Łukasz Malinowski „Wężowy język”

„Powiadają że ciągnie za nim stado kruków żerujących na truchłach jego wrogów. Mówią, że jest biegły w składaniu strof, gdyż z łatwością przekuwa słowa  na wersety na kowadle swojego języka. Prawią, że język ma rozdwojony  niczym u węża, bo z jego ust zarówno mądrość wypływa, jak i słowa o zdradzie i podstępie. Opowiadają, że tworzyć potrafi jeno słowem, bo czynami sprowadza wyłącznie pożogę i śmierć”.

Ainar Skald, bohater powieściowego cyklu Łukasza Malinowskiego powraca w kolejnej literackiej odsłonie, tym razem zatytułowanej „Wężowy język”. Po burzliwych wydarzeniach opisanych  w „Kowalu słów” nasz bohater i towarzyszący mu przyjaciel, ogromny, ledwo panujący nad swym gniewem Ali Czarny Berserk (ich  przyjaźń  przybiera miejscami dość szorstką formę) wraz z grupą bitnych  wojowników  przybywają do Miklagardu, najpotężniejszego i najbogatszego miasta, znanego im świata. Cel jest oczywiście jeden, napaść, złupić ile się da i zanim obrońcy na dobre  zorientują się w skali zagrożenia, wrócić na okręty i odpłynąć w nieznane… Niestety,  w przypadku naszego pieśniarza (a teraz również konunga), człowieka, który przyciąga kłopoty  jak nikt inny, wszystko niesłychanie się komplikuje,  zmuszając naszych bohaterów  do ryzykownych rozwiązań  i balastowania na granicy  życia i śmierci.

Już wkrótce okaże się  również iż oprócz nowych kłopotów i niebezpieczeństw, których nie poskąpi im dzień teraźniejszy, powracają złowrogie  cienie przeszłości, które wywrą istotny wpływ na życia Ainara i jego wojowników.

W porównaniu z wcześniejszy tomami przygód skalda, ta cześć charakteryzuje się  trochę mniejszym dynamizmem,  ale za to  znacznie bardziej rozbudowaną warstwo opisową. Uwidocznia się  to zwłaszcza w przedstawieniu i charakterystyce  imperium bizantyjskiego, bogatej architekturze miasta  oraz sposobu w jaki ono funkcjonuje,  wliczając w to skomplikowany i zupełnie obcy północnym łupieżcom dworski ceremoniał. Widać  iż autor wiele czasu poświęcił zapoznaniu się z historycznymi aspektami  opisywanego okresu i rozgrywających się w nim wydarzeniom. Również same postacie głównych bohaterów zostały znacznie bardzie dopracowane i   ukazane z większą dbałości  o sferę psychologiczno –emocjonalną,  co zdecydowanie, oczywiście na plus, wpłynęło na odbiór lektury.  

Nie oznacza to bynajmniej iż zabraknie kolejnej zawiłej intrygi (tym razem z wątkiem jak najbardziej  osobistym, a rzecz można, nawet, rodzinnym) oraz pełnych dramatyzmu walk, bo to naturalnie zdarzyć się nie może. Na naszą uwagę zdecydowanie  zasługiwać będzie bardzo sugestywnie  oddana bitwa morska, stoczona u wybrzeży wyspy Thery.

 Podobnie jak poprzednio dowiemy się z fabuły kilku  naprawdę ciekawych informacji o czasach i realiach (społecznych,religijnych,  kulturowych, etnicznych) epoki w  której toczy się akcja powieści a  szczególnie jej kontekście polityczno- militarnym, dotyczącym różnorodnych metod i  strategii prowadzenia  wojen.

 Ciekawy pomysł i naprawdę  sprawna realizacja, połączona z  nieprzewidywalnością  zdarzeń (szczególnie w  odniesieniu do  hamramirów, straszliwych, szalonych, wojowników w których głowach zamieszkuje zarówno człowiek jak i zwierze), powodują iż z niecierpliwością oczekiwał będę dalszych losów Ainara Skalda.

 

 

„Droga na północ”

„Jest to bez wątpienia niezwykła książka, gdyż jeszcze nigdy dotąd nie wydano w Polsce tak wyjątkowego zestawienia materiałów  i tak pełnego źródła wiedzy o Norwegii[...]. Publikacja ta nie ogranicza się jedynie do przedstawienia faktów, bardzo zresztą ciekawych samych w  sobie, ale prezentuje równoległe żywe świadectwa i poglądy wyrażone przez świadków przełomowych momentów”.

Wydawnictwo „Ośrodka Karta” oddało w nasze ręce dzieło szczególne. Owa szczególność przejawia  się tym  iż tematyka dzieła wychodzi,  dość znacznie,  poza  obszar zainteresowań i badań w ramach którego porusza się ono najczyściej (Polska, Europa Wschodnia), tym razem kierując swoje spojrzenie ku naszemu  północnemu sąsiadowi, Norwegii. „Droga na północ” jest antologią norweskiej literatury faktu, obejmującą swym zakresem okres od końca XIX wieku (choć naturalnie zdarzają się również historyczne wycieczki ku czasom znacznie odleglejszym, takim jak np. średniowiecze)  po czasy nam niemal współczesne.

Książka podzielona jest na ułożone chronologicznie rozdziały,  jest ich sześć, z których każdy, obejmuje odrębny i jasno określony  fragment dziejów, osadzony niekiedy (co zrozumiałe np. w wypadku  wojen światowych czy wątków emigracyjnych) w znacznie szerszym, europejskim czy światowym, historycznym kontekście  tle. To co najbardziej podobało mi się w tej publikacji to naprawdę duża  rozpiętość tematyczna (od spraw zupełnie prozaicznych  i  codziennych, po te niemal fundamentalne dla norweskiej tożsamości narodowej i  społecznej) oraz bogactwo formy przekazu, a tym samym, i spojrzenia na wydarzenia, które przez blisko sto lat kształtowały i scalały ową państwowość. Znajdziemy wśród nich pisane po latach wspomnienia, tworzone na „gorąco” relacje i opisy zdarzeń, listy, dokumenty, przemówienia, artykuły prasowe, opowieści,  wywiady, zeznania  świadków i  uczestników wydarzeń, przemówienia polityczne, odezwy itd.

Wśród ich autorów nie zabraknie znanych ludzi pióra (laureatka Nagrody Nobla Sigrid Undset), wielkich polityków (Einar Gerhardsen, Gro Harlem Brundtland), artystów,  działaczy społecznych jak i  żołnierzy, kombatantów, robotników, przedstawicieli mniejszości narodowych, gospodyń domowych czy rybaków.

Owa różnorodność przekazu pozwoli nam trochę inaczej i chyba  mniej stereotypowo niż dotychczas (jak sądzę) spojrzeć na historie Norwegii, na to  jak zmieniała się, przekształcała, ewoluowała pod wpływem rozmaitych dziejowych okoliczności, uzyskując poziom, który możemy oglądać dzisiaj.

Nie brakuje tu tematów trudnych, kontrowersyjnych, czy wciąż budzących skrajne emocje: fakt kolaboracji z Niemcami w czasie II wojny światowej (nazwisko Vidkuna Quislinga przywódcy  faszystowskiego Zjednoczenia Narodowego stało się na całym świecie synonimem kolaboracji i  narodowej zdrady), powojenne ustawy wymierzone w kobiety związane z niemieckimi żołnierzami, piętnowanie  dzieci zrodzonych  z takich właśnie związków, walka o równouprawnienie,  prześladowania mniejszości narodowych (np. Samów), polityka ekologiczna  itd…

„W drugiej połowie XIX wieku władze norweskie rozpoczęły intensywny proces asymilacji Samów, zakazując im używania własnych języków i różnymi metodami zmuszając ich do nauki i praktykowania języka norweskiego. Sytuacja Samów tuż po drugiej wojnie światowej nie poprawiła się . Efekty norwegizacji są tak silne, że w latach 50-tych niewielu z  nich mówi we własnym języku”.

 Wszystko to powoduje iż  lektura, którą otrzymujemy, naprawdę tchnie autentyzmem i szczerością relacji.  Jest wzbogacona, do tego,  wieloma ciekawostkami i mało znanymi faktami z życia Norwegii i Norwegów, rozgrywających się zarówno na  płaszczyźnie historyczno – politycznej (Unia szwedzko-norweska czy udział obywateli tego kraju w hitlerowskich formacjach Waffen SS)  jak i  gospodarczej, religijnej, kulturowe, obyczajowej i  światopoglądowej.

 Na naprawdę duży plus zasługuje wydanie książki, zaopatrzonej  w porządną twardą oprawię (co szczególnie przydatne przy  tak znacznych rozmiarach) oraz wsparcie treści sporą ilością zdjąć, zarówno czarno- białych jaki i kolorowych (jest ich ponad setka), dokumentujących opisywane w lekturze wydarzenia, zjawiska i postacie. Zdecydowani polecam.

Ryszard Parafianowicz „Podziemie niepodległościowe na Suwalszczyźnie 1944-1952”

„Długie lata  propagandy i indoktrynacji  komunistycznej sprawiły, że w świadomości społecznej utarły się liczne negatywne stereotypy, dotyczące okresu powojennego i obrazu działającego wtedy zbrojnego  podziemia niepodległościowego. Jednym z głównych założeń  tej propagandy było zniekształcenie i zohydzenie wizerunku partyzantów polskich formacji niepodległościowych  i uczynienie z nich pospolitych bandytów”.

Niezmiernie cieszy mnie fakt iż Wydawnictwo Rytm z uporem i konsekwencją realizuje  nadal  politykę odkrywania trudnych i bolesnych kart naszej historii najnowszej. W sposób szczególny  dotyka   burzliwej XX- wiecznej historii naszego kraju, zwłaszcza tej odnoszącej  się do II wojny światowej,  lat okupacyjnych i pookupacyjnych. Ukazuje sylwetki niezłomnych, a niekiedy zapomnianych już (czy wydartych pamięci) polskich narodowych bohaterów walki o wolną i niezawisłą Rzeczypospolitą,  która w wyniku dziejowych procesów na długie lata wepchniętą została w objęcia krwawego, czerwonego totalitaryzmu.

Tym razem rzecz dotyczyć  będzie działalności niepodległościowego podziemia  na Suwalszczyźnie   w latach 1944-1952.  Ryszard Parafianowicz wnikliwie  kreśli skomplikowany,   polityczno- społeczny rys  tamtych czasów oraz to w jaki  sposób, bezpośredni czy pośredni, przekładał się  on na konspiracyjną działalność, wciąż tkwiących w podziemiu oddziałów oraz  poszczególnych ich członków. Analizuje i opisuje formy jakie przybrała owa działalności  (zarówno jeśli chodzi  o okupację niemiecką jak i sowiecką), jak kształtowała się, w rożnych okresach,  struktura organizacyjna (AK, AKO, WiN), ewoluowała i przekształcała się w zależności od okoliczność czy specyfiki terenu oraz jak wyglądał jej zbrojny dorobek. Autor doskonale charakteryzuje ówczesne realia naszego kraju, całość skomplikowanej sytuacji politycznej, gospodarczej, społecznej, moralnej i światopoglądowej.  Opisuje niezwykle trudną sytuację polskich oddziałów i poszczególnych żołnierzy tego regionu, którzy w zaistniałych historycznie warunkach stanęli przed dramatycznym wyborem. Pozbawieni zewnętrznego zaplecza, wsparcia, zagrożeni aresztowaniem, przymusowym wcieleniem do wojska, podstępnie rozbrajani, mordowani w sowieckich katowniach i leśnych ostępach, postanowili pozostać w konspiracji i dalej kontynuować walkę,  płacąc za swoją ofiarę częstokroć cenę najwyższą….

„Ostatni okres działalności  podziemia zbrojnego na tym terenie  to wrzesień 1948-kwiecień 1952 r. Nasilający się terror komunistycznego aparatu bezpieczeństwa, szczególnie skierowanego przeciw ujawnionym i nieujawnionym członkom konspiracji, sprawił że wielu prześladowanych zdecydowało się na „powrót do lasu” i tworzenie kilkuosobowych oddziałów zbrojnych. Większość z nich tworzona była przez  ujawnionych członków AK-AKO-WiN. Fakt, że oddziały zbrojne były niewielkie, powodował, że nie nastawiały się one na walkę z grupami operacyjnymi sił represji, ale na przetrwanie. Schemat działania tych osób, byłych partyzantów, był bezpośrednio nawiązujący do konspiracji czasów wojny”

Autor bardzo umiejętnie i z  ogromnym znawstwem  relacjonuje przyczynę, przebieg oraz wstrząsający epilog tragicznych wydarzeń, które rozegrały się na ziemi Suwalskiej w latach 1944-1952, ze szczególnym uwzględnieniem   umiejscowienia tego rejonu, jego geografii, historii, warunków terenowych, struktury społecznej, podziału narodowościowego, politycznych wpływów, względów  ekonomicznych i propagandowych. Piętnuje obłudę i zakłamanie nowych komunistycznych władz, zupełnie zależnych (wojskowo i decyzyjne) od ZSRR, wbrew szumnym hasłom nie mających zamiaru podejmować dialogu ze swoimi politycznymi oponentami. Na każdym kroku czuć  emocjonalne zaangażowanie badacza, które udziela się również czytelnikowi. To nie suche, obojętne, przedstawienie historycznych faktów, lecz pisana z pasją i zaangażowaniem opowieść o dramacie ludzi wpisanych w swój czas…Książka Ryszarda Parafianowicza jest lekturą znakomicie przygotowaną merytorycznie, wzbogaconą, dodatkowo, unikalnymi zdjęciami, mapami, tabelami, załącznikami,   kopiami dokumentów  oraz relacjami świadków i   uczestników wydarzeń. To kolejny milowy krok na drodze wypełniania białych plam polskich dziejów  oraz doskonała lekcja patriotyzmu, która przyda się nam wszystkim. Pozycja bez wątpienia godna polecenia.

 

Heinz Heger „Mężczyźni z różowym trójkątem”

„Co to za świat i co to za ludzie, którzy decydują za dorosłego człowieka, kogo i jak wolno mu kochać?”

Najnowsza publikacja Ośrodka Karta jest, ponad wszelką wątpliwość,  pozycją szczególną i   unikatową,  zarówno w skali europejskiej jak i światowej.  Po raz pierwszy  w tak kompleksowy i jednostronnie ukierunkowany  (a nie tylko wzmiankowany szczątkowo )  sposób,  podejmuje problematykę  prześladowania i fizycznej eksterminacji  w więzieniach i obozach koncentracyjnych hitlerowskich Niemiec, osób o odmiennej orientacji seksualnej.

Temat przez lata skutecznie przemilczany, pomijany, marginalizowany, czy jak powiedzielibyśmy dzisiaj  „zamiatany pod dywan”, nie pozwalający homoseksualnym ofiarom nazistowskiej machiny śmierci, nabyć  praw do   finansowego  czy choćby moralnego zadośćuczynienia za doznane krzywdy.  Łatwo jest potępić swoją własną przeszłość niż rzeczywiście się z niej wyzwolić  i powojenne Niemcy (w których tzw. procesy denazyfikacyjne były kpiną ze sprawiedliwości) są tego najlepszym przykładem, pozwalając na to  by przepisy (zwłaszcza słynny paragraf 175)  na podstawie których mniejszości seksualne III Rzeszy skazywane byłe na wieloletnią katorgę oraz  śmierć, obowiązywał aż do końca lat 60–tych, ubiegłego wieku.

„Od 1945 roku ta grupa ofiar, podobnie jak inne zapomniane ofiary nazizmu – Romowie, świadkowie Jehowy, tzw. aspołeczni ( prostytutki, lesbijki, bezdomni, alkoholicy, „trudna młodzież”…), osoby niepełnosprawne fizycznie, chorzy psychicznie- była brutalnie ignorowana.”

Lektura Heinza Hegera  (jest to pseudonim pod którym ukrywa się którą Josef Kohoutek) „Mężczyźni z różowym trójkątem”  jest wstrząsająca historią młodego austriackiego homoseksualisty, który,  aresztowany przez Gestapo  w 1939 roku, przeszedł  sześcioletnią gehennę w hitlerowskich więzieniach karnych a później obozach koncentracyjnych (Sachsenhausen, Flossenbürg), uwolniony dopiero przez amerykańskich żołnierzy w 1945 roku w czasie tzw. „marszu śmierci” do kolejnego obozu  KL Dachau.

Książka  ta  ma zdecydowanie dwa wymiary. Z jednej strony to bardzo osobisty,  naznaczony straszliwym cierpieniem (wręcz niewyobrażalnym  okrucieństwem i  wynaturzeniem oprawców)  dramat pojedynczego człowieka w starciu ze zbrodniczym, nazistowskim systemem.  Opis torturowanego przez pijanych esesmańskich żołdaków młodego człowieka, któremu jądra  na przemian zanurzano we wrzątku i lodowatej wodzie (nie mieszczący się chyba  w żaden skali bestialstwa) zostanie  ze mną na długo. Autor podaje i opisuje  wiele podobnych brutalnych zbrodni  dokonywanych na więźniach,  nie ukrywając  przy tym również  tego, iż za cenę przetrwania i polepszenia swoich warunków bytowych godził się na świadczenie usług seksualnych.

A drugiej strony znajdziemy tu  niezwykle interesujący  wymiar historyczny, dzięki któremu będziemy mieli okazje  znaczne wzbogacić swoją wiedzę dotyczącą funkcjonowania hitlerowskich fabryk śmierci, metod jakie stosowało niemieckie państwo w odniesieniu do swoich „nieprawomyślnych” obywateli,  ich miejsca w narodowosocjalistycznej, polityczno-społecznej doktrynie,  wkładu w rozwój niemieckiej gospodarki (zwłaszcza w końcowej fazie II wojny światowej) oraz tego jak w praktyce wyglądało codzienne funkcjonowanie obozów koncentracyjnych.  Jak układała się ich  struktura organizacyjna,   hierarchia władzy, wzajemne  zależności miedzy poszczególnymi jej elementami oraz to  według jakich  kategorii oznaczano poszczególne grupy więźniów (nie miałem, na przykład, pojęcia iż dla Świadków Jehowy istniało specjalne oznaczenie  w postaci fioletowego trójkąta ) i jak to przekładało się na całość wzajemnych,  międzyludzkich relacji.

Książka „Mężczyźni z różowym trójkątem”  jest naprawdę wstrząsającym  świadectwem historycznej prawdy  oraz swoistym przesłaniem, skierowanym do przyszłych pokoleń, iż powinny dokonać wszelkich możliwych starań aby koszmar wojny oraz związana z nią nietolerancja  dla inności (nie ważne jakiej: rasowej, etnicznej, kulturowej, politycznej czy seksualnej) nigdy nie powróciła. Gorąco polecam.

Marcin Podlewski „Głębia. Powrót” tom II 2

„Świat zamrożony, przetkany błękitem i wyglądający niczym wnętrze Białej Dziury. Ale i czarna metaprzestrzeń roziskrzona  srebrem… Istnieje tyle ujęć Głębi, ile towarzyszących jej przypadków. I, być może, żaden nie jest prawdziwy”.

 Pierwsza powieść cyklu Marcina Podlewskiego, zatytułowana „Głębia” była pozycją, która zdecydowanie zaintrygowała mnie i znacząco pobudziła moją wyobraźnie. Niestety, zanim fabuła i ciekawie rozpoczęte wątki zdążyły właściwie się rozwinąć i rozbudować, całość dobiegła końca, zostawiając mnie z naprawdę  sporą dozą czytelniczego niedosytu. Na szczęście, nie czekaliśmy zbyt długo  na drugi tom galaktycznej opowieści, który  w pełni wpisał się w moje literackie oczekiwania. Autor,  po raz kolejny, zabiera nas w pełną  tajemnic i niebezpieczeństw podróż przez kosmiczne przestrzenie Wypalonej Galaktyki, z trudem podnoszącej się po krwawych i wyniszczających ludzkość konfliktach zbrojnych,  nad którą wciąż, mimo upływu czasu, złowrogim cieniem kładzie się wspomnienie mitycznych Obcych  oraz  strach przed Maszynami.

Wraz z  Myrtonem  Grunwaldem,  kapitanem  niesławnej „Wstążki”, jego załogą oraz pewnym szczególnym ładunkiem (na przejęcie którego, jak się okazuje, chętnych nie brakuje)  kontynuować będziemy wyprawę  ku odmętom  wszechświata, wytaczając nowe ścieżki i  przekraczając kolejne granice – choć szczegółów, oczywiście, nie zdradzę.

 Nadal, i ta odsłona jest tego potwierdzeniem, niezmiennie urzeka mnie wielopłaszczyznowa i  pełna swoistego (charakterystycznego dla gatunku)  barwnego kolorytu,   kreacja świata przedstawionego, która mino dużej ilości rozmaitych informacji, które musi przyswoić sobie czytelnik,  jest naprawdę gruntownie przemyślana, spójna i znakomicie  współgra ze wszystkimi elementami powieści.

Przekłada się w sposób naturalny na  losy  oraz  umiejscowienie naszych  bohaterów (z których, niemal, każdy  toczy tu swoją własną  grę i posiada własne tajemnice)  oraz bardzo  konkretny odbiór toczących się w powieści wydarzeń. Szczególnie jeśli chodzi o liczne    opisy supernowoczesnych  wytworów inżynieryjnej i naukowej myśli technicznej, dalekiej przyszłości (wraz z właściwą im terminologią i nazewnictwem), które wzbogacają  treść, lecz  nie są elementem, który w sposób jakiś wyraźny przytłacza czy  przesłania całości fabuły i toczącej się akcji,  za co autorowi chwała…

Ciekawa, wieloosobową  (pozwalająca nam na znacznie szersze spojrzenie) narracja, wsparta jest tu znacznie liczniejszymi niż poprzednio retrospekcjami w których oba światy (teraźniejszy i przeszły) przenikają się wzajemnie i oddziałują na siebie, pozwalając nam poznać niektóre sekrety  postaci oraz burzliwą historię samej galaktyki. Trochę łatwiej będzie nam, dzięki temu, zrozumieć przyczynowo-skutkowy ciąg zdarzeń, który doprowadził do sytuacji w której poszczególni bohaterowie  znajdują się obecnie.

  Reasumując. Powieść Marcina Podlewskiego „Głębia. Powrót” podobnie jak jej poprzedniczka, jest nadal bardzo ciekawą i wciągająca  pozycja dla wszystkich miłośników fantastyki, podaną  z  dobrym, militarno- przygodowym,  zacięciem. Nie mogę doczekać się już trzeciego tomu. Polecam.

 

Szymon Nowak „Dziewczyny Wyklęte” tom II

„Czy była winna? Dla komunistycznego sądu – bezsprzecznie. Jeszcze w czasie okupacji niemieckiej należała do polskiego podziemia skupionego wokół NOW. A to przecież niewybaczalne przestępstwo”.

Kolejna, niesłychanie ważna,  publikacja  Szymona Nowaka,  odsłaniająca meandry naszej skomplikowanej dwudziestowiecznej historii  i chyba  wciąż zbyt mało,  przynajmniej moim zadaniem, słyszalny głos  w dyskusji o naszych dziejach najnowszych. Szczególnie w kontekście dramatycznych losów naszych rodaków, których wojenne  a szczególnie powojenne losy, wpisane zostały w nowy, geopolityczny podział Europy i Świata.

Autor po raz drugi przedstawia nam sylwetki kilkunastu polskich bohaterek (żołnierek niepodległościowego podziemia, sanitariuszek, informatorek, łączniczek czy po prostu przeciwniczek nowej władzy i  komunistycznego ładu), których bolesne, tragiczne historie, w dużej części już zapomniane, stały się odbiciem  dramatu pokolenia,  które nie zgodziło się na niemiecką a potem na sowiecką okupację wraz  podeptaniem polskiej narodowej tradycji i kulturalnego dorobku.

To wydobyte z zakamarków ludzkiej pamięci, rodzinnych wspomnień,  relacji współtowarzyszy broni i współwięźniów oraz istniejących archiwalnych dokumentów z tego okresu, wstrząsające opowieści, będące jaskrawym przykładem  osobistej i dziejowej niesprawiedliwości.  Okrwawiony  cierń, który przez dziesięciolecia, aż po czasy nam współczesne,   tkwić będzie  w polskiej świadomości społecznej.

Będzie to kilkanaście historii  o symbolicznych już  „polskich drogach”,  po których przyszło poruszać się pokoleniu naszych babek a  których ofiara  uznana i doceniona zastała dopiero po latach w wolnej już od komunistycznego zniewolenia Polsce. To dzieje wspaniałych i straszliwie doświadczonych kobiet,  które w pełni świadome grożącego im niebezpieczeństwa zdecydowały się na wybór najtrudniejszy z możliwych,  płacąc za to szczęściem rodzinnym, prześladowaniem, wieloletnimi wyrokami,  gehenną stalinowskich aresztów i  więzień  a częstokroć również własną śmiercią.

„Silniejszy z ubeków potężnym kopniakiem przewrócił dziewczynę na podłogę, po czym bez opamiętania kopał ją dalej [...] Odwrócił ją tyłem do siebie i rzucił na biurko. Wyrwał pas z ręki zaskoczonego funkcjonariusza i zaczął mocno,  ale fachowo  okładać ją po nerkach. Bił dziewczynę metodycznie – cały czas z taka samą,  niesłabnąca mocą,  trafiając zawsze w nerki, w jednakowych odstępach czasu, jak pod dyktando. Dopiero kiedy Janka  zwinęła się w kłębek  i nieprzytomna upadła  na podłogę, przestał ja katować”.

„Wydaje mi się, że nawet ci „czerwoni” sędziowie i prokuratorzy powinni dokładnie przemyśleć swoja decyzję, widząc przed sobą młodą kobietę. Z pewnością musieli wiedzieć , że mimo swoich dwudziestu czterech lat jest już wdową i ma dwójkę małych dzieci. Chociażby to mogło  wzbudzić w tych komunistycznych łajdakach jakieś ludzie uczucia. Ale nie”.

 Podobnie jak w tomie pierwszym, również tu,  jednym z najistotniejszych i najciekawszym dla czytelników aspektów (pomijając, naturalnie, rozległe walory historyczno-poznawcze) jest to, jak z ich perspektywy wyglądała wojenna i powojenna polska  rzeczywistość, partyzancki (widziany od środka) etos, ukrywających się i walczących jeszcze oddziałów czy grup oporu, pełna niebezpieczeństw, strachu, niepewności jutra i troski o najbliższych konspiracyjna codzienność. Jak postrzegały one wymiar i celowość kontynuowania walki z nowym, narzuconym nam siłą wrogim  systemem oraz swoje w nim miejsce.

Książka Szymona Nowaka „Dziewczyny Wyklęte” dzięki swojej popularnonaukowej  i fabularyzowanej formie staje się łatwo przyswajalną  i cenną lekcją historii oraz swoistym hołdem złożonym setkom bezimiennych bohaterek walki o wolną i niezawisła Polskę,  których życiorysów być może nigdy już nie poznamy.

Duży plus dla wydawnictwa Fronda za znakomite i w pełni profesjonalne wydanie tej publikacji.

 

 

 

 

„Nie jesteś sobą”