukraińców jest narodowym bohaterem, dla zamieszkałych zaś na wschodzie, zdrajcą, ludobójcą i  zbrodniarzem) oraz postawie samej Rosji, która od zawsze umiejętnie rozgrywała  (z widocznym skutkiem)  politykę historyczną, pogłębiając istniejące różnice i rozdźwięki  dla własnych partykularnych interesów oraz   mniej lub bardziej dalekosiężnych celów.

 To wyłaniający się z treści obraz ukraińskiego państwa,  które mimo nominalnie  odzyskanej niepodległości  nie potrafiło  i nie potrafi nadal pozbyć się  parasola  rosyjskiego zwierzchnictwa (dziś, oczywiście,  już w trochę zmienionej formie) i którego  droga do pełnej demokracji życia oraz  integracji europejskiej  będzie długa i  wyboista. Kraju, który w obliczu głębokich politycznych i społecznych podziałów, nawarstwiających  się problemów ekonomicznych, utraty Krym i wojny na wschodzie  stanął na dziejowych rozdrożu, zmuszony podjąć  decyzje, które określą jego pozycje w świecie na  kilka najbliższych dekad. Państwa gdzie przeszłość nadal wyraźnie nakłada  się na teraźniejszość a zmiana, w pierwszej kolejności, nastąpić musi w ludzkich głowach i umysłach co przekłada się bezpośrednio na starcie  dwóch pokoleń (starego, post-sowieckiego  oraz młodego, współczesnego) dwóch światopoglądów i wizji tego jak wyglądać powinna Ukraina w przyszłości.

W swojej podróży od Kijowa po Donbas Tim Judah,  oprócz własnych spostrzeżeń i opinii, oddaje głos  ludziom  o rożnych poglądach politycznych, statusie  społecznym, materialnym, czy stopniu zaangażowania  w  rozgrywający się konflikt. Uzyskujemy dzięki temu zdecydowanie pełniejszy i   bogatszy opis rozgrywających się tu wydarzeń oraz  okazje spojrzenia (niejako od środka) na  dzisiejszą kondycję ukraińskiego narodu. Autor wychodzi przy tym,  dość znacznie,   poza ogólne, znane nam ramy telewizyjnych przekazów czy straszące  krzykliwymi nagłówkami czołówki popularnych  gazet.

Pokazuje i uzmysławia nam  jak  ukraińska rewolucja ( i różne jej formy) wygląda nie tylko w wielkich miejskich aglomeracie ale również na  przysłowiowej „głębokiej prowincji” oraz  to, jak owe wydarzenie są tam odbierane, komentowane i jaki realny czy symboliczny wpływ wywierają na zamieszkujących je obywateli. To niestety również obraz politycznych kłamstw, ideologicznych manipulacji (każdej ze stron), biznesowych powiązań, korupcji i matactw na rożnych szczeblach,  taniej dyplomatycznej frazeologii oraz w szczególności  brutalnej, wstrząsającej  bratobójczej wojny w której nie będzie zwycięzców i zwyciężonych.

Książka zawiera ogromną ilość  naprawdę mało znanych, faktów  i ciekawostek  w tym również tych o charakterze etnicznym, narodowościowym czy religijnym rzadko pojawiaj się w popularnych opracowaniach, mimo iż są,  nierzadko, istotnym elementem całości geopolityki wschodniej.

 „Wybujała fantazja o Noworosji ciągnącej się aż od Basarabii legła w gruzach, a zastąpiła ją ponura rzeczywistość  tlącego się konfliktu, podobnego  jak ten w Naddniestrzu, w Osetii Południowej, Abchazji i w Górskim Karabachu. Z punku widzenia Putina jest to skutek, jeśli nawet nie wspaniały, to w każdym razem pożyteczny, sprzyjający jego zamierzeniom, aby uniemożliwić  Ukrainie stanie się krajem atrakcyjnym, o ustabilizowanej demokracji, który mógłby stanowić wzorzec dla Rosjan, jak i mieć poważne perspektywy członkostwa w NATO i UE”.

 Publikacja Tima Judaha  „Czas wojny. Opowieści z Ukrainy” z racji zawartych treści, podanych w sposób niesłychanie interesujący i obiektywny, a co ważne,  nie ukierunkowany politycznym zamówieniem jest  (moim zdaniem) tym właśnie rodzajem przekazu, którego Polacy potrzebują najbardziej i z którego są w stanie  najwięcej wynieść. Zdecydowanie polecam lekturę.

 

Nieśmiertelny klasyk….