„Dariusz Baliszewski „Gibraltar. Tajemnica Sikorskiego”

„Ta śmierć dramatyczna w przełomowej chwili wojny, kiedy najważniejsze i najbardziej odpowiedzialne decyzje miały zapaść przy naszym współudziale[...] jest dziwnym dopustem Opaczności. Tak dziwnym i tak dla nas groźnym, że powszechnie miedzy Polakami powstało podejrzenie, czy Opatrzności nie wyręczyła zbrodnicza, wroga ręka”.

Katastrofa gibraltarska  mająca miejsce 4 lipca 1943 roku ok. godz. 23:06 jest bez wątpienia jednym z tych dramatycznych wydarzeń  w naszej, polskiej historii,  które  jak żadne inne elektryzuje i spędza sen z powiek całym rzeszom historyków  i badaczy dziejów. Mimo dziesięcioleci, oddzielających nas od tej wstrząsającej tragedii, wciąż nie milkną wątpliwości, spekulacje, kontrowersje i rozmaite teorie spiskowe co do tego, co, tak naprawdę, stało się na gibraltarskiej Skale.  Potęgowane dodatkowo przez sprzeczne relacje światków, brak dostępu do brytyjskich archiwów (akta zostały utajnione do 2033 roku?!),   dające się łatwo podważyć fakty, niespójne  zeznania, liczne kłamstwa, manipulacje,  fałszywe tropy  i wieloletnią zmowę milczenia.

 I chyba właśnie z tego powodu tak wielu polskich czytelników i miłośników historii,  w tym i ja, z takim zniecierpliwieniem oczekiwało na publikację Dariusza Baliszewskiego zatytułowaną „Gibraltar. Tajemnica Sikorskiego”

Historyka, który podjął się karkołomnej i mozolnej próby wyjaśnienia tej wielkiej zagadki  i z właściwym sobie uporem, konsekwencją, bezkompromisowością i profesjonalizmem toczył batalie o historyczną prawdę. Prawdę, która nie wszystkim może się spodobać, gdyż wyniki jego badań jednoznacznie  wskazują iż doszło do zamachu, a  co gorsza, dokonanego  przez Polaków przy współudziale i  akceptacji  czynników brytyjskich (bo nie łudźmy się iż cokolwiek w tej zamkniętej brytyjskiej placówce, dowodzonej przez gubernatora Franka Noela Mason-Macfarlane’a mogło by się odbyć bez ich zgody).

Analizuje ogromny materiał dowodowy, prowadzi kwerendę  w archiwach, dociera do skrzętnie skrywanych dokumentów i  relacji   świadków, rozmawia z politykami,  byłymi żołnierzami, agentami wywiadu (również brytyjskiego M16), przeprowadza eksperymenty i  sięga do współczesnych osiągnięć  nauki (dotyczących np. istotnej w tym przedmiocie dociekań,  awiacji). Zasięga opinii uznanych autorytetów, specjalistów i znawców wojskowości, zadaje niewygodne pytania, łączy fakty, stawia hipostazy (nie zawsze wygodne  i popularne). Ów olbrzymi trud i lata intensywnych badań (zapoczątkowanych, dawno temu , przy okazji realizacji telewizyjnego  programu „Rewizja nadzwyczajna”) zaowocowało  książką, która przemawia do czytelnika i    w  mojej skromnej ocenie chyba najbardziej przybliża nas  do prawdy  o śmierci Władysław Sikorskiego i jego współtowarzyszy.

 Autor kreśli przy tej okazji (co w tym kontekście szczególnie istotne)  skomplikowany i wstrząsający w swej wymowie  obraz geopolitycznych układów (politycznych i militarnych), ścisłe  partykularnych interesów wielkich mocarstw, prawdziwej spirali intryg i spisków ( również w łonie polskich,  emigracyjnych elit,  ośrodków dyspozycyjnych, służb specjalnych i wojska) czy  wywiadowczych gier.  Również straszliwej mistyfikacji  i dezinformacji ( rozgrywających się na wielu, różnych płaszczyznach),  która przez dziesięciolecia nie pozwalała historyków dotrzeć do przyczyn, motywów oraz samego  przebiegu zdarzeń  feralnego 4 lipca 1943 roku. Wiele wyjaśniłoby, naturalnie, otwarcie brytyjskich archiwów ale w tej materii nie jestem raczej optymistą…

 Nie chce zdradzać, oczywiście, zbyt wiele  by nie psuć czytelnikowi przyjemnością obcowania z lekturą  i możliwości ustosunkowania się do zawartej w publikacji treści.

To jednak do czego udało się dotrzeć Dariuszowi Baliszewskiemu, bez wątpienia rzuci nowe światło na naszą widzę o tej wielkiej narodowej tragedi, zarówno w kontekście  samej okoliczności śmieci Naczelnego Wodza jaki i  tych,   którzy ponoszą bezpośrednią ( wykonawczą) czy  pośrednią ( polityczną) odpowiedzialność za dokonanie tego zamachu.

Gdy trumna za zwłokami  Władysława Sikorskiego udawała się w swoją ostatnią podroż, dla wielu jasne stało się ze wraz z nim kończy się  pewna ważna  dla naszego kraju i narodu epoka. Czy wśród licznie zgromadzonych żałobniku  byli  i ci którzy mieli na rękach jego krew…? Z tym pytaniem was zostawię….

Po przeczytaniu lektury  Dariusza Baliszewskiego  „Gibraltar. Tajemnica Sikorskiego” pewne fakty dotyczące  naszej wojennej historii (choć nie tylko wojennej, bo pojawiają się w publikacji  fragmenty i odniesienia do  życiorysu generała z lat wcześniejszych)   i emigracyjnego życia nabiorą zupełnie innego wymiaru. Bardzo polecam.

 

 

 

Marek Wyszomirski-Werbart „Wagonem towarowym do wolności

„Rzeczywistość wojny jest jeszcze bardziej skomplikowana niż mogłoby się wydawać. Prosty podział na dobrych i złych zaciera się w zderzeniu z konkretnymi historiami”.

Książka Marka Wyszomirskiego-Werbarta to naprawdę dobry przykład, świetnie napisanej, polskiej, powieści historycznej. Powieści, która przenosi nas w  tragiczne annały naszych XX- wiecznych dziejów, dotykających jednego z najtragiczniejszych  i najczarniejszych rozdziałów naszej, narodowej, historii: okresu II wojny światowej, czasu hitlerowskiej okupacji i stalinowskich lat powojennych.

 Niczym w soczewce skupują się w niej  dramatyczne losy kilku postaci, które wpisane we wstrząsające historyczno – polityczne  tło owych lat, tworzą ponury obraz  wojennej i powojennej rzeczywistości,  której na własnej skórze doświadczyły miliony naszych rodaków (szczególnie  poruszające fragmenty dotyczące holocaustu,  walk w warszawskim getcie w 1943  oraz  powstańczej epopei 1944 roku). Tak naprawdę w tej lekturze najważniejsi  są bohaterowie, choć, naturalnie, klimat oraz  brutalna (oddana z pietyzmem i  dużą znajomością realiów)  sceneria owego czasu  pomagają  nam w zrozumieniu motywów, poglądów czy  podejmowanych przez poszczególne osoby  działań.

Autorowi udało się stworzyć plejadę naprawdę  wyrazistych i interesujących postaci, opisać ich wzajemne, niekiedy, bardzo skomplikowane relację oraz splecione przez życiowe okoliczności i wybory losy: żydowskiego bojownika,  polskiego przemytnika,   katolickiego księdza, żołnierza Armii Krajowej, oficera NKWD oraz ich najbliższych.

Prezentowana to książka jest opowieścią o ludziach wpisanych w swój czas,  zmuszonych dokonywać bardzo trudnych, a  nierzadko dramatycznych wyborów,  w sytuacjach zupełnie ekstremalnych  (opis ucieczki z getta czy egzekucja polskiego, „granatowego” policjanta na długo, myślę, zostaną w naszej pamięci ), które nam współczesnym nawet trudno sobie wyobrazić. Duża w tym zasługa  literackiego talentu pisarza, który potrafi sugestywnie i barwnie  opisać te wydarzenia, przelewając na papier tragizm owych  dni w jego rożnych postaciach,  oraz towarzyszące naszym bohaterom emocje.

Nie stroni przy tym o tematów kontrowersyjnych  (za co mu chwała), niczego nie wybielając, nie tuszując i nie próbując pomniejszać. Piętnuje więc zarówno  okrucieństwo i brutalność okupanta (tak  niemieckiego jak i sowieckiego ) jak i haniebne postawy niektórych naszych rodaków. W tej opowieści  nic, tak naprawdę, nie jest czarno białe a rozmaite odcienie szarości  stają się ważnym elementem opisywanej rzeczywistości  i  życia zwykłych mieszkańców stolicy,  zmagających  się  trudami dnia codziennego. Oczywiście, zgodnie z wymogami gatunku nie zabraknie w lekturze zbrojnych potyczek,  akcji dokonywanych przez członków  podziemnego państwa polskiego, brawurowych ucieczek,  oraz krwawych, okupionych ogromną daniną krwi walk (szczególnie w czasie powstania warszawskiego) czy złożonych polityczno-szpiegowskich intryg.

Książka  „Wagonem towarowym do wolności”   Marka Wyszomirskiego-Werbarta to  naprawdę ciekawa i warta polecenia pozycja dla wszystkich miłośników dobrej, literatury wojennej.

 

Artur Szrejter „Legenda wikingów.

„Ragnar, młody syn króla Danów, wyrusza na bój z olbrzymim wężem. Pokonuje potwora i zdobywa sławę, jednak do dopiero początek jego niezwykłych przygód…”.

Artur Szrejter po raz kolejny stwarza nam unikalną możliwość odbycia fascynującej podróży  w odległe, wczesnośredniowieczne, czasy naszych przodków, gdzie prawdziwe historie mieszają się  ze światem magii, bogów, potworów czy niewytłumaczalnych zjawisk. Jego ogromna pasja i zainteresowanie  ową  tematyką (podparta bogatą i wielopłaszczyznową  wiedzą)  udziela się czytelnikowi, co, naturalnie, bardzo pozytywnie wpływając na odbiór lektury. Polecam przy okazji  wcześniejsze publikacje tego autora: „Wielka wyprawa księcia Racibora”,  „Pod pogańskim sztandarem”,  „Herosi mitów germańskich”.

 Okres w którym Wikingowie tak spektakularnie wkroczyli  na arenę dziejów, jak widać po niezliczonej ilości, wszelkiej maści, publikacji naukowych i popularnonaukowych, licznej beletrystyce, przedsięwzięciach medialnych czy artystycznych nawiązaniach, wciąż cieszy się niesłabnącą popularnością.  Bogata skandynawska kultura, tradycja, obrzędowość, a nade wszystko lata kupiecko –łupieżczych wypraw i wojen, oraz niewątpliwy wpływ jaki wywarli na ówczesną historię Europy i Świata zapewniły im w dziejach miejsce szczególne.

Tym razem źródłem   zainteresowania  i inspiracji Artura Szrejtera stała się legendarna postać duńskiego wodza  i władcy Ragnara Lodbroka (oraz członków jego rodziny),  którego  wyczyny   na trwałe wpisały się w  historie, zarówno  samej Skandynawii jak i  Francji czy Brytanii. Tego samego, który z tak wielkim powodzeniem,  już od kilku dobrych, sezonów,  gości na naszych telewizyjnych ekranach.  Mam oczywiście na myśli zrealizowany z rozmachem serial Michaela Hirsta „Wikingowie”  ze  znakomitą rolą Travisa Fimmela. 

 W charakterystycznym dla siebie stylu, dopasowanym do współczesnego odbiorcy, autor książki przybliża nam dwie zbeletryzowane  opowieści  o tym sławnym wojowniku: pochodzące z przełomu XII i XII wieku dzieło  „Czyny Duńczyków”, pióra Saxona Grammaticusa oraz islandzką  „Sagę o Ragnarze Lodbroku” (również XIII wiek).

Przedstawia nam losy Ragara   oraz jego najbliższych  (szczególnie interesująco ukazane postacie jego synów:   Björna Żelaznobokiego,  Iwara Bez Kości oraz żon Lathgerthy i  Aslaug.) w sposób niesłychanie ciekawy, zrozumiały i przejrzysty, starając się jednocześnie zachować średniowieczny charakter przekazu, co jest  bez wątpienia jedną z  wielkich  zalet tej książki. Popularyzuje sposób w jaki ludy północy opisują i opiewają czyny swoich bohaterów, co już samo w sobie stanowi ciekawy czynnik poznawczy,  dotyczących wydarzeń tego okresu (niekiedy bardzo słabo, jeśli już, udokumentowanych w  źródłach) oraz ludzi, który w tym burzliwym okresie  dziejów tworzyli prawdziwą historię.

Nie zabraknie przy tym odniesień dotyczących mitologii, jej zasięgu oraz  towarzyszących jej przeobrażeń, dokonywanych na płaszczyźnie  kulturowej, politycznej, obyczajowej,  religijnej, symbolicznej, ze szczególnym uwzględnianiem wizerunku mitycznego bohatera i  jego miejsca w rozpatrywanej czasowo  przestrzeni.

Ragnar Lodbroka  był  z całą pewnością postacią nietuzinkową  i te dwa  najważniejsze przekazy, dotyczące  jego osoby (mimo pewnych dzielących je różnic) pomogą nam spojrzeć na jego życie i dokonania z trochę innej perspektywy. Publikacja wzbogacona jest    mapą,  obrazującą wyprawy i podboje tego dzielnego skandynawskiego wodza oraz  jego synów,  wsparte, dodatkowo, klimatycznymi  czarno –białymi  ilustracjami. 

 Jak zwykle na uwagę  zasługuję literacki styl, odznaczający się, oprócz dużej staranności, umiejętnością  łączenia, we właściwych proporcjach, typowo ukierunkowanej historycznej wiedzy z literacką opowieścią, która nie nuży  czytelnika, lecz potrafi pobudzić w nim wyobraźnie i chęć poznania czegoś nowego.To wielka umiejętność z którą nie wszyscy  autorzy (mimo, zapewne, dobrych chęci) książek popularnonaukowych   sobie radzą.

„Legenda wikingów” Artura Szrejtera to  znakomita pozycja dla wszystkich pasjonatów historii dawnej oraz tych wszystkich, którzy pragną poznać dzieje Ragnara Lodbroka  oraz epokę, która nadal w wielu aspektach okryta jest mgłą tajemnicy.

 

Serial…

Zapowiedź!!!

W lipcu premiera kolejnej powieści spod znaku Assassin’s Creed

Już 5 lipca do księgarń trafi drugi tom trylogii Matthew J. Kirby’ego „Ostatni potomkowie” ze znanej i lubianej serii Assasin’s Creed. W poprzedniej części czytelnicy mogli poznać Owena, który niespodziewanie trafił w sam środek rozgrywki między asasynami a templariuszami.

Tom drugi zatytułowany „Grobowiec chana” przynosi nowe niezwykłe przygody Owena i jego przyjaciół – dokonali oni rzeczy niezwykłej, ale ostatecznie ponieśli porażkę. Kiedy odkryli, gdzie znajduje się pierwszy fragment starożytnego artefaktu – legendarnego Trójzębu Edenu – wydawało się, że mają go w garści. Poszukiwali go również członkowie Bractwa Asasynów i Zakonu Templariuszy, okazało się jednak, że ich wszystkich ubiegł jeszcze ktoś inny. Nić porozumienia między nastolatkami zaczęła się rwać – Owen wraz z przyjacielem Javierem wzięli stronę asasynów, pozostali zaś sprzymierzyli się z templariuszami. Lecz koniec to dopiero początek! Do odszukania wciąż pozostały dwa fragmenty artefaktu i obie grupy zrobią teraz wszystko, by nie powtórzyć swoich błędów. Podobno wnuk Czyngis-chana, Möngke-chan, został pochowany z jednym z fragmentów Trójzębu Edenu. Lecz jego grobowca jak dotąd nie odnaleziono…

Adam Przechrzta „Namiestnik”

„-Enklawa żyje-odparł alchemik cicho-istnieje mnóstwo mniej i bardziej prawdopodobnych teorii na temat jej powstania i właściwości, ale to domena naukowców oraz   filozofów. Może teologów…W praktyce należy ją traktować jak teren łowiecki, obszar, na którym przebywają naprawdę groźne zwierzęta”.

 Adam Przechrzta dość długo kazał nam czekać na drugą odsłonę swojego cyklu (wcześniej ukazał się „Adept”) zatytułowaną „Namiestnik”, ale przyznaje szczerze iż było warto. Fabuła i akcja jest oczywistą kontynuacją  i rozwinięciem wcześniejszych  wątków i losów postaci ale autor  nic nie stracił ze swojej pomysłowości i rozmachu, nadal udowadniając  iż  jest pisarzem, który jak nikt inny, potrafi łączyć prawdziwe, historyczne wydarzenia ze światem literackiej fikcji i fantazji. Zestawiać  twarde, surowe, brutalne realia epoki  z zupełnie irracjonalnym światem magii,  wiedzy tajemnej i wciąż wieść nas w nieznane.

 Tak też sprawa ma się w odniesieniu do prezentowanej to powieści, której fabuła i akcja przenosi nas do dwudziestowiecznej Warszawy (i nie tylko) okresu I wojny światowej. Miasta wciąż niepokornego, niespokojnego, z trudem i niechęcią znoszącego obcą (czy to rosyjska czy niemiecką) okupacje. W którym kultywuje się pamięć narodowych powstań,  bohaterów,  gdzie nadal nieprzerwanie  tli się iskierka buntu, a zamachy i zbrojne akcje, dokonywane przez bojowców Polski Partii Socjalistycznej czy słynnych ‘Sztyletników” powodują iż urzędnicy państw zaborczych  nie mogą spać spokojnie.

 Główna osią zdarzeń, wokół której wszystko się ogniskuje (w mniejszym lub większym stopniu)  pozostają  nadal postacie  polskiego alchemika  Olafa Rudnickiego oraz  rosyjskiego arystokraty i  wysoko postawionego carskiego oficera Aleksandra Samarina, (ich relacje są niekiedy dość skomplikowane), których przyjaźń, w obliczy burzliwych, dziejowych wydarzeń, wystawiona zostanie na ciężka próbę.

Adam Przechrzta jest jednym z tych pisarzy , który nie boi się,  przy tym, również uśmiercać swoich bohaterów (nawet tych do których czujemy wyraźną sympatie czy podziw) choć, oczywiście, w tym miejscu szczegółów nie zdradzę… W ich miejsce pojawią się jednak nowe postacie,  bardzo interesujące, wyraziste a wraz z nimi masa nowych wydarzeń  i problemów.

Nadal jednym z  najciekawszych, znakomicie budujących klimat i scenerię opowieści  elementów pozostaje  tzw. Enklawa, powstała w niezrozumiały sposób (podobnie jak w Moskwie i Petersburgu)   mroczna i szalenie niebezpieczna dzielnica, która stała się siedliskiem wszelkiej maści przerażających istot i bytów, również tych jak najbardziej rozumnych i potężnych. Zabezpieczona wprawdzie,  wykonanymi ze srebra ochronnymi  barierami,  które jednak, jak się okazuje,  nie zawsze spełniają swoją role, doprowadzając do tego iż niebezpieczeństwo staje się coraz bardziej realne, powodując iż wszechogarniający niepokój i  groza  nie opuszcza  mieszkańców miasta, bez względu na narodowość, status społeczny i polityczne zapatrywania.

 Autor po raz kolejny zaskakuje  świeżością pomysłu, nieszablonowością  i łamaniem stereotypów,  dzięki czemu lektura  zdecydowanie wyróżnia  się  wśród licznych pozycji tego gatunku. Przemyślana,  spójna i ciekawie skonstruowana intryga, wyraziści, choć niejednoznaczni bohaterowie (niemal każdy z nich ma swoje sekrety) oraz trudny jest do przewidzenia finał,  spowoduje iż czeka nas kilka wieczorów naradę godziwej  rozrywki Na szczególne podkreślenie zasługuje, wielobarwny a przy tym bardzo   sugestywnie i plastycznie oddany  obraz naszej stolicy,  czasów zaborów, w której przeplatają się losy rosyjskiej arystokracji, polskiej inteligencji i mieszczaństwa,  biedoty, kryminalnego półświatka, polskich organizacji niepodległościowych oraz  rożnych rosyjskich  formacji wojska,  policji i tajnych służb (niesławna Ochrana).

„Namiestnik”to pozycja obowiązkowa dla wszystkich miłośników twórczości Adama Przechrzty oraz tych wszystkich,   którzy chcą, po prostu, poznać świetnie napisaną historię, osadzoną w sensacyjno –wojennej  scenerii z początków poprzedniego wieku. Polecam przy okazji dwie inne powieści tegoż autora „Demony Leningradu”, „Demony wojny” traktujące o losach pułkownika GRU Aleksandra Rozumowskiego…

NIGHTWISH

Federico Mastrogivanni „Żywi czy martwi?

„Póki ktoś jest zaginiony, pozostaje niewiadomą. Kiedy taki człowiek się odnajduje, możemy nadać jego sprawie określony bieg. Również w przypadku gdy zaginięcie przeradza się w pewność zgonu, wdraża się pewne postępowanie. Póki jednak zaginiony jest tylko zaginionym, nie można wobec niego zastosować żadnej z wyżej wspomnianych procedur. Jest niewiadomą, jest zaginionym. Nie ma tożsamości. Nie ma go. Nie jest ani martwy, ani żywy, jest zaginiony.”

Co jakiś czas przekonujemy się, niestety, iż nic nie pisze tak przerażających scenariuszy jak samo życie…

Gdy we  wrześniu 2014 roku świat zaszokowała wiadomość o zaginięciu w mieście Iguala w południowym stanie Guerrero czterdziestu trzech meksykańskich studentów, jadących autobusami  protestować przeciw reformie edukacji  (dziś wiemy już że  zastali brutalnie zamordowali a ich ciała, najprawdopodobniej, spalone), wszyscy przecierali oczy z niedowierzania. Przez Meksyk oraz  cały cywilizowany świat przeszła fala  gwałtownych protestów  oraz  akcji wspierających rodziny a informacje, początkowo bardzo szczątkowe,  o tym wydarzeniu tygodniami nie schodziły z   czołówek gazet czy  telewizyjnych ramówek. Już wkrótce okazać się miało jednak iż owe  tragiczne wydarzenie jest jedynie przysłowiowym  „wierzchołkiem  góry lodowej” znacznie  szerszego zjawiska, nazywanego „wymuszonym zaginięciem”, do którego od lat dochodzi w tym kraju. Jego skala jest dosłownie porażająca, wedle oficjalnych statystyk (z oczywistych powodów znacznie zaniżonych  i niepełnych)  liczbę zaginionych w ten osób  szacuje się na  ponad  dwadzieścia trzy tysiące.

Mam właśnie przed sobą wstrząsająca książkę Federico Mastrogiovanniego „Żywi czy martwi? Porwania ludzi w Meksyku jako narzędzie terroru” będąca poruszającym i szokującym   zapisem dziennikarskiego śledztwa  (bardzo trudnego i niebezpiecznego, zważywszy na okoliczności) dotycząca tego procederu. Autor próbuje dotrzeć do źródeł tego ponurego  zjawiska,  poznać jego  przyczyny, mechanizmy, dzięki któremu tak długo udaje mu się funkcjonować oraz  ludzi i  procesy decyzyjne, które powodują iż rozmiar tego zbrodniczego procederu przybrał  aż tak wielką skalę. Odgrzebuje archiwa, dociera do mało znanych dokumentów, rozmawia z dziesiątkami świadków i osób zaangażowanych w walkę z tym zjawiskiem (również ofiarami,  którym udało się przeżyć) policjantami, agentami federalnymi, wojskowymi, politykami , urzędnikami państwowymi, dziennikarzami,  przedstawicielami lokalnych mediów, organizacji pozarządowych,  fundacji, itd. Przemieszczając się z miejsca na miejsce, kawałek po kawałku stara się zebrać w jedna spójną całość prawdę o krwawych wydarzeniach rozgrywających się w Meksyku.

 Na konkretnie udokumentowanych przykładach  (wstrząsająca historia młodego Alana, któremu w dramatycznych okolicznościach  udało się uciec porywaczom, dostać się na posterunek policji i zadzwonić  do swoich rodziców, lecz zanim zdołali oni  do niego dotrzeć został „po cichu”  wydany przestępcom) opisuje zjawisko w którym  ludzie porywani  są  z własnych domów, samochodów, boisk, uprowadzani z parkingów  i ulic, torturowani psychicznie i fizycznie,  wykorzystywani seksualnie i brutalnie  mordowani. Kreśli  obraz zupełnego zezwierzęcenia i bezkarności oprawców, przywodzący  na myśl najgorsze przykłady nazistowskich  zbrodni  dokonywanych oddziały Einsatzgruppen SS na wschodzie Europy.

„Kiedy jakiś kartel potrzebuje załatwić problem ze swoimi przeciwnikami, służą mu do tego chłopcy uwięzieni w klatkach niczym drób w kurniku lub bezpańskie psy. W chwili gdy szef gangu chce pokazać swoją siłę, ktoś wyciąga tych biednych chłopców z kryjówki, a wkrótce potem okazuje się, że dyndają powieszeni na moście lub leżą zawinięci w sarape na skraju szosy z karteczką przytwierdzoną do piersi nożem.”

To co jednak najbardziej uderza i szokuje w tej publikacji (oprócz, naturalnie,   historii poszczególnych ofiar) to udział w tym okrutnym procederze przedstawicieli lokalnej administracji państwowej, polityków (rożnego szczebla), wielkiego biznesu i międzynarodowych koncernów  (inwestujących  w wydobycie  gazu łupkowy, złota czy  ropy naftowej),  sił policyjnych i meksykańskiego wojska,  które stały się elementami umożliwiającymi stworzenie  parasolu ochronnego  dla doskonale prosperującej przestępczości zorganizowanej  i potężnych narkotykowych  karteli.

 „Udokumentowano wiele przypadków, kiedy policja, nawet jeżeli nie porywa ani nie zatrzymuje nikogo nielegalnie, zobowiązuje się dostarczać przestępcom informacji lub po prostu „oczyszcza” teren, by organizacje przestępcze mogły spokojnie popełniać zbrodnie”

Książka Federico Mastrogiovanniego nie jest  jedną z tych lektur,  które czyta się lekko, łatwo i  przyjemnie. Jest  twardym,  brutalnym, podanym bez znieczulenia  i solidnie, merytorycznie podbudowanym   dziennikarskim przekazem (tym ważniejszym iż pochodzącym  do osoby doskonale znającym panujące w Meksyku realia), który ma wstrząsnąć sumieniami czytelników, opinią publiczną oraz   przypomnieć o ludziach  o których wciąż nie wiadomo czy są „żywi czy martwi”. Ważna,  wstrząsająca i trudna pozycja, pozostawiająca  czytelnika przepełnionego  niedowierzaniem, grozą  i bardzo gorzką refleksja. Polecam.

„Snajperzy drugiej wojny światowej”

”Czczeni przez niektórych jako doskonali wojownicy, potępiani przez innych jako bezwzględni zabójcy – snajperzy bojowi to więcej niż strzelcy. To zdyscyplinowani, opanowani profesjonaliści, wyszkoleni w strzelaniu do celu, prowadzeniu zwiadu i maskowaniu się. W czasie drugiej wojny światowej zaangażowani byli przez obie strony do zadawania śmiertelnych ciosów”.

Po raz kolejny wydawnictwo RM oddaje w nasze ręce  publikację (ukazuje się ona w ramach znakomitego cyklu „Sekrety historii”)  traktującą o mało znanych aspektach II wojny światowej. Tym razem  pochylimy  się  nad tematyką dotyczącą strzelców wyborowych, funkcjonujących na wszystkich, niemal,  frontach tego straszliwego konfliktu. Literatura przedmiotu dotykająca tej tematyki nie jest zbyt bogata  (przynajmniej na naszym, księgarskim, rynku) i jeśli już się pojawia  to  ma najczęściej  charakter wspomnieniowy – ostatnio ukazały się dwie takie, bardzo ciekawe, zresztą,  pozycje:  Albrechta Wackera  „Snajper na froncie wschodnim” i  Bruno Sutkusa  „Snajper”.

Zagłębiając się w problematykę tego szczególnego  rodzaju żołnierskiego rzemiosła, zauważyć można od razu iż nigdy nie miał on tzw. ”dobrej prasy”, nawet w szeregach własnych armii. Wpływ na to miała, bez wątpienia, specyfika wykonywanych działań a wraz z nią bardzo cienka linia  oddzielająca (w oczach członków innych formacji) zwykłego, zimnego zabójcę od  powszechnie uznanego żołnierskiego etosu.

Być może właśnie dlatego, sylwetki największych  snajperów w historii,  nigdy nie przebiły się szerszej narodowej czy społecznej świadomości .

Prezentowana tu pozycja „Snajperzy  drugiej  wojny światowej” ze względy na swoją formę staje się szansą by po latach wyszli oni z mroków zapomnienia, zwłaszcza iż niektóre z ich osiągnięć (z militarnego punktu widzenia) z pewnością na to zasługują.  To bardzo interesujący zbiór  tekstów (różnego autorstwa, pisanych zarówno przez wybitnych historyków jak  i znawców wojskowość), poprzedzonych wstępem, prezentujący nam sylwetki najsłynniejszych strzelców wyborowych,   pochodzących z rożnych armii tego  najstraszliwszego zbrojnego konfliktu XX wieku.

Każda historia jest osobną opowieścią o człowieku, żołnierzu oraz czasach w których przyszło mu wykonywać tą szczególna profesję.

Nie zabranie, oczywiście, tych największych nazwisk jak Fin  Simo Hayha, zwany „Białą śmiercią” (543 potwierdzonych trafień) czy znany wszystkim miłośnikom, dobrego, wojennego kina, utrwalonego w obrazie Jeana-Jacquesa Annauda „Wróg u bram” Wasilija Zajcewa  oraz takich o których zapewne niewielu  kiedykolwiek słyszało: Matthaus Hetzenauer,  Sepp Allerberger, Harry Furness …

 Szczególnie ciekawą dla nas okolicznością jest fakt iż różnorodność tekstów pozwala nam spojrzeć na snajperów,  specyfikę ich walk  z rożnych perspektyw  i często zupełnie odmiennego podejścia do tematyki. Oprócz więc opowieści  kładących szczególny nacisk na  typowo militarne aspekty ich służby (trening, taktyka, techniki kamuflażu,  uzbrojenie, optyka, statystyki itp.)  znajdziemy  i takie  w których bardziej odniesiemy się  do elementów psychologicznych i emocjonalnych, motywacji (często bardzo osobistych), radzenia sobie z poczuciem winy, wszechobecną śmiercią  czy wyrzutami sumienia, od których, jak sadze, nie byli całkowicie wolni. Wszystkie te opisywane czynniki  składają się  na bardzo wnikliwy  i wielopłaszczyznowy  obraz  znacznie wzbogacający naszą wiedzę i sposób postrzegania  tych żołnierzy.

Oprócz postaci Simo Hayha, osoby zupełnie niezwykłej nawet w tym bardzo specyficznym środowisku, największe ważenie zrobiła na mnie historia Ludmiły Pawliczenko, jedynej kobiety w tym grobie,  która z młodej studentki historii  stała się śmiertelnie groźnym radzieckim  strzelcem ( „najgroźniejszą kobietą wojny” jak określali ją Niemcy), która wśród zgliszczy Odessy i Sewastopola wykuwała swoją  własną legendę.

Dużym atutem są bez wątpienia zawarte w lekturze, liczne,  bardzo unikalne zdjęcia,  będące doskonałym uzupełnieniem zawartych  w niej treści oraz wyrazisty i  zrozumiały (nawet dla laika) język.

 „Snajperzy  drugiej  wojny światowej” jest publikacją, która bez wątpienia  wnosi wiele informacji do obrazu  tej szczególnej  wojennej rzeczywistości. Polecam.

 

 

 

 

 

„Stacja Berlin”-serial