„Yellowstone” – bardzo dobre kino.

Tadeusz Wolsza „Więzienia stalinowskie w Polsce”.

Tadeusz Wolsza  „Więzienia stalinowskie w Polsce”.

„Więzienia stalinowskie w Polsce” to kolejna znakomita publikacja Wydawnictwa RM, wchodząca w skład szerszego cyklu „Sekrety Historii”, której autor  Tadeusz Wolsza  podjął się trudnej próby zmierzenia się z bolesnymi meandrami naszej tragicznej historii najnowszej.

W oparciu o archiwalne dokumenty  Departamentu Więziennictwa i Obozów Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego oraz  licznych relacji i wspomnień ludzi, którzy na własnej skórze miękli okazję przekonać się jak naprawdę wygląda, głoszona przez komunistów, „ludowa  sprawiedliwość”, stworzył wielopłaszczyznowy obraz funkcjonowania stalinowskich miejsc odosobnienia w Polsce. Dotyczyło to zarówno osławianych komunistycznych więzień jak i obozów i ośrodków pracy  przymusowej w latach 1945 – 1956,  które w zamyśle twórców (na wzór radziecki –a jakże) miały odegrać bardzo ważną rolę gospodarczą: kamieniołomy, kopalnie, huty, budownictwo, przemysł drogowy, gospodarstwa rolne itd.

Autor podszedł do zagadnienia  bardzo kompleksowo, ukazując powojenny system penitencjarny przez pryzmat wiele różnych czynników i uwarunkowań: życie codzienne więźniów politycznych, warunki panujące w celach i barakach (ukazane w zależności od miejsc, lokalnej specyfiki czy obowiązujących regulaminów), transport, odżywianie, higiena, paczki, wizyty najbliższych, zachowanie personelu, system kar,  opieka lekarską, pierwsze godziny w celi.

Przebija się w tym z całą brutalnością wstrząsający  opis gehenny jaką  przeszli  i doświadczyli w komunistycznych katowniach, polscy patrioci, częstokroć napiętnowani wyrokami śmierci, miesiącami a bywało że latami nie wiedząc iż kara ta została im zamieniona. Bezmiarem ludzkiego okrucieństwa i wynaturzenia, folgowania najniższym i najbardziej sadystycznym zachciankom, wszechwładną bezkarności katów i oprawców. To nadal słabo znane fakty z działalności polskiego aparatu bezpieczeństwa w okresie powojennym oraz zbrodni dokonanych przeciwko narodowi polskiemu (relacje z tego co działo się w obozach pracy jak np. Jaworznie powoduje iż nadal ciarki przechodzą mi po plecach) nadal są białą plamą, która wymaga zapełnienia.

Tadeusz Wolsza  nie boi się poruszeń tematów kontrowersyjnych i trudnych, nazywając rzeczy po imieniu a zbrodniarzy i stalinowskich oprawców wymieniając z imienia i nazwiska. To nie suche, obojętne, przedstawienie  faktów, lecz pisana z pasją i zaangażowaniem opowieść o dramacie ludzi pierwszej i drugiej konspiracji (oraz tych wszystkich, którzy z takich czy innych powodów nie chcieli się pogodzić z nowym, obcym nam, ustrojem państwa), o zbrodni, wypaczonej ideologii i normalności do której nie ma już powrotu.
 Tragedia przedstawionych postaci jest tu odbiciem losu niemal całego pokolenia polskich patriotów ponoszących straszliwą cenę (w tym również ich rodziny) za przynależność do wszelkich antykomunistycznych organizacji takich jak AK, NSZ, NZW, WiN, czy politycznych partii: PSL czy SN. Szacuje się iż w ten sposób w latach 1945-1956 zamordowano zostało około 5000 polskich patriotów, a około 100 tysięcy skazanych zostało na wieloletnie  wyroki, przechodząc piekło komunistycznych więzień. Ile tysięcy z nich zginęło bez tej parodii sprawiedliwości jak dziś nazywamy tzw. mordy sądowe,  zamordowanych  w ubeckich  „powiatówkach”, leśnych ostępach, ciężko jest nawet oszacować.

Książka  Tadeusz Wolsza  szarpie  naszymi emocjami, zmusza do przemyśleń i naprawdę głębokich refleksji. Przekonuje nas jak  wiele jeszcze jest w naszej  historii białych plam, ponurych tajemnic, niewygodnych pytań, które trzeba zadać i winnych których trzeba osądzić, choć dziś już niekiedy tylko symbolicznie.

Rafał Dębski „Jadowity Miecz”.

Kolejna bardzo udana książka w dorobku Rafała Dębskiego, będąca niejako kontynuacją a już na pewno odwołaniem to jego wcześniejszej powieści zatytułowanej „Kiedy bóg zasypia”,  zwłaszcza  jeśli chodzi, o wymowę, podobieństwo fabuły, klimat i kształt opowieści.  W przeciwieństwie jednak do tamtej lektury  (której akcja rozgrywała się w okresie wczesnego średniowiecza po śmierci Mieszka II) mamy wyraźne czasowe  przesunięcie do czasów doby Bolesława Krzywoustego (10861138),  którego brutalne i niesprawiedliwe  rządy  doprowadziły do bunt możnych  na którego czele staje zasłużony dla monarchii i darzony szacunkiem palatyn Skarbimir Adwaniec. Wojna domowa staje się faktem a wojska każdej ze zwaśnionych stron ścierają się ze sobą na licznych mniejszych lub większych bitewnych polach.

Niestety, jak się wkrótce okaże,  krwawa,  wyniszczająca, bratobójcza walka nie jest najstraszniejszą  rzeczą  przed którą stanąć będzie musiało Królestwo Polskie. Zakrojone na szeroka skalę działania wojenne, liczne przemarsze wojsk, nakładanie coraz to nowych danin i powinności, gwałty,  grabieże a tym samym osłabienie monarszej władzy, poczucia bezpieczeństwa i stabilności  w kraju, powoduje iż po raz kolejny dochodzi do  reakcji pogańskiej i powrotu starych bogów.

Mroczne ostępy  leśne znowu rozbrzmiewają pogańskimi  modlitwami  i nawoływaniem  kapłanów dawnych kultów. Ołtarze spływają krwią ofiar,  a podburzane przez żerców  ludowe masy zaczynają się zbroić i buntować. Ale najgorsze ma dopiero nadejść.  Budzi się pradawne Zło…

Z odległych  bagien i zapomnianych uroczysk  wychodzą demony, wilkołaki , strzygi, gizdry, strzygi i wszelkie inne straszliwe plugastwo z Pasterzem Upiorów na czele… Chaos, pożoga, strach, zniszczenie i śmierć stają się powszechne, nikt już nad niczym nie panuje.

Jedyną nadzieją dla ludzi staje się połączenie sił niedawnych wrogów i wspólne stawienie czoła rodzącej się grozie zniszczenia. No i jest jeszcze tytułowy „Jadowity miecz” Witko Jastrzębca ale poznanie jego tajemnicy pozostawiam już czytelnikowi.

Zaczyna się wciągająca, wielowątkowa opowieść, która powiedzie nas przez drogi i bezdroża wczesnośredniowiecznej słowiańszczyzny, gdzie wśród gęstych borów, jezior i rzek prawda historyczna przeplatać się będzie z literacką fikcją i pradawna magią.

Odpowiedni dobór tych właśnie proporcji (a taki tu występuje) czyni z tej lektury naprawdę bardzo dobrze czytająca się powieść, która przy okazji daje nam możliwości spojrzenia na kilka interesujących aspektów życiu i codziennego funkcjonowania świata (również duchowego) naszych przodków. Świata, który urzeka niezwykłą obrazowością, plastycznością, dbałością o szczegóły i realia epoki, pobudzając nasza wyobraźnie, nadając tej historii specyficznego klimatu i kolorytu. To, moim zbadaniem, bez wątpienia jedna z najmocniejszych stron tej publikacji

Ciężka, tajemnicza i mroczna aura dodatkowa wzmaga nasze odczucia, wciągając gwałtownie i bez znieczulenia w wir niesamowitych wydarzeń.

Polecam i czekam na kolejna książkę Pana Rafała Dębskiego.

 

„Pamiętniki cesarzowej Katarzyny II”.

Postaci Katarzyny II Wielkiej, rosyjskiej cesarzowej nikomu, oczywiście, przedstawiać nie muszę. To pod jej rządami, a były to rządy twardej ręki, państwo wspięło się na wyżyny swoich imperialnych możliwości,  narzucając swoją dominację i hegemonie kolejnym podbitym ziemiom i   narodom. Zwłaszcza my, Polacy, odczuliśmy na własnej skórze bezlitosne ostrze jej ekspansywnej polityki, które w konsekwencji doprowadziło  do upadku naszego niepodległego bytu oraz trzech  rozbiorów (brała udział w każdym z nich, stłumiła też powstanie kościuszkowskie)  wymazując nas na 123 lata z map Europy  i Świata..

Niezwykła inteligencja, szerokie horyzonty, pociąg do wiedzy i nauki a przy tym charyzmatyczność, brutalność, bezwzględność, polityczno-militarne sukcesy oraz  szeroko komentowany seksualny temperament  na zawsze zapewniły jej miejsce wśród najsłynniejszych i najwybitniejszych europejskich władców, zdecydowanie wyróżniających się na tle swoich poprzedników.

Tak więc o carycy Katarzynie II wiemy całkiem sporo za to o urodzonej w Szczecinie Zofii Fryderyce Auguście, księżniczce  anhalckiej, żonie wielkiego księcia a  później rosyjskiego cesarza Piotra III, czyli późniejszej Imperatorowej (po przejściu na prawosławie przyjęła imię Katarzyna)  niewiele lub prawie nic. I być może właśnie dlatego wydane właśnie przez Wydawnictwo  Znak „Pamiętniki cesarzowej Katarzyny II przez nią samą spisane”, dotyczące wczesnego okresu jej życia to  tak fascynująca lektura, która dostarcza nam wielu mało znanych informacji  o Rosji tego czasu. Zarówno tych ciekawych, poruszających jak i   tych niewygodnych, kontrowersyjnych czy pikantnych,  dotyczących  rosyjskich elit

 Właściwie, bardziej adekwatnym określeniem od  pamiętników były by chyba osobiste wspomnienia (obejmują ona lata 1744-1759), gdyż  nie są one, tak naprawdę, zapisem ulotnych, spisywanych gdzieś na gorąco chwil, emocji czy wydarzeń, lecz  tekstami pisanymi z  perspektywy kilkunastu  lat, przez kobietę już dojrzałą, doświadczoną, świadomą swojej pozycji i swoich życiowych wyborów. Odniosłem również wrażenie (choć, być może, jest to jedynie tylko moja subiektywna opinia) iż autorka  stara się   z jednej strony trochę wybielać swoją osobę  a z drugiej przyciemniać obraz opisywanych lat, szczególnie iż już wkrótce  odegra znaczącą  rolę w zamachu stanu, który zakończy się odsunięciem od władzy a potem zamordowaniem jej męża Piotra III.

Jak by jednak nie było, jej zapiski  są fascynującą i barwną  podrożą do XVIII  Rosji,  wspaniałym obrazem  życia ówczesnych arystokratycznych elit,  funkcjonowania cesarskiego dworu carycy Elżbiety Piotrownej, stosunków tam panujących, blasków i cieni wynikających z przynależności do niego,   obowiązującego ceremoniału oraz  całej masy nakazów i zakazów, które warunkowały ówczesne życie. To również opis nieudanego małżeństwa, uzależnienia od innych, własnej słabości, codziennych zmagań o niezależność i własną pozycje wśród ciągłych intryg, sieci   zakulisowych  rozgrywek, walk o wpływy, władze i dbanie o własne interesy.

Nie ma w tych wspomnieniach wielkiej polityki (to jeszcze nie ten etap w życiu naszej bohaterki ) choć naturalnie jej stłumione, mniej lub bardziej słyszalne, echa  docierały do niej i jej otoczenia.

Nie sposób, przy okazji,   nie wspomnieć o  przewijającym się w zapiskach  wątku polskim w osobie Stanisława Augusta Poniatowskiego, przeszłego faworyta Katarzyny II,  kochanka i ostatniego króla Najjaśniejszej Rzeczypospolitej  Obojga Narodów.

Książka „Pamiętniki cesarzowej Katarzyny II przez nią samą spisane”  jest naprawę ciekawą lekturą,  która pozwala nam objąć spojrzeniem  wczesne, mało znane, dzieje jednej  z najważniejszych postaci naszej historii. Gorąco polecam!

 

Vladymir Wolff „Łódź Charona”

„Dawne zbrodnie, jak stare drzewa, rzucają bardzo długie cienie”.

 Tak jak powojenne Niemcy nigdy nie rozliczyły się, należycie, ze swojej hitlerowskiej przeszłości a same procesy denazyfikacyjne okazały się fikcją, tak też po upadku „żelaznej kurtyny” nad wieloma krajami dawnej tzw. Demokracji Ludowej zawisły (i zaczęły straszyć) demony przeszłości. W sposób szczególnie dotkliwy dotknęło to również naszego kraju, gdzie dekomunizacja postępowała bardzo ospale i nieudolnie a przed każdymi wyborami czy ważnymi państwowymi inicjatywami obserwowaliśmy prawdziwy festiwal tajnych, komunistycznych teczek ( z archiwum UB, SB, Informacji Wojskowej, WSW-u czy innych agend), dokumentów i skrzętnie skrywanych przez lata, obciążających, materiałów.

Tym razem stały się one kanwą najnowszej powieści Vladymira Wolffa, zatytułowanej „Łódź Charona” a tytuł, a zwłaszcza odniesienie do greckiego boga umierających i konających, przewożących ludzi na druga stronę Styksu, nie jest przypadkowy… Autor doskonale znany polskiemu czytelnikowi raczej z literatury o charakterze polityczno- militarnym („Północny sztorm”, „Doktryna Wolffa”) czy typowo sensacyjnej („Tropiciel”, „Bractwo Nieśmiertelnych”) tym razem pokusił się o stworzenie dobrego, barwnego, kryminału, który znakomicie wpisuje się w ramy gatunku. Mamy więc serię tajemniczych, makabrycznych zgonów, połączonych (jak się wkrótce okaże ) mroczną zagadką z przeszłości, styranego życiem i bagażem życiowych doświadczeń Komisarza Pawła Tomczyka, plątaninę dziwnych okoliczności zdarzeń oraz skomplikowane policyjne śledztwo, które wraz z rozwojem fabuły krok po kroku przybliża nas do przerażającej prawdy.

Zamierzchłe wydarzenie z przeszłości przeplatać się będą z teraźniejszością, wpływając na tok rozgrywających się wydarzeń i losy głównych bohaterów.

Nie zabraknie tajemnic, kłamstw, manipulacji, zdrad, chciwości, namiętności, dramatycznych decyzji  i trudnych życiowych wyborów, które staną się udziałem postaci, czyli tych wszystkich elementów, które tak bardzo lubimy i cenimy sobie w dobrej literaturze tego gatunku. Pisarzowi udało się stworzyć niepowtarzalny, miejscami ciężkawy i niemal dotykalny, przesycony grozą, klimat, który działa na wyobraźnie i dodatkowo  potęguje nasze odczucia. Podparty dodatkowo licznymi, urealniającymi przedstawione w powieści zdarzenia,  odniesieniami  zarówno do historii Prl-u jak i aktualnej sytuacji w Polsce oraz dobrą znajomością funkcjonowania służb specjalnych (zwłaszcza dawnych) i policyjnych struktur.

„Łódź Charona” Vladimira Wolffa to bez wątpienia świetnie napisana, sugestywna, niebanalna historia, gdzieś z pogranicza fikcji i rzeczywistości, która  dostarczy nam sporą dawkę naprawdę interesującej literacko-kryminalnej rozrywki. Polecam.

 

 

Ludmiła Pawliczenko „Pani śmierć”.

Po raz kolejny wydawnictwo RM oddaje w nasze ręce  publikację traktującą o mniej znanych aspektach II wojny światowej. Tym razem,  pochylimy  się  nad tematyką dotyczącą strzelców wyborowych (funkcjonujących na wszystkich, niemal,  frontach tego straszliwego konfliktu)  na przykładzie biografii  najsłynniejszej radzieckiej snajperki II wojny światowej Ludmiły Pawliczenko, mającej na swoim koncie 309 zlikwidowanych żołnierzy i oficerów przeciwnika .

W ostatnich latach ukazało się kilka naprawdę dobrych, historycznych pozycji przybliżających nam sylwetki  i życiorysy  tych szczególnych żołnierzy oraz metodologie ich walki (by wymienić Fina  Simo Hayha, zwanego „Białą śmiercią”- 543 potwierdzonych trafień czy utrwalonego w obrazie Jeana-Jacquesa Annauda „Wróg u bram” Wasilija Zajcewa )  i ta publikacja doskonale wpisuje się w ten trend.

Tym razem będzie to jednak biografia kobiety,  która stała się dla żołnierzy Armii Czerwonej i sowieckiego społeczeństwa prawdziwym  (zręcznie, zresztą, wykorzystywanym propagandowo) symbolem niezłomności i bohaterstwa a  swoją legendę wykuwała podczas ciężkich  walk w obroni Odessy i Sewastopola

W lekturze mamy do czynienia z niezwykle naturalistycznym obrazem wojny totalnej w której, ponury i brutalny frontowy realizm, staje się elementem, który na zawsze odciska na jednostce swoje  straszliwe piętno: trudy codziennej wojennej egzystencji, wszechobecność śmierci, nieustające zagrożenie, strach, ból, zmęczenie, dramatyczne moralne i życiowe wybory

W książce, oprócz bardzo realistycznych, pełnych okrucieństwa i przemocy opisów toczonych na froncie wschodnim  walk, duży nacisk położony jest właśnie na ów ważny, psychologiczny aspekt wojny. Szczególnie uwidocznione jest to we fragmentach wspomnień dotyczących śmierci najbliższych, naszej bohaterki ( w tym  męża) kolegów i towarzyszy walki, które w pewniej mierze pozwalają nam poznać jak dalece owe straszne przeżycia pustoszą ludzką psychikę  i jak ciężko (o ile to w ogóle możliwe ) się od nich uwolnić..

Dramatyczna historia Ludmiła  Pawliczenko jest w pewnym stopniu odbiciem losów tysięcy młodych ludzi w których życie tak gwałtownie  i brutalnie wkroczyła wojna,  burząc na swej drodze wszystko  i na zawsze zmieniając losy pokolenia.

Często też bywa tak iż nie wiemy jak dalej potoczyły się ich życiorysy już po zakończeniu aktywnej służby na pierwszej lini frontu.

I to ten właśnie, unikalny, fragment  wspomnień  Ludmiły Pawliczenko jawi się w tej lekturze naprawdę interesująco. Chodzi min. o objazdową  podróż  naszej bohaterki  po miastach Stanów Zjednoczonych (wizyta w Białym Domu, spotkanie z prezydentem, amerykańskimi notablami czy przedstawicielami związków zawodowych i organizacji studenckich) mająca na celu uzyskanie poparcia i sympatii amerykańskiego społeczeństwa  dla czynu zbrojnego Związku Radzieckiego oraz zbieranie funduszy na cele wojenne.

Owo zderzenie ze sobą dwóch jakże odmiennych  i zupełnie przeciwstawnych sobie światów, politycznych ustrojów, społeczeństw czy światopoglądów  jest zdecydowanie jednym z najciekawszych elementów lektury. Szczególni w kontekście relacji łączącej młodą Rosjankę (posiada ona doskonały zmysł obserwacji ) z Pierwszą Damą Ameryki Eleonorą Roosevelt wiele wnoszącą do naszej wiedzy o tamtych trudnych, dynamicznych czasach,  wizerunku i pozycji Stanów Zjednoczonych na arenie międzynarodowej oraz tego jak kraj ten postrzegał rozgrywający się na kontynencie europejskim krwawy konflikt zbrojny.

Książka „Pani śmierć” jest pozycją, która z całą pewności warta jest poznania gdyż łączy ze sobą zarówno wojenne jak i poza wojenne wątki czy przemyślenia,  dzięki czemu przedstawiany obraz wydarzeń jest znacznie pełniejszy i bardziej do nas przemawia. To naprawdę znakomita, pełna nowych, częstokroć zupełnie  nieznanych nam faktów, książka dla wszystkich tych, którzy w o historii najnowszej chcą wiedzieć zdecydowanie więcej niż przeciętni odbiorcy. Polecam.

„Byłam sekretarką Rumkowskiego”.

Chaim Mordechaj  Rumkowski,  Przełożony (Prezes) Starszeństwa Żydów w Łodzi (od kwietnia 1940 roku aż  do likwidacji getta w końcu sierpnia 1944 roku) jest zdecydowanie postacią, która wymyka się jednostronnym ocenom i stereotypom. I to  zarówno w świetle  mu współczesnych jak i historyków czy publicystów  następnych pokoleń,  próbujących  zmierzyć się z tą trudną problematyką. Jego kontrowersyjna działalność  w okresie straszliwej hitlerowskiej okupacji oraz nagromadzenie niewyjaśnionych wątków z jego życiorysu, po dziś dzień, spędza sen z powiek wszystkim badaczom zajmujących się  tematyką Holocaustu.

Kim wiec tak naprawę był niekwestionowany przywódca łódzkiego getta (drugiego co do wielkości, po warszawskim, ośrodku odosobnienia Żydów)? Wyrachowanym kolaborantem czy żydowskim patriotą? Zdrajcą własnego narodu czy jego jedyną nadzieją  na ocalenie? Sprytnym, chciwym, manipulatorem czy człowiekiem ogarniętym wizją przetrwania jak największej ilości swoich pobratymców?

W  przeciwieństwie do warszawskiego getta, gdzie wszelkie decyzje Rada Żydowska podejmowała kolegialnie, Chaim Rumowski rządził samodzielnie a jego polecenia były nieodwołalne i wprowadzane  z całą surowością (stąd też przydomki „Cesarz” czy „żydowski król”). Jego śmierć w obozie  koncentracyjnym  Auschwitz w 1944 roku spowodowała iż motywy podejmowanych przez niego decyzji, przyświecające mu cele i zmierzenia nadal pozostają  w sferze domysłów i spekulacji. Również ta najstraszniejsza, która na zawsze związała się z jego nazwiskiem, dotycząca wysłania do obozów koncentracyjnych tysięcy dzieci i osób starszych, podkreślona  w  jego najgłośniejszym przemówieniu z 4 września 1942 roku „Oddajcie mi swoje dzieci”.

Historia nie znosi jednak próżni  i dziś z licznych  relacji i  wspomnień ocalonych, historycznych badań czy  archiwalnych kwerend nasza wiedza o historii łódzkiego getta i osobie samego  Prezesa jest znacznie większa i lepiej udokumentowana. Ogromny wkład w cały ten proces ma prezentowana tutaj książka . zatytułowana „Byłam sekretarką Rumkowskiego. Dzienniki Etki Daum” pod redakcja Elżbiety Cherezińskiej,  ze znakomicie napisaną i wiele wnoszącej do naszej wiedzy przedmową Szewacha Weissa.

To wstrząsające świadectwo osobistej sekretarki Chaima Rukmowskiego  Etki Daum, oparte na jej zaginionych podczas wojennej zawieruchy, a odtworzonych po wojnie, dziennikach. Znaczne przybliżają nas one do prawdy o  wydarzeń rozgrywających się  w murach łódzkiego getta, obowiązujących tam realiach  a zwłaszcza osoby  Przywódcy. Od maja 1940 roku aż do upadku  tzw. Litzmannstadtu, znajdowała się w miejscu w którym zbiegały się  wszystkie najważniejsze nici życia i funkcjonowania żydowskiej społeczności.  I to właśnie dlatego  jej relacja jest tak bogata, tak przerażająco wiarygodna, wstrząsająca i tak strasznie ważna.

To szarpiący emocjami obraz czteroletnich zmagań  o przetrwanie żydowskiego narodu, wśród codziennej niepewności losu, obezwładniającego strachu, okrucieństwa okupanta, ludzkiego wynaturzenia, głodu, zimna, chorób, wywózek, przesiedleń, wyniszczającej pracy ponad siły (w myśl forsowanej przez  Chaima Rumkowskiego doktryny „iż tylko praca nas ocali”) i wszechobecność śmierci.

To  historia  skomplikowanych relacji  miedzy hitlerowską administracją a jej  żydowskimi odpowiednikami (Prezesowi udało się przekonać niemieckie  władze o przydatności znajdujących się na jego terenie zakładów produkcyjnych dla gospodarki i  wysiłku zbrojnego III Rzeszy) oraz tych w łonie samej, zróżnicowanej, na różnych polach, żydowskiej społeczności i jej rozmaitych struktur. Bardzo ciekawy i poruszający w swej brutalnej wymowie wątek dotyczy również rozmaitych zachowań jednostek w sytuacjach  całkowicie skrajnych i ekstremalnych. Gorąco polecam.

J.R.R. Tolkien „Hobbit.Czyli tam i z powrotem”.

Czasami w natłoku poważnej literatury, historycznej czy literatury faktu, która przetłacza nas podejmowaną problematyką (bywa iż bardzo trudną i bolesną), szarpie i porusza naszymi emocjami, mamy ochotę oderwać się na chwile i popuścić wodze swojej wyobraźni. Pozwolić naszym zmysłom, choć na chwile, poszybować z dala od rzeczywistości i zagłębić się w fascynujący świat wielkiej magii, bohaterskich herosów, szalonych władców, okrutnych potworów, tajemniczych istot i niespotykanych zjawisk.

 Wszystko to (oraz znacznie więcej), bez problemów,   znajdziemy w powieści J.R.R. Tolkiena  zatytułowanej„Hobbit”.  To jedna z tych nielicznych pozycji  o niekwestionowanym statusie, której nie trzeba specjalnie reklamować ani skłaniać nikogo do przeczytania. To klasa sama w sobie, arcydzieło gatunku i niedościgniony wzorzec dla ogromnej rzeszy naśladowców, kontynuatorów i fanów fantasy na całym świecie. Jej niewątpliwym fenomenem jest uniwersalizm i ponadczasowość, dzięki czemu niezmiennie trafia, od lat, do szerokiego grona odbiorców, bez względu na wiek,  pleć, zainteresowania czy szereg innych czynników. Sam jestem tego najlepszym przykładem…
 Po raz pierwszy miałem z powieścią  kontakt jako nastolatek w szkole średniej i dziś, sięgając po nią  po raz kolejny (jako człowiek już dojrzały,) nie mogę wyjść z podziwu jak zawarte w niej treści wciąż mnie poruszają, działają na wyobrażenie i  odkrywają ( po raz drugi) pokłady skrywanych emocji. Ta historia, która wciąż do mnie przemawia, zmusza do myślenia,  fascynuje, wzrusza, śmieszy i pobudza ciekawość. Mimo upływu lat (a może właśnie dzięki temu) nadal urzeka mnie sposób a zwłaszcza rozmach z jakim autor wykreował krainę Śródziemia z całą  plastycznością, wielobarwnością   i drobiazgowością  świata przedstawionego, gamą  niezwykłych postaci, ras i miejsc, unikalnym, przepełnionym magią klimatem.

 Wszystkie te elementy składają się na znakomicie napisaną (duża tu zasługa sprawnie prowadzanej narracji oraz bardzo sugestywnych opisów), rozbudowaną, iście epicką opowieść o odwiecznej walce Dobra ze Złem w której tytułowy bohater, niewielkiego wzrostu niziołek Bilbo Baggins urasta, niemal, do rangi symbolu. Przepełnionej emocjami historii, która wciąga i pochłania nas bez reszty, trzymając za przysłowiowe „gardło”, niemal od pierwszej do ostatniej strony. Nic więc dziwnego iż trafiła w końcu na kinowe ekrany (po wielkim sukcesie trylogii „Władca pierścieni” w reż. Petera Jacksona) dając większej ilości odbiorców możliwość uczestniczenia we wspaniałej, obfitującej w liczne niebezpieczeństwa i zwroty akcji wyprawie Thorina Dębowej Tarczy i jego kompani.

Opisując tą pozycje nie sposób pominąć bardzo dobrej, iście profesjonalnej oprawy edytorskiej (duży ukłon w stronę Wydawnictwa Zysk i S-ka): porządna twarda oprawa,  dobra jakość papieru i druku oraz  czytelna czcionka, która pozwoli lekturze pozostać z nami naprawdę długo.

 Dorobek autorski, w którym prezentowana tu powieść „Hobbit, czyli tam i z powrotem” zajmuje ważne miejsce oraz niesamowity literacki kunszt ”  J.R.R. Tolkiena stał się wyznacznikiem gatunku, który wciąż cieszy się niesłabnącą popularnością  przyciągając coraz to nowe pokolenia czytelników.
Czy pisarz może marzyć o czymś więcej…

Gorąco polecam.

 

 

Ben Judah „Nowi Londyńczycy”

„Urodziłem się w Londynie, ale nie poznaję tego miasta. Nie wiem czy kocham ten nowy Londyn, czy raczej mnie przeraża: to miasto, w którym co najmniej 55% mieszkańców nie jest Brytyjczykami, prawie 40% urodziło się za granicą a tysiące żyją tu nielegalnie. Nie mam pojęcia, kim są ci nowi londyńczycy. A nawet czym naprawdę jest ich Londyn”.

Powroty bywają trudne, zwłaszcza wtedy gdy wyidealizowany, pieczołowicie i nostalgiczne przechowywany w pamięci obraz ukochanego miejsca, tak dramatycznie rożni się od tego co zastajemy. Doświadczył tego na własnej skórze Ben Judah, brytyjski reporter i korespondent wojenny, który  powraca do swojego miasta, Londynu.
Londynu dzieciństwa, Londynu młodości, miasta pełnego znajomych miejsc, zapachów smaków, wspomnień, unikalnego klimaty i charakterystycznego, wyspiarskiego kolorytu. Londynu, którego już nie ma, którego autor nie poznaje, nie rozumnie i nie akceptuje, który powoduje niesmak a czasami po prostu przeraża. Metropolii, która ze stolicy brytyjskiego imperium stało się centrum światowej emigracji w jej wszystkich odcieniach i barwach. Globalną kulturowo –społeczną mozaiką, rozbrzmiewającą dziesiątkami języków, zwyczajów i religii: Europejczycy (zwłaszcza ze wschodnich regionów) Muzułmanie, Hindusi, Afrykanie i Azjaci. Prawdziwy, wymieszany na wszelkie możliwe sposoby tygiel narodów: Rosjanie, Litwini, Polacy, Bułgarzy, Rumuni, Turcy, Pakistańczycy, Afgańczycy, Jamajczycy, Somalijczycy, Nigeryjczycy, Bengalczycy, Filipińczycy i wielu, wielu innych…
Autor z właściwą sobie dociekliwością, reporterskim zacięciem oraz zawodowym zaangażowaniem, próbuje przeniknąć ów świat (dosłownie i w przenośni), przyjrzeć mu się do środka, zrozumieć i spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie. Kim są nowi Londyńczycy? Bo że nimi są, jest już faktem bezspornym.
Swoją relacje rozpoczyna od Dworca Autobusowego Victoria, gdzie każdego dnia przybywają kolejne fale imigrantów szukających w Wielkiej Brytanii nowego, lepszego życia. Nowego początku, nowego startu, spełnienia swoich marzeń i planów, ucieczki od przeszłości. Tu zaczyna się ich podroż, która dla jednych skończy się osiągnięciem zamierzonych celów, stabilizacją i dobrobytem , dla innych zaś bezdomnością, wyzyskiem, frustracją , alkoholizmem, narkomanią a w skrajnych przypadkach przemocą,  prostytucją a bywa że i śmiercią. Nocuje wśród bezdomnych i w slumsach najgorzej opłacanych robotnikach najemnych, spędza czas z włóczęgami, żebrakami, ulicznymi handlarzami i przestępcami. Słucha ich opowieści, wspomnień, opisów rzeczywistości (czasami zupełnie porażającej, wstrząsającej, o której nie mamy pojęcia) składających się w jedną prawdę o współczesnych mieszkańcach Londynu.
To przesycona najróżniejszymi emocjami (również tymi skrajnymi) opowieść o trudnej egzystencji w cieniu wielkiego, angielskiego miasta i rożnych odsłonach „brytyjskiego snu”. Bardzo ciekawy wątek dotyczący naszych rodaków, ale, oczywiście, szczegółów nie chce zdradzać…
To również historia o rdzennych, białych Londyńczykach, którzy stopniowo wypierani są ze swoich dawnych dzielnic, ulic, domów, kościołów, pubów, sklepów i boisk piłki nożnej. Również o konsekwencji lansowanej przez państwowe władze polityki „otwartych drzwi” i multikulti.
Publikacja nie jest z pewności lekturą łatwa i przyjemną, bo i taka być nie może a nawet nie powinna. Opisane tu historie nie są proste, często za to naznaczone traumą dramatycznych przeżyć, tragicznych rozczarowań, błędów, biedy i prawdziwej ludzkiej krzywdy.
Nie jest to również lektura, która zwraca uwagę na polityczną poprawność czy tanią sensację i to właśnie w pisarstwie Bena Judaha cenie sobie najbardziej. Otwiera nam oczy na szereg przedstawionych w treści problemów i zjawisk , otwiera je również, jak sądzę, Brytyjczykom, którzy codziennie mijają na swojej drodze rzesze pracujących czy koczujących emigrantów. I to jest chyba najważniejsze przesłanie tej książki. Bo to, czy zgadzamy się z opiniami i poglądami dziennikarza to już zupełnie inna sprawa…
Mimo iż autor co jakiś czas powołuje się na statystyki czy dane liczbowe książka jest przede wszystkim bardzo osobistą relacją i subiektywnym spojrzeniem ma konkretne fakty, wydarzenia czy osoby i tak też, moim zdaniem, powinna zostać odczytana. Naprawdę dobra, rzeczowa, szalenie interesująca i solidna reporterska robota. Gorąco polecam.