Jung Chang  „Siostry z Szanghaju”.

„Były raz w Chinach trzy siostry. Znajdowały się w epicentrum burzliwych zdarzeń XX wieku, a tłem ich życia były gwałtownie zmieniające się Chiny – od cesarstwa przez republikę po totalitarne supermocarstwo”.

To bez wątpienia  jedna z najciekawszych  biografii z jakimi zetknąłem się ostatnimi czasy. Biografii trzech niezwykłych kobiet, trzech niezwykłych sióstr,  które na pewnym etapie  swojego życia zajmowały ważną, wiodącą a czasami  dominującą pozycję  w XX wiecznej historii Chin, na zawsze, bez względu na to jak potoczyły się ich późniejsze  losy, stając się symbolem Państwa Środka w jego różnych, często skrajnie odmiennych,  odsłonach i formach.

Madame Chiang Kai-shek, ambitna i doskonale  politycznie ustosunkowana  żona chińskiego przywódcy Czang Kaj-szeka,  Ei-ling  żona H.H. Kunga, najbogatszego i najbardziej wpływowego  człowieka międzywojennych Chin  i chyba najciekawsza z całej trójki sióstr Sun Yat-sen, niezłomna  i bezkompromisowa komunistyczna  rewolucjonistka,  druga osobą w państwie po przewodniczącym partii  Mao. 

Życiorysy owej trójki, przedstawione w sposób  bardzo szeroki  i wielopłaszczyznowy   uwzględniające  oprócz samej,  szczegółowej,  charakterystyki postaci, głęboki  historyczno-polityczno-społeczny kontekst opisywanego okresu (to bardzo duży atut lektury) bez naświetlenia którego trudno by  nam było (zwłaszcza z europejskiej perspektywy)  zrozumieć niektóre z postaw, decyzji  i życiowych wyborów dokonywanych przez nasze bohaterki. Również tego jak na przestrzeni lat wyglądały  stosunki i relacje pomiędzy samymi siostrami, choć z oczywistych powodów nie chcę zdradzać szczegółów.

Jak przystało na porządnie udokumentowaną, spójnią i niezwykle merytorycznie napisaną biografię (a ta taka jest) autorka przybliża nam dzieje tych  kobiet   nie skupiając  się jedynie   na suchym historiograficznym przedstawieniu faktów i wydarzeń z ich życia,  lecz próbuje wniknąć w  warstwę osobistą (czasami intymną) psychiczną czy  emocjonalną, starając się poznać i przedstawić ich poglądy, motywy którymi się kierowały i sploty okoliczności, które wpłynęły na to iż losy ukierunkowane zostały właśnie w ten a nie inny sposób.

Dla  mnie osobiście  najciekawiej jawi się  postać  Sun Yat-sen z  jej bezkompromisowością i   fascynacją czerwoną ideologią,  stopniowo wspinająca się na szczytu władzy w  Komunistycznej Partii Chin.  Złożoność charakteru, skomplikowana osobowość, rezygnacja życia prywatnego i osobistych korzyści  na rzecz urzeczywistnienia politycznych doktryn i utopijnych  haseł, czyni z niej postać niejednoznaczną, fascynującą i w dużym stopniu  tragiczną.

Całość poruszonych w tej książce zagadnień podpartych naprawdę imponującą i wielostronną wiedzą,  połączoną z bardzo dobrym literackim warsztatem, powoduje iż otrzymujemy  niezwykle  ciekawą,  popularnonaukową pozycję o głębokiej i bardzo wszechstronnej, poznawczej  treści.

 Publikacja Jung Chang  „Siostry z Szanghaju” jest z całą pewnością lekturą wartą poznania.

Gorąco polecam.

Uki Goni „Prawdziwa Odessa”.

Prawdziwe oblicze Odessy ‒ tajnej organizacji pomocy nazistom!”

Wydawać by się mogło iż zapoczątkowany słynnym Procesem Norymberskim (i późniejszymi, powiązanymi,   procesami) bezprecedensowy  akt dziejowej sprawiedliwość,  wymierzony  przez państwa sprzymierzone nazistowskim Niemcom, dał wszystkim czelny sygnał  iż sprawcy zbrodni przeciw  pokojowi i ludzkości nigdy nie powinni czuć się bezkarni. 

Niestety, wielu hitlerowskim (i nie tylko hitlerowskim) zbrodniarzom, przez lata udało się wymykać karzącej dłoni sprawiedliwości a niektórzy nigdy nie odpowiedzieli za swoje straszliwe czyny, w spokoju i dostatku, za jawnym, bądź cichym, przyzwoleniem krajów Ameryki Południowej, dożywając swoich dni.

Książka Uki Goni zatytułowana „Prawdziwa Odessa” jest poruszającym, historycznym świadectwem,pokazującym uwikłanie i hipokryzje Aliantów oraz, co szczególnie szokujące, przedstawicieli Stolicy Apostolskiej (to bardzo wyraźnie podniesiony i szczegółowo umówiony wątek) umożliwiające ucieczkę zbrodniarzy ze starego kontynentu oraz samo funkcjonowanie tego odrażającego procederu, na różnych jego etapach, szczeblach i płaszczyznach wykonawczych.

Źródłem szczególnego zainteresowania staje się dla autora Argentyna (co zrozumiałe zważywszy na pochodzenie pisarza)a szczególnie ta pod rządami Juana Perona (choć nie tylko), którego oskarża (zarówno personalnie jak i pośrednio w odniesieniu do podległych mu instytucji i urzędników) o świadome fałszowanie dokumentów, wydanie wiz a tym samym umożliwienie wjazdu do kraju setkom poszukiwanych wojennych oprawców oraz otoczenie ich państwowym parasolem ochronnym.

Problematyka stosunków argentyńsko -niemieckich potraktowana jest w lekturze znacznie szerzej i odnosi się do poparcia rządzących tym państwem elit dla Niemiec, zarówno przed, jak i w trakcie II wojny światowej oraz w interesując nas już bliżej okresie po 1945 roku.

Publikacja, będąca owocem żmudnej, niemal tytanicznej pracy archiwalnej i badawczej, pozwala nam objąć rozmach całego przedsięwzięcia z wpisaną w nie siecią międzynarodowych powiązań, bez istnienia których ucieczka tych ludzi nie mogłaby skończyć się powodzeniem.

W książce znajdziemy bardzo wiele unikalnych i mało znanych faktów dotykających tej tematyki, rzucających zupełnie nowe światło na wydawało by się doskonale znane wydarzenia i zjawiska.

Pojawią się, naturalnie, bo pojawić się muszą, szeroko już opisywane w źródłach i literaturze przedmiotu postacie ukrywających się zbrodniarzy XX wieku jak Adolf Eichmann, Erich Priebke, Josef Mengele, Josef Schwammberger (komendant obozów w Rozwadowie, Przemyślu i Mielcu ) czy niesławny Gerhard Bohne.

Najciekawsze są jednam, moim zdaniem, wątki odnoszące się do ucieczek z Europy licznych kolaborantów III Rzeszy: Serbów, Chorwatów, Słowaków, Francuzów, Belgów i przedstawicieli państw Bałtyckich.W szczególności polecam historię zbrodniczego reżimu serbskich ustaszy i przywódcy tego marionetkowego państewka Ante Pavelica.

Książka Uki Goni „Prawdziwa Odessa” to znakomita, choć trudna, pozycja dla wszystkich, którzy interesują się historią  II wojny światowej, zwłaszcza w kontekście ogromu popełnionych zbrodni i odpowiedzialności ludzi, którzy w bezpośredni czy pośredni sposób  ponoszą za to winę ale już, nie zawsze, karę.

ZAPOWIEDŹ!!!

Literacka uczta, sensacja w najlepszym wydaniu – wydział wyrzutków MI5 powraca

„Martwe lwy” – druga po „Kulawych koniach” część głośnej serii szpiegowskiej Micka Herrona. A w niej magnetyzujący współczesny Londyn, na pozór sielska angielska prowincja i tajemnice brytyjskiego kontrwywiadu z czasów zimnej wojny – choć na pierwszy plan i tak wysuwają się bohaterowie: zdegradowani agenci MI5 z obskurnego Slough House, którzy ze wszystkimi swoimi wadami i przywarami są tak autentyczni, że nie sposób im nie kibicować w próbach zrehabilitowania się w szpiegowskim świecie.

Niekoniecznie chcielibyśmy mieć Jacksona Lamba za szefa – irytującego, wiecznie palącego papierosy zapuszczonego faceta w poplamionych ubraniach. Jednak nawet Lamb wzbudza naszą sympatię, i to nie tylko dlatego, że wkrótce ta postać nabierze jeszcze żywszych kolorów, gdy w jego rolę wcieli się sam Gary Oldman (w kręconym właśnie serialu). Jackson Lamb, mimo odstręczającej aparycji i całego zestawu obrzydliwych nawyków, pójdzie w ogień za swoimi podopiecznymi – a tych już zdecydowanie zdążyliśmy polubić w pierwszej część serii: „Kulawych koniach”. W drugiej powieści cyklu, czyli „Martwych lwach”, powraca znajoma plejada postaci: między innymi młody i nieco gniewny River, zdrowiejąca alkoholiczka Catherine czy Roddie – genialny, choć mający zerowe umiejętności interpersonalne haker. Pojawiają się też nowe twarze. I wszyscy zostają uwikłani w aferę, która sięga dalej i głębiej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Bo choć z początku nic tego nie zapowiada – gdy stary, będący już poza obiegiem szpieg zostaje znaleziony martwy w podmiejskim autobusie – to finał okaże się zaskakujący i spektakularny.

Mick Herron drugą częścią swojej serii potwierdza doskonałą formę: jego proza jest wciągająca, inteligentna, pełna czarnego humoru i zaludniona świetnie narysowanymi postaciami. Porównania do mistrza gatunku Johna le Carrégo nikogo już nie dziwią – dość wspomnieć, że powieści Herrona zebrały pokaźną kolekcję nagród literackich (Złoty Sztylet!) i zostały docenione przez krytyków i czytelników na całym świecie. Nic tylko czytać! I niecierpliwie czekać na kolejne części – które szczęśliwie zapowiada już wydawnictwo Insignis.

Surrealistyczne, cyniczne, a zarazem niepozbawione humoru spojrzenie na świat brytyjskiego wywiadu. Prawdziwy gabinet luster… a w nim rosyjski oligarcha, tajemniczy SMS na telefonie dawnego szpiega i sowiecki szpieg, który może nawet nigdy nie istniał? To misternie skonstruowana intryga, która zabierze czytelnika tak daleko od wspaniałego, wystrojonego w smoking świata Iana Fleminga, jak to tylko możliwe”. – „January Magazine”

Książka „Martwe lwy” Micka Herrona – druga część cyklu „Slough House” – ukaże się 15 września i jest już dostępna w przedsprzedaży.

Mark Sołonin „Jak Związek Radziecki wygrał wojnę”.

„Czy cała historia Wielkiej Wojny Ojczyźnianej to kłamstwo?
Kolejna, bardzo dobrze napisana,  historyczna publikacja, pióra Marka Sołonina (polecam przy okazji  „Czerwiec 1941. Ostateczna diagnoza”) mierząca się z bardzo określonym, stereotypowym czy wręcz fałszywym sposobem przedstawienia burzliwych dziejów XX wieku.

Popularnego, powielanego wielokrotnie obrazu zdarzeń, który na dziesięciolecia ugruntował i ukierunkował (nie zawsze słusznie jak dziś już wiemy)  to jak postrzegamy zagadnienia historii najnowszej i jak edukowane są w jej duchu nasze dzieci.

Autor udowodnił już (i tak jest, również, przy tej lekturze) iż potrafi łamać konwenanse, obalać mity, odkłamywać wydarzenia i życiorysy ważnych dla określonego czasu postaci oraz  oddzielać prawdę od jawnych i skrytych manipulacji.

Nieustannie poszukuje, odkrywa, stawia śmiałe hipotezy i zręcznie operuje dostępną argumentacją,  próbując wszelkimi, możliwymi, sposobami dogrzebać się do prawdy, bardzo często, przemilczanej, niewygodnej  i nie mieszczącej się w oficjalnym kanonie nauki.
Tym razem w sposób bezceremonialny i bezprecedensowy rozprawia się z najważniejszym mitem Związku Radzieckiego (a dziś również putinowskiej Rosji) czyli tzw. Wielką Wojną Ojczyźnianą 1942-1945.

Dysponując ogromnym zasobem wiedzy, łącząc fakty i zjawiska, wspierając się bogatą,  archiwalną dokumentacją zawierającą, co bardzo ważne, najnowsze, odtajnione teczki z tego okresu,  pozwala nam spojrzeć  na ten straszny,  wojenny czas z odmiennej niż zwykliśmy dotychczas perspektywy, zarówno politycznej jak i militarnej. 

Dla mnie osobiście oprócz, naturalnie, samego ataku hitlerowskich Niemiec na ZSRR oraz rozgrywającego się i  zmieniającego teatru wojny,  najciekawszymi aspektami lektury (również z naszego,  polskiego, punktu widzenia) było kształtowanie się polityki Stalina w dobie kryzysu monachijskiego  i zaboru Czechosłowacji  przez nazistów  oraz  uwidoczniona w dokumentach obłuda i dwulicowość europejskich mocarstw, za którą już wkrótce przyjdzie im zapłacić ogromną cenę.

Autor przypomni również na łamach publikacji dwa niesłychanie ważne i  mało znane fakty z tego okresu. Pierwszy, to  toczące się niemal równolegle z negocjacjami, znanymi  później szeroko jako Pakt Ribbentrop-Mołotow  (23 sierpnia 1939 roku)  spotkania radziecko-angielsko- francuskie, dotyczące wspólnej polityki europejskiej w zmieniającej się koniunkturze politycznej na Starym Kontynencie.

Drugi, to kategoryczne ostrzeżenie (skierowane do polskiego rządu) przed wkroczeniem wojsk Rzeczypospolitej na sporne  z Czechami tereny w 1938 roku.W ksiązce pojawi się również wiele naprawde ciekawych informacji dotyczących planów  Józefa Stalina i biura politycznego KPZR odnoszących się do rozpoczęcia wojny z Niemcami, serią ataków wyprzedzających,  poprzedzonych odpowiednimi  grupami operacyjnymi i wywiadowczymi. Pojawia się też trochę alternatywnej historii i przewidywań, czym owe plany mogłyby się zakończyć dla Europy i Świata.

 Bez wątpienia książka  Marka Słonina zatytułowana „Jak Związek Radziecki wygrał wojnę” spodoba się wszystkim miłośnikom historii.

Michael Booth „Japonia, Chiny i Korea”.

„Japończycy, Koreańczycy i Chińczycy nie tylko ze sobą sąsiadują, ale też należą do jednej wielkiej konfucjańskiej rodziny. W sferze kulturowej łączy ich bardzo wiele, a przyjazne stosunki mogą im przynieść mnóstwo korzyści. Dlaczego więc pałają do siebie taką nienawiścią?”.

Książka Michaela Bootha  jest bez wątpienia lekturą, która zwróci nam uwagą na wiele bardzo istotnych spraw i zagadnień (niekiedy dla nas zupełnie nowych, często ze względu na swoją specyfikę  wręcz niezrozumiałych)  związanych z kulturą, historią, religią, polityką, ideologią czy też  szeroko rozumianym życiem społecznych w Azji Wschodniej. Regionie,  który od wieków, przecież,  tak bardzo fascynuje i pociąga nas, Europejczyków. 

Autor  zabiera na w niesłychanie interesującą i pouczająca, zarazem, wyprawę do najważniejszych państw tej części globu: Japonii, Chin, Korei Południowej (z oczywistych powodów  do Korei Północnej nie udało mu się dostać-choć, naturalnie często pojawia się ona w lekturze) i Tajwanu. Wyprawę, która wiele wniesie do naszej dość powierzchownej, w gruncie rzeczy,  wiedzy o tym obszarze świata, kształtowanej najczęściej  przez telewizyjne serwisy informacyjne, medialne przekazy (mniej lub bardziej rzetelne), sieć  opiniotwórczych gazety, przemysł filmowy  oraz  bogatą i poczytną literaturę popularną. 

 Dziś, wprawdzie, w dobie szalonego przeskoku technologicznego i ogromnych możliwości rozwoju jakie daje  Internet coraz więcej dowiadujemy się o charakterystyce tych państw, nic jednak, nigdy,  nie zastąpi wiadomości czerpanych z pierwszej ręki.

I to jest właśnie największa zaleta tej książki i jej literacki  atut. 
Przemierzając Japonię, Chiny, Koreę Południową i Tajwan z iście dziennikarską dociekliwością Michael Booth pokazuje nam, uświadamia i tłumaczy co tak naprawdę legło u podstaw wrogości  tych państw oraz  podziałów, które mimo mijania kolejnych dekad, zmieniających się przywódców i rządów oraz następujących po sobie pokoleń  nadal  są tak bardzo trwałe, stając się źródłem napięć w regionie  i realnym zagrożeniem  destabilizacji utrwalonego po 1945 roku, światowego  ładu.

„Polityka historyczna jest w Azji Wschodniej najsilniejszą bronią masowego rażenia. Nie trzeba nowoczesnych rakiet, żeby trzymać się w szachu. Nienawiść do sąsiadów można włączać i wyłączać, jeżeli rządy tego potrzebują”.

 Co dziwne, dzieje się tak mimo powszechnej świadomości (również wśród polityków i  społeczeństw owych krajów) iż współpraca i zacieśnienie kontaktów międzypaństwowych, w różnych dziedzinach, przyniosłoby wszystkim niespotykaną i bardzo wymierną korzyść.  

Prezentowana tu książka to wspaniała, choć miejscami bardzo bolesna i trudna (a bywa że przerażająca  bo  naznaczona azjatyckim okrucieństwem) podróż przez miejsca i czasy, pełne, z jednej strony historycznych odniesień i  analogii, z drugiej,  współczesnego polityczno -ekonomicznego realizmu. Głęboko zakorzenionych  narodowych uprzedzeń i nowych ideologicznych nurtów, wspaniałej kultury, tradycji i sztuki zestawionych z okrutną tyranią, ideologicznym fanatyzmem, niepohamowaną ambicją elit władzy i zniewoleniem jednostki. Złowrogich cieni przeszłości,  które  nadał rezonują na życie społeczne i  uniemożliwiają wszelkie próby normalizacji stosunków między mieszkańcami tych krajów.

 Książka Michaela Bootha to jedna z tych  reporterskich publikacji, która warta jest zapamiętania.  Znacznie wpłynie na  naszą wiedzę dotyczącą Dalekiego Wschodu a  być może, choć trochę,  zmieni nasze postrzeganie państw tego regionu. Naprawdę polecam.

Adam Makos  „Szpica”.

Wspaniała opowieść bitewna i hołd złożony zwykłym wojownikom”.

Literatura dotycząca wydarzeń drugiej wojny światowej jest tak ogromna i rozbudowana iż obejmuje  swoim  zasięgiem niemal jej wszystkie, militarne, polityczne, gospodarcze i społeczne aspekty. Dotyczy to zarówno  pozycji popularnonaukowych, przez typowo historyczne aż po pełne i  drobiazgowe  opracowania technologiczne.

Moim jednak zdaniem, elementem,  który  wnosi do naszej wiedzy najwięcej  i najbardziej poszerza nasze spojrzenie na ten (innym formom, oczywiście, nic nie ujmując)  straszny i krwawy  XX –wieczny konflikt są  bezpośrednie relacje świadków i uczestników opisywanych wydarzeń.

Jedną z takich właśnie książek, opartych na bardzo osobistej relacji i wspomnieniach,  jest lektura Adama Makosa zatytułowana  „Szpica. Od Wały Zachodniego do  Zagłębie Ruhry”.  
Jest to niezwykle interesujący, zwłaszcza z  naszego współczesnego punktu widzenia, i jednocześnie jakże  dramatyczny w swym przekazie   obraz zmagań amerykańskiej armii, toczącej boje na Froncie Zachodnim,  widziany z perspektywy zwykłego żołnierza.  Żołnierza walczącego na pierwszej linii zbrojnych działań,  zmagającego się z całą bezwzględnością i okrucieństwem wojny, wszechobecnością śmierci, stratą przyjaciół, towarzyszy broni i własnym strachem.

To historia amerykańskiej 3 Dywizji Pancernej „Spearhead” obserwowana oczami  Clarence Smoyera i załogi jego czołgu  Pershinga wśród ciężkich i zaciętych walk toczonych  na tzw. Wale Zachodnim i Ardenach z kulminacyjnym momentem starcia z załogą niemieckiej Pantery na ulicach Koloni w 1945 roku. Wydarzenia,  które w sposób szczególny połączyło, po latach, amerykańskiego i niemieckiego czołgistę (Gustava Schaefera) a  których losy splotły się właśnie  wtedy na ulicach dogorywającego niemieckiego miasta (szczegółów, naturalnie, nie chce zdradzać).

To autentyczne historie, młodych ludzi (wyrwanych ze swoich środowisk i domów)  niekiedy bardzo  dalekie od kreowanych przez Hollywoodzki przemysł filmowy  bohaterskich, kryształowo czystych, ludzkich postaw.  Lektura dotyka chyba większości wojennych i  około wojennych aspektów militarnych działań na tym froncie  w których amerykańska armia miała swój udział, choć największy nacisk położył  autora na opis działań jednostek pancernych, zarówno alianckim jak i niemieckich


Reasumując. Książka  Adana Makosa ” Szpica” znacznie poszerza naszą wiedzę dotycząca tej wciąż fascynującej tematyki w czym ogromna zasługa świetnego literackiego warsztatu pisarza, który znakomicie odnajduje się w gąszczu postaci i relacji, nie przytłacza czytelnika nadmiarem informacji i terminologii, pisząc w sposób bardzo ciekawy, przystępny i  zrozumiały nawet dla laika.

Gorąco polecam lekturę.

Bogdan Musiał „Na Zachód po trupie Polski”.

Szeroki wachlarz zagadnień, związanych  z bolszewicką Rosją, powoduje iż dla ogromnej rzeszy historyków i publicystów,  próbujących zmierzyć się z tą problematyką,  staje się ona niewyczerpanym źródłem badań i odkryć, przybliżających nas, stopniowo, do zapełniania wielu, mimo upływu dekad, białych plam na jej obliczu. Niewątpliwie jednym z takich właśnie aspektów była, realizowana z rozmachem (na różnych polach i przy pomocy różnych metod i środków) próba przeniesienia i rozszerzenia  rewolucji komunistycznej na  Europę  a później na  cały Świat.

Jej eksport stał się jednym z fundamentalnych założeń zbrodniczej  ideologii  i politycznej doktryny, prezentowanej przez Lenina, Trockiego, Zinowiewa, Kamieniewa, Tuchaczewskiego a później Stalina, Mołotowa, Malenkowa i  innych sowieckich  przywódców, pragnących zrealizować ów plan  za wszelką, możliwą, cena. 

Ze względów geopolitycznych centralnym elementem owych zamierzeń stały się, naturalnie, Niemcy  (zmagające się po I wojnie światowej z gigantycznymi problemami ekonomiczno-społecznymi)  upatrywane jako przeszłe zarzewie nowego bolszewickiego buntu. 
Niestety, na drodze owych planów  stanęła odrodzona Rzeczypospolita i to właśnie po jej trupie zamierzali przejść radzieccy przywódcy  w upragnionej drodze na Zachód. 

Na tym zagadnieniu skupia się też Bogdan Musiał, autor znakomitej publikacji „Na Zachód po trupie Polski” przybliżający nam ideologiczną podbudowę a później fizyczną realizację działań  mających w zamyśle jej  twórców  doprowadzić do ekspansji czerwonej ideologii  w kolejnych, następujących po sobie okresach funkcjonowania bolszewickiego państwa. 
 Ukazuje to w sposób niezwykle analityczny, rozbudowany, podparty bardzo gruntowną, merytoryczną wiedzą (wsparta przez liczne archiwalne dokumenty, korespondencję, stenogramy z partyjnych narad, uchwały, wspomnienia świadków i uczestników wydarzeń, wypowiedzi, apele, przemówienia itd.) oraz dbałością o szczegóły opisywanych zagadnień i zjawisk. Przekazuje czytelnikowi wiedzę o bardzo wielu, mało znanych wydarzeniach i faktach tego okresu, będących uzupełnieniem wstrząsającego obrazu naszych XX- wiecznych dziejów.

Szczególnie interesujące (przynajmniej dla mnie) są rozdziały i wątki dotyczące min: oporu antykomunistycznego po wygranej przez bolszewików wojnie domowej, agenturalnej działalności Komunistycznej Partii Polski, budowy przemysłu zbrojeniowego  i przemianach w Armii Czerwonej w latach 1930-1941, wielkiej czystki w sowieckiej kadrze oficerskiej (sprawa marszałka Tuchaczewskiego) oraz radzieckich planów ataku na hitlerowski Niemcy.

Mimo niewątpliwego historycznego charakteru, praca napisana jest prostym i w pełni zrozumiałym, nawet dla laika,  językiem, nie przytłaczającym fachową terminologią  czy nazewnictwem,  dzięki czemu ma wszelkie podstawy  dotrzeć do szerokiego grona odbiorców, czego, oczywiście, życzę.  

„Na Zachód po trupie Polski” Bogdana Musiała jest pozycją bardzo pomocną w zrozumieniu dziejowych procesów, które pozwoliły zwolennikom Lenina najpierw zdobyć  władzę a później na zawsze zmienić  oblicze Europy i Świata. Gorąco polecam.

Dmitry Glukhovsky’ „Outpost”.

„I właśnie dziś przychodzi. Wyłania się z mgły. Przyniesie zbawienie czy zagładę? Odkupienie czy potępienie?” 

Bardzo lubię w swoich literackich podróżach,  co jakiś czas, powracać do twórczości  Dmitryja Glukhovsky’ego oraz samego  projektu Uniwersum METRO w jego różnych (również polskich)  odsłonach. Zagłębić się w wizje postapokaliptycznego  świata, który zaczął żyć już ( i chyba dobrze) własnym  życiem, powielanym w wielu różnych  miejscach, formach i konfiguracjach, trzymających się, oczywiście, mniej lub bardziej, głównego kanonu cyklu.

Z czasem  odniosłem wrażenie iż dla części twórców  zamknięta w tunelach metra przestrzeń wydaje się już zbyt mała i  ograniczona, więc, stopniowo, zaczęli przenosić fabułę i akcję swoich  powieści  ku powierzchni z zachowaniem, naturalnie, określonych schematów i ram. Wyszli poza przytłaczające, ciemne, duszne i mroczne tunele  ku  skażonej radioaktywnie  powierzchni, co spowodowało niemal nieograniczone (chyba że jedynie przez wyobraźnie i talenty autorów) możliwości budowania i kształtowania świata przedstawionego .

W  końcu odpowiedzi doczekaliśmy się również od samego  pomysłodawcy  i twórcy projektu Metro  Dmitryja Glukhovsky’ego i ową odpowiedź trzymamy właśnie w swoich rękach w postaci powieści „Outpost”.

To historia,  która z całą pewnością zadowoli czytelników  lubiących futurystyczne  klimaty i wyniszczoną powojenną scenerię  i choć całość rozgrywa się  już na powierzchni to posiada bardzo podobny,   przesycony niepokojem, grozą i strachem  klimat,  znany nam z wcześniejszych powieści tego autora. Jest to już jednak zupełnie inna opowieść z własną charakterystyką, motoryką zdarzeń i własnym przesłaniem, niezbyt pozytywnym , niestety.

Placówka  w Jarosławiu,  oddalony o 250 km od Moskwy ostatni przyczółek starej, przedapokaliptycznej  Rosji, strzegący  przeprawy przez  otuloną, teraz,  trującymi wyziewami  Wołgę,  za którą niczego i nikogo żywego już nie ma. Tak  przynajmniej wszyscy (przez lata) sądzili, aż do momentu gdy na moście  pojawił się ktoś z tamtego brzegu…Stanie się  to, jak możemy się domyśleć,  punktem zwrotnym oraz kołem napędowym wydarzeń, które rozegrają się na tym zapomnianym przez Boga rosyjskim krańcu ziemi i  będzie miało  brzemienne skutki dla jego mieszkańców. A to właśnie oni, ich postawy, wzajemne relacje oraz  sposoby w jakich odnajdują się i radzą sobie w tej  strasznej rzeczywistości są najważniejszymi  i najciekawszymi ( przynajmniej moim zdaniem) elementami lektury. Staną się  naszymi przewodnikiem po tym przerażającym i wynaturzonym świecie i to ich emocje, tęsknoty, nadzieje czy złudzenia udzielą się nam wszystkim. Szczególnie wyraziste i przemawiające do czytelnika są  kreacje głównych  bohaterów lektury (doświadczonego dowódcy Pałkana,  jego przybranego syna Jegora i młodziutkiej, zagubionej, Michelle), których oczami  widzimy   rozgrywającą się na łamach powieści dramat. Owo zderzenie dwóch pokoleń, dwóch sposobów na życie,  dwóch spojrzeń na świat  oraz sposób na to  jak w nim przetrwać jest  z naszego  punktu widzenia bardzo interesujące. 

Fabuła i akcja  powieści toczyć się będzie wielotorowo i znajdziemy w niej wiele, rozmaitych, odniesień do innych, dawniejszych, wydarzeń   dotyczących zarówno  poszczególnych postaci jak i   szerszego spojrzenie na kataklizm i próby odrodzenia moskiewskiego państwa.

„Outpost” Dmitryja Glukhovsky’ego będzie  lekturaą, która zapewni nam wiele niezapomnianych wrażeń oraz literackiej rozrywki na naprawdę wysokim poziomie. Polecam.