Dmitry Glukhovsky’ „Outpost”.

„I właśnie dziś przychodzi. Wyłania się z mgły. Przyniesie zbawienie czy zagładę? Odkupienie czy potępienie?” 

Bardzo lubię w swoich literackich podróżach,  co jakiś czas, powracać do twórczości  Dmitryja Glukhovsky’ego oraz samego  projektu Uniwersum METRO w jego różnych (również polskich)  odsłonach. Zagłębić się w wizje postapokaliptycznego  świata, który zaczął żyć już ( i chyba dobrze) własnym  życiem, powielanym w wielu różnych  miejscach, formach i konfiguracjach, trzymających się, oczywiście, mniej lub bardziej, głównego kanonu cyklu.

Z czasem  odniosłem wrażenie iż dla części twórców  zamknięta w tunelach metra przestrzeń wydaje się już zbyt mała i  ograniczona, więc, stopniowo, zaczęli przenosić fabułę i akcję swoich  powieści  ku powierzchni z zachowaniem, naturalnie, określonych schematów i ram. Wyszli poza przytłaczające, ciemne, duszne i mroczne tunele  ku  skażonej radioaktywnie  powierzchni, co spowodowało niemal nieograniczone (chyba że jedynie przez wyobraźnie i talenty autorów) możliwości budowania i kształtowania świata przedstawionego .

W  końcu odpowiedzi doczekaliśmy się również od samego  pomysłodawcy  i twórcy projektu Metro  Dmitryja Glukhovsky’ego i ową odpowiedź trzymamy właśnie w swoich rękach w postaci powieści „Outpost”.

To historia,  która z całą pewnością zadowoli czytelników  lubiących futurystyczne  klimaty i wyniszczoną powojenną scenerię  i choć całość rozgrywa się  już na powierzchni to posiada bardzo podobny,   przesycony niepokojem, grozą i strachem  klimat,  znany nam z wcześniejszych powieści tego autora. Jest to już jednak zupełnie inna opowieść z własną charakterystyką, motoryką zdarzeń i własnym przesłaniem, niezbyt pozytywnym , niestety.

Placówka  w Jarosławiu,  oddalony o 250 km od Moskwy ostatni przyczółek starej, przedapokaliptycznej  Rosji, strzegący  przeprawy przez  otuloną, teraz,  trującymi wyziewami  Wołgę,  za którą niczego i nikogo żywego już nie ma. Tak  przynajmniej wszyscy (przez lata) sądzili, aż do momentu gdy na moście  pojawił się ktoś z tamtego brzegu…Stanie się  to, jak możemy się domyśleć,  punktem zwrotnym oraz kołem napędowym wydarzeń, które rozegrają się na tym zapomnianym przez Boga rosyjskim krańcu ziemi i  będzie miało  brzemienne skutki dla jego mieszkańców. A to właśnie oni, ich postawy, wzajemne relacje oraz  sposoby w jakich odnajdują się i radzą sobie w tej  strasznej rzeczywistości są najważniejszymi  i najciekawszymi ( przynajmniej moim zdaniem) elementami lektury. Staną się  naszymi przewodnikiem po tym przerażającym i wynaturzonym świecie i to ich emocje, tęsknoty, nadzieje czy złudzenia udzielą się nam wszystkim. Szczególnie wyraziste i przemawiające do czytelnika są  kreacje głównych  bohaterów lektury (doświadczonego dowódcy Pałkana,  jego przybranego syna Jegora i młodziutkiej, zagubionej, Michelle), których oczami  widzimy   rozgrywającą się na łamach powieści dramat. Owo zderzenie dwóch pokoleń, dwóch sposobów na życie,  dwóch spojrzeń na świat  oraz sposób na to  jak w nim przetrwać jest  z naszego  punktu widzenia bardzo interesujące. 

Fabuła i akcja  powieści toczyć się będzie wielotorowo i znajdziemy w niej wiele, rozmaitych, odniesień do innych, dawniejszych, wydarzeń   dotyczących zarówno  poszczególnych postaci jak i   szerszego spojrzenie na kataklizm i próby odrodzenia moskiewskiego państwa.

„Outpost” Dmitryja Glukhovsky’ego będzie  lekturaą, która zapewni nam wiele niezapomnianych wrażeń oraz literackiej rozrywki na naprawdę wysokim poziomie. Polecam. 

Jacek Komuda „Zawisza. Czarne krzyże”

Największe legendy spisane są krwią.

Najsłynniejszy polski rycerz, którego imię żyje do dziś: Zawisza Czarny.

Człowiek, którego słowo znaczyło więcej niż prawo”.


Postać Zawiszy Czarnego z Grabowa, herbu Sulima jest, bez wątpienia, jedną z najbardziej znanych  i rozpoznawalnych postaci w polskiej historii a wykreowany przez niego etos polskiego rycerza na zawsze stał się symbolem odwagi, honoru i wszelkich rycerskich cnót. Na trwale też zagościł (i bardzo słusznie)  w naszej kulturze,  literaturze  i kinematografii,   przyciągając swoją piękną legendą kolejne rzesze badaczy, popularyzatorów historii, pisarzy czy  filmowców,  co jakiś czas, w takiej czy innej formie (ciekawa kreacja w „Trylogii Husyckiej”, Andrzeja Sapkowskiego”), goszcząc w naszych domach.

Tym razem dzieje sia tak za sprawą Jacka Komudy i jego książki, zatytułowanej „Zawisza Czarny. Czarne Krzyże ” i,  mówiąc szczerze, bardzo się cieszę iż to właśnie ten autor  postanowił zmierzyć się z tak spiżowa postacią naszych dziejów. Niezłomny i niestrudzony piewca naszej historii narodowej, jak nikt inny potrafi połączyć literacką  fikcję z prawdziwymi wydarzeniami opisywanej epoki i tak też jest tym razem.

Postać Zawiszy Czarnego jest, oczywiście,  wątkiem wiodącym (obserwujemy jego burzliwe losy na płaszczyźnie rycerskiej, dyplomatycznej jak i bardzo osobistej), który, jest jednak,  bardzo  umiejętnie i z dużym znawstwem wpleciony  w realia i klimat, ówczesnej,  średniowiecznej, Europy.

Wspaniale odmalowany przez  Jacka Komudę fascynujący kawałek naszej dawnej  historii, doskonale trafia do czytelnika dzięki literackiemu kunsztowi, przystępności języka  i świetnej narracji, która powoduje iż lektura  nas  nie nuży. Autor, z jednej strony,  czarując słowem, z drugiej umiejętnie podsycając napięcie  wiedzie nas wśród meandrów wielkiej i małej polityki, wybujałych ambicji władców, wodzów i zasnutych pożogą, naznaczonych wojną ziem. Wśród rycerskiego przeznaczenia,  które dla niektórych z opisywanych postaci  dopełni się na polach Grunwaldu w 1410 roku. Duży ukłon za  niesłychanie sugestywne oddanie  tej wielkiej średniowiecznej batalii.

Ciekawe są również wspomnienia jego młodszego brata Zawiszy Czarnego, Piotra, który rzuca trochę nowego światła na życie  i młodzieńcze  losy  naszego bohatera, dzięki czemu znacznie zyskuje on na wielowymiarowości,  choć szczegółów, z oczywistych powodów, nie chce zdradzać 
Reasumując. Kolejna bardzo dobrze napisana, historyczno- przygodowa, powieść w dorobku tego pisarza. Duży plus za okładkę. Gorąco polecam lekturę.

Marka A. Koprowski „Rzeźnicy z OUN-UPA” 

„Bandera, Szeptycki i ludobójstwo Polaków”.

Znakomity polski pisarz i popularyzator historii  Marek A. Koprowski po raz kolejny mierzy się z jednym z najtragiczniejszych  fragmentów  historii najnowszej,  związanym z dramatem naszych rodaków rozgrywającym  się  na Ukrainie w okresie II wojny światowej, ze szczególnym uwzględnieniem  rzezi  wołyńskiej  1943 roku. To również bezpośrednia kontynuacja poprzedniej publikacji autora, zatytułowanej „Narodziny ukraińskiego nacjonalizmu” ogniskująca się  na dwóch najważniejszych postaciach tego politycznego nurtu: przywódcy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów  (OUN) Stefanie  Banderze  oraz   zwierzchniku cerkwi prawosławnej,  metropolicie   Andreju Szeptyckim.

To w ich działaniach (rozgrywających na kilku płaszczyznach) i w ich  życiorysach odbita jest, niczym w popękanym  lustrze,  problematyka ukraińskiego nacjonalizmu na różnych  etapach  jego  istnienia i funkcjonowania w okresie  wojny oraz sowiecko- -niemieckiej okupacji.  I to też na nich (mimo dzielących ich różnic, metod i  sposobie myślenia o niepodległości państwowej)  spada odpowiedzialność, zarówno  bezpośrednia jak i pośrednia, za straszliwe zbrodnie dokonane  na  ludności dawnych Kresów.

Marek A. Koprowski przyzwyczaił nas już do tego (i tak jest również, naturalnie, w tym przypadku) iż omawianą tematykę prezentuje w sposób bardzo merytoryczny, wpisany w  lokalne uwarunkowania oraz szersze historyczne tło epoki.

W tej odsłonie w oparciu o liczny materiał dokumentalny,  wsparty wspomnieniami i świadectwami osób, skupia się na działalności  Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów oraz jej zbrojnego ramienia  Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA)  prezentując  idee, które sobie stawiała ta  organizacja  i sposoby, którymi próbowała wdrażać je w życie, skutkujące później,  masowym, usankcjonowanym przez partyjnych liderów, w tym Stepana Banderę, ludobójstwem ludności polskiej (i nie tylko polskiej-okrutne pogromy żydowskie)  na  Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Powrócą więc ponure echa krwawych mordów dokonanych na naszych rodakach na Wschodzie,  które na zawsze położą się cieniem na stosunkach polsko- ukraińskich, rezonując, w mniejszym lub większym stopniu, do dnia dzisiejszego.

W podobnym duchu odnosi się pisarz do postaw  hierarchów i duchowieństwa  prawosławnego,  będących, niekiedy, elementem  odpowiedzialnym za zaognienie stosunków narodowo- społecznych na podległych im terenach oraz  eskalację działań zbrojnych wymierzonych  w mieszkańców tych ziem.

 Całość zagadnienia  ukazane jest, naturalnie, w  szerokim kontekście  skomplikowanych stosunków tego czasu: politycznych, etnicznych, narodowych, społecznych, wojskowych, ekonomicznych i innych.

Bogaty materiał źródłowy (wzbogacony unikalnymi zdjęciami)  oraz dostęp do nowych dokumentów i akt, powoduje iż  na wiele wydawałoby się znanych faktów rzuca  autor zupełnie nowe światło. Dodatkowym atutem  tej publikacji (ukłon w stronę Wydawnictwa) jest jej naprawdę bardzo dobre wydanie książki:  porządna twarda oprawa, bardzo dobra jakość papieru i druku. 

Reasumując: Bardzo solidnie przygotowany, analityczny  owoc  pracy badawczej oraz  kolejny milowy krok na drodze wypełnienia białych plam z dziejów naszej historii najnowszej i ocalenia dla potomnych świadectwa  polskości na dawnych Kresach Wschodnich. Gorąco polecam.

ZAPOWIEDŹ!!!

Nie ufaj niczemu, nawet własnemu umysłowi

Oto świat, w którym magia jest oczywista, niczym istnienie dobra i zła. I podobnie jak zło, do cna znienawidzona.

Oto świat, który za chwilę przestanie istnieć. Z północy nadciąga zagłada, a jedyne, co może stawić jej czoła to właśnie wzgardzona i osłabiona magia.

Młody Davian wyrusza w niebezpieczną podróż na północ. U boku ma przyjaciela a za plecami zostawia zniszczenie, śmierć i grozę. Mimo strachu, każdego dnia wędruje dalej, wszak od powodzenia jego misji zależą losy świata. No, chyba, że jego misja polega na czymś zupełnie innym, niż sądzi i właściwie został wysłany na śmierć.

Może też być tak, że przyjaciel, który dzielnie kroczy u jego boku jest tak naprawdę kimś zupełnie innym, dawny wybawca poświęci go bez mrugnięcia okiem a bohatersko uratowany dzieciak okaże się silniejszy, niż cała drużyna wybawców. Może też być zupełnie inaczej.

Piotr Zychowicz „Alianci”.



„Historię piszą zwycięzcy. Mimo iż od końca tego krwawego konfliktu minęło już siedemdziesiąt lat, do dziś obowiązuje  wersja wydarzeń  stworzona przez wojenną propagandę aliantów”.

Niewątpliwie wielkim historycznym błędem i jawną dziejową niesprawiedliwość, i co do tego wszyscy badacze są chyba zgodni, był  fakt iz komunizm nigdy nie doczekał się własnej Norymbergi a zbrodniarze tego formatu co Stalin, Beria, Chruszczow, Mołotow (o pomniejszych jak Abakumow czy Sierow nie wspominając) nigdy nie zasiedli na  ławie oskarżonych przed międzynarodowym trybunałem sędziowskim.

Niestety, wydaje się iż pewnym  problemem byłby skład owego trybunału bo jak pokazują wydarzenie XX wieku  sowieccy alianci okresu II wojny światowej, Stany Zjednoczone, Wielka Brytania czy Francja w realizacji swoich politycznych zamierzeń i celów niewiele różniły się w cynizmie, bezwzględności  i okrucieństwie od naszego wschodniego sąsiada.

O tym właśnie traktuje najnowsza publikacja Piotra Zychowicza zatytułowana „Alianci”.

Kierując się żelazną zasadą iż tylko ofiary się nie mylą, polski historyk stara się pokazać nam iż zbrodnie wojenne i masowa eksterminacja ludności cywilnej nie były jedynie domeną totalitarnych dyktatur Adolfa Hitlera i Józefa Stalina, lecz obciążają również sumienia  państw Sprzymierzonych. Państw, które przez lata skutecznie wypierały je ze świadomości swoich społeczeństw, świadomie ukrywając  prawdę, fałszując i naginając fakty, ludzkie życiorysy  oraz  prowadząc bardzo tendencyjną i niesłychanie wybiórczą  politykę historyczną.

Prezentowana tu książka,  poprzedzona serią  wywiadów, przeprowadzonych z wybitnymi historykami i publicystami specjalizującymi się w szeroko pojmowanej  tematyce wojennej i około wojennej dwudziestego wieku, przypomina nam tak znane wszystkim  wydarzenia jak: dokonywane w końcowej fazie wojny naloty dywanowe na niemieckie miasta (Drezno, Hamburg), zrzucenie bomby atomowej na Hiroszimę i Nagasaki, rozstrzeliwanie niemieckich jeńców podczas inwazji na Normandię w czerwcu 1944 roku,  w obozie koncentracyjnym Dachau czy żołnierzy japońskich  podczas krwawej wojny na Pacyfiku, ukazujące nam całą grozę i okrucieństwo tego konfliktu.

Mnie jednak osobiście zainteresowały w lekturze Piotra Zychowicza  rozdziały dotykające tych  mniej znanych powszechnie wydarzeń i zjawisk w które obfitował ubiegły wiek a które nie przebiły się do świadomości masowej w  sposób należyty i właściwy.

Szczególne wrażenie zrobiły na mnie informacje dotyczące tzw. wojen burskich,  toczonych pomiędzy republikami Transwalu i Oranii (w większości zamieszkałymi  przez  białych osadników pochodzenia holenderskiego)  a Imperium Brytyjskim w latach 1899–1902 na południu Afryki, gehennę włoskiej ludności cywilnej (szczególnie kobiet)  podczas zmagań na półwyspie apenińskim  i po  słynnej bitwie pod Monte Casino oraz wstrząsający dramat  walczących z komunizmem Kozaków, którzy, na swoje nieszczęście, uwierzyli w alianckie zapewnienia i gwarancje płacąc za to najwyższą  cenę.

Ciekawym wątkiem  jest również spojrzenie na działalność zachodnich intelektualistów  (Ernest Hemingway czy  George Bernard Shaw), czyli tzw. pożytecznych idiotów jak mawiał Włodzimierz Lenin, zafascynowanych bolszewicką ideologią, polityczną doktryną i  zupełnie  ślepych (świadomie lub nie) na ludzkie tragedie  rozgrywające się w państwie „Wielkiego Brata”.
Autor w książce nie stroni od tematów trudnych czy budzących kontrowersje, niczego  nie próbuje tuszować, przemilczać czy owijać w przysłowiową bawełnę,  wykraczając, czasami dość znacznie, poza utarte schematy oraz bezpieczną granice historycznej i politycznej poprawności.
Oczywiście, każdy kto interesuje się historią i posiada jakąś wiedzę dotyczących wydarzeń XX wieku (szczególnie w kontekście  militarno- politycznym) zapewne podejdzie do przedstawionych przez autora tez  i faktów z głębokim zainteresowaniem ale być może, również, z pewnym indywidualnym sceptycyzmem,  nie zawsze zgadzając się z przedstawioną argumentacją i wnioskami. I bardzo dobrze, gdyż tak właśnie powinna się  toczyć, moim zdaniem, dyskusja o naszej  historii najnowszej.

Niezależnie jednak od naszych indywidualnych poglądów zdecydowanie polecam książkę Piotra Zychowicza, gdyż jest barwną, arcyciekawą, choć bolesną i trudną,  lekcją zapomnianej historii, która przyda się nam wszystkim.


Robert Jordan „Wschodzący cień”.

Jeśli o jakimkolwiek cyklu fantasy można powiedzieć iż jest on prawdziwie epicki czy wręcz  monumentalny  ( i nie chodzi tu tylko  o rozmiary czy ilość stron,  choć te  są, naprawdę,  imponujące) to bez wątpienia „Koło czasu” Roberta Jordana zaliczyć można  do tego, zacnego, grona. To jedna z tych nielicznych pozycji fantasy  o niekwestionowanym statusie, której miłośnikom tego rodzaju literatury, nie trzeba specjalnie reklamować i skłaniać do przeczytania. To klasa sama w sobie, arcydzieło gatunku i od lat niedościgniony wzorzec dla ogromnej rzeszy naśladowców  na całym świecie

Niesłychanie bogaty i rozbudowany świat przedstawiony oraz  rozgrywająca się na różnych płaszczyznach fabuła  i akcja tworzy uniwersum ograniczone jedynie wyobraźnią autora a ta wydaje się niewyczerpana, z niewątpliwą korzyścią dla wszystkich czytelników.

Mamy właśnie przed sobą tom czwarty,  zatytułowany  „Wschodzący cień” (liczący  ponad 1200 stron SIC!) będący bezpośrednią kontynuacją losów znanych nam ( z poprzednich części)  bohaterów, szczególnie trójki młodych uciekinierów z rodzinnej wioski  Randa, Mata i Perrina z których pierwszy zgodnie z proroctwem stał się Smokiem Odrodzonym,  ze wszystkimi tego stanu rzeczy konsekwencjami  i wpływem na losy znanego im świata, zaś pozostała dwójka  szykuje się do odegrania własnych, bardzo ważnych, jak się okaże,  ról w nadchodzących wydarzeniach.

W lekturze pojawiają się również nowe wątki, nowe postacie i nowe ciągi  zdarzeń w które uwikłane zostaje życie powieściowych bohaterów,  głównych i pobocznych, ale  naturalne nie chce zdradzać szczegółów,  by nie psuć nikomu przyjemności z  obcowania z  lekturą  i snującą się na jej kartach, fascynującą opowieścią.  Uzyskamy kolejne informacje  dotyczące stworzonego przez Roberta Jordana wielowymiarowego świata i jego mieszkańców,  które w istotny sposób wpłyną  na odbiór  literackich kreacji oraz zrozumienie motywów, którymi kierują się niektóre z postaci, podejmując określone decyzje i wybory.

Wszystko nadal wzajemnie się tu  przenika, komponuje ze sobą,  oddziałując wyraźnie  na splot rozgrywających się   wydarzeń. Wielowątkowość i związana z tym narracja pozwala nam objąć całość  świata przedstawionego oraz spojrzeć na poszczególne wątki z perspektywy różnych osób i miejsc, co szczególnie dla nas interesujące.

Po raczej dość statycznych, co nie znaczy nudnych,  poprzednich tomach w tej odsłonie fabuła i akcja wyraźnie się dynamizuje co bardzo pozytywnie wpływa na odbiór  lektury i zawarte w niej treści.

Mimo iż jest to już czwarta odsłona cyklu  nadal urzeka mnie wymyślona przez Roberta Jordana opowieść, uderza swoim rozmachem,  dramaturgią  i bogactwem opisów.  Przemawia do   mnie sposób i w jaki autor wykreował ów  literacki obraz, jak element po elemencie  zbudował niepowtarzalną aurę, nastrój oraz pełen tajemnicy, mroku, strachu i niebezpieczeństwa  klimat. 

 „Wschodzący cień” Roberta Jordana  to naprawdę świetnie opowiedziana (ale to tego twórca już nas przyzwyczaił) historia o życiu i śmierci, trudnych, ludzkich wyborach (ich konsekwencjach, bliższych i dalszych), magii, przyjaźni,   o przeplataniu się przeszłości z teraźniejszością, demonach dręczących duszę i ciało, oraz iskierce nadziei i dobra, która tkwi w każdym z nas. I walce … Odwiecznej walce dobra ze Złem.

Gorąco polecam.

Miles Jonathan „Petersburg”.

„Petersburg to miasto niezwykłe. Niezwykłe było jego powstanie, bo został zbudowany na pustkowiu z rozkazu cara Piotra I, niezwykłe jest jego położenie, bo leży – niczym Wenecja – nad licznymi kanałami i odnogami rzeki, i niezwykłe są jego dzieje, bo trzy razy zmieniał nazwę, był kolebką trzech rewolucji i przeżył trzysta powodzi. 

Wspaniale  oddany, zbiorowy portret  wielkiego, doświadczonego przez  wichry historii  miasta,  które wciąż uwodzi, porywa i zachwyca.  Wyrazisty, wielopłaszczyznowy,   i  urzekający obraz  dawnej, rosyjskiej  stolicy,  która wciąż przyciąga i w której nadal tak wiele pozostało  do odkrycia.

To rozpisany na wiele głosów obraz metropolii w którym odbijają się, niczym w zwierciadle,  burzliwe dzieje  narodu i państwa rosyjskiego w jego różnych aspektach i odsłonach. Miasto Piotra Wielkiego i Katarzyny II, Aleksandra I  i Mikołaja II, Puszkina, Dostojewskiego i Maksima Gorki, Lenina  i Trockiego, dekabrystów, anarchistów, bolszewików oraz całej plejady naszych rodaków  (to szczególnie ciekawe dla nas  wątki) przez których życiowe losy, na pewnym etapie,  przewinęło się to miejsce: ostatniego polskiego króla  Stanisława Augusta Poniatowskiego (tu, w kościele św. Katarzyny,  znalazł miejsce swojego   wiecznego pochówku),Tadeusza Kościuszki, Adama Mickiewicza, Juliana Ursyna Niemcewicza i wielu innych

Burzliwe dzieje Petersburga  ukazane są nam przez autora na przestrzeni wieków  w określonym ( i znakomicie oddanym co trzeba podkreślić)  kontekście historycznym, polityczno- społecznym,  kulturowym, religijnym, umysłowym i artystycznym. Pokazuje nam  jak miasto powstawało, zmieniało się i ewoluowało w różnych kierunkach  przez pryzmat doniosłych wydarzeń  oraz  ludzi, którzy mieli wpływ  na jego dzieje, rozwój, charakter, określony wizerunek a niekiedy i upadek. Postaci, które pozostawiły tu na zawsze swój ślad  i ważną cząstkę siebie: władców, arystokratów, mieszczan, polityków, wojskowych, artystów, pisarzy, architektów, ideologów…

„Pewien Rosjanin przeszedł na świat w Petersburgu, dorastał w Piotrogrodzie a zestarzał się w Leningradzie”.

To fascynująca, miejscami trochę sentymentalna i nostalgiczna,  podróż przez przestrzeń i czas, przez  lata świetności i czasy upadku, wspaniałe osiągnięcia kulturowe  oraz  straszliwe wojenne zniszczenia. Przez życiorysy wybitnych  władców i okrutnych tyranów, znamienitych wodzów i okrutnych  zbrodniarzy, fanatycznych,  komunistycznych ideologów  oraz  trzeźwo kalkulujących polityków, którzy wszyscy razem i każdy z osobna, na pewnym etapie tworzyli obraz i dzieje tego miasta.

Poznamy niesamowitą historię, niesamowitego miejsca, które oparło się wszelkim dziejowym burzom, zakrętom losu  i kataklizmom.
Autorowi udało  się stworzyć panoramę miasta  i jego mieszkańców,  wpisaną w szerokie, charakterystyczne dla opisywanych epok  tło,  Pełno tu mało znanych faktów (również tych pikantnych z życia  władców i znanych postaci historii), zdjęć,  ciekawostek, interesujących opowieści, niewyjaśnionych czy nawet  niewygodnych faktów i wydarzeń z różnych etapów życia  Petersburga. 
Miasta, które wciąż, pobudza naszą wyobraźnie, emocje i pragnienia. Gorąco polecam lekturę.

Duży plus za naprawdę profesjonalne wydanie publikacji.