Rzeczozmęczenie – co to takiego?

 James Wallman, brytyjski dziennikarz, futurolog i prognostyk trendów, który swoją wiedzą i doświadczeniem dzielił się z takimi firmami jak BMW, Nike czy Burberry, mianem „stuffocation” określił syndrom przytłoczenia nadmierną liczbą przedmiotów („stuff” – rzeczy i „suffocation” – duszenie się).

W Polsce ukazuje się właśnie jego książka poświęcona temu zjawisku. „Stuffocation”  – w polskim przekładzie autorstwa Katarzyny Dudzik „Rzeczozmęczenie” – to pasjonująca opowieść o tym, skąd wzięła się u nas nieodparta chęć gromadzenia rzeczy, które z biegiem miesięcy i lat zaczynają się piętrzyć w naszych mieszkaniach, domach, garażach i piwnicach, nie tylko odbierając nam wolność w wielu aspektach, ale też – w skrajnych przypadkach – zagrażając naszemu zdrowiu, a nawet życiu.

Na pewno każdy z nas na jakimś etapie życia doświadczył tytułowego rzeczozmęczenia – mając powyżej uszu wielu posiadanych rzeczy i kosztów, które się z nimi wiążą. Wallman w swojej książce zabiera nas do źródeł rzeczozmęczenia i pokazuje, jak z nim walczyć. Jego książka nie jest jednak zwykłym poradnikiem na temat wyrzucania rzeczy i odzyskiwania miejsca, które dotychczas zajmowały w naszym życiu – dosłownie i w przenośni. „Rzeczozmęczenie” to coś o wiele głębszego: to epicka, pełna przemawiających przykładów i ciekawych kulturowych, antropologicznych i socjologicznych odniesień narracja, która uzmysłowi nam, dlaczego jesteśmy tak przywiązani do rzeczy i dlaczego związek ten staje się z biegiem czasu coraz bardziej toksyczny.

Recepta Wallmana na rzeczozmęczenie jest skuteczna, w dodatku może być wcielona w życie przez każdego; wystarczy – jak twierdzi autor – zrewidować wyznawane przez nas wartości i zamiast na gromadzeniu rzeczy skupić się na gromadzeniu doznań i wspomnień. W niezwykle przekonujący sposób Wallman podsuwa nam ideę eksperientalizmu – antidotum na negatywne skutki trwającego od lat pięćdziesiątych materializmu, który z jednej strony w bardzo pozytywny sposób ukształtował współczesność, a z drugiej – uczynił nas niewolnikami rzeczy i nadmiernej konsumpcji.

„Rzeczozmęczenie” czyta się jak powieść – powieść, dzięki której uświadomimy sobie przyczyny tytułowego syndromu i nauczymy się, jak z nim walczyć i odzyskać wolną przestrzeń – tak w naszych mieszkaniach, jak i w naszej psychice. Wspomnienia żyją dłużej niż rzeczy – twierdzi Wallman, wskazując tym samym drogę ucieczki z pułapki, zastawionej przez nas przez nieodpartą odwieczną chęć posiadania. Tę książkę naprawdę warto przeczytać.

„Wstaje świt.

„Koniec wojny. Nowy świat, nowe otwarcie. Siedem dzienników ludzi wkraczających właśnie  w życie-osób z rożnych środowisk, o roznych aspiracjach i wraźliwościach. Corka krawca z Żyrardowa, profesorski syn ze Lwowa, studentka medycyny z Warszawy… W zestawieniu teksty tworzą dopełniający się „zatrzymany w kadrze” obraz tamtych lat-wyjątkowy bo widziany oczami wyłącznie młodych ludzi”.

 Unikalne w swojej treści i przekazie,  fragmenty odgrzebanych  i przywróconych pamięci  pamiętników młodych Polek i Polaków,  opisujących realia pierwszych, powojennych lat ( zamkniętych w ramach 1945-1948) po II wojnie światowej, w odradzającej się, po straszliwych  doświadczeniach okupacji,  Rzeczypospolitej. Ich dobór oraz  ujecie tematu jest o tyle szczególne  ponieważ autorami są ludzie młodzi, dopiero wkraczający w dorosłość, ze wszystkimi tego, stanu rzeczy, konsekwencjami. Częstokroć bardzo doświadczonych już przez los, naznaczonych piętnem  wojny i dramatem sześcioletniej okupacji,  trudnymi warunkami życia, wszechobecnym strachem, działalnością w podziemiu niepodległościowym.  Pomimo tej gorzkiej lekcji życia, jest w nich (i jest to charakterystyczne dla wszystkich prezentowanych tu wspomnień) to co tak, cechuje każdą, bez wyjątku,  młodzież: ciekawość świata, ogromny zapał, chęć działania, ambicja, odrobina szaleństwa, pragnienie  zmian, pęd do wiedzy,  marzenia, szczytne ideały…itd.

I właśnie owo zderzenie młodzieńczych pragnień i wizji z brutalną, ponurą, powojenną rzeczywistością , w której giną powoli dawne wartości a prym zaczyna wieść komunistyczna propaganda zaś  władza przechodzi w ręce Polskiej Partii  Robotniczej i jej  przybudówek (wsparta, naturalnie, obecnością „bratniej” Armii Czerwonej i działalnością rodzimego Urzędu Bezpieczeństwa i Milicji  Obywatelskiej) jest najciekawszym, moim zdaniem, elementem tej publikacji.

Starcie tradycyjnych wartość z nowymi,  socjalistycznymi nurtami, katolickiego wychowania z komunistycznym ateizmem, przedwojennej kultury z PPR-owską nowomodną, wyniesionych z konspiracji nadziei z oszukańczym, pojałtańską ładem.

Wszystko to wpływa na to iż młodzi ludzie, początkowo zagubieni, z biegiem czasu muszą odnaleźć się i przystosować (chcąc, nie chcąc) do stworzonej ponad ich głowami  rzeczywistości, z trudem przyswajając sobie zachodzące w ich ojczyźnie zmiany – nie tylko polityczno-ustrojowe.

Jedni z młodzieńczym entuzjazmem i zapałem, wolni od wojennego strachu, dają się porwać nowemu nurtowi życia. Rzucają się w wir nowych możliwości, nauki, pracy, powstających młodzieżowych organizacji czy oferowanych uroków życia, z charakterystyczną dla tego wieku arogancją i lekkomyślnością.  Inni,  szczególnie ci związani z polskimi organizacjami niepodległościowymi jak Armia Krajowa  czy  Narodowe Siły Zbrojne z trudem torują sobie drogę w  naznaczonych czerwonym terrorem  czasach, wybierając dalszą konspirację i podziemną walkę (najczęściej kończącą się dla nich tragicznie) bądź  też starając się trzymać z boku zachodzących, gwałtownie zmian, nadal hołdując własnym przekonaniom.

Jakby jednak nie potoczyły się losy i  życiowe wybory naszych bohaterów,  ich pamiętniki są niesłychanie ciekawym  i unikalnym  świadectwem  dramatycznych, powojennych czasów, ich określonej specyfiki oraz zachodzących w tym czasie  trudnych historycznych- politycznych procesów, które na kilka dekad  określiły nasze miejsce w Europie i Świecie. Prób odbudowania swojego życia, które ukierunkowało tą młodzież (często wyrwaną przez wichry dziejów z rodzinnych miejscowości i wsi) na całe późniejsze życie.

Owe zapisy mają rożną formę. Są dłuższe i  krótsze, dotykają różnej tematyki i rożnych rozdziałów życia. Najcenniejszą ich zaletą jest jednak to, iż są, bez wątpienia,   prawdziwe,  bardzo osobiste  a czasami wręcz intymne, bo z założenia,  przecież, raczej nie przewidziane kiedykolwiek  do druku. Pisane na gorąco, uderzają  szczerością i   kakofonią rozmaitych uczuć.

Wiele w nich aspektów rodzinnych,  skomplikowanych wojennych losów, międzyludzkich relacji (rożnych), pierwszych fascynacji i miłości, targających nimi wątpliwości,  pragnień i niepokojów. Niekiedy dotyczą spraw ważnych, fundamentalnych i ponadczasowych, niekiedy zaś zupełnie zwykłych prozaicznych, codziennych i  niewiele znaczących, które często wypełniają  życie nas wszystkich. Bywa że  czytając zwarte w pamiętnikach informacje,    uświadamiamy sobie, ze zgrozą, iż dla wielu ludzi mogłyby one  skończyć się wizytą Urzędu Bezpieczeństwa,  a dalej więzieniem czy nawet śmiercią.

Prezentowana tu lektura „Wstaje świt. Dzienniki młodych z pierwszych lat powojennych” pod redakcją Aleksandry Janiszewskiej jest bez wątpienia bardzo ciekawa,  pouczająca i nad wyraz potrzebna, zarówno  ze względu na formę  jaki i unikalne treści, które zawiera. Zdecydowanie warta przeczytania, zwłaszcza dla dzisiejszego pokolenia  młodych Polaków,  dla których te wydarzenia są już odległą i mało znaną  historią a dotyczy, przecieżm  ich rówieśników. Naprawdę polecam.

 

 

Martin Kitchen „Speer. Architekt śmierci”.

„Mit przyzwoitego narodowego socjalisty, którym architekt Hitlera Albert Speer otaczał się aż do śmierci, był przez lata akceptowany przez znanych historyków. Mit ten polegał na odrzuceniu tego, co zostało dowiedzione ponad wszelką wątpliwość: że wykształceni, inteligentni i kulturalni ludzie mogą w pewnych okolicznościach zachowywać się jak bestie w ludzkim ciele i być równie moralnie odrażający jak psychopaci. Był to mit oparty na negacji faktu, że człowiek niewyróżniający się niczym szczególnym, taki jak Albert Speer, opisujący samego siebie jako apolitycznego technokratę, mógł nie tylko być uwikłany w nazistowskie zbrodnie, ale też stać się jednym z największych nazistowskich zbrodniarzy”.

Dla każdego kto, choć trochę, interesuje się historią nazizmu czy II wojną światową, nie ulega wątpliwości iż Albert Speer był jednym z kluczowych filarów III Rzeszy a jego miejsce na procesie norymberskim (wśród takich zbrodniarzy jak: Hermann Goering, Joachim von Ribbentrop, Alfred Rosenberg, Hans Frank, Ernst Kaltenbrunner…)  było jak najbardziej uzasadnione i w pełni sobie na nie zasłużył.

Główny architekt Adolfa Hitlera, od 8 lutego 1942 minister odpowiedzialny za uzbrojenie i amunicję, szef Organizacji Todta, wykorzystując swoje nieprzeciętną inteligencję i prawdziwy zmysł organizatorski (trzeba to otwarcie przyznać) znacznie przyczynił się, zarówno  bezpośrednio jak  i pośrednio do przedłużenia działań wojennych a tym samym, do spotęgowania ogromnych zniszczeń, śmierci milionów żołnierzy i ofiar cywilnych. To jemu należy przypisać dynamiczne zwiększenie (oraz  utrzymanie) wysokiego tempa produkcji zbrojeniowej, przeznaczonej na cele militarne, w tym czołgów, samolotów, dział, amunicji, benzyny, paliwa lotniczego i rakietowego. Bez  jego, niewątpliwych talentów i twórczego umysłu,  klęska hitlerowskich Niemiec miała by miejsce zdecydowanie  szybciej.

Podczas procesu norymberskiego jako jedyny z oskarżonych wyraził skruchę z powodu zbrodni narodowego socjalizmu (któremu zawdzięczał, przecie,ż wyniesienie   na szczyty władzy) co dało  mu podstawę   by przez   przez kolejne lata, zasłaniając się niewiedzą czy niepamięcią, kreować swój wizerunek  tzw. „dobrego nazisty”. Swoją drogą to bardzo popularna przypadłość wśród nazistowskich zbrodniarzy-ot taka dygresja. Speer  jednak   robił to w sposób na tyle inteligentny, przemyślany  i skuteczny iż udało mu się zawiść wielu, nawet uznanych,  publicystów  i historyków, nie mówiąc już o zwykłych obywatelach.

Na szczęście nie udało się mu to ze wszystkimi…

Mamy w swoich rękach bardzo obszerną publikację brytyjsko-kanadyjskiego historyka Martina Kitchena, zatytułowaną „Speer.Architekt śmierci”, w której autor obala historyczne kłamstwa związane z tą  postacią i bezlitośnie  rozprawia się z  fałszywym, tworzonym dla medialnych potrzeb, wizerunkiem tego, niewątpliwego  zbrodniarza.

 Aby w pełni zrozumieć złożoność tej postaci autor opisuje nam jego życie osobiste i zawodową karierę, które (wpisane naturalnie, i jest to bardzo ważny kontekst, w zmieniające się polityczne i społeczne  tło ówczesnych  XX –wiecznych Niemiec)  z młodego, utalentowanego i ambitnego architekta, uczyniła aktywnego nazistę (wstąpił do NSDAP 1 marca 1931) i bliskiego współpracownika Adolfa Hitlera, wspierając i  wcielającego w życie jego obłąkańczą,  germańską wizje przyszłego świata. Autor w sposób niezwykle wnikliwy  i dobrze udokumentowany, kreśli jego oszałamiająca, nawet jak na ówczesne standardy, karierę, pozycje wśród hitlerowskiej elity władzy, zakres wciąż powiększających się kompetencji i wpływów (bardzo interesujące wątki dotyczące Adolfa Hitlera oraz  stosunków i relacji panujących wśród najwyższych  niemieckich dygnitarzy, partyjnych i państwowych) oraz szereg decyzji,  których podjęcie w konsekwencji zaprowadziło go  najpierw na norymberską ławę oskarżonych,  a potem cele, osławionego, wiezienia Spandau (wyrokiem sądu został skazany na dwadzieścia lat).

Te zresztą fragmenty książki, dotyczące więziennych losów Alberta Speera, zdecydowanie mniej znane czytelnikowi,  mnie osobiści zainteresowały  najbardziej. Podobnie jak jego dalsze kolej losów, już  po zwolnieniu z więzienia w 1966 roku, jako publicysty czy wykładowcy, często udzielającego się  w prasie i mediach ( i chętnie zapraszanego do rożnych audycji) podejmujących tematykę II wojny światowej czy nazizmu.

Z książki  wyłania się obraz genialnego organizatora, doskonałego planisty, zdecydowanie odbiegającego intelektem, kulturą  i sposobne bycia od innych nazistowskich przywódców ( by nie powiedzieć kreatur), który wszystkie swoje zalety  poświecił urzeczywistnieniu zbrodniczej idei, nie bacząc na to, do czego ona prowadzi. . Zdeklarowanego nazisty, który wbrew temu co twierdzi, miał pełną świadomość tego co wokół niego się dzieje i jak straszliwie zbrodnie popełniane są przez naród niemiecki na mieszkańcach podbitych krajów. W celu potwierdzenia tych tez, autor publikuje materiały z których jasno wynika iż  był on odpowiedzialny za wysiedlenie z Berlina tysięcy Żydów,  nie obca była mu wiedza o tym jak traktowani są przez SS robotnicy przymusowi  w podległych mu zakładach i do jakich  dantejskich scen dochodzi w obozach koncentracyjnych. Co więcej,  po latach udał dotrzeć się do dokumentów  z których jasno wynika iż Speer był autorem projektów rozbudowy obozu w Auschwitz,  w tym wież wartowniczych,  nowych  baraków dla więźniów, kostnic i pieców krematoryjnych(!!!).

Ukazuje całą brutala  prawdę  o nazistowskim przestępcy i zbrodniach brunatnego reżimu, których nie da się wymazać z historii XX wieku i które powinny na zawsze stać się przestrogę dla rządów i narodów świata.

„Speer. Architekt śmierci” Martina Kitchena, to niesłychanie ciekawa propozycja dla wszystkich, którzy chcą poznać mechanizmy funkcjonowania hitlerowskiego państwa przez pryzmat życia i kariery jednego z jej wysokich przedstawicieli. Gorąco polecam.

Ks. prof. Waldemar Cisło „Emigranci u bram”

„Wzrost islamskiego radykalizmu, rozwój terroryzmu, wojny na Bliskim Wschodzie, prześladowania chrześcijan przez radykalnych muzułmanów – mają swoje podłoże w szerszym zjawisku, jakim jest nasilający się od jakiegoś czasu konflikt islamu z cywilizacją Zachodu”

 Mając w pamięci wydarzenia rozgrywające się na przestrzeni ostatnich lat, w Europie i na Świecie,  trudno o bardziej aktualną publikację niż ta, którą serwuje nam Wydawnictwo Biały Kruk, piórem ks. prof. Waldemara Cisło.

Jak byśmy nie zaklinali rzeczywistość czy próbowali  bagatelizować zachodzące ma naszych oczach zmiany,  kryzys imigracyjny  i związane z nim  niebezpieczeństwo jest faktem, który wbrew naszym oczekiwaniom i pobożnym życzeniom,   w takiej czy innej formie, dotyka (i  dotykać będzie w przyszłości) całą wspólnotę europejską, w tym , naturalnie, nas Polaków.  „Arabska wiosna”, która ogromną falą rozlała się po  Bliskim Wschodzie, obalając skostniałe, skorumpowane totalitaryzmy i dyktatury, przyniosła wytchnienie  milionowym masom mieszkańców tego regionu i pobudziła nadzieje na lepszą przyszłość. Niestety, uwolniła również, demony fanatyzmu religijnego (dotychczas, w większości, kontrolowanie czy trzymane w ryzach przez rządzące reżimy) czego konsekwencją stała się  eskalacja muzułmańskiego radykalizmu, dynamiczny wzrost działalność organizacji terrorystycznych czy  powstanie tzw. Państwa Islamskiego.

 Aby zrozumieć w pełni sytuacje w której znalazł się nasz kontynent (i nie tylko nasz, oczywiście)  potrzebna jest znacznie szersza i wielokierunkowa wiedza  (również ta historyczna)  dotycząca  tematyki  emigracyjnej i powiązane w nim, w znacznym stopniu, męczeństwo chrześcijan w rożnych częściach naszego globu.

Doskonałą okazją  by taką wiedze pozyskać staje się książka ks. prof. Waldemara Cisło zatytułowana „Imigranci u bram”,  podparta ogromną i wielopłaszczyznową wiedzą oraz osobistym doświadczeniem kapłana  który podzielił się nią z czytelnikami.  Nakreślił w niej  obraz tej problematyki przez pryzmat historii, geopolityki, gospodarki, religii, aspektów etnicznych, narodowościowych i terytorialnych. Spraw  dotykających, wciąż nierozwiązanej, spuścizny kolonialnej, ekonomicznych interesów wielkich mocarstw, państw czy   potężnych koncernów przemysłowych, spraw  społecznych, obyczajowych czy pokoleniowych.  Również, co nieuniknione, wybujałych  ambicji poszczególnych przywódców, często popierających czy wykorzystujących do własnych celów religijny fanatyzm i ideologiczną podbudowę.

„Europa już od dawna zmaga się z problemem niedoborów na rynku pracy. Ze względu na starzenie się społeczeństw nie miał kto pracować. Niektóre państwa zachodnie postanowiły więc poradzić sobie z tym w ten sposób, że ściągały do siebie imigrantów zarobkowych z krajów muzułmańskich i zatrudniały ich w tych branżach, w których był deficyt rąk do pracy. W przypadku Francji nie bez znaczenia było również obciążenie kolonialne i poczucie winy po wojnie w Algierii. Pamiętając o średniej urodzin przypadającej na Francuzkę i islamską emigrantkę, łatwo zrozumieć, dlaczego ta początkowo mała grupa zaczęła szybko rosnąć. Dodatkowym bodźcem do zwiększania się tej populacji była możliwość łączenia rodzin. Przedsiębiorcy z wdzięcznością przyjmowali tanią siłę roboczą dającą możliwość pomnażania zysków. Pomysł był dobry, tylko potem okazało się, że nie do końca. Muzułmańscy imigranci z Turcji, Maroka, Algierii czy islamskich krajów Afryki Środkowej nie integrowali się, nie uczyli języka, nie poznawali miejscowej kultury. Nigdy też nie powodziło się im ekonomicznie aż tak dobrze jak rdzennym mieszkańcom danego kraju. Stąd rosnąca frustracja, stąd te liczne, zamknięte, ksenofobiczne społeczności muzułmańskie we Francji (dzisiaj we Francji żyje około 6 milionów wyznawców islamu), w Niemczech, Belgii czy Wielkiej Brytanii. I stąd ich nienawiść do kultury krajów, w których mieszkają (ci młodsi nawet od urodzenia) i szerzej do całej kultury zachodniej„.

Ów  szeroki wachlarz zagadnień (bardzo często ściśle powiązanych ze sobą, w tej czy innej formie),  da nam możliwość zrozumienia wielu mechanizmów i procesów zachodzących we współczesnym świecie   i, być może,  odpowiedź  na fundamentalne pytanie. Co dalej w tej sytuacji?

W publikacji najwięcej miejsca (co  zrozumiałe) poświęca autor tematyce związanej z Islamem  i jego ekspansją (w rożnych dziejowych okresach, z naciskiem na współczesność) oraz rożnych formach jaki on,  zawłaszcza na kontynencie europejskim,  przebiera. Autor podchodzi do tego zagadnienia bardzo kompleksowo i analitycznie przedstawiając nam zagadnienia dotyczące Islamu w bardzo szerokim kontekście, nawiązując do  osoby samego Mahometa  (jego życia i działalności) oraz  kreśląc obraz religii, która zmieniała się i ewoluowała na przestrzeni wieków,  przybierając formę, którą znamy dzisiaj, zarówno w wymiarze religijnym, ideologicznym, obyczajowym jak i  tym  zupełnie państwowym.

To bardzo ważny przekaz, szczególnie w obliczu rozmaitych ograniczeń i zagrożeń (opisanych tu na konkretnych przykładach-częstokroć przerażających z naszej, nadwiślańskiej, perspektywy), które owa religia ze sobą niesie dla  społeczności chrześcijańskich wraz z radykalizacją postaw swoich wyznawców na Bliskim i Dalekim Wschodzie (Chiny, Korea Północna,  Indie), Afryce (Sudan) czy  Europie (Francja, Wielka Brytania,  Niemcy, kraje skandynawskie). Nas, oczywiście, najbardziej interesuje nasze europejskie podwórko w którym dochodzi do przerażających aktów terroru , dynamicznej  radykalizacji młodego pokolenia muzułmanów czy szybkiego zasiedlenia (zastąpionego przez element militarny), które za kilkadziesiąt lat zmieni oblicze dotychczasowych społeczeństw (dane są zatrważające) i stanie się dla nas realnym problemem. Już dziś np. w tolerancyjnej i otwartej dotychczasowo Szwecji, obserwujemy powstawanie hermetycznych muzułmańskich enklaw, rządzących się  prawem szariatu do których boi się zapuszczać nawet  lokalna policja.

 „Mamy już przykłady w Szwecji czy we Francji, że muzułmanie w niektórych miasteczkach stanowią większość i są tam w stanie wybierać swoich burmistrzów i swoje władze. Mamy też przykład ze wspomnianej Szwecji: w miasteczku, w którym rządzą muzułmanie, wydano wszystkie gminne pieniądze na świętowanie ramadanu i zabrakło pieniędzy na drzewka na Boże Narodzenie… To nie jest może dyskryminacja, ale po prostu prognoza,  jak w przyszłości może wyglądać Europa”.

Autor bardzo wyraźnie piętnuje politykę  niezdecydowania  Unii Europejskiej, wielkich mocarstw czy poszczególnych rządów oraz brak skonkretyzowanej i  długofalowej wizji rozwiązania problemu emigracyjnego (oddziela przy tym autentycznych, wojennych  uchodźców od tzw. emigrantów ekonomicznych). Kierowanie się jedynie doraźnymi  rozwiązaniami  oraz polityczną poprawnością,  która w przyszłości może przynieść nam wszystkim, naprawdę, opłakane skutki. Oddaje przy tu głos środowiskom i  osobom, które na własnej skórze przekonały się jak poważny jest to problem, jak szybko dokonuje się  jego eskalacja, jak głęboko roszczeniowy jest stosunek emigrantów do państw, które wyciągnęły do nich swa pomocna dłoń.

Kilka gorzkich słów pada również pod adresem  samej religii chrześcijańskiej (a skoro mówi o tym duchowny, ma to swoją wagę), która w wielu przypadkach nie potrafi powstrzymać fali ateizacji, szczególnie w młodym pokoleniu, dla którego przestaje być „atrakcyjne duchowo” a które zaczyna  szukać dla siebie wzorców i  idei w innych religiach, w tym  również Islamie.

Oczywiście, z tezami i opiniami przytoczonymi przez ks.Waldemara Cisło  możemy się zgadzać bądź też nie (i to jeden z uroków naszej demokracji), jest to jednak z całą pewnością lektura z  którą, niezależnie od poglądów politycznych czy sposobu postrzegania świata warto się  zapoznać. Szczególnie w kontekście prasowych i medialnych doniesień, które nie zawsze cechują się obiektywizmem i merytorycznie wiedzą.  Polecam. 

Anne Garrels „W kraju Putina”.

Gdy w okolicy Czelabińska spadał meteoryt, rozjarzył niebo  i rozrzucił deszcz odłamków, a następnie cicho zatonął w jeziorze.  Wielu miało nadzieje, że podobnie będzie wyglądał upadek Związku Radzieckiego. Rezultatem upadku mocarstwa miała być uległa Rosja, nieszkodliwa jak kamień znajdujący się dziś w czelabińskim muzeum. Tak się jednak nie stało…”

 To kolejny, świetnie napisany  i porywający w swej treści reportaż, sygnowany przez Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego (polecam przy tej okazji:  Tima Judaha  „Czas wojny. Opowieści z Ukrainy”  i Hervé Ghesquière „Sarajewo. Rany są zbyt głębokie”) które powoli, jeśli chodzi o ten rodzaj literatury, staje się klasą samą w sobie -chylę czoła.

Ty razem będzie to interesujące spojrzenie  na  współczesną Rosje (choć, oczywiście, dla większego zrozumienia zawartych tu treści nie zabraknie wycieczek w okresy  wcześniejsze)  pióra amerykańskiej korespondentki  Anne Garrels, która spędziła w tym kraju kilka dobrych lat i jest  prawdziwą znawczynią problematyki wschodniej.   Co ciekawe,  zwłaszcza dla nas, tym razem nie będzie to spojrzenie z perspektywy wielkich i znanych metropolii jak Moskwa czy Petersburg, głównych beneficjantów ustrojowych  przemian, zaistniałych  po upadku ZSRR, lecz z. odległego,  prowincjonalnego Czelabińska. Tego samego Czelabińska,  który w 2013 roku znalazł się na ustach całego świata za sprawą upadku meteorytu  a który jak wiele mu podobnych miast i regionów (gdzie przysłowiowo „diabeł mówił dobranoc”) zmagały się i nadal zmagają ze skutkami gwałtownych, polityczno-gospodarczych zmian, zachodzących w ich ojczyźnie.

Zawsze miło i z wielką korzyścią dla wszystkich jest posłuchać ludzi, których wiedza  nie opiera i nie ogranicza się tylko do suchych, konkretnie sprecyzowanych  i ogólnie dostępnych wiadomości czy faktów, lecz na własnym doświadczeniu, osobistych kontaktach z mieszkańcami, znajomości  przedmiotu (w różnej formie) i obserwacjach, które pozwalają dotrzeć i wniknąć głębiej w rozpatrywaną tematykę, zrozumieć nastawienie i mentalność rozmówców, określony kontekst wypowiedzi, często myślowe skróty,  odniesienia, czytać między wierszami. Daje to unikalną możliwość lepszego zrozumienia czasu i miejsca, kształtujących je okoliczność, zewnętrznych i wewnętrznych,  oraz trudnych  wyborów, które każdego dnia stają się udziałem mieszkańców tego regionu, często  o różnym statusie materialnym i pozycji społecznej. To obraz społeczeństwa na rozdrożu dwóch epok. Przeżartych przez korupcje, biedę, galopujące bezrobocie, gospodarczą zapaść, wzrost przestępczości zorganizowanej i  brak perspektyw końcówkę rządów Borysa Jelcyna oraz   przynoszącą nadzieję i  stopniową, względną bo względną, ale jednak stabilizacje  nową władzę  Władymira Putina i jego ekipy.
 To też tłumaczy, w pewnym sensie, fenomen popularności obecnego prezydenta Rosji oraz  ogromną lojalność w stosunku do nowej władzy, wyrażaną (i przekładającą się wymiernie na wyborcze głosy) przez  mieszkańców prowincjonalnych regionów tego wielkiego, rosyjskiego państwa.

Reportaż Anne Garrels  pokazuje Rosję dwóch prędkości, ale tak naprawdę jest poruszającą opowieści o zwykłych mieszkańcach,  mających swoje marzenia, ambicje, plany na przyszłość i wciąż niestrudzenie zmagających się z trudami dnia codziennego. Rosjanach, którzy tak naprawdę (mentalnie czy światopoglądowo) nigdy nie wyparli się poczucia mocarstwowości (nieważne w jakim polityczno-historycznym zabarwieniu)  i dla których nadal najlepszą metodę (bardzo zręcznie, zresztą, wykorzystywaną i  podsycaną przez kremlowską propagandę) spajającą społeczeństwo i naród jest jednoczenie się wokół wspólnego wroga.

To co bardzo podoba mi się w tej lekturze to, to,  iż autorka (mimo, z całą pewnością,  wyrobionego zdania dotyczącego  różnych poruszanych tu zagadnień czy zjawisk)  stara się być jak najbardziej obiektywna i rzetelna w tym co opisuje,  nie próbując przekonywać na silę odbiorcy do własnych spostrzeżeń i opinii.

Dostajemy za to naprawę  sporą dawkę  interesującej i unikalnej , myślę,  w swoim wymiarze wiedzy, która zdecydowanie przybliży  nam tematykę wschodnią. No i książkę znakomicie się, przy tym, czyta… Gorąco polecam.

„Berlingowcy. Żołnierze tragiczni”.

„Różne drogi wiodły do Polski. Żołnierze, którzy nie zdążyli do armii Andersa, tak samo jaki inni pragnęli wrócić do wolnej ojczyzny. Po ciężkich przeżyciach, po utracie domów i nierzadko całych rodzin, wyrwani z łagrów – poszli najkrótszą drogą do Polski, by walczyć i ginąć za ojczyznę”.

Historia Ludowego Wojska Polskiego sformowanego w  1943 roku w Sielcach nad Oką, zwanego często Armią Berlinga czy potocznie Berlingowcami  jest znakomitym przykładem (jest ich, niestety, zdecydowanie zbyt wiele) na to, jak bardzo złożone i pogmatwane są meandry naszej, polskiej,  XX- wiecznej historii.

W epoce PRL-u hołubieni ponad inne, walczące formacje,  stawiani za wzór do naśladowania, wyniesieni na pomniki, na bazie powojennych przemian  stali się twardym i obowiązkowym elementem historyczno-politycznej edukacji.  W wolnej już, po 1989 roku, demokratycznej Polsce  ich wizerunek zmienił się jednak raptownie o 360°. Zaczęto ich opisywać i postrzegać jako  płatnych  zdrajców sprawy polskiej, ciemiężycieli własnego narodu, sowieckich pachołków i  zbrojnego ramienia, nowej,  komunistycznej władzy.

„Obowiązywał przekaz o dziejowej misji  wyzwoleńczej Ludowego Wojska Polskiego, które-walcząc u boku sojuszniczej Armii Czerwonej- wprowadziło w Polsce ustrój sprawiedliwości społecznej. Podkreślano w oficjalnej propagandzie, że był to dowód mądrości Polaków, którzy obrali najkrótszą drogę do ojczyzny”.

Prawda, jak to często bywa, leży gdzieś pośrodku, ale jaka by ona nie była, należy o niej mówić, bo czy chcemy tego czy nie  Polskie Siły Zbrojne w ZSRR, ich walka z hitlerowskim najeźdźcą, oraz wojenny i powojenny wkład oficerów i żołnierzy na zawsze stał się częścią naszych  polskich dziejów, ze wszystkimi tego faktu (rozmaitymi i nie zawsze pozytywnymi-dodajmy uczciwie) konsekwencjami.

Wspominając jednak słowa nieżyjącego już, niestety,  profesora  Pawła Wieczorkiewicza „iż  krew żołnierzy jest zawsze najcenniejsza” warto po raz kolejny pochylić się nad tą problematyką.

Wydawnictwo RM oddaje nam w ręce książkę  „Berlingowcy. Żołnierze tragiczni”pod redakcją Dominika Czapigo z Ośrodka KARTA , która w naprawdę rzetelny sposób przypomni nam  i rzuci sporo nowego światła na historie armii gen. Zygmunta Berlinga (oraz osobę jego samego) i pozwoli spojrzeć na losy tej formacji, wpisanej w dramat naszych rodaków,  przebywających czy wiezionych na „nieludzkiej ziemi”.

Na uwagę zasługuje ciekawa konstrukcja publikacji, w  której  typowe suche, historyczne fakty (dotyczące min. polityczno –militarnych okoliczności  powstania tego wojska, procesu formowania poszczególnych jednostek, realiów tego okresu i ważnych międzynarodowych uwarunkowań, szlaku bojowego  i największych starć w których armia ta  brała ona udział: słynna bitwa pod Lenino) przeplata się z bardzo osobistymi (i wiele wnoszącymi do treści) wspomnieniami żołnierzy i oficerów, którzy w różnych okolicznościach, najczęściej tragicznych,  zasilili jej szeregi. Owo bardzo się uzupełniające połączenie daje nam o wiele pełniejszy obraz tamtych burzliwych lat oraz  możliwość spojrzenia, niejako od środka,  na działalność tego wojska (niesłychanie interesujące wątki dotyczcie powstania warszawskiego ) oraz dylematy targające jego  żołnierzami.  Dzięki temu zabiegowi efekt końcowy  jest zdecydowanie lepszy i bardziej  zrozumiały dla odbiorcy.

Książka jest solidnie i sumienie przygotowana (mam na myśli zwłaszcza jej stronę merytoryczną),  widać iż autor poświecił naprawdę dużo czasu i energii  oraz  zadał sobie wiele trudu  by historie naszych rodaków (oraz ogromną daninę krwi,  która stała się, przecież, ich udziałem), grupową i indywidualną, przedstawić w jak najbardziej rzetelny i obiektywny sposób.

Oczywiści, nie zabraknie, bo naturalnie zabraknąć nie może, wyraźnego kontekstu  politycznego, ważnej  roli Związku Patriotów Polskich i polskich komunistów  z   Wandą Wasilewską na czele, wielkiej i małej polityki  oraz pierwiastka ideologicznego, który w znacznym stopniu kształtował  działalność  i wizerunek Ludowego Wojska Polskiego. 

„Berlingowcy. Żołnierze tragiczni” jest pozycją obowiązkową dla tych wszystkich, którzy chcą lepiej poznać trudną historie swojego państwa i narodu, tym razem z perspektywy żołnierzy przybywających do kraju ze Wschodu. Naprawdę polecam.

„Dariusz Baliszewski „Gibraltar. Tajemnica Sikorskiego”

„Ta śmierć dramatyczna w przełomowej chwili wojny, kiedy najważniejsze i najbardziej odpowiedzialne decyzje miały zapaść przy naszym współudziale[...] jest dziwnym dopustem Opaczności. Tak dziwnym i tak dla nas groźnym, że powszechnie miedzy Polakami powstało podejrzenie, czy Opatrzności nie wyręczyła zbrodnicza, wroga ręka”.

Katastrofa gibraltarska  mająca miejsce 4 lipca 1943 roku ok. godz. 23:06 jest bez wątpienia jednym z tych dramatycznych wydarzeń  w naszej, polskiej historii,  które  jak żadne inne elektryzuje i spędza sen z powiek całym rzeszom historyków  i badaczy dziejów. Mimo dziesięcioleci, oddzielających nas od tej wstrząsającej tragedii, wciąż nie milkną wątpliwości, spekulacje, kontrowersje i rozmaite teorie spiskowe co do tego, co, tak naprawdę, stało się na gibraltarskiej Skale.  Potęgowane dodatkowo przez sprzeczne relacje światków, brak dostępu do brytyjskich archiwów (akta zostały utajnione do 2033 roku?!),   dające się łatwo podważyć fakty, niespójne  zeznania, liczne kłamstwa, manipulacje,  fałszywe tropy  i wieloletnią zmowę milczenia.

 I chyba właśnie z tego powodu tak wielu polskich czytelników i miłośników historii,  w tym i ja, z takim zniecierpliwieniem oczekiwało na publikację Dariusza Baliszewskiego zatytułowaną „Gibraltar. Tajemnica Sikorskiego”

Historyka, który podjął się karkołomnej i mozolnej próby wyjaśnienia tej wielkiej zagadki  i z właściwym sobie uporem, konsekwencją, bezkompromisowością i profesjonalizmem toczył batalie o historyczną prawdę. Prawdę, która nie wszystkim może się spodobać, gdyż wyniki jego badań jednoznacznie  wskazują iż doszło do zamachu, a  co gorsza, dokonanego  przez Polaków przy współudziale i  akceptacji  czynników brytyjskich (bo nie łudźmy się iż cokolwiek w tej zamkniętej brytyjskiej placówce, dowodzonej przez gubernatora Franka Noela Mason-Macfarlane’a mogło by się odbyć bez ich zgody).

Analizuje ogromny materiał dowodowy, prowadzi kwerendę  w archiwach, dociera do skrzętnie skrywanych dokumentów i  relacji   świadków, rozmawia z politykami,  byłymi żołnierzami, agentami wywiadu (również brytyjskiego M16), przeprowadza eksperymenty i  sięga do współczesnych osiągnięć  nauki (dotyczących np. istotnej w tym przedmiocie dociekań,  awiacji). Zasięga opinii uznanych autorytetów, specjalistów i znawców wojskowości, zadaje niewygodne pytania, łączy fakty, stawia hipostazy (nie zawsze wygodne  i popularne). Ów olbrzymi trud i lata intensywnych badań (zapoczątkowanych, dawno temu , przy okazji realizacji telewizyjnego  programu „Rewizja nadzwyczajna”) zaowocowało  książką, która przemawia do czytelnika i    w  mojej skromnej ocenie chyba najbardziej przybliża nas  do prawdy  o śmierci Władysław Sikorskiego i jego współtowarzyszy.

 Autor kreśli przy tej okazji (co w tym kontekście szczególnie istotne)  skomplikowany i wstrząsający w swej wymowie  obraz geopolitycznych układów (politycznych i militarnych), ścisłe  partykularnych interesów wielkich mocarstw, prawdziwej spirali intryg i spisków ( również w łonie polskich,  emigracyjnych elit,  ośrodków dyspozycyjnych, służb specjalnych i wojska) czy  wywiadowczych gier.  Również straszliwej mistyfikacji  i dezinformacji ( rozgrywających się na wielu, różnych płaszczyznach),  która przez dziesięciolecia nie pozwalała historyków dotrzeć do przyczyn, motywów oraz samego  przebiegu zdarzeń  feralnego 4 lipca 1943 roku. Wiele wyjaśniłoby, naturalnie, otwarcie brytyjskich archiwów ale w tej materii nie jestem raczej optymistą…

 Nie chce zdradzać, oczywiście, zbyt wiele  by nie psuć czytelnikowi przyjemnością obcowania z lekturą  i możliwości ustosunkowania się do zawartej w publikacji treści.

To jednak do czego udało się dotrzeć Dariuszowi Baliszewskiemu, bez wątpienia rzuci nowe światło na naszą widzę o tej wielkiej narodowej tragedi, zarówno w kontekście  samej okoliczności śmieci Naczelnego Wodza jaki i  tych,   którzy ponoszą bezpośrednią ( wykonawczą) czy  pośrednią ( polityczną) odpowiedzialność za dokonanie tego zamachu.

Gdy trumna za zwłokami  Władysława Sikorskiego udawała się w swoją ostatnią podroż, dla wielu jasne stało się ze wraz z nim kończy się  pewna ważna  dla naszego kraju i narodu epoka. Czy wśród licznie zgromadzonych żałobniku  byli  i ci którzy mieli na rękach jego krew…? Z tym pytaniem was zostawię….

Po przeczytaniu lektury  Dariusza Baliszewskiego  „Gibraltar. Tajemnica Sikorskiego” pewne fakty dotyczące  naszej wojennej historii (choć nie tylko wojennej, bo pojawiają się w publikacji  fragmenty i odniesienia do  życiorysu generała z lat wcześniejszych)   i emigracyjnego życia nabiorą zupełnie innego wymiaru. Bardzo polecam.

 

 

 

Marek Wyszomirski-Werbart „Wagonem towarowym do wolności

„Rzeczywistość wojny jest jeszcze bardziej skomplikowana niż mogłoby się wydawać. Prosty podział na dobrych i złych zaciera się w zderzeniu z konkretnymi historiami”.

Książka Marka Wyszomirskiego-Werbarta to naprawdę dobry przykład, świetnie napisanej, polskiej, powieści historycznej. Powieści, która przenosi nas w  tragiczne annały naszych XX- wiecznych dziejów, dotykających jednego z najtragiczniejszych  i najczarniejszych rozdziałów naszej, narodowej, historii: okresu II wojny światowej, czasu hitlerowskiej okupacji i stalinowskich lat powojennych.

 Niczym w soczewce skupują się w niej  dramatyczne losy kilku postaci, które wpisane we wstrząsające historyczno – polityczne  tło owych lat, tworzą ponury obraz  wojennej i powojennej rzeczywistości,  której na własnej skórze doświadczyły miliony naszych rodaków (szczególnie  poruszające fragmenty dotyczące holocaustu,  walk w warszawskim getcie w 1943  oraz  powstańczej epopei 1944 roku). Tak naprawdę w tej lekturze najważniejsi  są bohaterowie, choć, naturalnie, klimat oraz  brutalna (oddana z pietyzmem i  dużą znajomością realiów)  sceneria owego czasu  pomagają  nam w zrozumieniu motywów, poglądów czy  podejmowanych przez poszczególne osoby  działań.

Autorowi udało się stworzyć plejadę naprawdę  wyrazistych i interesujących postaci, opisać ich wzajemne, niekiedy, bardzo skomplikowane relację oraz splecione przez życiowe okoliczności i wybory losy: żydowskiego bojownika,  polskiego przemytnika,   katolickiego księdza, żołnierza Armii Krajowej, oficera NKWD oraz ich najbliższych.

Prezentowana to książka jest opowieścią o ludziach wpisanych w swój czas,  zmuszonych dokonywać bardzo trudnych, a  nierzadko dramatycznych wyborów,  w sytuacjach zupełnie ekstremalnych  (opis ucieczki z getta czy egzekucja polskiego, „granatowego” policjanta na długo, myślę, zostaną w naszej pamięci ), które nam współczesnym nawet trudno sobie wyobrazić. Duża w tym zasługa  literackiego talentu pisarza, który potrafi sugestywnie i barwnie  opisać te wydarzenia, przelewając na papier tragizm owych  dni w jego rożnych postaciach,  oraz towarzyszące naszym bohaterom emocje.

Nie stroni przy tym o tematów kontrowersyjnych  (za co mu chwała), niczego nie wybielając, nie tuszując i nie próbując pomniejszać. Piętnuje więc zarówno  okrucieństwo i brutalność okupanta (tak  niemieckiego jak i sowieckiego ) jak i haniebne postawy niektórych naszych rodaków. W tej opowieści  nic, tak naprawdę, nie jest czarno białe a rozmaite odcienie szarości  stają się ważnym elementem opisywanej rzeczywistości  i  życia zwykłych mieszkańców stolicy,  zmagających  się  trudami dnia codziennego. Oczywiście, zgodnie z wymogami gatunku nie zabraknie w lekturze zbrojnych potyczek,  akcji dokonywanych przez członków  podziemnego państwa polskiego, brawurowych ucieczek,  oraz krwawych, okupionych ogromną daniną krwi walk (szczególnie w czasie powstania warszawskiego) czy złożonych polityczno-szpiegowskich intryg.

Książka  „Wagonem towarowym do wolności”   Marka Wyszomirskiego-Werbarta to  naprawdę ciekawa i warta polecenia pozycja dla wszystkich miłośników dobrej, literatury wojennej.