Heinz Heger „Mężczyźni z różowym trójkątem”

„Co to za świat i co to za ludzie, którzy decydują za dorosłego człowieka, kogo i jak wolno mu kochać?”

Najnowsza publikacja Ośrodka Karta jest, ponad wszelką wątpliwość,  pozycją szczególną i   unikatową,  zarówno w skali europejskiej jak i światowej.  Po raz pierwszy  w tak kompleksowy i jednostronnie ukierunkowany  (a nie tylko wzmiankowany szczątkowo )  sposób,  podejmuje problematykę  prześladowania i fizycznej eksterminacji  w więzieniach i obozach koncentracyjnych hitlerowskich Niemiec, osób o odmiennej orientacji seksualnej.

Temat przez lata skutecznie przemilczany, pomijany, marginalizowany, czy jak powiedzielibyśmy dzisiaj  „zamiatany pod dywan”, nie pozwalający homoseksualnym ofiarom nazistowskiej machiny śmierci, nabyć  praw do   finansowego  czy choćby moralnego zadośćuczynienia za doznane krzywdy.  Łatwo jest potępić swoją własną przeszłość niż rzeczywiście się z niej wyzwolić  i powojenne Niemcy (w których tzw. procesy denazyfikacyjne były kpiną ze sprawiedliwości) są tego najlepszym przykładem, pozwalając na to  by przepisy (zwłaszcza słynny paragraf 175)  na podstawie których mniejszości seksualne III Rzeszy skazywane byłe na wieloletnią katorgę oraz  śmierć, obowiązywał aż do końca lat 60–tych, ubiegłego wieku.

„Od 1945 roku ta grupa ofiar, podobnie jak inne zapomniane ofiary nazizmu – Romowie, świadkowie Jehowy, tzw. aspołeczni ( prostytutki, lesbijki, bezdomni, alkoholicy, „trudna młodzież”…), osoby niepełnosprawne fizycznie, chorzy psychicznie- była brutalnie ignorowana.”

Lektura Heinza Hegera  (jest to pseudonim pod którym ukrywa się którą Josef Kohoutek) „Mężczyźni z różowym trójkątem”  jest wstrząsająca historią młodego austriackiego homoseksualisty, który,  aresztowany przez Gestapo  w 1939 roku, przeszedł  sześcioletnią gehennę w hitlerowskich więzieniach karnych a później obozach koncentracyjnych (Sachsenhausen, Flossenbürg), uwolniony dopiero przez amerykańskich żołnierzy w 1945 roku w czasie tzw. „marszu śmierci” do kolejnego obozu  KL Dachau.

Książka  ta  ma zdecydowanie dwa wymiary. Z jednej strony to bardzo osobisty,  naznaczony straszliwym cierpieniem (wręcz niewyobrażalnym  okrucieństwem i  wynaturzeniem oprawców)  dramat pojedynczego człowieka w starciu ze zbrodniczym, nazistowskim systemem.  Opis torturowanego przez pijanych esesmańskich żołdaków młodego człowieka, któremu jądra  na przemian zanurzano we wrzątku i lodowatej wodzie (nie mieszczący się chyba  w żaden skali bestialstwa) zostanie  ze mną na długo. Autor podaje i opisuje  wiele podobnych brutalnych zbrodni  dokonywanych na więźniach,  nie ukrywając  przy tym również  tego, iż za cenę przetrwania i polepszenia swoich warunków bytowych godził się na świadczenie usług seksualnych.

A drugiej strony znajdziemy tu  niezwykle interesujący  wymiar historyczny, dzięki któremu będziemy mieli okazje  znaczne wzbogacić swoją wiedzę dotyczącą funkcjonowania hitlerowskich fabryk śmierci, metod jakie stosowało niemieckie państwo w odniesieniu do swoich „nieprawomyślnych” obywateli,  ich miejsca w narodowosocjalistycznej, polityczno-społecznej doktrynie,  wkładu w rozwój niemieckiej gospodarki (zwłaszcza w końcowej fazie II wojny światowej) oraz tego jak w praktyce wyglądało codzienne funkcjonowanie obozów koncentracyjnych.  Jak układała się ich  struktura organizacyjna,   hierarchia władzy, wzajemne  zależności miedzy poszczególnymi jej elementami oraz to  według jakich  kategorii oznaczano poszczególne grupy więźniów (nie miałem, na przykład, pojęcia iż dla Świadków Jehowy istniało specjalne oznaczenie  w postaci fioletowego trójkąta ) i jak to przekładało się na całość wzajemnych,  międzyludzkich relacji.

Książka „Mężczyźni z różowym trójkątem”  jest naprawdę wstrząsającym  świadectwem historycznej prawdy  oraz swoistym przesłaniem, skierowanym do przyszłych pokoleń, iż powinny dokonać wszelkich możliwych starań aby koszmar wojny oraz związana z nią nietolerancja  dla inności (nie ważne jakiej: rasowej, etnicznej, kulturowej, politycznej czy seksualnej) nigdy nie powróciła. Gorąco polecam.

Marcin Podlewski „Głębia. Powrót” tom II 2

„Świat zamrożony, przetkany błękitem i wyglądający niczym wnętrze Białej Dziury. Ale i czarna metaprzestrzeń roziskrzona  srebrem… Istnieje tyle ujęć Głębi, ile towarzyszących jej przypadków. I, być może, żaden nie jest prawdziwy”.

 Pierwsza powieść cyklu Marcina Podlewskiego, zatytułowana „Głębia” była pozycją, która zdecydowanie zaintrygowała mnie i znacząco pobudziła moją wyobraźnie. Niestety, zanim fabuła i ciekawie rozpoczęte wątki zdążyły właściwie się rozwinąć i rozbudować, całość dobiegła końca, zostawiając mnie z naprawdę  sporą dozą czytelniczego niedosytu. Na szczęście, nie czekaliśmy zbyt długo  na drugi tom galaktycznej opowieści, który  w pełni wpisał się w moje literackie oczekiwania. Autor,  po raz kolejny, zabiera nas w pełną  tajemnic i niebezpieczeństw podróż przez kosmiczne przestrzenie Wypalonej Galaktyki, z trudem podnoszącej się po krwawych i wyniszczających ludzkość konfliktach zbrojnych,  nad którą wciąż, mimo upływu czasu, złowrogim cieniem kładzie się wspomnienie mitycznych Obcych  oraz  strach przed Maszynami.

Wraz z  Myrtonem  Grunwaldem,  kapitanem  niesławnej „Wstążki”, jego załogą oraz pewnym szczególnym ładunkiem (na przejęcie którego, jak się okazuje, chętnych nie brakuje)  kontynuować będziemy wyprawę  ku odmętom  wszechświata, wytaczając nowe ścieżki i  przekraczając kolejne granice – choć szczegółów, oczywiście, nie zdradzę.

 Nadal, i ta odsłona jest tego potwierdzeniem, niezmiennie urzeka mnie wielopłaszczyznowa i  pełna swoistego (charakterystycznego dla gatunku)  barwnego kolorytu,   kreacja świata przedstawionego, która mino dużej ilości rozmaitych informacji, które musi przyswoić sobie czytelnik,  jest naprawdę gruntownie przemyślana, spójna i znakomicie  współgra ze wszystkimi elementami powieści.

Przekłada się w sposób naturalny na  losy  oraz  umiejscowienie naszych  bohaterów (z których, niemal, każdy  toczy tu swoją własną  grę i posiada własne tajemnice)  oraz bardzo  konkretny odbiór toczących się w powieści wydarzeń. Szczególnie jeśli chodzi o liczne    opisy supernowoczesnych  wytworów inżynieryjnej i naukowej myśli technicznej, dalekiej przyszłości (wraz z właściwą im terminologią i nazewnictwem), które wzbogacają  treść, lecz  nie są elementem, który w sposób jakiś wyraźny przytłacza czy  przesłania całości fabuły i toczącej się akcji,  za co autorowi chwała…

Ciekawa, wieloosobową  (pozwalająca nam na znacznie szersze spojrzenie) narracja, wsparta jest tu znacznie liczniejszymi niż poprzednio retrospekcjami w których oba światy (teraźniejszy i przeszły) przenikają się wzajemnie i oddziałują na siebie, pozwalając nam poznać niektóre sekrety  postaci oraz burzliwą historię samej galaktyki. Trochę łatwiej będzie nam, dzięki temu, zrozumieć przyczynowo-skutkowy ciąg zdarzeń, który doprowadził do sytuacji w której poszczególni bohaterowie  znajdują się obecnie.

  Reasumując. Powieść Marcina Podlewskiego „Głębia. Powrót” podobnie jak jej poprzedniczka, jest nadal bardzo ciekawą i wciągająca  pozycja dla wszystkich miłośników fantastyki, podaną  z  dobrym, militarno- przygodowym,  zacięciem. Nie mogę doczekać się już trzeciego tomu. Polecam.

 

Szymon Nowak „Dziewczyny Wyklęte” tom II

„Czy była winna? Dla komunistycznego sądu – bezsprzecznie. Jeszcze w czasie okupacji niemieckiej należała do polskiego podziemia skupionego wokół NOW. A to przecież niewybaczalne przestępstwo”.

Kolejna, niesłychanie ważna,  publikacja  Szymona Nowaka,  odsłaniająca meandry naszej skomplikowanej dwudziestowiecznej historii  i chyba  wciąż zbyt mało,  przynajmniej moim zadaniem, słyszalny głos  w dyskusji o naszych dziejach najnowszych. Szczególnie w kontekście dramatycznych losów naszych rodaków, których wojenne  a szczególnie powojenne losy, wpisane zostały w nowy, geopolityczny podział Europy i Świata.

Autor po raz drugi przedstawia nam sylwetki kilkunastu polskich bohaterek (żołnierek niepodległościowego podziemia, sanitariuszek, informatorek, łączniczek czy po prostu przeciwniczek nowej władzy i  komunistycznego ładu), których bolesne, tragiczne historie, w dużej części już zapomniane, stały się odbiciem  dramatu pokolenia,  które nie zgodziło się na niemiecką a potem na sowiecką okupację wraz  podeptaniem polskiej narodowej tradycji i kulturalnego dorobku.

To wydobyte z zakamarków ludzkiej pamięci, rodzinnych wspomnień,  relacji współtowarzyszy broni i współwięźniów oraz istniejących archiwalnych dokumentów z tego okresu, wstrząsające opowieści, będące jaskrawym przykładem  osobistej i dziejowej niesprawiedliwości.  Okrwawiony  cierń, który przez dziesięciolecia, aż po czasy nam współczesne,   tkwić będzie  w polskiej świadomości społecznej.

Będzie to kilkanaście historii  o symbolicznych już  „polskich drogach”,  po których przyszło poruszać się pokoleniu naszych babek a  których ofiara  uznana i doceniona zastała dopiero po latach w wolnej już od komunistycznego zniewolenia Polsce. To dzieje wspaniałych i straszliwie doświadczonych kobiet,  które w pełni świadome grożącego im niebezpieczeństwa zdecydowały się na wybór najtrudniejszy z możliwych,  płacąc za to szczęściem rodzinnym, prześladowaniem, wieloletnimi wyrokami,  gehenną stalinowskich aresztów i  więzień  a częstokroć również własną śmiercią.

„Silniejszy z ubeków potężnym kopniakiem przewrócił dziewczynę na podłogę, po czym bez opamiętania kopał ją dalej [...] Odwrócił ją tyłem do siebie i rzucił na biurko. Wyrwał pas z ręki zaskoczonego funkcjonariusza i zaczął mocno,  ale fachowo  okładać ją po nerkach. Bił dziewczynę metodycznie – cały czas z taka samą,  niesłabnąca mocą,  trafiając zawsze w nerki, w jednakowych odstępach czasu, jak pod dyktando. Dopiero kiedy Janka  zwinęła się w kłębek  i nieprzytomna upadła  na podłogę, przestał ja katować”.

„Wydaje mi się, że nawet ci „czerwoni” sędziowie i prokuratorzy powinni dokładnie przemyśleć swoja decyzję, widząc przed sobą młodą kobietę. Z pewnością musieli wiedzieć , że mimo swoich dwudziestu czterech lat jest już wdową i ma dwójkę małych dzieci. Chociażby to mogło  wzbudzić w tych komunistycznych łajdakach jakieś ludzie uczucia. Ale nie”.

 Podobnie jak w tomie pierwszym, również tu,  jednym z najistotniejszych i najciekawszym dla czytelników aspektów (pomijając, naturalnie, rozległe walory historyczno-poznawcze) jest to, jak z ich perspektywy wyglądała wojenna i powojenna polska  rzeczywistość, partyzancki (widziany od środka) etos, ukrywających się i walczących jeszcze oddziałów czy grup oporu, pełna niebezpieczeństw, strachu, niepewności jutra i troski o najbliższych konspiracyjna codzienność. Jak postrzegały one wymiar i celowość kontynuowania walki z nowym, narzuconym nam siłą wrogim  systemem oraz swoje w nim miejsce.

Książka Szymona Nowaka „Dziewczyny Wyklęte” dzięki swojej popularnonaukowej  i fabularyzowanej formie staje się łatwo przyswajalną  i cenną lekcją historii oraz swoistym hołdem złożonym setkom bezimiennych bohaterek walki o wolną i niezawisła Polskę,  których życiorysów być może nigdy już nie poznamy.

Duży plus dla wydawnictwa Fronda za znakomite i w pełni profesjonalne wydanie tej publikacji.

 

 

 

 

„Nie jesteś sobą”

Angus Watson ”Tron z żelaza”

 „Legendy nie rodzą się same. Są wykuwane!”

Po spektakularnym sukcesie jednego z kultowych dziś już amerykańskich seriali („Zagubieni”)  jego twórca, zapytany przez dziennikarzy o  receptę na tak wielką popularność, odparł iż oprócz świeżości pomysłu, należy stworzyć plejadę naprawdę wyrazistych postaci (których odbiorca obdarzy szacunkiem i sympatią)  a później niektóre z nich uśmiercić, czyniąc opowieść zupełnie nieprzewidywalną. Nie wiem czy Angus Watson, autor znakomitej trylogii, której  prezentowany tu  „Tron z żelaza” jest właśnie ostatnią odsłoną, czytał tą wypowiedź,  ale wydaje się iż realizuje ową koncepcję  z prawdziwym zaangażowaniem i  konsekwencją. Sama powieść jest   bezpośrednią kontynuacją (a w niektórych momentach i rozwinięciem) wcześniejszych wątków oraz  swoistą klamrą zamykającą opowieść, gdzieś z pogranicza historii i fantasy, rozgrywającą się zarówno w Brytanii jak i na kontynentalnej części ówczesnej Europy,  I wieku p.n. e. Osią wydarzeń nadal są  zmagania naszych bohaterów (królowa Lowa, młoda druidka Wiosna, Chamanka, Atlas …)  najpierw z okrutną, wynaturzoną rodzimą tyranią, której echa wciąż pobrzmiewają oraz innymi  konfliktami wewnętrznymi a później z inwazją stalowych rzymskich legionów Juliusza Cezara, wspomaganych przez zrodzone z czarnej magii, przerażająco groźne i śmiertelnie niebezpieczne stwory. W tym kontekście jest to również historia   odwiecznej walki o prawo do samostanowienia  o sobie, swoim sposobie życia, kulturze, religii i  tradycji…

Dramatyczne przeżycia oraz pełne niebezpieczeństw i trudnych wyborów  losy bohaterów, zarówno tych  głównych i pobocznych, dały nam  możliwość  szerszego  spojrzenie na  ścieranie się dwóch cywilizacji (prezentowanych z jednej strony przez brytyjską wspólnotę plemienną a  z drugiej, przez potężne,  rzymskie imperium ), dwóch światopoglądów, dwóch odmiennych wizji świata i systemu sprawowania rządów co  szczególnie jaskrawo  uwidocznione jest  w kreacji postaci Ragnalla Owczego Króla.

Książka posiada dość specyficzny język, charakteryzujący się dużym nagromadzeniem określeń i zwrotów ze współczesnej nam  popkultury czy nawet młodzieżowego slangu (trochę odbiegających, z oczywistych powodów, od klimatu i  kolorytu epoki),  który jednak stopniowo  przestaje przeszkadzać,  zręcznie komponując się z całością,  przydając jej przy okazji szczyptę pikanterii i wyrazu. Lektura jest bardzo dobrze napisana, posiada intrygującą fabułę oraz  niezwykle dynamiczną akcję, sama zaś opowieść wciąga od pierwszej do ostatniej strony. Odznacza się przy tym swoistym, trochę mrocznym klimatem oraz  dbałością o szczegóły. Nie ma tu miejsca na schematyczność i przewidywalność. Atrakcyjna, z punktu widzenia czytelnika, jest wieloosobowa narracja pozwalająca nam widzieć toczące się zdarzenia, z perspektywy różnych osób, o odmiennych poglądach, statusie społecznym i  orientacji politycznej. No i oczywiście jest to  co męskie grono odbiorców w tego rodzaju powieściach lubi najbardziej: pojedynki, ucieczki, pościgi, oblężenia, niewielkie starcia zbrojne i wielkie bitwy.

 

 Powieść Angusa Watsona ”Tron z żelaza”  jak i cały cykl, polecam wszystkim, którzy chcą  przeżyć prawdziwą przygodę w mrocznej scenerii starożytnej Brytanii, czując na plecach oddech pradawnej, druidzkiej magii.

Artur Szrejter „Herosi mitów germańskich”. tom II

„Herosi ze starogermańskich opowieści zabijali potwory, pokonywali wrogów, zdobywali skarby i piękne kobiety. Żyli w świecie wielorękich olbrzymów, podstępnych karłów, gigantycznych węży, bezlitosnych wiedźm, widzących przyszłość  wieszczów. Losem wszystkich tych  niezwykłych istot rządziło przeznaczenie, tkane przez Normy, prządki zdarzeń”.

Pojawiła się na naszych półkach długo oczekiwana przez czytelników, druga cześć „Herosów mitów germańskiej” Artura Szrejtera,  będąca bezpośrednią kontynuacją jego badań, analiz, rozważań i opinii,  dotyczących tej tematyki i powiązanych z nią zagadnień. W tej jednak odsłonie, autor w znacznie bardziej rozbudowanym stopniu, skupia  się na największym i najsławniejszym przedstawicielu rodu Wölsungów, Sigurdzie –zabójcy smoka Fafnira. Charakteryzuje postać, opisuje jego burzliwe losy oraz rozkłada na czynniki pierwsze sam mit, ze szczególnym uwzględnieniem tego jak zmieniał się on  i ewoluował w zależności od czasów, zewnętrznych i wewnętrznych  okoliczności oraz zachodzących przemian (historycznych, politycznych, kulturowych, religijnych i społecznych),   które na przestrzeni dekad i wieków  stały się udziałem ludów  skandynawskich 

 Mityczne dzieje Sigurda stały się, oprócz walorów typowo literackich i poznawczych (autor naprawdę duża wagę  przykłada do oryginalnego słownictwa i określonego klimatu opowieści),  punktem wyjścia do szerokiej i pogłębionej  analizy etosu i miejsca bohaterskiego herosa  na przestrzeni dziejów.

Artur Szrejter opiera się w swojej publikacji (znajdziemy tu nowe tłumaczenie Sagi o Wölsungach)  zarówno na tradycji i kulturze skandynawskiej jak i niemieckiej, zarysowując  na licznie podanych  przykładach podobieństwa i różnice obu tych przekazów oraz  to jak daleki był i jest ich  zasięg  w dziedzinie literatury, sztuki, oraz współczesnej kulturze masowej.

 „Syn Sigmunda był najsławniejszym herosem dawnych opowieści Germanów skandynawskich i kontynentalnych. Średniowieczni Skandynawowie znali go jako Sigurda, a przodkowie Niemców jako Sifrida. Jego postać wydaje się być całkowicie obca tradycji anglosaskiej, co, jak jeszcze zobaczymy, doprowadzi nas do ciekawych wniosków  na temat pochodzenia i rozwoju wizerunku tego mitycznego herosa”.

 „Im bardziej zagłębiamy się w sagę, tym większe widzimy przemieszanie odmiennych ( i pochodzących z rożnych epok kształtowania się opowieści o Wolsungach) wariantach mitu, połączonych na różnych poziomach akcyjnych i znaczeniowych. Zdarzają się momenty, kiedy jedne wersje zaprzeczają innym, ale kompilator sagi zdawał się tym niespecjalnie  przejmować, jakby z rozmysłem chcąc ukazać odbiorcy bogactwo przekazów o Sigurdzie”.

Obydwa tomy stanowią integralną  i nierozerwalną całość, której  istotą jest jak najpełniejsze i najbardziej wszechstronne ukazanie całego ogromnego bogactwa, piękną i  mądrości  starogermańskiego,  mitologicznego świata (pełnego bogów, herosów, olbrzymów, karłów, wiedźm oraz  wszelkiej maści potworów czy bestii)  w jego duchowymi, metafizycznym lecz i jak najbardziej realnym wymiarze, wywierającym określony wpływ na kształtowanie się świadomości i postaw potomnych.

W obu częściach  autor opiera się (oprócz własnej, naprawdę imponującej wiedzy) na zdobyczach nauki z zakresu historii, etnografii, lingwistyki, archeologii, religioznawstwa i wielu innych dziedzin. Jak zwykle na uwagę  zasługuję literacki styl, odznaczający się, oprócz dużej staranności, umiejętnością  łączenia, we właściwych proporcjach, typowo ukierunkowanej historycznej wiedzy z niemal  swobodną literacką opowieścią, która nie nuży  czytelnika, lecz potrafi pobudzić w nim wyobraźnie i chęć poznania czegoś nowego. To wielka umiejętność z którą nie wszyscy  autorzy (mimo, zapewne, dobrych chęci) książek popularnonaukowych   sobie radzą.

 Po raz kolejny Artur Szrejter  stwarza nam  możliwości odbycia fascynującej podróży w odległe czasy naszych praprzodków i ich mitycznych bohaterów. Gorąco polecam. 

 

 

 

Simon Sebag Montefiore „Romanowowie 1613-1918 ”

„Niełatwo być carem. Rosja jest trudnym krajem do rządzenia. Dwudziestu władców z dynastii Romanowów rządziło Rosją przez trzysta cztery lata od 1613 roku do  zniszczenia caratu przez rewolucję w 1917 roku. Ich droga na szczyt zaczęła się w czasach Iwana Groźnego, a dobiegła końca  w czasach Rasputina. Tragedia ostatniego cara skłaniała potem co bardziej romantycznie nastawionych kronikarzy do twierdzeń iż na Romanowach ciążyła jakaś klątwa,  jednak w rzeczywistości byli oni najskuteczniejszymi budowniczymi imperium od czasów Mongołów”.

 Simon Sebag Montefiore już po raz drugi oddaje w nasze ręce pozycje, która ze wszech miar zasługuje na nasze uznanie.  Po publikacji znakomitej „Jerozolimy” na jego historyczno-literacko warsztat  trafiają dzieje jednej z największych  i najważniejszych światowych dynastii, rosyjskich Romanowów. Potężnego, utrzymującego się przy władzy przez ponad 300 lat rodu,  który szczególnie w naszej, polskiej historii (choć, naturalnie, nie tylko naszej) zapisał się wyjątkowo złowróżbnymi i krwawymi zgłoskami. Jej dzieje, w mniejszym lub większym stopniu znamy wszyscy, czy to z lekcji historii, programów popularnonaukowych  czy filmowych ekranizacji.  Dotyczą one jednak raczej tylko pewnych fragmentów  czy poszczególnych postaci,  lecz  już nie całej dynastii, jako takiej. 

„Romanowowie” to urzekające  i monumentalne dzieło,  ukazujące losy rosyjskiej dynastii na przestrzeni wieków na tle  historyczno- polityczno – społecznych  przemian i przeobrażeń, których była, oczywiście, bardzo istotnym elementem.  Będziemy mieli okazje prześledzić losy poszczególnych carów i caryc (wraz z licznym gronem wojskowych, polityków, doradców i faworytów) od protoplasty dynastii aż po ostatniego z jej przedstawicieli, Mikołaja II, zamordowanego przez bolszewików  w Jekaterynburgu w  1918 roku.

Autor przyzwyczaił już nas do tego iż oprócz świetnego literackiego warsztatu i dużej umiejętności docierania do czytelnika (co jest szczególnie cenne), podpiera się wszechstronną,  dobrze ugruntowana i wielopłaszczyznową historyczną wiedzą. I nie inaczej jest w tym  przypadku.

Oddaje w nasze ręce   fascynująca opowieść o  wielkiej polityce, zaborczych wojnach,  zewnętrznych i   wewnętrznych konfliktach, skomplikowanych rodzinnych relacjach, ogromnych  namiętnościach oraz niespełnionych marzeniach. Sprawach  fundamentalnych i zupełnie przyziemnych, dalekosiężnych zamierzeniach i realizowanych z rozmachem planach. Kontrowersyjnych decyzjach  i budzących wątpliwości faktach, okrutnych publicznych kaźniach, skrytobójczych mordach oraz  folgowaniu najniższym instynktom. To pouczająca podroż przez przestrzeń i czas, przez  lata świetności i czasy upadku, wspaniałe osiągnięcia architektoniczne i  kulturowe  oraz  straszliwe wojenne zniszczenia. Przez plejadę wspaniałych władców i okrutnych tyranów, znamienitych, wybitnych wodzów i  okrutnych, krwawych najeźdźców. Religijnych fanatykowi i pragmatycznych przywódców, natchnionych wizjonerów i mistyków oraz  trzeźwo kalkulujących polityków, wielkie kariery i spektakularne upadki, gdzie  wszyscy razem i każdy z osobna odciskają swój ślad zarówno na dziejach Rosji jak i   Europy i Świata.

„Jak obliczono, po objęciu tronu przez Romanowów w 1613 roku imperium rosyjskie powiększało się o 142 kilometry kwadratowe dziennie, to jest ponad 50 tysięcy kilometrów kwadratowych rocznie. Pod koniec XIX wieku władało ono jedną szóstą powierzchni lądowej Ziemi i ciągle się rozszerzało. Romanowowie mieli we krwi budowanie imperium”.

  Losy rosyjskiej dynastii stają się swoistą soczewką przez którą  mamy okazję spojrzeć również na burzliwą, trudną i obficie skrwawioną historie tej rozległej krainy, przenosząc nas od czasu do czasu z kapiących od bogactwa  arystokratycznych pałaców  ku bezkresnym rosyjskim przestrzeniom i zagubionych wśród lasów  miasteczkom i  wioskom.

Z plejady blisko dwudziestu carów i caryc przedstawionych w lekturze szczególne  wrażenie zrobiły na mnie postacie zwłaszcza trojga władców: Piotra I  i  Katarzyny II, którzy jako jedyni zasłużyli u potomnych  na przydomek Wielkich (postaci charyzmatycznych, nieszablonowych i  zdecydowanie wyróżniających się na tle swoich poprzedników) oraz kończącego pewną epokę, ostatniego,  tragicznie doświadczonego przez koło historii Mikołaja II  i jego rodziny.

„Koniec dynastii Romanowów był niebywale okrutny i często przedstawia się go jako nieunikniony. Warto jednak pamiętać że rosyjska monarchia była tak silna, że Mikołaj II rządził przez dwadzieścia dwa lata- przez pierwsze dziesięć nawet udanie-zdołał przetrwać wojnę, rewolucyjny ferment i trzy lata wojny światowej. Rewolucja lutowa 1917 roku obaliła monarchie, ale los rodziny wcale nie był przesądzony.[...] Lenin rozważał rożne rozwiązania, zanim zdecydował się na okrutną zbrodnie: zamordowanie rodziców i ich niewinnych dzieci”.

Książka ze względu na bardzo szeroki  przedział czasowy  oraz związany z tym ogrom nagromadzonych wydarzeń, faktów i zjawisk,  nie jest jedną z tych lektur, które czyta się lekko, łatwo i przyjemnie. Tytaniczny, badawczy i dokumentalny wysiłek pisarza ma swoją wagę  i wymaga od czytelnika sporej dozy zaangażowania.  Autorowi udało  się jednak stworzyć wspaniałą, wielowiekową epopeje rosyjskiego rodu, pełną  mało znanych faktów (również tych pikantnych) kontrowersyjnych  wydarzeń,  ciekawostek, niewyjaśnionych czy   niewygodnych faktów, dotyczących  rosyjskich elit.

Pozycja Simona Sebaga Montefiorego jest wspaniałą lekturą,  która pozwala nam objąć spojrzeniem  dzieje jednej  z najważniejszych nowożytnych dynastii, która wywarła ogromny wpływ na to jak nasz świat wyglądał i wygląda dziś. Gorąco polecam!!!!

 

 

 

 

Thomas Pavitte

 Wszyscy do dziś pamiętamy najróżniejsze zabawy z dzieciństwa, a wśród nich te przy biurku, gdy pogrążaliśmy się w odnajdywaniu różnic na obrazkach, kolorowaniu oraz łączeniu kropek… Z ciekawością odkrywaliśmy, co kryje się za pozornie chaotycznym gąszczem ponumerowanych punktów lub oznaczonych numerami pól. Teraz możemy wrócić do tych wspomnień, i to w niesamowitym stylu – wszystko dzięki pewnemu niezwykle pomysłowemu artyście.

Nazwisko Thomasa Pavitte’a, artysty grafika z Nowej Zelandii, od dawna eksperymentującego z nowymi technikami, znane jest między innymi za sprawą projektu, w którym ponad 6 tysięcy kropek ułożył tak, by po połączeniu – co zajęło Pavitte’owi 9 godzin – ukazały sławną Monę Lisę Leonarda da Vinci. Ten artysta eksperymentalny nadał tym samym nowy wymiar swojemu konceptowi na kreatywną rozrywkę dla dzieci i dorosłych, dla artystycznych dusz oraz tych stawiających pierwsze rysunkowe kroki.

Jego projekty może dziś wziąć w ręce każdy wielbiciel twórczych i nieszablonowych zabaw dzięki albumom 1000x POŁĄCZ KROPKI. Niespotykany poziom szczegółowości oraz wielkość albumowych arkuszy pozwolą na coś więcej niż zwykłe łączenie kropek – dzięki numerowanym i odznaczonym różnymi kolorami punktom zobaczymy, jak sprawnie proste kontury przekształcają się w stylowe rysunki o wyrazistej kresce i eleganckim cieniowaniu. Wystarczy kilka chwil cierpliwości i skupienia, przynoszących wytchnienie od codziennych obowiązków, aby zachwycić się prawdziwymi dziełami sztuki stworzonymi za pomocą pojedynczej linii. Do serii, po albumach 1000x POŁĄCZ KROPKI. ARCYDZIEŁA oraz 1000x POŁĄCZ KROPKI. ZWIERZĘTA, dołączyły niedawno 1000x POŁĄCZ KROPKI. PEJZAŻE MIAST – gdzie jednym (choć długim!) pociągnięciem ołówka można uchwycić subtelności elementów architektonicznych i widoków ze znanych miast (wśród nich znajdziemy m.in. Barcelonę, Wenecję, Paryż, Nowy Jork, Ateny, Kair i Moskwę).

Ale to nie wszystko – absolutnym novum, które już podbija serca miłośników kreatywnych zabaw na całym świecie, są KWERKLE, czyli zupełnie inne kolorowanki. 

Te mozaiki przecinających się okręgów dają pole do popisu dzięki możliwości zastosowania różnych kolorów bądź odcieni, które posłużą do odkrycia prawdziwych niespodzianek kryjących się za setkami nałożonych na siebie kół. KWERKLE. ZWIERZĘTA to kolorowanka z 20 portretami zwierząt, które ujrzą światło dzienne jedynie dzięki waszemu zapałowi i artystycznemu duchowi oraz zabawie technikami. To naprawdę zdumiewające, co może powstać ze zwykłych kółek w pięciu odcieniach! To pierwszy album KWERKLI Thomasa Pavitte’a, wkrótce następne!

Zarówno 1000x POŁĄCZ KROPKI, jak i KWERKLE dzięki perforowanym stronom pozwalają jeszcze bardziej docenić dzieło wychodzące spod waszej ręki i powiesić je na ścianie jako unikatowe dzieło sztuki. Polecamy!

Więcej o serii 1000x: POŁĄCZ KROPKI: bit.ly/1000xkropki

Więcej o serii KWERKLE: bit.ly/kwerkle