Sam Childers „W obronie innych”

„Kaznodzieja dzierżący broń w ręku, armia rebeliantów z szaleńcem na czele i całe wsie wycięte w pień tylko dlatego, że były po drodze…”

Zapewne niewiele osób, oglądających film „Kaznodzieja z karabinem” w reżyserii Marca Fostera, z bardzo wyrazistą rolą  Gerarda Butlera, zdawało sobie sprawę iż pierwowzorem głównego bohatera obrazu jest, jak najbardziej autentyczna, postać Sama Childersa,  założyciela fundacji Angels of East Africa. To właśnie jego skomplikowana i burzliwa (co tu dużo mówić) biografia, którą spokojnie obdzielić można by kilka osób, stała się kanwą filmowej opowieści,  o tym jak często kręte potrafią być ludzkie losy  i jak bardzo,  wewnętrzne przemiany, które w nas zachodzą,  potrafią wywrócić nasze życie do góry nogami.

Nakładem wydawnictwa WaarBook ukazała się książka Sama Childersa zatytułowana „W obronie innych”.  To mocna,  pełna ekspresji, przeplatana brutalnym realizmem oraz  barbarzyństwem wojny, opowieść o nietuzinkowym człowiekiem, który  z uzależnionego od heroiny, alkoholu, skłonnego do przemocy, członka motocyklowego gangu, stał się w pełni nawróconym,  głęboko wierzącym pastorem oraz bezkompromisowym  założycielem organizacji zajmującej się ratowaniem dzieci z ogarniętych wojną terenów Ugandy i  Sudanu Południowego.

Charyzmatycznym kaznodzieją,  który wbrew rozmaitym przeciwieństwom,  stworzył w sercu afrykańskiej ziemi  sierociniec, dający schronienie setkom bezbronnych dzieci. Który  wraz z grupą (uzbrojonych po zęby), podobnych mu desperatów  przemierza spalone słońcem  pustkowia  uwalniając z rąk LRA (Armia Bożego Oporu Josepha Konyego) więzionych cywilów, w tym  głownie kobiety i dzieci. To  również wyłaniający się z treści, dość ponury,  obraz Afryki, która wciąż, mimo upadku kolonializmu i związanych z nim struktur, nie potrafi udźwignąć problemów współczesności  i odnaleźć się w nowej zglobalizowanej przestrzeni.

Życiowe losy naszego bohatera zmuszają  nas do refleksji nad kondycją otaczającego nas świata, prawideł, którymi się rządzi, kształtujących się politycznych wektorów  i wewnętrznych, regionalnych uwarunkowań.  Jest to jednak przede wszystkim, i tak ją trzeba odczytać, opowieść o tym iż sprzeciw jednego człowieka ma znaczenie a połączenie odwagi,  wiary  i pragnienia urzeczywistnienia dobrych zmian  może przynieść zdumiewające efekty…

Interesująca i zdumiewająca historia, zdecydowanie nietuzinkowego człowieka. Polecam.

S. Montefiore „Serafima. Pewnej zimowej nocy”

„Żywa dusza o tym nie wie i pewno nigdy o tym się nie dowie. Wiódł podwójne życie: jedno jawne, które widzieli i znali wszyscy, którzy powinni, pełne umownej prawdy i umownych pozorów, idealnie podobne do życia  jego znajomych, przyjaciół i drugie – potajemne”.

 To że Simon Sebag Montefiore jest naprawdę wybitnym, obdarzonym szeroką wiedzą historykiem i propagatorem dziejów,  nie jest, oczywiście, dla nikogo, kto zetknął się z jego twórczością  żadną tajemnicą. Zwłaszcza po  zapoznaniu się z  takimi jego publikacjami  jak „Romanowowie”, „Jerozolima” czy „Katarzyna Wielka i Potiomkin”. Zaskoczył mnie jednak (jak najbardziej pozytywnie, rzecz jasna) ogromnym literackim talentem,  którego owocem  stała się osadzona w sowieckich realiach lat czterdziestych,  powieść zatytułowana „Serafima. Pewnej zimowej nocy”.

 To osnuta na prawdziwych  wydarzeniach (tragiczna śmierć dwójki uczniów elitarnej szkoly dla dzieci wysoko postawionych radzieckich dygnitarzy)  opowieść o ludzkich dramatach rozgrywających się  w cieniu kremlowskich wież, które dotykają i stają się udziałem  wszystkich, niezależnie od wieku (szczególni boleśnie dotykając dzieci), pozycji społecznej , statusu materialnego,  szczebli wojskowej czy partyjnej kariery. To poruszająca, wstrząsająca historia o rożnych odsłonach i obliczach stalinowskiego totalitaryzmu, zbrodniczego systemowego walca bezlitośnie miażdżącego na swej drodze wszelki przejawy niezadowolenia czy nieprawomyślności (socjalistycznej naturalnie), zarówno tej prawdziwej jak i zupełnie wyimaginowanej czy wręcz tworzonej sztucznie. To zupełnie  porażający, brutalny, uderzający realizmem,   rozpisany na wiele głosów (rozgrywające się wydarzenia śledzimy z perspektywy uczniów moskiewskiej szkoły, ich rodziców, nauczycieli, przedstawicieli armii, rządu oraz partii) obraz sowieckiego państwa  w którym zbrodnicza, komunistyczna doktryna, najkrwawsze żniwo  zbiera wśród własnych obywateli, ingerując i oplatając swymi mackami  najdrobniejsze przejawy życia społecznego.

„Co mówić a czego nie? Błąd można przypłacić życiem. I nie tylko własnym, ale także rodziny, przyjaciół, każdego, kogo znasz. Tak jak podczas górskiej wspinaczki: kiedy jeden odpada od skały, w przepaść spadają wszyscy”.

 ”Wiesz jak ogromny jest Związek Sowiecki? Pomyśl o wszystkich jego czołgach, fabrykach, stepach, działach, o jego narodach, partii i potędze Organów – a potem pomyśl  o sobie, dziesięcioletnim  Sieńce Dorowie. Jaka masz szansę?. Możemy cie zmiażdżyć, tak że nic z ciebie nie zostanie. A prosimy cie tylko, żebyś przypomniał sobie dwie  krótkie wypowiedzi swoich rodziców”.

Wymieszanie autentycznych  wydarzeń z literacką fikcją oraz bohaterów stworzonych przez pisarza z tymi, którzy w tym czasie naprawdę stali u steru radzieckiego państwa (Stalin, Beria, Mołotow, Żdanow, Abakumow….) pozwoliła autorowi stworzyć  przesycony grozą  klimat, który naprawdę przemawia do czytelnika, przenika na wskroś,  pobudza  jego wyobraźnie, powodując  iż ciężko się z lekturą rozstać. Szczególnie iż pośród tak straszliwych zbrodni, zniewolenia jednostki, azjatyckiego okrucieństwa, straszliwych więzień i obozów  pracy, jawnej niesprawiedliwości oraz   całego, przytłaczającego  ogromu zła,  którego doświadczyli radzieccy obywatele, od  czasu do czasu pojawia się malutka iskierka nadziei, prawdziwa przyjaźń, szlachetne braterstwo czy namiętne gorące uczycie…

 Książka  Simona Sebaga Montefiore „Serafima. Pewnej zimowej nocy” jest lekturą, która naprawdę głęboko zapadła mi w pamięć (nie  zdarza się to zbyt często)  cały czas kołacząc  się gdzieś pod czaszką . Naprawdę gorąco polecam

Loreena Mckennitt

J.Felsztinski, W.Pribyłowski „Korporacja zabójców”

„W czerwcu 2007 roku Federalna Służba Bezpieczeństwa (struktura będąca następczynią KGB) dokonała nalotu i przeprowadziła rewizję w moskiewskim mieszkaniu Władimira Pribyłowskiego. Skonfiskowała wszystkie jego komputery, materiały oraz korespondencję. Skoro nasza książka została przejęta i przeczytana przez funkcjonariuszy FSB bez naszej zgody, czyż możemy odmówić czytelnikom prawa do zapoznania się z jej treścią? Zdecydowaliśmy, iż nadeszła pora, byśmy wręczyli prezydentowi nasz podarek. 7 października 2007 roku zakończyliśmy wspólne pisanie biografii Putina oraz ludzi z jego otoczenia, przede wszystkim funkcjonariuszy KGB-FSB, którzy w żadnym razie nie mieli zamiaru rezygnować ze sprawowania władzy”

 „Korporacja zabójców”, książka dwóch, wybitnych, rosyjskich historyków Jurija Felsztińskiego i Władimira Pribyłowskiego  (jednego  już nieżyjącego)  jest, myślę,  lekturą z którą zapoznać powinniśmy się wszyscy,  gdyż zawarte w niej treści  powodują nowe spojrzenie na istotne zagadnienia i aspekty  funkcjonowania  putinowskiej Rosji. Kraju, który w ostatnich latach tak bardzo, zachwiał fundamentami europejskiego (czy szerzej, światowego) bezpieczeństwa, wprowadzając w dotychczasową, względną (ale jednak), stabilizację, pierwiastek chaosu, zagrożenia i strachu.

Wydarzenia rozgrywające się za naszą wschodnią granicą (destabilizacja Ukrainy, aneksja Krymu, konflikt zbrojny w Donbasie, regularne naruszanie przestrzeni powietrznej państw bałtyckich, wpływanie okrętów podwodnych na obce wody terytorialne – np. Szwecji, agresywna, w pełni zmanipulowana polityka medialna oraz  wiele innych   podobnych działań) karzą nam  przypuszczać  iż eskalacja rosyjskiej ekspansji  polityczno-terytorialnej  jest tylko kwestia czasu  i wymaga od demokratycznych państw  oraz ich  społeczeństw zdecydowanej,  konsolidacyjnej, solidarnej postawy.

Publikacja ta pozwoli nam, choć trochę, zrozumieć współczesną Rosję, przyjrzeć się elitom władzy (tym bardziej i mniej znanym), mechanizmom na których władza  ta się opiera, wpływom służb specjalnych ( KGB, FSB), wsparciu  wielkich oligarchów, sieci biznesowo-gospodarczych  powiązań oraz procesom (różnej natury), które towarzyszyły i towarzyszą nadal wzmacnianiu się, coraz bardziej autorytarnego i totalitarnego państwa z wszechwładnym prezydentem  Władimirem Władimirowiczem Putinem na czele.

Jest to, w dużej mierze, właśnie opowieść o jego Rosji (autorzy wnikliwie śledzą i opisują biografię obecnego prezydenta oraz  kolejne szczeble zawodowej i politycznej kariery, aż  po najwyższe funkcje państwowe i rządowe) w której służby specjalne, będące podporą władzy i źródłem ogromnych wpływów, rozrosły  się do niespotykanych rozmiarów  a przyznane im uprawnienia  oraz  poczucie „parasola ochronnego”   pozwoliły   wniknąć w niemal wszystkie aspekty toczącego się w Rosji życia. Państwa w którym dochodzi do politycznych morderstw (zabójstwo Anny Politkowskiej, Aleksandra Litwinienki, Anatolija Sobczaka czy próba otrucia Wiktora Juszczenki), ludzie znikają  bez śladu,  padają ofiarami pobić, zastraszania czy szantażu. Gdzie fałszowane są wybory, tłamszone, szykanowane a później przejmowane są niezależne media a nieprawomyślni dziennikarze czy zbyt niezależni biznesmeni trafiają za kraty więzień czy do ciąż kich obozów pracy. Wierni zaś obrońcy i poplecznicy kremlowskiego kursu dorabiają się gigantycznych fortun czy  ogromnych wpływów.

W lekturze wiele miejsca zajmuje Czeczenia,  zarówno o w kontekście  typowo wojskowym,  odnoszącym się do dwóch krwawych wojen z tą republiką,  jak i wykorzystaniu tej tematyki przez Putina i jego doradców w szerokiej walce politycznej i  wyborczej ( szczególne drastyczne podejrzenie o zorganizowanie przez FSB krwawych zamachów na bloki mieszkalne w Moskwie, Bujnaksku czy Wołgodońsku, oraz okrucieństwa, fałszerstwa czy manipulacje dokonywane  przez wspierający Rosjan rząd w Groznym. Problematyka ta przewija się i powraca  (w rożnych konstelacjach i odsłonach) niemal przez całą publikację.

  Książka Jurija Felsztińskiego i Władimira Pribyłowskiego  oparta jest na wieloletnich badaniach, wnikliwych analizach, opisach, mniej lub bardziej, znanych wydarzeń czy  faktów z życia naszego wschodniego sąsiada, wsparta dodatkowo bardzo  licznymi  zeznaniami, byłych pracowników rosyjskich służb specjalnych,  dawnych oligarchów  czy ludzi będących niegdyś u szczytów władzy. Obydwaj dołożyli, naprawdę, ogromu starań by pokazać i uświadomić całemu demokratycznemu światu  jak wielkim zagrożeniem jest dla nas wszystkich  system rządów sprawowany przez  Władimira Putina oraz jak bardzo bezwzględny i nieobliczalny (również dla własnych obywateli) potrafi się od stać.

„Korporacja zabójców” to bez wątpienia  obowiązkowa lektura  dla tych, którzy choć trochę interesują się tym  co dzieje się poza naszymi granicami a co, chcemy tego czy nie, nie pozostaje bez wpływu na nas wszystkich .  Gorąco polecam.

Łukasz Malinowski „Wężowy język”

„Powiadają że ciągnie za nim stado kruków żerujących na truchłach jego wrogów. Mówią, że jest biegły w składaniu strof, gdyż z łatwością przekuwa słowa  na wersety na kowadle swojego języka. Prawią, że język ma rozdwojony  niczym u węża, bo z jego ust zarówno mądrość wypływa, jak i słowa o zdradzie i podstępie. Opowiadają, że tworzyć potrafi jeno słowem, bo czynami sprowadza wyłącznie pożogę i śmierć”.

Ainar Skald, bohater powieściowego cyklu Łukasza Malinowskiego powraca w kolejnej literackiej odsłonie, tym razem zatytułowanej „Wężowy język”. Po burzliwych wydarzeniach opisanych  w „Kowalu słów” nasz bohater i towarzyszący mu przyjaciel, ogromny, ledwo panujący nad swym gniewem Ali Czarny Berserk (ich  przyjaźń  przybiera miejscami dość szorstką formę) wraz z grupą bitnych  wojowników  przybywają do Miklagardu, najpotężniejszego i najbogatszego miasta, znanego im świata. Cel jest oczywiście jeden, napaść, złupić ile się da i zanim obrońcy na dobre  zorientują się w skali zagrożenia, wrócić na okręty i odpłynąć w nieznane… Niestety,  w przypadku naszego pieśniarza (a teraz również konunga), człowieka, który przyciąga kłopoty  jak nikt inny, wszystko niesłychanie się komplikuje,  zmuszając naszych bohaterów  do ryzykownych rozwiązań  i balastowania na granicy  życia i śmierci.

Już wkrótce okaże się  również iż oprócz nowych kłopotów i niebezpieczeństw, których nie poskąpi im dzień teraźniejszy, powracają złowrogie  cienie przeszłości, które wywrą istotny wpływ na życia Ainara i jego wojowników.

W porównaniu z wcześniejszy tomami przygód skalda, ta cześć charakteryzuje się  trochę mniejszym dynamizmem,  ale za to  znacznie bardziej rozbudowaną warstwo opisową. Uwidocznia się  to zwłaszcza w przedstawieniu i charakterystyce  imperium bizantyjskiego, bogatej architekturze miasta  oraz sposobu w jaki ono funkcjonuje,  wliczając w to skomplikowany i zupełnie obcy północnym łupieżcom dworski ceremoniał. Widać  iż autor wiele czasu poświęcił zapoznaniu się z historycznymi aspektami  opisywanego okresu i rozgrywających się w nim wydarzeniom. Również same postacie głównych bohaterów zostały znacznie bardzie dopracowane i   ukazane z większą dbałości  o sferę psychologiczno –emocjonalną,  co zdecydowanie, oczywiście na plus, wpłynęło na odbiór lektury.  

Nie oznacza to bynajmniej iż zabraknie kolejnej zawiłej intrygi (tym razem z wątkiem jak najbardziej  osobistym, a rzecz można, nawet, rodzinnym) oraz pełnych dramatyzmu walk, bo to naturalnie zdarzyć się nie może. Na naszą uwagę zdecydowanie  zasługiwać będzie bardzo sugestywnie  oddana bitwa morska, stoczona u wybrzeży wyspy Thery.

 Podobnie jak poprzednio dowiemy się z fabuły kilku  naprawdę ciekawych informacji o czasach i realiach (społecznych,religijnych,  kulturowych, etnicznych) epoki w  której toczy się akcja powieści a  szczególnie jej kontekście polityczno- militarnym, dotyczącym różnorodnych metod i  strategii prowadzenia  wojen.

 Ciekawy pomysł i naprawdę  sprawna realizacja, połączona z  nieprzewidywalnością  zdarzeń (szczególnie w  odniesieniu do  hamramirów, straszliwych, szalonych, wojowników w których głowach zamieszkuje zarówno człowiek jak i zwierze), powodują iż z niecierpliwością oczekiwał będę dalszych losów Ainara Skalda.

 

 

„Droga na północ”

„Jest to bez wątpienia niezwykła książka, gdyż jeszcze nigdy dotąd nie wydano w Polsce tak wyjątkowego zestawienia materiałów  i tak pełnego źródła wiedzy o Norwegii[...]. Publikacja ta nie ogranicza się jedynie do przedstawienia faktów, bardzo zresztą ciekawych samych w  sobie, ale prezentuje równoległe żywe świadectwa i poglądy wyrażone przez świadków przełomowych momentów”.

Wydawnictwo „Ośrodka Karta” oddało w nasze ręce dzieło szczególne. Owa szczególność przejawia  się tym  iż tematyka dzieła wychodzi,  dość znacznie,  poza  obszar zainteresowań i badań w ramach którego porusza się ono najczyściej (Polska, Europa Wschodnia), tym razem kierując swoje spojrzenie ku naszemu  północnemu sąsiadowi, Norwegii. „Droga na północ” jest antologią norweskiej literatury faktu, obejmującą swym zakresem okres od końca XIX wieku (choć naturalnie zdarzają się również historyczne wycieczki ku czasom znacznie odleglejszym, takim jak np. średniowiecze)  po czasy nam niemal współczesne.

Książka podzielona jest na ułożone chronologicznie rozdziały,  jest ich sześć, z których każdy, obejmuje odrębny i jasno określony  fragment dziejów, osadzony niekiedy (co zrozumiałe np. w wypadku  wojen światowych czy wątków emigracyjnych) w znacznie szerszym, europejskim czy światowym, historycznym kontekście  tle. To co najbardziej podobało mi się w tej publikacji to naprawdę duża  rozpiętość tematyczna (od spraw zupełnie prozaicznych  i  codziennych, po te niemal fundamentalne dla norweskiej tożsamości narodowej i  społecznej) oraz bogactwo formy przekazu, a tym samym, i spojrzenia na wydarzenia, które przez blisko sto lat kształtowały i scalały ową państwowość. Znajdziemy wśród nich pisane po latach wspomnienia, tworzone na „gorąco” relacje i opisy zdarzeń, listy, dokumenty, przemówienia, artykuły prasowe, opowieści,  wywiady, zeznania  świadków i  uczestników wydarzeń, przemówienia polityczne, odezwy itd.

Wśród ich autorów nie zabraknie znanych ludzi pióra (laureatka Nagrody Nobla Sigrid Undset), wielkich polityków (Einar Gerhardsen, Gro Harlem Brundtland), artystów,  działaczy społecznych jak i  żołnierzy, kombatantów, robotników, przedstawicieli mniejszości narodowych, gospodyń domowych czy rybaków.

Owa różnorodność przekazu pozwoli nam trochę inaczej i chyba  mniej stereotypowo niż dotychczas (jak sądzę) spojrzeć na historie Norwegii, na to  jak zmieniała się, przekształcała, ewoluowała pod wpływem rozmaitych dziejowych okoliczności, uzyskując poziom, który możemy oglądać dzisiaj.

Nie brakuje tu tematów trudnych, kontrowersyjnych, czy wciąż budzących skrajne emocje: fakt kolaboracji z Niemcami w czasie II wojny światowej (nazwisko Vidkuna Quislinga przywódcy  faszystowskiego Zjednoczenia Narodowego stało się na całym świecie synonimem kolaboracji i  narodowej zdrady), powojenne ustawy wymierzone w kobiety związane z niemieckimi żołnierzami, piętnowanie  dzieci zrodzonych  z takich właśnie związków, walka o równouprawnienie,  prześladowania mniejszości narodowych (np. Samów), polityka ekologiczna  itd…

„W drugiej połowie XIX wieku władze norweskie rozpoczęły intensywny proces asymilacji Samów, zakazując im używania własnych języków i różnymi metodami zmuszając ich do nauki i praktykowania języka norweskiego. Sytuacja Samów tuż po drugiej wojnie światowej nie poprawiła się . Efekty norwegizacji są tak silne, że w latach 50-tych niewielu z  nich mówi we własnym języku”.

 Wszystko to powoduje iż  lektura, którą otrzymujemy, naprawdę tchnie autentyzmem i szczerością relacji.  Jest wzbogacona, do tego,  wieloma ciekawostkami i mało znanymi faktami z życia Norwegii i Norwegów, rozgrywających się zarówno na  płaszczyźnie historyczno – politycznej (Unia szwedzko-norweska czy udział obywateli tego kraju w hitlerowskich formacjach Waffen SS)  jak i  gospodarczej, religijnej, kulturowe, obyczajowej i  światopoglądowej.

 Na naprawdę duży plus zasługuje wydanie książki, zaopatrzonej  w porządną twardą oprawię (co szczególnie przydatne przy  tak znacznych rozmiarach) oraz wsparcie treści sporą ilością zdjąć, zarówno czarno- białych jaki i kolorowych (jest ich ponad setka), dokumentujących opisywane w lekturze wydarzenia, zjawiska i postacie. Zdecydowani polecam.

Ryszard Parafianowicz „Podziemie niepodległościowe na Suwalszczyźnie 1944-1952”

„Długie lata  propagandy i indoktrynacji  komunistycznej sprawiły, że w świadomości społecznej utarły się liczne negatywne stereotypy, dotyczące okresu powojennego i obrazu działającego wtedy zbrojnego  podziemia niepodległościowego. Jednym z głównych założeń  tej propagandy było zniekształcenie i zohydzenie wizerunku partyzantów polskich formacji niepodległościowych  i uczynienie z nich pospolitych bandytów”.

Niezmiernie cieszy mnie fakt iż Wydawnictwo Rytm z uporem i konsekwencją realizuje  nadal  politykę odkrywania trudnych i bolesnych kart naszej historii najnowszej. W sposób szczególny  dotyka   burzliwej XX- wiecznej historii naszego kraju, zwłaszcza tej odnoszącej  się do II wojny światowej,  lat okupacyjnych i pookupacyjnych. Ukazuje sylwetki niezłomnych, a niekiedy zapomnianych już (czy wydartych pamięci) polskich narodowych bohaterów walki o wolną i niezawisłą Rzeczypospolitą,  która w wyniku dziejowych procesów na długie lata wepchniętą została w objęcia krwawego, czerwonego totalitaryzmu.

Tym razem rzecz dotyczyć  będzie działalności niepodległościowego podziemia  na Suwalszczyźnie   w latach 1944-1952.  Ryszard Parafianowicz wnikliwie  kreśli skomplikowany,   polityczno- społeczny rys  tamtych czasów oraz to w jaki  sposób, bezpośredni czy pośredni, przekładał się  on na konspiracyjną działalność, wciąż tkwiących w podziemiu oddziałów oraz  poszczególnych ich członków. Analizuje i opisuje formy jakie przybrała owa działalności  (zarówno jeśli chodzi  o okupację niemiecką jak i sowiecką), jak kształtowała się, w rożnych okresach,  struktura organizacyjna (AK, AKO, WiN), ewoluowała i przekształcała się w zależności od okoliczność czy specyfiki terenu oraz jak wyglądał jej zbrojny dorobek. Autor doskonale charakteryzuje ówczesne realia naszego kraju, całość skomplikowanej sytuacji politycznej, gospodarczej, społecznej, moralnej i światopoglądowej.  Opisuje niezwykle trudną sytuację polskich oddziałów i poszczególnych żołnierzy tego regionu, którzy w zaistniałych historycznie warunkach stanęli przed dramatycznym wyborem. Pozbawieni zewnętrznego zaplecza, wsparcia, zagrożeni aresztowaniem, przymusowym wcieleniem do wojska, podstępnie rozbrajani, mordowani w sowieckich katowniach i leśnych ostępach, postanowili pozostać w konspiracji i dalej kontynuować walkę,  płacąc za swoją ofiarę częstokroć cenę najwyższą….

„Ostatni okres działalności  podziemia zbrojnego na tym terenie  to wrzesień 1948-kwiecień 1952 r. Nasilający się terror komunistycznego aparatu bezpieczeństwa, szczególnie skierowanego przeciw ujawnionym i nieujawnionym członkom konspiracji, sprawił że wielu prześladowanych zdecydowało się na „powrót do lasu” i tworzenie kilkuosobowych oddziałów zbrojnych. Większość z nich tworzona była przez  ujawnionych członków AK-AKO-WiN. Fakt, że oddziały zbrojne były niewielkie, powodował, że nie nastawiały się one na walkę z grupami operacyjnymi sił represji, ale na przetrwanie. Schemat działania tych osób, byłych partyzantów, był bezpośrednio nawiązujący do konspiracji czasów wojny”

Autor bardzo umiejętnie i z  ogromnym znawstwem  relacjonuje przyczynę, przebieg oraz wstrząsający epilog tragicznych wydarzeń, które rozegrały się na ziemi Suwalskiej w latach 1944-1952, ze szczególnym uwzględnieniem   umiejscowienia tego rejonu, jego geografii, historii, warunków terenowych, struktury społecznej, podziału narodowościowego, politycznych wpływów, względów  ekonomicznych i propagandowych. Piętnuje obłudę i zakłamanie nowych komunistycznych władz, zupełnie zależnych (wojskowo i decyzyjne) od ZSRR, wbrew szumnym hasłom nie mających zamiaru podejmować dialogu ze swoimi politycznymi oponentami. Na każdym kroku czuć  emocjonalne zaangażowanie badacza, które udziela się również czytelnikowi. To nie suche, obojętne, przedstawienie historycznych faktów, lecz pisana z pasją i zaangażowaniem opowieść o dramacie ludzi wpisanych w swój czas…Książka Ryszarda Parafianowicza jest lekturą znakomicie przygotowaną merytorycznie, wzbogaconą, dodatkowo, unikalnymi zdjęciami, mapami, tabelami, załącznikami,   kopiami dokumentów  oraz relacjami świadków i   uczestników wydarzeń. To kolejny milowy krok na drodze wypełniania białych plam polskich dziejów  oraz doskonała lekcja patriotyzmu, która przyda się nam wszystkim. Pozycja bez wątpienia godna polecenia.

 

Heinz Heger „Mężczyźni z różowym trójkątem”

„Co to za świat i co to za ludzie, którzy decydują za dorosłego człowieka, kogo i jak wolno mu kochać?”

Najnowsza publikacja Ośrodka Karta jest, ponad wszelką wątpliwość,  pozycją szczególną i   unikatową,  zarówno w skali europejskiej jak i światowej.  Po raz pierwszy  w tak kompleksowy i jednostronnie ukierunkowany  (a nie tylko wzmiankowany szczątkowo )  sposób,  podejmuje problematykę  prześladowania i fizycznej eksterminacji  w więzieniach i obozach koncentracyjnych hitlerowskich Niemiec, osób o odmiennej orientacji seksualnej.

Temat przez lata skutecznie przemilczany, pomijany, marginalizowany, czy jak powiedzielibyśmy dzisiaj  „zamiatany pod dywan”, nie pozwalający homoseksualnym ofiarom nazistowskiej machiny śmierci, nabyć  praw do   finansowego  czy choćby moralnego zadośćuczynienia za doznane krzywdy.  Łatwo jest potępić swoją własną przeszłość niż rzeczywiście się z niej wyzwolić  i powojenne Niemcy (w których tzw. procesy denazyfikacyjne były kpiną ze sprawiedliwości) są tego najlepszym przykładem, pozwalając na to  by przepisy (zwłaszcza słynny paragraf 175)  na podstawie których mniejszości seksualne III Rzeszy skazywane byłe na wieloletnią katorgę oraz  śmierć, obowiązywał aż do końca lat 60–tych, ubiegłego wieku.

„Od 1945 roku ta grupa ofiar, podobnie jak inne zapomniane ofiary nazizmu – Romowie, świadkowie Jehowy, tzw. aspołeczni ( prostytutki, lesbijki, bezdomni, alkoholicy, „trudna młodzież”…), osoby niepełnosprawne fizycznie, chorzy psychicznie- była brutalnie ignorowana.”

Lektura Heinza Hegera  (jest to pseudonim pod którym ukrywa się którą Josef Kohoutek) „Mężczyźni z różowym trójkątem”  jest wstrząsająca historią młodego austriackiego homoseksualisty, który,  aresztowany przez Gestapo  w 1939 roku, przeszedł  sześcioletnią gehennę w hitlerowskich więzieniach karnych a później obozach koncentracyjnych (Sachsenhausen, Flossenbürg), uwolniony dopiero przez amerykańskich żołnierzy w 1945 roku w czasie tzw. „marszu śmierci” do kolejnego obozu  KL Dachau.

Książka  ta  ma zdecydowanie dwa wymiary. Z jednej strony to bardzo osobisty,  naznaczony straszliwym cierpieniem (wręcz niewyobrażalnym  okrucieństwem i  wynaturzeniem oprawców)  dramat pojedynczego człowieka w starciu ze zbrodniczym, nazistowskim systemem.  Opis torturowanego przez pijanych esesmańskich żołdaków młodego człowieka, któremu jądra  na przemian zanurzano we wrzątku i lodowatej wodzie (nie mieszczący się chyba  w żaden skali bestialstwa) zostanie  ze mną na długo. Autor podaje i opisuje  wiele podobnych brutalnych zbrodni  dokonywanych na więźniach,  nie ukrywając  przy tym również  tego, iż za cenę przetrwania i polepszenia swoich warunków bytowych godził się na świadczenie usług seksualnych.

A drugiej strony znajdziemy tu  niezwykle interesujący  wymiar historyczny, dzięki któremu będziemy mieli okazje  znaczne wzbogacić swoją wiedzę dotyczącą funkcjonowania hitlerowskich fabryk śmierci, metod jakie stosowało niemieckie państwo w odniesieniu do swoich „nieprawomyślnych” obywateli,  ich miejsca w narodowosocjalistycznej, polityczno-społecznej doktrynie,  wkładu w rozwój niemieckiej gospodarki (zwłaszcza w końcowej fazie II wojny światowej) oraz tego jak w praktyce wyglądało codzienne funkcjonowanie obozów koncentracyjnych.  Jak układała się ich  struktura organizacyjna,   hierarchia władzy, wzajemne  zależności miedzy poszczególnymi jej elementami oraz to  według jakich  kategorii oznaczano poszczególne grupy więźniów (nie miałem, na przykład, pojęcia iż dla Świadków Jehowy istniało specjalne oznaczenie  w postaci fioletowego trójkąta ) i jak to przekładało się na całość wzajemnych,  międzyludzkich relacji.

Książka „Mężczyźni z różowym trójkątem”  jest naprawdę wstrząsającym  świadectwem historycznej prawdy  oraz swoistym przesłaniem, skierowanym do przyszłych pokoleń, iż powinny dokonać wszelkich możliwych starań aby koszmar wojny oraz związana z nią nietolerancja  dla inności (nie ważne jakiej: rasowej, etnicznej, kulturowej, politycznej czy seksualnej) nigdy nie powróciła. Gorąco polecam.