Witold Bunikiewicz „Żywoty diabłów polskich”.

„Mądre, głupie, złośliwe, naiwne, niemiarkujące w jedzeniu czy piciu – wszystkie znane są nam od zarania dziejów, a opowieści na ich temat krążą po całym świecie”.

To co od razu przykuwa nasz wzrok w odniesieniu do publikacji Witolda Bunikiewicza, zatytułowanej  „Żywoty diabłów polskich”, to świetnie wykonana i niesłychanie interesująca okładka (duże brawa dla grafików Wydawnictwa Replika), która  wizualizuje treść i zdecydowanie wyróżnia tą pozycję wśród innych, goszczących na księgarskich półkach.

Moim jednak zdaniem, tak naprawdę, warto sięgnąć po tą książkę z dwóch, zasadniczych powodów. Po pierwsze. Napisana jest naprawdę piękną, dawną polszczyzną  którą rzadko spotykamy już we współczesnej literaturze ( co, oczywiście, zrozumiałe, zważywszy iż nasz  język wciąż zmienia się  i ewoluuje), ogromnym, gawędziarskim zacięciem, humorem (niekiedy czarnym) oraz specyficznym stylem, który wprowadza nas w określony klimat opowieści. Klimat przepełniony starymi, życiowymi prawnymi, morałem, ludową sprawiedliwością czy sprytem oraz pewną, trudno definiowalną naturalnością i  swojskością, oddziałującą na naszą wyobraźnię i ułatwiającą  zrozumienie zawartego w lekturze przekazu.

Po drugie. Opowieści o polskich czartach (słowo polskich zasługuje na podkreślenie) wpisuje się w całość naszej słowiańskiej demonologii (której są integralnym i ważnym elementem), bardzo bogatej, różnorodnej i  rozbudowanej, stając się jednym z ciekawszych wyznaczników definiujących wierzenia naszych przodków,  sposobu w jaki postrzegali  i rozumieli otaczający ich  świat (zarówno ten realny jak i  duchowy) oddziałujący, w taki czy inny sposób, na ich życie i podejmowane decyzje. Z  tego też powodu spojrzenie z takiej perspektywy jest dla nas, współczesnych czytelników, tak szalenie interesujące i poznawcze.

Nieprzypadkowo też pada określenie diabły polskie, gdyż piekielne postacie z tych podań i legend w całej rozciągłości odzwierciedlają  charakterystyczną gamę   polskich narodowych wad  i przywar, o czym dobitnie przekonał się jeden z niesławnych bohaterów lektury,  Mefistofeles, pobity i wypędzony z naszych ziem przez rodzime diabły „Co mu u nas? Po co tu wlazł? Mało ma swego kraju że pcha się do naszego?”.


Odnosi się to również do określonej  (na wzór szlacheckiej)  hierarchii ważności w które mamy diabły piastujące funkcję odpowiadające wojewodom,  bogatej i potężnej magnaterii, szlachcie średniego szczebla i tej  zagrodowej  a w końcu mieszczaństwu i chłopstwu, gdzie oddziaływanie i zabobony dotyczące diabelskich praktyk  miały największy wydźwięk i oddziaływanie. Tam też, przekazywanie  z pokolenia na pokolenie, przetrwały zdecydowanie  najdłużej.

Na kartach książki powrócą znane polskie  diabły tego formatu co Boruta czy  Rokita  ( w tle pojawi się również główny władca piekieł czyli Lucyfer)  ale pojawi się też  cała plejada  niesłychanie barwnych czartów  znanych jedynie regionalne czy też miejscowo jak Fugas, Hejdusza, Wielgusz, Hejdasz i inni.

Wszyscy oni razem i każdy z osobna tworzą wspaniała i niepowtarzalną mozaikę dawnych polskich  wierzeń, która w sposób uniwersalny i ponadczasowy  uczy nas, bawi a niekiedy zmusza do głębszych refleksji.

Książka Witolda Bunikiewicza zatytułowanej  „Żywoty diabłów polskich” zdecydowanie warta jest więc polecenia, co też niniejszym czynię.

Moje podróże-Florencja

Vladimir Wolff „Pierwsza krew”.

„Nie jesteśmy sami – nie jesteśmy bezpieczni…

Odwieczna walka, konflikt stary jak ludzkość – a jednak nienazwany i ukrywany”.  

Vladimir Wolff, jeden z moich ulubionych polskich autorów udowadnia  w swojej najnowszej książce  iż znakomicie  odnajduje się i czuje  również w krótkich formach literackich. W antologii opowiadań „Pierwsza krew” w  charakterystyczny dla siebie dynamiczny i obrazowy sposób prezentuje nam cztery historie dotykających zagadnień z mniej lub bardziej odległej przeszłości, gdzie w subtelny i płynny sposób rzeczywistość miesza się z fikcją a czas zatraca swoje sztywne granice i jasno wytyczone ramy. To intrygująca podróż przez czasy i miejsca, wśród wojennej pożogi, skrywanych tajemnic, miejsc kultu,  potężnych artefaktów i odwiecznej walki dobra ze złem

Poprzez  legendarną Atlantydę ( „Niezłomny”) i historię dowodzonej przez Alkestisa armii,  która broniąc swoich granic przed hordami prymitywnych barbarzyńców napotyka wspierającą ich  potężną, władająca magią  istotę. Persję roku 525 p.n.e („Zaginiona armia”)  i  skrytą w głębi egipskiej pustyni  świątynię, której sekrety ma odkryć, na chwałę imperium, Kritiasz i jego zaprawieni w bojach żołnierze.  Indie lat trzydziestych XX wieku  („Przeklęta świątynia) w których poznajemy dramatyczne losy służącego Santosa, którego trudna, życiowa sytuacja zmusza do podjęcia desperackiego kroku i kradzieży  cennego artefaktu. I wreszcie Polska, czasów współczesnych, roku 2006 ( „Parada wspomnień”) i pogmatwane dziennikarskie śledztwo mające odkryć prawdę o  rzekomej katastrofie, niezidentyfikowanego statku powietrznego, która miał mieć miejsce w Gdańsku pod koniec lat pięćdziesiątych.

Oczywiście, jak w każdym tego rodzaju zbiorze  opowiadań są  takie, które przemawiają do nas  i  podobaj się bardziej lub mniej, wszystko jest, naturalnie,  rzeczą gustu, literackich upodobań, zainteresowań i smaku.

Do mnie zdecydowanie  najbardziej trafiło to ostatnie ale szczegółów, z oczywistych powodów, nie będę zdradzał.

Każda z prezentowanych w lekturze  historii cieszy się własnym życiem, posiada swój unikalny klimat i koloryt, odpowiednio skonstruowaną fabułę i akcję oraz wkomponowane w nią niezwykle ciekawe kreacje bohaterów głównych i pobocznych. Pobudza naszą wyobraźnie, intryguje a niekiedy zmusza do głębszych refleksji. Łączy je świetny literacki warsztat, ogromna plastyczność i  sugestywność świata przedstawionego, nieprzewidywalność zdarzeń oraz bardzo  sprawnie prowadzona narracja. 

Książka Vladimira Wolffa ” Pierwsza krew” to świetnie się czytająca pozycja dla wszystkich amatorów dobrej  polskiej literatury, zmagań z tajemnicami i zagadkami naszej i nie tylko naszej przeszłości.

Entuzjastów twórczości tego autora przekonywać, naturalnie, nie muszę,  innym zaś szczerze zachęcam.

Hans Mommsen „Ostateczne rozwiązanie”.

To spojrzenie od wewnątrz na trudną niemiecką historię XX wieku pozwala na nowo przemyśleć wydarzenia, która na zawsze odmieniły losy świata”.

Holocaust jest z całą pewnością jedną z najczarniejszych i najbardziej porażających kart historii ubiegłego  wieku, która  na zawsze zmieniła oblicze Europy i Świata,  kładąc się ponurym cieniem i rezonując na wiele późniejszych wydarzeń i zjawisk.

Mimo iż od tej straszliwej tragedii  i zakończenia zmagań II wojny światowej minęło już ponad siedemdziesiąt lat, nadal, nieprzerwanie i systematycznie, powraca pytanie o to jak mogło dojść,  w sercu zachodniej cywilizacji, do tak niewyobrażalnej  zbrodni ludobójstwa  i zagłady sześciu milionów Żydów?

Próby odpowiedzi na tak postawione pytanie podjął się znakomity niemiecki historyk i znawca  problematyki nazizmu Hans Mommsen a swoje wywody w formie zwartej, zatytułowanej „Ostateczne rozwiązanie” poparł gruntowną i wielopłaszczyznową wiedzą oraz liczną, zachowaną do naszych czasów, dokumentacją z tego okresu oraz relacjami świadków i uczestników przedstawianych zdarzeń.

Rozpatrując ową problematykę autor sięgnął  głęboko do źródeł ( i tak właśnie należało uczynić) pokazując nam gdzie trzeba szukać przyczyn (ideologicznych, politycznych , społecznych, kulturowych i ekonomicznych) i co tak naprawdę  legło u podstaw  zjawiska niemieckiego antysemityzmu i skrajnej nietolerancji etnicznej, które eksplodowało z całą mocą w hitlerowskich Niemczech lat  trzydziestych,  znajdując  później odbicie  w okupowanej Polsce i innych krajach europejskich.
Kreśląc bardzo  wnikliwy,  historyczny rys epoki (bez poznania, którego trudno byłoby zrozumieć nam niektóre zagadnienia oraz zmieniający się klimat tamtych lat)  ukazuje nam na rożnych przykładach,  sytuację i pozycję niemieckich Żydów w dwudziestowiecznych realiach niemieckiego państwa oraz przybliża  mechanizmy  i procesy, które stopniowo doprowadziły do radykalizacji i  rosnącej eskalacji  działań wymierzonych najpierw  we własnych współobywateli, a później w gminy żydowskie  w podbijanych państwach.

Począwszy od antysyjonistycznej retoryki niektórych ugrupowań politycznych i sił ( np. tradycyjnych kół wojskowych) w Cesarstwie Niemieckim, poprzez  nasilenie tego rodzaju wystąpień w okresie I wojny światowej  a później  Republiki Weimarskiej (słynne, chwytliwe,  hasła o  nożu wbitym w plecy)  po rodzący się ruch nazistowcki w którym antyżydowskei hasła stanowiły istotny fundament politycznej ideologii (głoszonej przez NSDAP i oddziały szturmowe SA) aż po dojście do władzy w 1933 roku Adolfa Hitlera i ustanowienie złowrogiej, brunatnej,  dyktatury. Totalitarnego państwa, które wprowadziło  drastyczne przepisy i prawa  wymierzone w żydowskich mieszkańców, począwszy  na ustaw Norymberskich,  pomysły masowych przesiedleń ( na Madagaskar, koło podbiegunowe, do tzw. rezerwatów w  Generalnym Gubernatorstwie  czy na terenach Związku Radzieckiego) aż po kulisy podjęcia tej najbardziej  brzemiennej w skutkach  decyzji  o całkowicie fizycznej eliminacji  milionów europejskich Żydów. Wyrazem tego była  słynna konferencja w Weenesy (20 stycznia 1942), gdzie zaplanowano  i uzgodniono kwestie dotyczące tzw. „ostatecznego rozwiązania”,  wizyta Heinricha  Himmlera w Auschwitz (17 lipca 1942 roku) podczas której uśmiercono, przy pomocy gazu, grupę holenderskich więźniów, działania oddziałów  specjalnych SS tzw. Einsatzgruppen na  Wschodzie,  gwałtowną rozbudowę obozów koncentracyjnych aż po planowe, usankcjonowane przez niemieckie czynniki decyzyjne masowe ludobójstwo w obozach zagłady w Polsce.

Książka Hansa Mommsena „Ostateczne rozwiązanie” to publikacja ( w kontekście zawartych treści nie chce mi przejść przez gardło słowo ciekawa) bardzo trudna, choć  niesłychanie ważna i potrzebna, zwłaszcza w czasach nam współczesnych w których obserwujemy wyraźny wzrost popularności  skrajnych (zarówno prawicowych jak i lewicowych)  ideologii i nurtów. Pamiętajmy iż niemiecka, narodowo-socjalistyczna,  partia NSDAP  też była kiedyś tylko mała, marginalna i mało znacząca… Polecam lekturę.

„Porwana”-hiszpański serial.

Rafał Ziemkiewicz „Myśli nowoczesnego endeka”.

„Dlaczego endecja? Bo endecją obecnie się straszy. Mało, kto wie, co ten skrót oznacza i co się za nim w istocie kryje”.

Trudno chyba we współczesnej publicystyce naszego kraju znaleźć postać tak wyrazistą i jednocześnie tak bardzo  wzbudzającą rozmaite kontrowersje jak Pan Rafał Ziemnkiewicz. Lata funkcjonowania w szeroko rozumianej przestrzeni medialnej zapewniło mu odpowiedni poziom popularności zaś literacka twórczości tego dziennikarza, publicysty i autora licznych publikacji zwartych (polecam zwłaszcza „Złowrogi cień Marszałka” i „Jakie piękne samobójstwo”) i rozproszonych, ugruntowały jego pozycję na wydawniczym rynku. Szanowany i wychwalany przez prawą stronę sceny politycznej oraz odsądzany od czci i wiary (czasami, odnoszę wrażenie, obligatoryjnie) przez polskich liberałów, lewicę, przedstawicieli tzw. „totalnej opozycji’, że o środowiskach feministycznych czy LGBT nawet nie wspomnę.   

Mamy właśnie w swoich rękach wznowioną przez  Fabrykę Słów, jedną z głośniejszych publikacji tego autora z 2012 roku,  zatytułowaną „Myśli nowoczesnego endeka”,  będącą  interesującym obrazem Polski ostatnich dekad ( zarysowanym już w „Michnikowszczyźnie” i   „Polactwie”)  widziany oczami, bez wątpienia, utalentowanego pisarza, konserwatysty (choć tego rodzaju określenia są coraz bardziej płynne i mylące) i  niewątpliwego patrioty. Publicysty, który nie płynie z prądem toczących się  wydarzeń i komentarzy, który nie boi się wypowiadać własnego zdania, bronić swoich racji czy poglądów, często bardzo niewygodnych i znacznie odbiegających od tzw. politycznej poprawności.

 Autor serwuje nam dość wnikliwą (ale do tego już nas przyzwyczaił) i miejscami bardzo  przekonującą polityczno -społeczną  analizę  ostatnich dziesięcioleci,  ukazując uwikłanie rządzących (jawnie bądź niejawnie)  elit w w procesy i mechanizmy uruchamiane w trakcie i po ustrojowej transformacji 1989 roku,   które położyły się cieniem  na współczesnym  funkcjonowanie państwa polskiego oraz jego pozycji na arenie  międzynarodowej.  Dotyczy to zarówno działalności partyjnych  liderów ( Lech Wałęsa, Donald Tusk, Jarosław Kaczyński), popierających ich ugrupowań, mediów i środowisk opiniotwórczych z tzw. salonem  Adama Michnika na czele, oraz zmieniających się  wektorów  polityki  wewnętrznej i zewnętrznej, ze  szczególnym uwzględnieniem roli Unii Europejskiej. I jest to z naszego punktu widzenia dość cenne i interesujące, gdyż  zagłębiając się trochę bardziej w meandry naszej złożonej i burzliwej historii najnowszej  (nareszcie doczekaliśmy się czasów, w których mamy dostęp  do wielu dokumentów i świadectw) zaczynamy odkrywać iż  niektóre znane nam   wydarzenia czy  życiorysy zaczynają wyglądać trochę inaczej niż  dotychczas sądziliśmy a uznane autorytety zaczynają wyraźnie się chwiać. W tym też kontekście trudno czasami nie przychylić się do niektórych głoszonych przez autora opinii i stwierdzeń, zwłaszcza iż w sposób bardzo zręczny i trafiający do czytelnika potrafi operować argumentacją i wynikającymi  z niej wnioskami.  

Czytając zawarte w lekturze treści,  zabrakło mi trochę, a może za bardzo zasugerowałem  się tytułem (wyraźnie nawiązującym od najbardziej chyba znanego, politycznego, dzieła Romana Dmowskiego „Myśli nowoczesnego Polaka”)  szerszej i pogłębionej dyskusji o endeckiej spuściźnie i jej historycznym dorobku (właściwe wątki  pojawiają się   pod koniec publikacji)  i tym jak  przełożyć ją można  na współczesne nam czasy i właściwe im realia.

Oczywiście, z poglądami i tezami wypowiadanymi przez Rafała Ziemkiewicza   możemy się zgadzać lub nie, warto jednak, myśle,  pochylić się nad nimi (bądź też z nimi polemizować i to jest właśnie prawdziwy urok demokracji o którą walczyli nasi dziadowie i  ojcowie) bo dotyczą naprawdę żywotnych interesów naszego państwa  narodu i powinno się o nich mówić.

„Myśli nowoczesnego endeka” jest zdecydowanie publikacją wartą polecenia.

„Syndrom oblężonej twierdzy.  

„Zmagania kontrwywiadu II RP”.  

„Poznawanie historii to nie tylko nasz patriotyczny  i obywatelski obowiązek. To również, a może przede wszystkim, szukanie odpowiedzi na pytanie: dlaczego? Doświadczenie, nie tylko polskie, uczy, że we wszystkich wydarzeniach historycznych swój udział mają służby specjalne”.
Polscy historycy i badacze wszelkich zagadnień dotyczących militarnych, politycznych czy  wywiadowczych aspektów okresu dwudziestolecia międzywojennego oraz II wojny światowej, uzyskali po 1989 roku (w wyniku transformacji ustrojowej i zmian zachodzących w ówczesnej Polsce) potężne narzędzie, w postaci dostępu do przepastnych archiwów służb   i możliwości badania dokumentów, które  przez lata były skrzętnie skrywane, zarówno   przed nimi samymi  jak  i całą opinią publiczną. Historii, ważnych  polskich służb, przez dziesięciolecia owianych, czarną, komunistuczną propagandą, oszczerstwami, kłamstwami i  przeinaczaniem faktów, która nadal jednak niezmiennie fascynuje wszystkich, którzy się z nią stykają.

Zaowocowało to wieloma znakomitymi publikacjami, odsłaniającymi mało lub zupełnie nieznane   fakty z naszych dwudziestowiecznych dziejów, próbującymi zapełnić nadal liczne białe plamy, dotykające tego szczególnego miejsca w naszej historii.  Odkłamujących dawną rzeczywistość a wielu polskim żołnierzom  pomagając zająć właściwe i należne im miejsce w naszej narodowej świadomości
Do jednej z nich, z całą pewnością, należy prezentowała tu pozycja zatytułowana „Sydrom oblężonej twierdzy. Zmagania kontrwywiadu II RP”, będąca owocnym  konferencji historycznej,  która miała miejsce w Centralnym Ośrodku Szkolenia ABW w 2015 roku.

Autorzy w sposób niesłychanie merytoryczny i bardzo dobrze udokumentowany ukazują nam  zróżnicowane  aspekty działalności polskiego kontrwywiadu, wpisane w walkę o przetrwanie i utrzymanie niepodległości naszego młodego państwa. W podzielonych tematycznie rozdziałach, głęboko osadzonych w szerokim historycznym kontekście, badacze prezentują nam strukturę polskiego wywiadu i kontrwywiadu, politykę kadrową,  kierunki i metodologie podejmowanych działań,  skalę zagrożeń, motywy i cele jakie przyświecały służbom,  zaplecze militarne – wojskowe oraz niektóre z przeprowadzonych operacji.

W książce znajdziemy szczegółowy opisy działalności polskich służb kontrwywiadowczych w kontekście ochrony naszego państwa przed działalnością agenturalną, szpiegowską, sabotażową i terrorystyczna ze strony wrogich II Rzeczypospolitej państw i politycznych żywiołów (nacjonalistycznego i komunistycznego) zarówno w dobie dwudziestolecia międzywojennego jak i okresie II wojny światowej i aktywności Polskiego Państwa Podziemnego.

Do najciekawszych (przynajmniej dla mnie) zagadnień podejmowanych w tej lekturze należą te odnoszące się do zagrożeń ze strony naszego wschodniego sąsiada i tworzonej przez niego, wrogiej agentury w latach 1921-1939,  inwigilacji przez służby niemieckie i austro-węgierskie Józefa Piłsudskiego, rozpoznanie i zwalczanie obcego wywiadu  przez Policję Polityczną II RP, ochrona kontrwywiadowcza realizowana przez Straż Graniczną na południowym odcinku naszego  państwa,  działalność Korpusu Ochrony Pogranicza oraz  Armii Krajowej w świetle  niemieckich dokumentów. 

Równie interesująco jawią się zamieszczone tu życiorysy, ważnych postaci polskich służb, związanych z wywiadem i kontrwywiadem (pułkownik dyplomowany Stefan Mayer, kapitan Bronisław Eljaszewicz ) obrazujące nam, bardzo   skomplikowane i kręte losy naszych rodaków oraz codzienność niezwykle trudnej, odpowiedzialnej i bardzo niebezpiecznej pracy na tym szczególnym odcinku tajnego frontu.

Reasumując. Książka „Sydrom oblężonej twierdzy. Zmagania kontrwywiadu II RP”  pod redakcją Anny Przyborowskiej to obszerna, rzeczowa i naprawdę niesłychanie ciekawa pozycja dla wszystkich zainteresowanych historią polskich tajnych  służb ubiegłego wieku oraz  odkrywaniem  nieznanych czy   zapomnianych faktów z ich działalności. 

Gorąco polecam.

Jacek Pałkiewicz „Palkiewicz.com”.

„Jest tu wszystko, ale przede wszystkim życie. Fascynujące i mądre”.

Najnowsza książka znanego polskiego dziennikarza i podróżnika Jacka Pałkiewicza (polecam przy okazji jego wcześniejszą publikację  „Syberia. Wyprawa na biegun zimna”.) jest pewnym, jak twierdzi we wstępie, sam autor,  podsumowaniem wybranej, życiowej drogi i zawodowych osiągnięć. Jest też wielobarwnym, widzianym z perspektywy kilku dziesięcioleci spojrzeniem na otaczający nas świat, na  przemiany jakie w nim się dokonały  w tym okresie ( ( i dokonują nadal ) oraz kierunki w których niechybnie podąża, nie zawsze najszczęśliwsze, wliczając w to szeroko rozumiane  aspekty natury społecznej,  politycznej, narodowościowej, religijnej czy  kulturowej.

Z urodzenia Polak, z zamiłowania Włoch a z racji podróżniczej pasji  obywatel Świata, ukazuje nam wspaniałe i fascynujące miejsca  naszego globu z własnej, bardzo charakterystycznej (ci którzy czytali już coś tego autora wiedzą o czym mówię) i subiektywnej perspektywy, okraszając je interesującymi,  odpowiednio dobranymi  komentarzami. Zabiera nas w niezwykłą, pełną dźwięków, barw i wieloznaczności podróż  po zakątkach  Europy i Świata, zarówno tych bardzo znanych  z  turystycznych folderów, szlaków i tras,  krzykliwych, zapchanych turystami  (jak Wenecja-bardzo ciekawy wątek czy Szanghaj) oraz tych, niemal nietkniętych przez cywilizację (Janomami w  Wenezueli czy plemię Himba w Namibii ) w czym bardzo pomocne są liczne, dokumentujące treści zdjęcia.

Będę to czasami  obrazy miejsc  w których czas gwałtownie przyspieszył lub dramatycznie zwolnił a niekiedy wydaje się  iż zupełnie zatrzymał jak i takich, które  powoli przemijają,  nieubłaganie ustępując miejsca  postępującej nowoczesności. Spotykamy na swej drodze prawdziwą, wielonarodową  ludzką mozaikę ( w tym również naszych rodaków)  gdzie wszyscy oni razem  i każdy z osobna zostawiają  jakąś cząstkę siebie, wpływając na określony rozwój, specyfikę i charakter opisywanych przez autora  regionów i  miejsc.

Do mnie osobiście najbardziej przemówiły a tym samym  najbardziej poruszyły moją wyobraźnię,  fragmenty książki odnoszące się do Włoch, Kazachstanu, Rosji, Azerbejdżanu i Chin, choć to, naturalnie, moje bardzo prywatne odczucia.

Jak przystało na lekturę  podsumowującą czy nawet kończącą pewien ważny etap w życiu naszego bohatera nie jest to kolejna, w dosłownym rozumieniu tego słowa, lektura podróżnicza, gdyż oprócz niewątpliwych  badawczych i poznawczych walorów   ma ona  również wyraźny, głęboki, osobisty i   ogólnoludzki wymiar, który udziela się czytelnikowi  poprzez emocje, poglądy  i przemyślenia naszego podróżnika. A zabiera on głos w wielu ważnych kwestiach naszej współczesności: pozycji i działań  Unii Europejskiej, problemów z gwałtownie wzrastającą falą imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu (we Włoszech, gdzie na co dzień mieszka, jest to ogromny i palący problem), islamizacji starego kontynentu, polskiej polityki historycznej, zanieczyszczenia środowiska i wielu innych.

Książę polecam, naturalnie, wszystkim  lubiącym podróże ale nie tylko, gdyż sama postać  Jacka Pa
łkiewicza warta jest bliższego poznania.

Katrine Engberg „Szklane skrzydła motyla”. 

„Pasjonujący thriller o misternej zemście, w którym prawdziwy sprawca, niczym tytułowy motyl szklanoskrzydły, do samego niemal końca pozostaje niewidoczny ”.  

W najnowszej książce Katrine Engberg „Szklane skrzydła motyla”  znajdziemy wszystko to, co entuzjaści tego rodzaju literatury, szczególnie w jej skandynawskim wydaniu, lubią najbardziej. Mroczną tajemnicę, zawiłą intrygę, trzymającą w napięciu akcję, zbrodnie oraz szereg zmieniających się wątków i perspektyw. Wszystko wzbogacone, naturalnie, określonym, lekko przytłaczającym, klimatem i aurą, doskonale wpisującym się w ciąg przedstawionych zdarzeń i wpływającym na  bardzo określony i silny odbiór zawartych w lekturze treści.

Udane połączenie talentu, wiedzy (chociażby o metodologii policyjnych działań))  z niezłym literackim warsztatem i pisarskim zacięciem, musi skutkować stworzeniem powieści na naprawdę wysokim poziomie. Tak też jest w tym wypadku. 

Na jednym z głównych  deptaków duńskiej stolicy, Kopenhagi, znaleziono zostaje nagie ciało zamordowanej kobiety. Wkrótce potem odnalezione zostają zwłoki dwóch kolejnych ofiar i wszystko zdaje się wskazywać  na tego samego sprawcę.  Co więcej, podczas żmudnego  śledztwa wychodzi na jaw iż wszyscy troje związani byli  z ośrodkiem  terapeutycznym dla młodzieży, borykającej się  problemami psychicznymi o nazwie  „Motyl”, który zamknięty został kilka lat wcześniej, po samobójczej śmierci jednej z podopiecznych. Niestety, wbrew pozorom do rozwiązania kryminalnej zagadki droga  jest jeszcze daleka…
Zaczyna się dramatyczny wyścig z czasem w którym stawką jest czyjeś życie…

 Mimo iż, naturalnie,  główną  osią powieści  jest skomplikowane, wielotorowe policyjne dochodzenie to niezwykle ważną rolę, dopełniającą całości, pełnią postacie i wątki poboczne, które wyznaczają i w dużym stopniu wpływają na kształt fabuły i akcji. Są one niekiedy na tyle silnymi nośnikami przeróżnych emocji i przemyśleń iż bywa że czasami dominują nad samą  intrygą powieści. Są odbiciem problemów dotykających nas niemal każdego dnia, natury społecznej (trudna sytuacja chorych psychicznie dzieci), rodzinnej czy egzystencjalnej.

Podoba mi się sposób w jaki autorka kreśli postacie swoich bohaterów (nie tylko głównych), doświadczonych przez życie, przepracowanych, mających problemy osobiste i służbowe, pełnych  przywar i słabość, daleko odbiegających od wizerunku, którym karmią nas filmowi i telewizyjni (np: policyjni) bohaterowie. Stają się nam dzięki temu bliżsi, a ich poglądy, motywy i reakcje bardziej dla nas zrozumiałe i przejrzyste. 

Wszystko to połączone jest w sposób bardzo sugestywny i spójny, wliczając w to wielopłaszczyznową  narrację (umożliwiającą odbiorcy spojrzenie na ciąg toczących się wydarzeń z różnej perspektywy) oraz   odpowiednio budowane i konsekwentnie utrzymywane napięcie. Wszechobecny klimatu niepewności, nerwowości i grozy oraz przewrotna gra jaką pisarka  toczy z czytelnikiem  (myli tropym, zaciemnia obraz, gmatwa, zapętla…)  powoduje iż Katrine Engberg daje nam do ręki naprawdę ciekawy, dobrze skonstruowany i intrygująco napisany kryminał, który zapewni nam wiele godzin wciągającej, literackiej  rozrywki na zbliżające się, już szybko,  jesienne wieczory. 

No i najważniejsze. Niemal do ostatniej strony (mimo rozmaitych  typów) nie wiemy kto zabił… 

Polecam. 

Barbarzyńcy – serial