Simon Sebag Montefiore „Stalin. Dwór czerwonego cara”

 ”Napisano setki książek o Stalinie, który przez ćwierć stulecia terroryzował Związek Radziecki i trzymał w napięciu resztę świata. Jego życie prywatne spowijała zasłona tajemnicy, większość opracowań koncentrowała się na wewnętrznej i zagranicznej polityce Stalina. Montefiore w swojej książce zmienił tę konwencję: poświecił stosunkowo niewiele uwagi działalności politycznej dyktatora, a skupił się na człowieku i jego najbliższym otoczeniu”.

Simon Sebag Montefiore po raz kolejny udowadnia iż historia nie jest jedynie zbiorem suchych, ułożonym chronologicznie  faktów i zjawisk, lecz wielopłaszczyznową, tętniąca życiem, mozaiką ludzkich losów oraz czasów, która fascynuje, pociąga nas swoją tajemniczością i stanowi przykład (nie zawsze pozytywny czy godny naśladowania, rzecz jasna) dla przyszłych pokoleń. Jego książka „Stalin. Dwór czerwonego cara” jest lekturą pochłaniająca nas bez reszty, która przeraża ale i uwodzi zarazem, pokazując dwie twarze (a miejscami nawet  więcej niż dwie)  sowieckiego totalitaryzmu a wraz z nim postacie, które tworzyły i kształtowały ów system oraz  przez wiele lat stały na jego czele.

Barwny język, znakomity literacki styl, zdolność wyciągania cennych wniosków i opinii, wielostronne przygotowanie merytoryczne (wsparte licznymi źródłami) oraz duża doza obiektywizmu. Autor jest raczej naszym przewodnikiem niż osobą próbującą  przekonać nas, za wszelka cenę,  do swoich  racji co skutkuje tym iż tą dość pokaźnych rozmiarów książkę czyta się bardzo szybko.  „Stalin. Dwór czerwonego cara”  jak sugeruje nam sam tytuł  jest zbiorowym portretem  najbliższych współpracowników sowieckiego dyktatora (Mołotow,  Beria, Chruszczow, Melenkow, Kaganowicz i inni)  oraz naturalnie jego samego, wpisanym w złożone   polityczno –społeczne spektrum, dramatycznych wydarzeń XX wieku.  Różni się jednak ona zasadniczo od większości  publikacji  zajmujących się tą tematyką a skupiających  się w przeważającej większości  na aspektach natury politycznej, militarnej, dyplomatycznej, ideologicznej, zawiłej sytuacji  wewnętrznej i zewnętrznej, charakteryzującej radzieckie państwo oraz ogromu ludobójstwa, którego się ono dopuściło na różnych etapach swojego istnienia. W tej konkretnej publikacji stanowi jednak jedynie tło (choć, naturalnie,  ważne  i pomocne w zrozumieniu rozmaitych postaw i zachowań)  w ukazaniu bardzo prywatnego  i rodzinnego  obrazu życia najwyższych radzieckich dygnitarzy. Docierając do licznych, mało znanych faktów (ciekawostek, wspomnień, czasami anegdot) Simon Sebag Montefiore pokazuje czytelnikowi całkowicie niedostępny  dla radzieckiego „zwykłego zjadacza chleba” świat sowieckich elit, wkraczając  na prywatne pomieszczenia Kremla, wspaniałe podmoskiewskie dacze, ekskluzywne ośrodki wypoczynkowe, uzdrowiska, sale teatrów czy filharmonii czy dziecięce place zabaw. Dowiemy się czym zajmowali się partyjni decydenci w tzw. ”wolnym czasie” w jaki sposób odpoczywali, jak się bawili,  co jedli, co  pili  i jak zachowywali się na tym  prywatnym gruncie.

 Pokazuje zupełne inne (ale jakże interesujące)  oblicze Stalina  i jego współpracowników, (świetnie uchwycone  na zdjęciach)  otoczonych przez rodzinę i przyjaciół,  by za chwile jednym podpisać skazać na  uwięzienie i śmierć tysiące ludzi.

Oczywiście, najciekawsze są wątki  dotyczące pełnego zakrętów życia generalissimusa, również tego  rodzinnego oraz jego skomplikowanych relacji z żoną czy dziećmi  oraz tego jak później, tragicznie,  potoczyły się ich losy. Szczególnie poruszająco jawią się dramatyczne wypadki związane z  samobójczą śmiecą  jego żony Nadieżdy Alliłujewy ( 9 listopada 1932 roku)  okoliczności tego zdarzenia oraz  konsekwencje, które za sobą śmierć ta niosła, ukazujące Stalina w szczególnym i budzących grozę światłe. Nie mniej ciekawymi są również opisy jego relacji ze starą, zasłużoną,  bolszewicką kadrą (których proces likwidacji już wkrótce się zacznie) oraz z innymi najbliższymi współpracownikami,  zawdzięczającymi swoje kariery i status właśnie jemu. Związki i  łączące ich relacje (różnej natury) rzucają wiele światła na funkcjonowanie sowieckiej dyktatury i mogłyby stanowić wdzięczny temat na kolejną książkę.

 „Stalin. Dwór czerwonego cara” jest bez wątpienia lekturą zasługującą na naszą szczególną uwagę, gdyż znacznie poszerza i krystalizuje nasza wiedzę o ważnych (chcemy tego czy nie) postaciach XX wieku, których wpływ na historie i polityczną mapę świata jest widoczny po dziś dzień. Polecam.

Maja Lidia Kossakowska „Bramy Światłości” tom I 2

„Uważajcie na marzenia skrzydlaci. Czasem spełniają się, jak klątwa.

Minęło już kilka dobrych lat od momentu w którym po raz  pierwszy zetknąłem się z twórczością Pani Maji Lidii Kossakowskiej przy okazji lektury „Żarna niebios”, pierwszej odsłony anielskiego uniwersum. Potem na fali fascynacji jej twórczością poszło już po szybciutko: „Siewca Wiatru” i  „Zbieracza Burz” tom I i II.

Ucieszyłem się więc niezmiernie iż autorka po tak długim czasie postanowiła powrócić do tego projektu, racząc swojego czytelnika kolejną opowieścią  z niebiańskiego świata.

Oczywiście,  tego rodzaju powroty nigdy nie są łatwe lecz pisarka znakomicie się  odnalazła, zaskoczyła nowymi pomysłami, bohaterami a sama  powieść trzyma solidny poziom swoich poprzedniczek.

Miło było powrócić do anielskiego królestwa, nadal rządzonego żelazną ręką przez archanioła Gabriela i jego przyjaciół ( Razjela, Pana Tajemnic i Michała) wspieranych w cichym sojuszy przez władców piekielnej Głębi, Lucyfera i Asmodeusza.

Bóg odszedł i nikt nadal nie wie gdzie… zaś utrzymanie tego w tajemnicy jest coraz trudniejsze i zaczyna już ciążyć wąskiej,  wtajemniczonej grupie skrzydlatych. Niespodziewanie pojawia się jednak cień nadziej w postaci znanej anielskiej podróżniczki Seredy, która gdzieś w odległych  Strefach  Poza Czasem odkryła ślady obecności Pana. Wiadomość ta na tyle elektryzuje i pobudza nadzieje zainteresowanych iż niezwłocznie organizują wyprawę na czele której staje osławiony, znany nam doskonale,  Daimon, Anioł Zaglad, Tańczący Na Zgliszczach. Tak zaczyna się szalona i pełna niebezpieczeństw eskapada,  której finału nie sposób przewidzieć… ale o tym przekonajcie się już sami .

Po raz kolejny dałem się urzec znakomicie wykreowanemu światu przedstawionemu,  rozbudowanemu, nieprzewidywalnemu i  wielobarwnemu,   pełnego mrocznych sekretów,  tajemnic oraz  całej gamy niedopowiedzeń. Wciągnąć w wir powieściowych zdarzeń, świetnych opisów i przesyconego magią, niepokojem  i strachem (charakterystycznym  dla autorki) klimatem, pośród którego akcja to leniwie się snuje to gwałtownie i zaskakująco przyspiesza.

 Nadal wielkie wrażenie robi na mnie świat Głębi  (mimo iż tutaj nie jest, akurat, jakoś silnie  eksponowany) i to jak radzą tam  sobie Upadli, będący na skraju pałacowego przewrotu.

Wspaniała opowieści nie z tej ziemi… dosłownie i w przenośni. Polecam.

Anita Prażmowska „Władysław Gomułka”

„Gomułka był polskim komunistą i uważał się za architekta polskiej politycznej i społecznej transformacji(…) Ci, którzy podchodzą do historii Polski  z otwartą głową, dowiedzą się bardzo wiele na temat tego jak, wówczas, wyglądało rządzenie Polską i na jakich opierało się zasadach. Ci, którzy podzielają(…) opinie że wszyscy, będący wówczas u władzy, byli zdrajcami i sowieckimi agentami prawdopodobnie nie dowiedzą się niczego, ponieważ nie zaakceptują mojego podejścia humanizującego Gomułkę”

Jeden z najbardziej cenionych  przeze mnie historyków (niestety, już nieżyjący) prof. Paweł Wieczorkiewicz w jednej z audycji radiowech wyraził opinie, iż pośród wszystkich polskich komunistycznych przywódców, co do których nasze opinie są (i powinny być) zdecydowanie jak najbardziej negatywne, jedynie w postaci  Władysława Gomułki można dostrzec jakiś szlachetniejszy rys. Zdanie to zaintrygowało mnie na tyle iż postanowiłem wzbogacić swoją wiedzą odnośnie tego  polityka i jego życia.

Sama, zresztą, osoba  Władysława Gomułki – wieloletniego działacza komunistycznego, związkowego a później partyjnego przywódcy (najpierw Polskiej Partii Robotniczej a później Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej) mimo upływu dekad nie przestaje ciekawić czy nawet fascynować  kolejnych pokoleń historyków i badaczy naszych dziejów najnowszych. Wraz z  pojawiającymi się, coraz częściej, rzetelnymi  opracowaniami dotyczącymi jego osoby i czasów (nie obciążonych czy zmanipulowanych ideologicznie, jak miało to miejsce w dobie PRL-u ) nasza wiedza o tym ważnym ale i kontrowersyjnym I sekretarzu  zdaje się być coraz pełniejsza.  Skutkuje to, naturalnie, tym iż możliwe staje się (przynajmniej w jakiejś części) rozwikłanie niektórych wątków z jego bujnego życiorysu oraz poznanie motywów, którymi kierował się podejmując decyzje  przez  lata  kształtujące obraz Polski i jego obywateli.  Z pamiętników, relacji syna,  Ryszarda Strzeleckiego czy wspomnień współpracowników  i partyjnych towarzyszy  (Józef Tejchma, Stanisław Kociołek,  Edward Ochab, Stanisław Staszewski i inni) sporo dowiedzieliśmy się  również o jego życiu prywatnym i cechach charakteru. 

W nurt ten wpisuje się  najnowsza książka, profesor historii powszechnej w London School of Economics, Pani Anity Prażmowskiej  zatytułowana „Władysław Gomułka”, która w sposób bardzo interesujący oraz przystępny dla czytelnika (podparty przy tym gruntowaną, merytoryczną wiedzą)  przybliża nam  jego sylwetkę, odsłania kulisy zawrotnej partyjnej kariery oraz wyjaśnia wciąż jeszcze  mało znane fragmenty jego skomplikowanej biografii.

Ukazuje drogę jaka przeszedł Władysław Gomułka  od mało znanego, lokalnego działacza związkowego i członka nielegalnej  Komunistycznej Partii Polski  (wielokrotnie aresztowanego za działalność antypaństwową) po same szczyty  władzy, najpierw w okresie II wojny światowej a później w powojennej  rzeczywistości (po kilku latach uwięzienia i szykan ze strony  dotychczasowych towarzyszy, inspirowanych przez   radzieckie czynniki decyzyjne)  wyniesiony na fali   październikowych zmian 1956 na stanowisko   I sekretarza PZPR.

Zagłębiając się w lekturę trudno oprzeć się wrażeniu iż autorka próbuje trochę odmitologizować (zwłaszcza z tej najczarniejszej legendy) trochę jego postaci, pokazać  go jako człowieka  wielkich polityczno –społecznych nadziei, próbującego wybrać własną drogę do socjalizmu, prowadzić niezależną od Wielkiego Brata politykę (na ile było to możliwe w takiej, a nie innej,  politycznej konstelacji), którego więzili zatwardziali  stalinowcy (próbując wplątać go w międzynarodowy spisek, co zapewne skończyłoby się pokazowym procesem i zapewnię śmiercią, jak miało to miejsce w innych krajach bloku wschodniego). Ukazać go jako człowieka niezwykle pracowitego, uczciwego, skromnego (czasami aż do przesady), nie dbającego o osobiste bogactwo, luksusy przynależne elitom  władzy czy splendor wynikający z zajmowanej pozycji. I jest w tym (jak wiemy z różnych relacji i wspomnień) sporo prawdy i na tym polu  zdecydowanie wyróżniał się na tle całej, partyjno-państwowej nomenklatury. W myśl jednak starego przysłowia iż   jedna jaskółka wiosny  nie czyni,  musimy spojrzeć na jego życiorys  w  znacznie  szerszym kontekście, pamiętając o tym iż z racji swojej wysokiej pozycji we władzach  komunistycznych oraz rozmaitych funkcji z tym związanych jest bezpośrednio i pośrednio odpowiedzialny za brutalne wprowadzenia  w naszym kraju tzw. dyktatury proletariatu, krwawą rozprawę z  podziemiem niepodległościowym, bezwzględne niszczenie partii opozycyjnych (szczególnie PSL-u), oraz  szeregu innych działań, mających na celu utrwalenia w Polsce sowieckiego modelu państwa i jego zbrodniczej ideologii.  Książka, oprócz wątków typowo biograficznych kreśli również szerokie historyczno-polityczne tło epoki (odnoszące się zarówno do okresu II Rzeczypospolitej, hitlerowskiej okupacji jak i dramatycznego, tragicznego dla nas okresu po jej zakończeniu) opisując   mechanizmy władzy i procesy decyzyjne, wpisane w  zmieniające się wewnętrzne i zewnętrzne uwarunkowania oraz  indywidualne  i frakcyjnych rozgrywki w łonie samej partii.

Mnie osobiście, najbardziej zainteresowały  te fragmenty życiorysu Gomułki,  o których wciąż wiemy stosunkowo niewiele:  nielegalna działalność w dwudziestoleciu międzywojennym, pełne zagadek przywództwo  w PPR, odsunięcie od władzy przez Bolesława Bieruta,  kulisy jego upadku czy wciąż budzący kontrowersje rozkaz użycia broni przeciw  robotnikom  w Grudniu 1970 roku.

Pisarka,  oprócz własnych badań nad postacią, oparła się w dużej mierze na pamiętnikach swojego bohatera, choć obiektywnie przyznaje  iż nie wszystkie  (chociażby ze względu na czasową perspektywę)  zawarte tam treści muszą w pełni odpowiadać rzeczywistości. Myślę iż doskonałym uzupełnieniem  byłoby sięgniecie do znakomitych publikacji  Jerzego  Eislera  „Siedmiu wspaniałych” czy Sławomira Centkiewicza „Polska Partia Robotnicza. Droga do władzy 1941-1944 ” – ale to tylko taka dygresja, która nie zmienia mojej, wysokiej opinii o tej książce.

 Lektura Anity Prażmowskiej „Władysław Gomułka” bez wątpień zadowoli tych wszystkich, którzy chcą wyjść poza ramy wiedzy, którą nabyliśmy w szkołach lub  dociera  do nas, w wersji szczątkowej, z rożnych programów publicystycznych  i edukacyjnych. Myślę ze warto zmierzyć się z sylwetka polityka, który wywarł tak wielki wpływ na kształt  i wizerunek naszego kraju. Zdecydowanie polecam.

Marcin Ciszewski „Krüger i szakal”

Marcin Ciszewski znany czytelnikom twórca bardzo poczytnego cyklu  military/politycal fiction, traktującego o zaplątanych w czasie  losach polskich żołnierzy  Pierwszego  Samodzielnego Batalionu Rozpoznawczego postanowił zmienić trochę epokę i historyczny klimat  (zrobił to w sposób naprawę pomysłowy)  przenosząc czytelnika w początki XX wieku i okres odradzającej się w bólach Rzeczypospolitej. Kraju, który  po 123 latach zaborów i obcej dominacji walczy o odzyskanie pełnej niepodległości i powrót do dawnych granic.

 Brawurowo (choć, nie bez nieprzewidzianych komplikacji) przeprowadzony napad na Bank Zachodni w Warszawie uruchamia całą lawinę zdarzeń, które powiodą nas śladem powieściowych bohaterów przez polsko-ukraiński drogi i bezdroża, wielkie miejskie aglomeracje (oprócz stolicy Polski pojawi się również Lwów i Kijów), bogate mieszczańskie kamienice, ciemne zaułki dzielnic, arystokratyczne dworki jak  i skryte wśród pól i lasów, biedne chłopskie chałupy.

Pisarz serwuje nam wciągającą opowieść, gdzieś z pogranicza literatury  sensacyjno-detektywistycznej, mrocznego thrillera i dobrej powieści historycznej,  znakomicie umiejscowionej w  skomplikowanych realiach tego okresu  nie uciekając, przy tym, od trudnych czy bolesnych polityczno – społecznych problemów.

Zaskakuje, barwną,  wielopłaszczyznową fabułą, umiejętnie prowadzoną intrygą, która powoli odsłania nam swoje sekrety, budując odpowiednie napięcie i powodując iż  elementy układanki zaczynają  coraz  wyraźniej do siebie pasować. Wydarzenia obserwujemy zresztą z kilku odmiennych perspektyw  (również czasowych, gdyż od czasu do czasu pojawia się, ważna z punktu widzenia czytelnika, retrospekcja)  zarówno tych dotyczących tytułowego  bohatera, Willhelma Krügera, innych wiodących w powieści postaci (Cygan, Mentor, Kolcow) jaki i tych drugoplanowych, które jednak wiele wnoszą do przedstawionego obrazu zdarzeń (komisarz Waligóra) przez co jest on znacznie bogatszy i obejmuje większą ilość zagadnień i wątków. Oprócz tych ostatnich, dotyczących głównych aktorów rozgrywających się wydarzeń, na naszą szczególna uwagę  zasługuje  niezwykle sugestywny sposób w jaki twórca  (opierające się na dużej znajomości faktów)  ukazuje  targaną konfliktami (zewnętrznymi i wewnętrznymi)  Ukrainę w której o władze, oprócz polskiego żywiołu, walczą bolszewiccy, zwolennicy Ukraińskiej Republiki Ludowej atamana Symona Petrury, żołnierze Armii Ochotniczej gen. Antona Denikina (tzw. biali) czy stronnicy innych partii czy  ugrupowań politycznych, przeróżnej orientacji.  Krwawej, bratobójczej wojny w którą nasi bohaterowie, wbrew swojej woli,  zostaną wplątani i w której, chcąc tego czy nie, zmuszeni będą uczestniczyć. Nie chce naturalnie zdradzać zbyt wiele aby nie psuć nikomu możliwości obcowania z  lektura.

 „Kruger i szakal”  Marcina Ciszewskiego to pierwsza cześć szerszego cyklu,  który zapowiada się naprawdę interesująco, zwłaszcza iż niemal nic niej jest tu takie jak z pozoru wygląda.

Dobre kino….

Piotr Kozłowski „Moja Polska ?”

„Już będąc dzieckiem, wiedziałem, że istnieją-niesprawiedliwość i kłamstwo, a dziś, będąc dorosłym, nie mogę  znaleźć nawet cienia uczciwości i prawdy”.

Nakładem Warszawskiej Grupy Wydawniczej ukazała się  publikacja Pana Piotra Kozłowskiego zatytułowana „Moja Polska ?” i bardzo cieszę się iż udało mi się na nią trafić. Z  kilku zasadniczych  powodów.  Jestem, wprawdzie, trochę młodszy od autora lektury, ale niezmiernie wdzięczny mu jestem  za to iż udało mu się poruszyć w moim umyśle oraz  pamięci  dawno,  wydawałoby się, pogrzebane, nuty przeszłością. Ze zdwojoną siłą powróciły wspomnienia  lat dziecięcych i szkolnych, czasy młodzieńczego buntu,  wpisującego się  w specyficzną, bezbarwną PRL-owską scenerię oraz przesycony  absurdami (oraz urokami  taniego wina-nie ma co zaprzeczać) klimat  ówczesnej rzeczywistości. Uświadomiłem sobie, przy tym, z niejakim zdziwieniem, jak wiele rzeczy, wydarzeń i zjawisk (choć dziś z perspektywy lat wyglądają one już zupełnie inaczej) nasze pokolenie odbierało  i przeżywało  w niemal identyczny sposób. No i każdy z nas miał gdzieś swojego Grządala…

Ta bardzo osobista, iskrząca się od przeróżnych (bywa że skrajnych)  emocji opowieść twórcy o jego Polsce jest więc w dużej mierze również historią mojej Polski,  tego czym dla mnie jest, jak ją postrzegałem kiedyś   i postrzegam dziś, za co kocham, szanuje oraz  co w niej budzi moje obawy i  z czym się nie zgadzam. Oczywiście, jak w każdej tego rodzaju lekturze  w której przedstawione są bardzo subiektywne przemyślenia i poglądy autora,  znajdziemy płaszczyzny wspólne oraz takie z którymi w mniejszym lub większym stopniu się nie identyfikujemy, gdyż odbiegają od  naszego, prywatnego  spojrzenia na otaczający  nas świat. W tym wypadku odnosi się to  np. do  krytycznego  stosunku Pana Piotra Kozłowskiego do społeczności  żydowskiej, co do której w swoich opiniach jestem zdecydowanie mniej radykalny

Podzielam za to w większości jego niepokoje i troski  (oparte tu na licznych przykładach)  odnoszące się do szeroko rozumianej polityki, również tej historycznej, świata mediów (szczególnie ich rzetelności), wymiaru sprawiedliwości, służby zdrowia, edukacji, kościoła katolickiego i jego hierarchów,  policji, służb specjalnych czy też innych, niepokojących zjawisk, które mamy okazje obserwować, na przestrzeni ostatnich lat,  w naszym kraju.

I myślę sobie że o to właśnie w tej lekturze (poza niewątpliwie interesującym wątkiem biograficznym czy pokoleniowym) chyba tak naprawdę chodzi. O Polskę, naszą wspólną Polskę. Z jej ogromnym potencjałem, wielowiekowym, dziejowym  dorobkiem  ale również z narodowymi przywarami,  społecznymi patologiami  i niedoskonałościami systemu, które napotykamy każdego dnia 

O Ojczyznę nas wszystkich,  o której trzeba rozmawiać, którą trzeba zmieniać (nie tylko krytykować) i o którą trzeba dbać, bez względu na czasy, aktualną  sytuację polityczno-społeczną   czy zmieniające się, raz po raz, elity władzy. Ciekawa lektura, pobudzająca nas niekiedy do głębszych refleksji i przemyśleń. Polecam.

 

 

 

Artur Górski ”Masa. O żołnierzach polskiej mafii”,

Przed nami kolejna i chyba jedna z ciekawszych odsłon wynurzeń Jarosława Sokołowskiego ps. „Masa” (najsłynniejszego, polskiego świadka koronnego a niegdyś prominentnego członka tzw. grupy  pruszkowskiej) dotykająca w sposób bezpośredni samej istoty i sedna polskiej przestępczości zorganizowanej,  lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Po raz kolejny, ten były gangster  odkrywa przed Arturem Górskim brutalny, bezwzględny, świat wielkich mafijnych interesów, krwawej walki o władze i wpływy, porachunków, zabójstw na zlecenie, zamachów bombowych, porwań, wymuszeń rozbójniczych, napadów, kradzieży, oszustw, zastraszeń  i wielu innych działań w których grupa ta dopuszczała się w Polsce i poza jej granicami.

 Tym razem przedmiotem jego opowieści staną się zwykli (choć jak przekonamy się z lektury, czasami nie tacy zupełnie zwykli) szeregowi członkowie grup przestępczych: ochroniarze, kierowcy, złodzieje samochodów, ludzie  odpowiedzialni za rozwiązania siłowe czy też ci zajmujący się finansową stroną tej działalności.

Oprócz samego „Masy” Andrzej Górski  dopuścił do głosu oraz  oparł się na relacjach i wspomnieniach  członków innych grup przestępczych, niekoniecznie związanych z grupą pruszkowską, którzy opisali jak z ich perspektywy  wyglądał świat  ówczesnej  mafii. Nie zabraknie więc ponurych,  brutalnych i pełnych okrucieństwa wydarzeń z ich przestępczych karier (których byli uczestnikami albo  świadkami), obrazu życia za murami polskich zakładów karnych czy pikantnych szczegółów (często ubranych w barwne anegdoty) z pijackich ekscesów (krajowych i zagranicznych) czy erotycznych podbojów. Dzięki  lekturze mamy unikalną możliwości przyjrzeć się (niejako od środka) całemu wachlarzowi przestępczych dokonań, które ludzi takich jak „Masa” wywindowały na mafijne szczyty: kradzieże, oszustwa, handel walutą i dziełami sztuki,  wymuszenia, ochrona lokali i dyskotek, gry hazardowe, pranie pieniący, napady na tiry, ściąganie długów, przemyt alkoholi i papierosów, handel samochodami, narkotykami, bronią i wiele innych… I tak jak poprzednio główny akcent położony  został  na ukazanie   przerażającego i  trudnego do wyobrażenia, przeciętnemu obywatelowi, obrazu naszej rodzimej przestępczości minionego okresu oraz zupełnej bezsilności  a niekiedy i skorumpowania wymiaru sprawiedliwości oraz policji

Szczególnie ciekawym wątkiem (przynajmniej dla mnie),  który od czasu do czasu przewija się w lekturze jest ten odnoszący się do działań  na styku polityki, wielkiego biznesu oraz służb specjalnych. Dotychczas,  zarówno Jrosław Sokołowski jak i inni rozmówcy Artura Górskiego skrzętnie unikali tego tematu a jeśli już przy okazji jakiegoś wydarzenia ocierali się o tą problematykę,  robili to w sposób bardzo iluzoryczny i  zawoalowany. Mam nadzieje iż w kolejnych częściach cyklu (które jak sądzę się pojawią) sprawy te zostaną potraktowane w sposób zupełnie odrębny i bardziej szczegółowy. Wydaje mi się iż wielu odbiorców na to czeka.

Zagłębiając się w treść publikacji  musimy mieć w sobie pewną ( i to dość dużą) dozę sceptycyzmu oraz  pamiętać  iż to co przedstawia nam Jarosław Sokołowski jest jedynie małym fragmentem wiedzy, którą niewątpliwie posiada a z którą (jak na razie) nie zawsze chce się, lub może, podzielić.

Książka Artura Górskiego ”Masa. O żołnierzach polskiej mafii”, to niewątpliwie bardzo interesująca  a przy tym świetnie się czytająca (duża w tym zasługa niewątpliwych gawędziarskich zdolności świadka koronnego) publikacja dla wszystkich, którzy interesują się historią najnowszą  Rzeczypospolitej, zwłaszcza w tym niezbyt chlubnym jej aspekcie.


ZAPOWIEDŹ!!!

Maja Lidia Kossakowska jest jedną z najbardziej poczytnych pisarek w Polsce.

Jej książki od zawsze cieszą się ogromną popularnością.

Pisarka wychowana na klasyce i literaturze amerykańskiej: Faulknerze, Steinbecku, Hemingwayu, Chandlerze, Cortazarze i Llosie – z Fabryką Słów wydała piętnaście książek.

Jej najbardziej znany cykl Zastępy Anielskie – po ponad sześciu latach doczekał się kontynuacji,

Bramy Światłości to jedna z najbardziej oczekiwanych książek w rodzimej fantastyce.

Maja Lidia Kossakowska od dzieciństwa marzyła, że kiedyś zostanie reżyserem. Równie silnie pragnęła zostać lalkarzem, rzeźbiarzem i archeologiem. Zwiedzanie uroczych, starych miasteczek (z częstymi postojami w małych, tradycyjnych knajpkach), patrzenie na morze, spacery plażą, malowanie obrazów, szycie lalek i grzebanie w starociach, to jej ulubiony sposób spędzania wolnego czasu do dziś.

Wrażliwość pisarki ukształtowała się podczas nauki w liceum plastycznym, w trakcie studiów archeologicznych i nade wszystko dzięki lekturom. Bo dom Kossakowskich był zawsze pełen książek i bez czytania nikt z rodu nie mogłaby się obejść.

Archeologia nauczyła ją odkrywać i odtwarzać światy, rozbudowała wyobraźnię, nauczyła myślenia fabularnego, które umiejętnie wykorzystała realizując dokumentalne programy telewizyjne i podejmując pierwsze próby literackie.

Kossakowska nie zapomni dnia, w którym po raz pierwszy ujrzała swój tekst w druku. Tego się nie da z niczym porównać. To uzależnia i determinuje plany. Dzisiaj w jej życiu dominuje literatura, która z pasji przerodziła się w sposób na życie i pracę.

A w styczniu 2017 roku minie dokładnie 20 lat od jej „drukowanego” debiutu!

Autorka lubi w swoich powieściach eksperymentować ze stylem i gatunkami. Zawsze jednak przywiązuje uwagę do szczegółów – starannie rozpisuje poszczególne rozdziały i sceny, jest do bólu dokładna i konsekwentna w swoich postanowieniach.

Pisarka chętnie ucieka od miasta i pracy. Ma nieduży letni domek, w którym czuje się naprawdę u siebie i na właściwym miejscu.

 O książce:

Pan odszedł i serce świata przestało bić. Królestwo, oparte na solidnej podstawie niebiańskiej hierarchii, musi trwać.

Daimon, jeszcze niedawno wyrzutek i szaleniec, pragnący zniszczyć świat, znów stał się szanowanym, choć niezbyt lubianym Świetlistym, Abaddonem Niszczycielem, w służbie Królestwu. Odwieczna, ulubiona banda uskrzydlonych drani, zabójców i intrygantów na nowo przygarnęła go do swoich wielkich, gorących serc. Alleluja!

Świetlista z dobrego rodu, imieniem Sereda – podróżnik, kartograf, odkrywca – która właśnie wróciła z kolejnej wyprawy, przyniosła Razjelowi, Panu Tajemnic dobrą nowinę. Znane jest miejsce bytności Pana.

Królestwo organizuje ekspedycję badawczą w dzikie i nieznane Strefy Poza Czasem, by rzucić się w wir najbardziej szalonych niebezpieczeństw czyhających gdzieś na najparszywszym zadupiu wszechświata i odnaleźć emanację Światłości.

Dowódcą wyprawy zostaje Tańczący Na Zgliszczach ze śmiercionośną Gwiazdą Zagłady.

Uważajcie na marzenia, skrzydlaci. Czasem spełniają się, jak klątwa.

 

Paweł Majka „Człowiek obiecany”

Na nasz księgarski rynek trafiła ostatnio  długo oczekiwana przez fanów, druga odsłona powieść Pawła Majki (wpisująca się  nadal, naturalnie, w stylistykę  cyklu Uniwersum Metro 2033)  zatytułowana „Człowiek obiecany”. Lektura jest bezpośrednią kontynuację wątków zawiązanych w części pierwszej ( „Dzielnica obiecana”)  i wyraźnym potwierdzeniem tego iż polski pisarz nadal doskonale odnajduje się w apokaliptycznej tematyce, skupiającej się wokół ocalałych z nuklearnej zagłady i walczących o przeżycie mieszkańców, dumnego i wspaniałego  niegdyś Krakowa. Autor trzyma się, oczywiście,  pewnych określonych i wytyczonych przez  Dmitryja Glukhovsky’ego ram, dotyczących futurystycznej wizji świata jaki powstał po tej globalnej tragedii, określonego klimatu, scenerii  i wynikających z tego stanu rzeczy ludzkich zachowań i postaw. Stać go jednak na to (i bardzo mnie to cieszy) by wybiec trochę do przodu, dodać nowe pomysły i tchnąć powiew świeżości w trochę  już „zczytane”  schematy.
Powrócą niektórzy znani nam już wcześniej bohaterowie, którym, tym razem, towarzyszyć będziemy  w szaleńczym pościgu (podczas którego okaże się iż  niemal każdemu przyświecać  będzie własny interes i cel) za młodziutką Ewą, która nosi w swoim łonie dziecko Mrocznego Króla  (tytułowy „Człowiek obiecany”) oraz  tajemnice jednomyślności, którą wszyscy chcieliby posiąść. Pojawi się również nowy gracz (i jest tom, moim zdaniem, strzał w dziesiątkę) w postaci zorganizowanych na wzór wojskowy mieszkańców tzw. Twierdzy, skupionych wokół starego klasztoru w Tyńcu,  co znacznie zdynamizuję samą akcje, wzbogaci  fabułę, elementy świata przedstawionego oraz zmieni nasze spojrzenie na znany nam dotychczas świat. Pojawi się szereg nowych elementów, zupełnie zaskakujących zjawisk (owocna koegzystencja, by nie powiedzieć braterstwo, mutantów i ludzi, żyjących na pograniczu) co wprowadzi sporo zamieszania  ale przy tym bardzo korzystnie wpłynie na odbiór lektury.

Druga cześć projektu zdecydowanie  podobała mi się bardziej. Jest bogatsza i bardziej rozbudowana, wydarzenia w większości rozgrywają się na powierzchni, co daje prawdziwe pole do popisu dla wyobraźni twórcy a liczne, ciekawe  wątki (nawet te nowe) w sposób umiejętny i przemyślany zazębiają się z tymi znanymi już czytelnikowi.

„Człowiek obiecany” Pawła Majki jest lekturą, która zapewni nam ( i nie mam na myśli tylko zagorzałych  sympatyków  METRA 2033) dobrych kilka wieczorów, niebanalnej i wciągającej rozrywki. Intrygujący zamysł oraz  porywająca akcja powoduje iż książkę  znakomicie się czyta a napięcie i ciekawość tego co wydarzy się dalej towarzyszy nam od pierwszej do ostatniej strony. Kończy się w momencie, który sugeruje iż  Paweł  Majka, bynajmniej  nie powiedział jeszcze ostatniego słowa… Duży plus za świetną okładkę. Polecam.