Michał Kubicz „Tyberiusz. Cesarstwo nad przepaścią”

„Ostateczny cios zadadzą najbliżsi…”

 Inteligentne połączenie literacki fikcji z prawdziwymi historycznym wydarzeniami, dodatkowo osadzonej w klimatycznej, wielobarwnej  epoce starożytności, zawsze elektryzuje i przyciąga rzesze odbiorców. Dodatkowo, i trzeba to otwarcie przyznać, autor znakomicie i z dużym znawstwem oddaje  charakterystyczny, historyczny rys i klimat owych czasów z dużym wyczuciem wkomponowując je w  całość powieści.

Prezentowana tu pozycja z pewnością zadowoli wszystkich, prawdziwych miłośników literatury historycznej, ze szczególnym uwzględnieniem tych, którzy interesują się światem starożytności, jego  niewątpliwym dziejowym dorobkiem, wpływem na wieki późniejsze,   oraz  procesami, które w epoce tej zachodziły.

 „Tyberiusz. Cesarstwo nad przepaścią” to opowieść o niesłychanie barwnej, nietuzinkowej,  historycznej postaci,  której burzliwe,  naznaczone licznymi, osobistymi i rodzinnymi, tragediami  losy,  śledzimy na kartach lektury.

Jest rok 14 roku n.e. Po śmierci cesarza Oktawiana Augusta władze obejmuje    jego adoptowany  syn Tyberiusz. Nowo obrany cesarz już wkrótce przekona się jednak iż przejecie władzy a utrzymanie się przy niej, to dwie zupełnie odmienne rzeczy. Trudy władania ogromnym państwem, pajęcza sieć intryg, oplatająca nowego władcę, zadawnione konflikty, osobiste urazy, pretendenci, którzy, bynajmniej,  nie wyzbyli się swoich aspiracji, polityka wielkich i potężnych rzymskich rodów, wiecznie skłócony senat, wybujałe ambicje krewnych, pycha, arogancja, chciwość, bezwzględność, nepotyzm i w końcu zdrada, będą elementami, które towarzyszyć będą naszemu bohaterowi podczas całego okresu  panowania. Nie chcę się tu, naturalnie, wdawać w szczegóły i odsłaniać powieściowych kart…

 Bardzo ciekawy i rozbudowany jest  wątek dynastyczny i  rodzinny,  będący prawdziwą plątaniną rożnego stopnia pokrewieństw, adopcji,  wzajemnych koligacji, zależności i sojuszy, nad którym zdecydowanie króluje osoba matki Tyberiusza Liwii- kobiety silnej, despotycznej,  pamiętliwej i nie cofającej się przed niczym. Ogólnie, obraz wyrazistych ( i śmiertelnie groźnych) kobiet epoki jest jednym z ciekawszych elementów książki …

 Autor z ogromnym pietyzmem, drobiazgowością  i imponującą, merytorycznie ugruntowaną wiedzą, przedstawia nam koleje i zakręty życia Tyberiusza oraz skomplikowane czasy w których przystało mu najpierw żyć a później   panować, wliczając w to szereg wydarzeń, które miały bezpośredni lub pośredni wpływ na kształtowanie się jego osobowości i poglądów. Całość zręcznie wkomponowana (co oczywiście zrozumiałe) w wielowymiarowy historyczny rys, uwzględniający szereg ważkich dla tego okresu zagadnień natury politycznej, militarnej, religijnej, społecznej czy gospodarczej.

 Książka Michała Kubicza napisaną jest naprawdę sprawnie, interesująco i  z niewątpliwym literackim talentem.  Pozwala czytelnikowi spojrzeć  na  znane  z lekcji historii (a przedstawione najczęściej w sposób okrojony, suchy i raczej  dokumentalny) wydarzenia  z pewną, osobistą głębią, przez co  wszystko nabiera zupełnie innego wymiaru i kształtu, stając się bardziej zrozumiałe i przemawiające do wyobraźni, zaś postać samego cesarza Tyberiusza bardziej zapamiętywana. Polecam.

Zapowiedź!!!!

Na Zodiac Island − samotnej kamienistej wyspie u wybrzeży Stanów Zjednoczonych − wiele lat temu mieścił się park rozrywki, którego motywem przewodnim były znaki zodiaku. Rodziny spędzały tu czas na karuzelach, strzelnicy i w tunelu strachu. Wszystko to kończy się, gdy na wyspie giną trzy kobiety. Zabójca, Jeff Bohner, zostaje zatrzymany i skazany, a park zostaje zamknięty.

Po latach, kiedy zbrodnie przechodzą do historii, prywatny inwestor postanawia wskrzesić Zodiac Island. Murder Park − nowy tematyczny park − ma być swoistym skansenem słynnych zabójców, których brutalne morderstwa wstrząsnęły światem. Przed oficjalnym otwarciem upiornego miasteczka do wybrzeży wyspy dopływa statek z dwunastką gości, zaproszonych tu na specjalny promocyjny weekend. Są wśród nich przedstawiciele mediów, ale też osoby, które pamiętają wyspę z dawnych czasów.

Odpływa ostatni prom, następny ma przybyć dopiero za trzy dni. Następuje załamanie pogody, urywa się łączność i… ginie jedno z nich. Mordercą musi być ktoś z zaproszonych gości lub organizatorów. Chyba, że zabójca przybył na wyspę wcześniej i czekał w ukryciu na przybycie promu… Odżywają pogłoski, że dwadzieścia lat temu pojmano i skazano niewłaściwego człowieka, a prawdziwy zbrodniarz wciąż jest na wolności. A wraz z pogłoskami kiełkuje strach, że to dopiero początek krwawej serii.

„Murder Park” to z jednej strony klasyczny whodunnit, w którym zagadka zamkniętego pokoju rozciąga się na surową, skalistą wysepkę chłostaną wiatrem i falami oceanu, z drugiej zaś szybki thriller, w którym dzieje się dużo i szybko, a kolejne wolty i zwroty akcji sprawiają, że nie wiadomo, co jest prawdą, a co iluzją. Tu nic nie jest tym, czym się wydaje, a każda z dwunastu osób, które poznajemy w dokumentalnych zapisach wywiadów – samych w sobie będących mistrzowskimi psychologicznymi portretami – kryje w sobie zagadkę. Mordercą może być każdy. Jonas Winner jest mistrzem kamuflażu i fałszywych tropów, pełnymi garściami czerpie ze znanych filmowych i powieściowych motywów, żongluje nimi i kreuje nową jakość – a czytelnik zyskuje dodatkową frajdę, rozpoznając klasyczne wątki, aluzje i podteksty. Mocna, mroczna rzecz – odrobinę zakręcona i mająca w zanadrzu niejedną niespodziankę.

Jan Ryszard Czarnowski „Kresy. Utracone dzieje”.

„Jest to opowieść o krainie po dziś dzień opiewanej jako wielka, niezmierzona przestrzeń, niosąca ze sobą radość i smutek, wielkie sukcesy i porażki, o ziemi rodzącej gigantów i karły zarazem. Kresy są bolesnym wspomnieniem naszych matek i ojców, a dzięki rodzinnym opowiadaniom zrodził się do nich sentyment”.

 Często, zwłaszcza w literaturze historycznej czy popularnonaukowej  mamy do czynienia z opinią, głoszącą, iż prawdzie serce, dawnej Rzeczypospolitej, biło na jej tzw. Kresach (Marszałek Józef Piłsudski bardzo obruszał się na to określenie) i trzeba przyznać iż w świetle konkretnych wydarzeń i  życiorysów naszych rodaków, naprawdę trudno z tezą tą polemizować.

Również silnie utrwalony  w naszej narodowej pamięci obraz sienkiewiczowskiej trylogii  (szczególnie „Ogniem i mieczem” czy „Pana Wołodyjowskiego) oraz rozmaitych, związanych z tym dziełem, historycznych, konotacji, mimo krzywdzących nas, powojennych, terytorialnych  rozstrzygnięć, stał się  na zawsze nieodłącznym elementem naszej historycznej spuścizny i tradycji. Oczywiście, rozumiemy wszyscy szczególny czas i skomplikowane okoliczności w których nasz noblista tworzył swoje arcydzieło, cel, który mu przy tym przyświecał oraz to, iż niektóre aspekty musiały, z oczywistych, politycznych powodów, być pokazane w pewnej, ukrytej, zawoalowanej formie. Mimo tego iż dotyczyły niezwykle ważnych momentów Najjaśniejszej Rzeczpospolitej Obojga Narodów.

Dziś, w pełni wolnej, demokratycznej ojczyźnie mamy możliwość pokazania tych dziejowych zakrętów  w sposób taki, jaki naprawdę miały miejsce, bez przemilczeń, naginania prawdy,  literackich wybiegów czy politycznej poprawności. Również nasz obecny stan posiadanej wiedzy o tych dawno minionych, lecz jakże fascynujących czasach, jest o wiele pełniejszy, pochodzi z liczniejszych, bardziej zróżnicowanych źródeł i perspektyw: czasowych, geograficznych, osobowych, polityczno –historycznych i innych.

 Mamy właśnie  swoich rękach publikacje Jana Ryszarda Czarnowskiego „Kresy. Utracone dzieje”, będącą znakomicie odkurzoną,  wielobarwną historią tych ziem, wpisaną w burzliwe i niekiedy bardzo dramatyczne losy jej przedstawicieli, od czasów najdawniejszych, ginących w pomrokach dziejów, aż po wiek XX i wybuch I wojny światowej.

 Na kilkunastu, chronologicznie ułożonych rozdziałach, obserwujemy zachodzące na przestrzeni wieków i epok historyczne procesy, zagłębiamy się w tajne mechanizmy sprawowania władzy (np w dobie  jagiellońskiej czy elekcyjnej) oraz zawiłej polityki, uprawianej przez władców, monarsze dwory, polityczne koterie, przedstawicieli wpływowego kościoła, wielkie, skoligacone i powiązane ze sobą magnackie rody oraz rozmaite partie i ugrupowania polityczne.  Wliczając w to charakterystyczne dla każdego, omawianego  okresu aspekty etniczne, polityczne, militarne, religijne, kulturowe, społeczne i inne…

 Książka jest naprawdę bardzo dobrą  i świtanie  się czytającą, popularnonaukową pozycją (w dużej mierze będącą subiektywnym spojrzeniem autora na niektóre wydarzenie i fakty),  która znakomicie łączy rzetelne historyczne podejście (podparte ogromną i wielostronną, merytoryczną wiedzą) z literackim warsztatem, który pozwala autorowi oddać specyficzny, wielokulturowy klimat  Kresów , w różnych dziejowych odsłonach. Jest znakomitym przykładem na to iż historia nie jest suchym zlepkiem faktów i dat, lecz żywą, wciąż na nowo odradzająca się tkanką z której możemy czerpać pełnymi garściami.

Bardzo wyraźnie wyczuwalna  jest w tekście nostalgia i sentyment za świtam, który już dawno przeminął i to uczucie w pełni udziela się czytelnikowi.

 Miejsce szczególne zajmuje Lwów,  w którym przez wieki biło serce Polski i który w naszej skomplikowanej i naznaczonej krwią,  polskiej historii, zawsze zajmował miejsce wyjątkowe. I  tak już chyba pozostanie. Nawet dziś, będąc w tym mieście od dziesięcioleci znajdującym się, przecież, na terytorium Ukrainy, wciąż wyczuwalny jest ten polski pierwiastek.

Nie sposób, przy tej okazji,  nie wspomnieć o naprawdę pięknym i profesjonalnym wydaniu lektury, zaopatrzonej w porządną, twardą oprawę, solidne przeszycie oraz wysoką jakość papieru i druku, co znacznie wydłuży jej żywotność i możliwości korzystania z zawartych w niej, interesujących treści. Gorąco polecam.

 

 

 

HOMELAND-serial

Martin Winston „Generalne Gubernatorstwo”.

„Chciałem, aby w książce znalazły się wszystkie aspekty dotyczące Generalnego Gubernatorstwa. Szczególnie zależało mi na opisaniu losów różnych narodów – Polaków, Żydów, Ukraińców i innych – którzy zamieszkiwali ten region”

To bez wątpienia bardzo wnikliwa, rozbudowana i wielopłaszczyznowa  monografia  jednego z najdziwniejszych  i najbardziej ponurych,  zarazem, polityczno- -społecznych tworów XX wieku, jakim było owiane grozą, hitlerowskie Generalne Gubernatorstwo. (Generalgouvernement für die besetzten polnischen Gebiete, dosłownie Generalne Gubernatorstwo dla okupowanych ziem polskich), uwzględniająca, oprócz samej charakterystyki, szeroki historyczno–polityczny kontekst  opisywanego okresu.

Miejsce, gdzie w niezwykle okrutny i bezwzględny sposób  próbowano urzeczywistnić wypaczone. narodowosocjalistyczne idee i koncepcje (gospodarcze, społeczne , narodowościowe, rasowe, ekonomiczne) eksploatując w sposób na półkolonialny  ekonomiczne i ludzkie zasoby, dawnych ziem Rzeczypospolitej. Które na zawsze stało się symbolem najgorszych i  najczarniejszych cech  niemieckiego totalitaryzmu: obozy koncentracyjne, więzienia,  getta, zbrodnie wojenne, masowe eksterminacje podbitych narodów,  przesiedlenia, prześladowania ludności cywilnej, niszczenie wielowiekowego dorobku kultury itd.

 Jak przystało na porządnie udokumentowaną, spójnią i niezwykle merytorycznie napisaną pozycję (a ta bez wątpienia taka, właśnie,  jest) autor nie skupia się  jedynie na suchym historiograficznym przedstawieniu faktów i wydarzeń dotyczących Generalnego Gubernatorstwa, lecz obficie sięga do licznych wspomnienia, dzienników, zeznań,   protokołów przesłuchań i wielu innych, archiwalnych dokumentów  tego czasu.

 Uświadamia  nam ze zgrozę iż sam pomysł powstania takiego wydzielonego regionu ( w różnych, zresztą, konfiguracjach) w doktrynie niemieckiej  nie był, wcale, czymś nowym  i bynajmniej nie zrodził się w umysłach nazistowskich ideologów,  lecz sięgał czasów jeszcze sprzed I wojny światowej,  kiedy to ówcześni, wysoko postawieni  dygnitarze  i wojskowi, proponowali podobna koncepcją (po swoim zwycięstwie, oczywiście). Dopiero dojście do władzy Adolfa Hitlera  i sukcesy odnoszone przez Wehrmacht  na Wschodzie pozwoliły owej teorii  wejść w życie.

Martin Winston w sposób bardzo szczegółowy   przedstawia nam obraz GG od chwili jej powstania (dekret Adolfa Hitlera z 12 października 1939 z mocą obowiązującą od 26 października 1939) aż do momentu gdy (1944-1945), padło ono pod naporem prących na Berlin zagonów Armii  Czerwonej.  Gubernator Hans Frank  zbiegł z Krakowa w styczniu 1945.

 Autor szczegółowo pokazuje  nam jak funkcjonowało, jak kształtowały  się procesy decyzyjne i jakimi, brutalnymi, metodami wymuszano ich realizacje. Dużo miejsca poświęca zbrodniom nazistowskiego systemu oraz wewnętrznym i zewnętrznym  rozgrywkom oraz  tarciom w łonie niemieckiej  administracji, wojskowej i cywilnej.  Również  pomiędzy poszczególnymi nazistowskimi dygnitarzami, walczącymi  o władzę, wpływy  i bogactwo, częstokroć  zrabowane z polskich muzeów, bibliotek czy prywatnych zbiorów.

 To co mnie, osobiście, zszokowało w tej książce,  to zestawienie,  potwornych, niewyobrażalnych zbrodni jakich dopuścili się okupanci na narodzie polskim (i nie tylko polskim, naturalnie)  z wydanym podczas wojny turystycznym (!!!) przewodnikiem Baedekera  po Generalnej Guberni,  zachwalającym wspaniały klimat, urzekające widoki, unikalne zabytki,  smaczną kuchnie, luksusowe hotele i  modne restauracje To jeden z elementów mało znanych  i  rzadko podnoszonych  w literaturze przedmiotu,  tym bardziej  się cieszę iż został  zamieszczony na  kartach tej publikacji.  Mając w podświadomości mroczny cień krematoryjnych kominów, jawi się to zupełnie  surrealistycznie…

Oczywiście, wiele z poruszanych przez pisarza wątków  i tematów (jak Polskie Państwo Podziemne,   Armia Krajowa, Holocaust, powstanie w getcie 1943 roku czy powstanie warszawskie) są nam, Polakom, doskonale znane i raczej nie wnoszą nazbyt wiele do naszej wiedzy,  są za to prawdziwą skarbnicą dla całej reszty mieszkańców Europy, pragnących  poznać ten aspekty II wojny światowej. Oni też, odniosłem takie  wrażenie (i bardzo się z tego cieszę)  są też docelową grupą do której skierowana jest owa lektura.

 Książka jest bardzo dobrze przygotowana, spójna i rzeczowo przedstawia opisywane wydarzenia, dzięki czemu, otrzymujemy  naprawdę przemyślaną pracę, która na nowo próbuje przedstawić dzieję tej doświadczonej przez historie, skrwawionej ziemi. Wszystko  wpisane w polityczny, militarny, społeczny, ideologiczny i narodowościowy kontekst tamtych czasów.

Napisana jest prostym, zrozumiałym (nawet dla laika) i trafiającym do  czytelnika językiem. Warto też, przy tej okazji,  wspomnieć o bardzo dobrym wydaniu (duży ukłon w stronę wydawnictwa) porządnej,  twardej oprawie, dobrej  jakości papieru i druku, właściwej przejrzystość tekstu.

„Generalne Gubernatorstwo” Martina Winstone’a  jest lekturą, która z całą pewnością zadowoli  tych wszystkich, którzy interesują się historią XX wieku ze szczególnym uwzględnieniem nazistowskiej dyktatury na okupowanych ziemiach.

Borys Wołodarski „Truciciele z KGB”.

„W ZSRR otrucie jako metoda unieszkodliwiania przeciwnika była na porządku dziennym. W laboratoriach  rozwiązywano zagadkę skutecznego powodowania śmierci tak, aby wyglądała na niewinną  i przypadkową, a w pracowniach inżynierów powstawały śmiercionośne  urządzenia – od parasoli z zatrutym szpikulcem, poprzez pudełka papierosów i zwinięte gazety  aż do filiżanki „herbaty Litwinienki”.

Każdy, kto choć trochę, interesuje się historią XX wieku oraz tą, już nam bardziej, współczesną jej odsłoną ma świadomość  iż popularne w literaturze przedmiotu, określenie o „długich ramionach Moskwy” nie jest jedynie wyświechtanym i wyolbrzymionym sloganem. Liczba politycznych oponentów, prawdziwych czy  wyimaginowanych wrogów radzieckiego państwa, dysydentów, zdrajców, uciekinierów z „socjalistycznego raju”  i innych osób, które w taki czy inny sposób naraziły się sowieckim władzom a którzy   w sposób gwałtowny i nieoczekiwany  zeszły z tego świata, jest naprawę spora. Polityczne mordy były przez dziesięciolecia sposobem uprawiania  polityki, utrwalania władzy, czerpania korzyści (na różnych płaszczyznach) oraz elementem służącym zastraszeniu wszystkich, którym przyszło by do głowy przeciwstawiać się władcom Kremla.

Prezentowana tu książka Borysa Wołodarskiego, która ukazała się staraniem Wydawnictwa RM  „Truciciele z KGB. Likwidacja wrogów Kremla od Lenina do Litwinienki” opisuje pewien charakterystyczny wycinek działań radzieckich (a później rosyjskich) służb specjalnych, obrazując nam jak bezwzględne i okrutne są one w  eliminowaniu swoich wrogów oraz jak niewiele, mimo upływu dekad, zmieniło się w sposobie ich  myślenia i działania.

 Gdy w 2006 roku w Londyńskim szpitalu (w straszliwych męczarniach) umierał zarażony  radioaktywnym polonem Aleksander Litwinienko, były rosyjski szpieg i podpułkownik KGB-FSB,  otwarcie krytykujący reżim  prezydenta Władymira Putina, świat oniemiał.  Gdy na jaw wyszła, podobna próba, na szczęście nieudana,  wymierza  w Wiktora Juszczenkę, ówczesnego kandydata  na stanowisko prezydenta Ukrainy (i głównego konkurenta  promoskieskiego Wiktora Janukowycza) dla wszystkiej stało się jasne  iż obecna Rosja, podobnie jak jej poprzedniczka, nie cofnie się przed żadna niegodziwością by osiągnąć swoje cele.                                                                                                                                                            

Obydwa te wstrząsające wydarzenia (okoliczności w których do nich doszło, metodologia działań sprawców, motywy mocodawców, przebieg śledztwa itd.) są elementami, które w takiej czy innej formie, przewijają się przez prawie całość jej trwania, choć autor  na kartach swojej książki przedstawia nam również  inne przypadki w których sowieccy zabójcy posłużyli  się tą właśnie metodą uśmiercania przeciwników. Powraca historia „białego” generała, Piotra Wrangla  w pierwszych latach bolszewickiego przewrotu wroga nr 1, radzieckiego uciekiniera Nikołaja Artamonowa, Nikołaja Chochołowa, węgierskiego porucznika Belę Lapusnyika, ukraińskiego lidera emigracyjnego  Lwa Rabeta  i wielu innych.

Najbardziej jednak porażający jest opis ściśle tajnych radzieckich laboratoriów (pierwsze powstało już w 1921 roku, przy pełnej aprobacie, wodza rewolucji, Włodzimierza Lenina)  gdzie przez  lata  naukowcy na usługach służ specjalnych,  opracowywali  i udoskonalali wszelkiej maści trucizny, które w przyszłości miały posłużyć eliminacji potencjalnych wrogów państwa. Co straszne i przywodzące na myśl działania hitlerowskich lekarzy w obozach koncentracyjnych,  badania i eksperymenty przeprowadzane były również na ludziach, rekrutujących się spośród  więźniów sowieckich katowni i  łagrów.

Pisząc tą książę autor opiera się na własnym bogatym doświadczeniu, licznie zgromadzonej dokumentacji, wnikliwych analizach, opisach, wspartych  dodatkowo zeznaniami, byłych pracowników rosyjskich służb specjalnych,  dawnych oligarchów  czy ludzi będących niegdyś u szczytów rosyjskiej władzy,

Kraju, który w ostatnich latach tak bardzo, zachwiał fundamentami europejskiego (czy szerzej, światowego) bezpieczeństwa, wprowadzając w dotychczasową, względną (ale jednak), stabilizację, pierwiastek chaosu, zagrożenia i strachu. Państwa w którym dochodzi do politycznych morderstw (głośne zabójstwo dziennikarki Anny Politkowskiej i innych opozycjonistów), gdzie nadal  ludzie znikają  bez śladu,  padają ofiarami pobić, zastraszania czy szantażu. Gdzie fałszowane są wybory, tłamszone, szykanowane a później przejmowane są niezależne media a nieprawomyślni dziennikarze czy zbyt niezależni biznesmeni trafiają za kraty więzień czy do ciąż kich obozów pracy.

Książka Borysa Wołodarskiego  „Truciciele z KGB. Likwidacja wrogów Kremla od Lenina do Litwinienki” jest lekturą z którą zapoznać powinniśmy się wszyscy,  gdyż zawarte w niej treści  powodują nowe spojrzenie na istotne zagadnienia i aspekty  funkcjonowania dawnej  komunistycznej  i obecnej „putinowskiej” Rosji, która w osiągnięciu swoich partykularnych interesów nie cofa się przed niczym, nawet zabójstwem. Polecam.

 

Lorenna McKennitt

Matt Rudd „Anglicy. Przewodnik podglądacza”

„Jest to z góry skazana na niepowodzenie próba zrozumienia Anglików. Sarkastyczny opis ich zachowań, przyzwyczajeń i tęsknot utwierdza nas w przekonaniu, że to naród wybrany, tylko nie wiadomo do czego”.

 Świetnie napisany, ujęty w ironiczno –humorystyczną formę, od czasu do czasu  przeplataną gorzką nutą czy głębszą refleksją, obraz Brytanii i Brytyjczyków, widziany, wnikliwym, dziennikarskim okiem ich rodaka. Nie będzie to jednak podróż po chlubnych pozostałościach  imperium, kulturowym  czy artystycznym dorobku pokoleń czy szczytowych osiągnięciach  architektonicznych   czy literackich.

Matt Rudd  zabierze nas w fascynująca i pouczającą, w swej wymowie,  wyprawę,  po codzienności wyspiarzy, ich sposobie życia,   wzlotach i upadkach oraz tych wszystkich, jakże  charakterystycznych zjawiskach, które w obiegowej opinii, są ucieleśnieniem tzw.”brytyjskości”. Obali  przy tym kilka odwiecznie funkcjonujących mitów, nadal pokutujących stereotypów, niekiedy krzywdzących a niekiedy zupełnie nie (np. w sprawie zamiłowania do spożywania ogromnych ilości alkoholu, choć nas, Polaków, ten, akurat, element, jakoś specjalnie nie szokuje…Sic!!!).

Będziemy mieli wiec okazje spojrzeć  na synów i córy Albionu  z perspektywy domu, miejsca pracy, pubu,  stadionowych trybun czy stolików do gry w popularne Bingo. Zajrzeć do kuchni (zagraconej dziesiątkami niepotrzebnych i nieużywanych gadżetów, w której niepodzielnie króluje „curry”),  na kanapę przed telewizorem, do szafy z ubraniami i w końcu do  sypialni.

Nie zabraknie również (bo zabraknąć, oczywiście, nie może)  kilku bliższych i dalszych wycieczek w przeszłość, znacznie ułatwiających nam zrozumienie ewolucji (historycznej, politycznej, społecznej, ekonomicznej czy światopoglądowej) która doprowadziła mieszkańców Zjednoczonego Królestwa do miejsca w którym znajdują się dziś.

„Bardzo zgubne życie współczesnej angielskiej rodziny spędzone na kanapie? Niesprawiedliwe. My tylko odpoczywamy. Robimy sobie  krótką przerwę  przed przejściem do kuchni, serca domu, gdzie odgrzewamy w mikrofali pyszne, produkowane na masową skale curry”.

„Musimy się pogodzić z tym że „trzyosobowa kanapa” to kłamstwo. Posadź trzy osoby na trzyosobowej kanapie i gość po środku będzie sierotą, towarzyskim pariasem, dziwakiem z innej bajki. Coś takiego może jest i do przyjęcia w miejscach w których nie istnieje pojęcie przestrzeleni osobistej, takich jak Włochy albo centrum handlowe Bluewater, ale w Anglii nikt zazwyczaj nie siada na środku kanapy. To zachowanie jest nieomal tak aspołeczne  zajęcie środkowego miejsca w pociągu, co z kolei jest prawie tak złe jak nadmierna potliwość”

 Mimo zdecydowanie prześmiewczego charakteru,  książka cechuje się wnikliwym (widać tu prawdziwie  dziennikarską żyłkę autora) spojrzeniem na współczesne społeczeństwo brytyjskie i jego mentalność, na tle wciąż zmieniających się zewnętrznych i wewnętrznych uwarunkowań i trendów.   Wytykanie narodowych przywar, drwiny, szyderstwa i uszczypliwości  nie potrafią zamaskować jednak tego iż  Matt Rudd  jest ogromnie przywiązany do swojego kraju i dumny ze swojej narodowej przynależności. Cóż, patriotyzm, jak widać,  ma wiele twarzy – i całe szczęście.

 „Anglicy wolą pić herbatę niż wojować.  I chociaż nie ma już w nas  tej imperialnej arogancji  i nie uważamy się za najlepszych na świecie, to jednak cieszę się, że jednak nie zdecydowałem się żyć pięć minut od tamtej  tropikalnej plaży. Byłbym opalony, ale również miałbym dzieci , które podnoszą intonacje na końcu zdania i uważają świata Bożego Narodzenia za coś, co obchodzi się latem”. 

Lektura „Anglicy. Przewodnik podglądacza” jest z całą pewnością interesującą i warta przeczytania pozycją, szczególnie w obliczu tak licznie reprezentowanego na wyspie pierwiastka polskiego. Gorąco polecam.

 

 

 

 

„Zapiski z Rakki. Ucieczka z Państwa Islamskiego”

 „Chcę, żeby świat wiedział o tym, co Daisz nam robi. Nie tylko o tym, jak nas niszczy fizycznie, ale też o tym, co zrobił z naszymi marzeniami, z naszą rewolucją, z naszym sposobem życia”.

 Lektura bardzo nietypowa, wstrząsająca, brutalna i prawdziwa, zarówno w swojej formie jak i w treści. Zaszyfrowane w postaci SMS-ów raporty z oblężonego miasta, jakim stała się Ar- Rakka (miasto w północnej Syrii, które od stycznia 2014 roku stanowi nieformalną stolicę tzw.Państwa Islamskiego), w którym skrajny, wypaczony, brutalny i  wynaturzony,   religijny fanatyzm, osiągnął swoje porażające apogeum.

To jedna z tych niewielu lektur, wobec których nikt z czytających nie pozostaje obojętny  i która   na długi czas (a może i na zawsze) pozostawi ślad w naszej świadomości. Okrucieństwo i bezwzględność wojny (najpierw domowej, toczonej z reżimem prezydenta Baszszara Al-Asada a później  z ISIS) oraz wstrząsające obrazy gehenny ludności cywilnej miasta,   w starciu z ekstremizmem, na zawsze stały się przekleństwem tych, którzy przeżyli, zmieniając ich postrzeganie świata oraz  etyczne i moralne wartości.

 Ów tragiczny i traumatyczny obraz zbrodni widzimy  oczami  młodego Syryjczyka o pseudonimie   Samir (z narażeniem życia, za pośrednictwem stacji  BBC, przekazuje światu obraz tego, czego jest świadkiem w Rakkce)) jest po prostu tak porażający  że dosłownie ściska za gardło. Tu nie ma miejsca na subtelności, tonowanie czy owijanie w bawełnę. Codzienność w Rakkce ocieka krwią,  bólem, strachem, żalem,  niepewnością jutra, niesprawiedliwością i beznadziejnością.  Zderzenie z potworną, niszczącą wszystko na swej drodze religijną machiną terroru (która dotyka również  rodziny  i przyjaciół naszego bohatera) sprawia iż zburzy się w nas spokój, wyzwalając całą gamę uczuć i  refleksji. To literatura trudna, nacechowana (co zrozumiałe)  poważnym ładunkiem emocjonalnym. I pewnie właśnie dlatego,  wydźwięk zawartych w zapiskach  treści jest tak bardzo głęboki i poruszający. Czasami mamy wrażenie iż to co opisuje nam Samir, nie dzieje się naprawdę, że czas  w tym miejscu cofnął się o setki lat,  że mamy do czynienia z opisami  świata znanego nam z lekcji historii dotyczącej średniowiecza: kamieniowamnie, ścinanie głów, podrzynanie gardeł, obcinanie rąk, ukrzyżowanie, biczowanie itd.

 To podparte gorzką refleksja ostrzeżenie dla całego cywilizowanego świata, pokazujące jak straszliwe żniwo zbiera religijny, islamski fanatyzm, ubrany w szumne hasła i umiejętnie prowadzoną (i to trzeba przyznać) politykę propagandową  i obraz tego co Państwo Islamskie chce zafundować krajom Bliskiego Wschodu a później Europie i Światu. To przesłanie z którego wszyscy powinniśmy wyciągnąć właściwe  wnioski…. 

 Prezentowana to książka  wyróżnia się czymś jeszcze. Jej wydźwięk jest zwielokrotniony i uzupełniony  przez  wielobarwne ilustracje autorstwa   Scotta Coello, które w  swojej prostocie i wyrazie znakomicie oddają  klimat miasta, dramat  jego mieszkańców  i samą  grozę wojny.

”Zapiski z Rakki. Ucieczka z Państwa Islamskiego” mimo niewielkich rozmiarów jest lekturą o ogromnej wadze i znaczeniu, po która, po prostu,  powinniśmy sięgnąć. Polecam gorąco.

 

Stacja Berlin-serial