Artur Szrejter „Herosi mitów germańskich”. tom II

„Herosi ze starogermańskich opowieści zabijali potwory, pokonywali wrogów, zdobywali skarby i piękne kobiety. Żyli w świecie wielorękich olbrzymów, podstępnych karłów, gigantycznych węży, bezlitosnych wiedźm, widzących przyszłość  wieszczów. Losem wszystkich tych  niezwykłych istot rządziło przeznaczenie, tkane przez Normy, prządki zdarzeń”.

Pojawiła się na naszych półkach długo oczekiwana przez czytelników, druga cześć „Herosów mitów germańskiej” Artura Szrejtera,  będąca bezpośrednią kontynuacją jego badań, analiz, rozważań i opinii,  dotyczących tej tematyki i powiązanych z nią zagadnień. W tej jednak odsłonie, autor w znacznie bardziej rozbudowanym stopniu, skupia  się na największym i najsławniejszym przedstawicielu rodu Wölsungów, Sigurdzie –zabójcy smoka Fafnira. Charakteryzuje postać, opisuje jego burzliwe losy oraz rozkłada na czynniki pierwsze sam mit, ze szczególnym uwzględnieniem tego jak zmieniał się on  i ewoluował w zależności od czasów, zewnętrznych i wewnętrznych  okoliczności oraz zachodzących przemian (historycznych, politycznych, kulturowych, religijnych i społecznych),   które na przestrzeni dekad i wieków  stały się udziałem ludów  skandynawskich 

 Mityczne dzieje Sigurda stały się, oprócz walorów typowo literackich i poznawczych (autor naprawdę duża wagę  przykłada do oryginalnego słownictwa i określonego klimatu opowieści),  punktem wyjścia do szerokiej i pogłębionej  analizy etosu i miejsca bohaterskiego herosa  na przestrzeni dziejów.

Artur Szrejter opiera się w swojej publikacji (znajdziemy tu nowe tłumaczenie Sagi o Wölsungach)  zarówno na tradycji i kulturze skandynawskiej jak i niemieckiej, zarysowując  na licznie podanych  przykładach podobieństwa i różnice obu tych przekazów oraz  to jak daleki był i jest ich  zasięg  w dziedzinie literatury, sztuki, oraz współczesnej kulturze masowej.

 „Syn Sigmunda był najsławniejszym herosem dawnych opowieści Germanów skandynawskich i kontynentalnych. Średniowieczni Skandynawowie znali go jako Sigurda, a przodkowie Niemców jako Sifrida. Jego postać wydaje się być całkowicie obca tradycji anglosaskiej, co, jak jeszcze zobaczymy, doprowadzi nas do ciekawych wniosków  na temat pochodzenia i rozwoju wizerunku tego mitycznego herosa”.

 „Im bardziej zagłębiamy się w sagę, tym większe widzimy przemieszanie odmiennych ( i pochodzących z rożnych epok kształtowania się opowieści o Wolsungach) wariantach mitu, połączonych na różnych poziomach akcyjnych i znaczeniowych. Zdarzają się momenty, kiedy jedne wersje zaprzeczają innym, ale kompilator sagi zdawał się tym niespecjalnie  przejmować, jakby z rozmysłem chcąc ukazać odbiorcy bogactwo przekazów o Sigurdzie”.

Obydwa tomy stanowią integralną  i nierozerwalną całość, której  istotą jest jak najpełniejsze i najbardziej wszechstronne ukazanie całego ogromnego bogactwa, piękną i  mądrości  starogermańskiego,  mitologicznego świata (pełnego bogów, herosów, olbrzymów, karłów, wiedźm oraz  wszelkiej maści potworów czy bestii)  w jego duchowymi, metafizycznym lecz i jak najbardziej realnym wymiarze, wywierającym określony wpływ na kształtowanie się świadomości i postaw potomnych.

W obu częściach  autor opiera się (oprócz własnej, naprawdę imponującej wiedzy) na zdobyczach nauki z zakresu historii, etnografii, lingwistyki, archeologii, religioznawstwa i wielu innych dziedzin. Jak zwykle na uwagę  zasługuję literacki styl, odznaczający się, oprócz dużej staranności, umiejętnością  łączenia, we właściwych proporcjach, typowo ukierunkowanej historycznej wiedzy z niemal  swobodną literacką opowieścią, która nie nuży  czytelnika, lecz potrafi pobudzić w nim wyobraźnie i chęć poznania czegoś nowego. To wielka umiejętność z którą nie wszyscy  autorzy (mimo, zapewne, dobrych chęci) książek popularnonaukowych   sobie radzą.

 Po raz kolejny Artur Szrejter  stwarza nam  możliwości odbycia fascynującej podróży w odległe czasy naszych praprzodków i ich mitycznych bohaterów. Gorąco polecam. 

 

 

 

Simon Sebag Montefiore „Romanowowie 1613-1918 ”

„Niełatwo być carem. Rosja jest trudnym krajem do rządzenia. Dwudziestu władców z dynastii Romanowów rządziło Rosją przez trzysta cztery lata od 1613 roku do  zniszczenia caratu przez rewolucję w 1917 roku. Ich droga na szczyt zaczęła się w czasach Iwana Groźnego, a dobiegła końca  w czasach Rasputina. Tragedia ostatniego cara skłaniała potem co bardziej romantycznie nastawionych kronikarzy do twierdzeń iż na Romanowach ciążyła jakaś klątwa,  jednak w rzeczywistości byli oni najskuteczniejszymi budowniczymi imperium od czasów Mongołów”.

 Simon Sebag Montefiore już po raz drugi oddaje w nasze ręce pozycje, która ze wszech miar zasługuje na nasze uznanie.  Po publikacji znakomitej „Jerozolimy” na jego historyczno-literacko warsztat  trafiają dzieje jednej z największych  i najważniejszych światowych dynastii, rosyjskich Romanowów. Potężnego, utrzymującego się przy władzy przez ponad 300 lat rodu,  który szczególnie w naszej, polskiej historii (choć, naturalnie, nie tylko naszej) zapisał się wyjątkowo złowróżbnymi i krwawymi zgłoskami. Jej dzieje, w mniejszym lub większym stopniu znamy wszyscy, czy to z lekcji historii, programów popularnonaukowych  czy filmowych ekranizacji.  Dotyczą one jednak raczej tylko pewnych fragmentów  czy poszczególnych postaci,  lecz  już nie całej dynastii, jako takiej. 

„Romanowowie” to urzekające  i monumentalne dzieło,  ukazujące losy rosyjskiej dynastii na przestrzeni wieków na tle  historyczno- polityczno – społecznych  przemian i przeobrażeń, których była, oczywiście, bardzo istotnym elementem.  Będziemy mieli okazje prześledzić losy poszczególnych carów i caryc (wraz z licznym gronem wojskowych, polityków, doradców i faworytów) od protoplasty dynastii aż po ostatniego z jej przedstawicieli, Mikołaja II, zamordowanego przez bolszewików  w Jekaterynburgu w  1918 roku.

Autor przyzwyczaił już nas do tego iż oprócz świetnego literackiego warsztatu i dużej umiejętności docierania do czytelnika (co jest szczególnie cenne), podpiera się wszechstronną,  dobrze ugruntowana i wielopłaszczyznową historyczną wiedzą. I nie inaczej jest w tym  przypadku.

Oddaje w nasze ręce   fascynująca opowieść o  wielkiej polityce, zaborczych wojnach,  zewnętrznych i   wewnętrznych konfliktach, skomplikowanych rodzinnych relacjach, ogromnych  namiętnościach oraz niespełnionych marzeniach. Sprawach  fundamentalnych i zupełnie przyziemnych, dalekosiężnych zamierzeniach i realizowanych z rozmachem planach. Kontrowersyjnych decyzjach  i budzących wątpliwości faktach, okrutnych publicznych kaźniach, skrytobójczych mordach oraz  folgowaniu najniższym instynktom. To pouczająca podroż przez przestrzeń i czas, przez  lata świetności i czasy upadku, wspaniałe osiągnięcia architektoniczne i  kulturowe  oraz  straszliwe wojenne zniszczenia. Przez plejadę wspaniałych władców i okrutnych tyranów, znamienitych, wybitnych wodzów i  okrutnych, krwawych najeźdźców. Religijnych fanatykowi i pragmatycznych przywódców, natchnionych wizjonerów i mistyków oraz  trzeźwo kalkulujących polityków, wielkie kariery i spektakularne upadki, gdzie  wszyscy razem i każdy z osobna odciskają swój ślad zarówno na dziejach Rosji jak i   Europy i Świata.

„Jak obliczono, po objęciu tronu przez Romanowów w 1613 roku imperium rosyjskie powiększało się o 142 kilometry kwadratowe dziennie, to jest ponad 50 tysięcy kilometrów kwadratowych rocznie. Pod koniec XIX wieku władało ono jedną szóstą powierzchni lądowej Ziemi i ciągle się rozszerzało. Romanowowie mieli we krwi budowanie imperium”.

  Losy rosyjskiej dynastii stają się swoistą soczewką przez którą  mamy okazję spojrzeć również na burzliwą, trudną i obficie skrwawioną historie tej rozległej krainy, przenosząc nas od czasu do czasu z kapiących od bogactwa  arystokratycznych pałaców  ku bezkresnym rosyjskim przestrzeniom i zagubionych wśród lasów  miasteczkom i  wioskom.

Z plejady blisko dwudziestu carów i caryc przedstawionych w lekturze szczególne  wrażenie zrobiły na mnie postacie zwłaszcza trojga władców: Piotra I  i  Katarzyny II, którzy jako jedyni zasłużyli u potomnych  na przydomek Wielkich (postaci charyzmatycznych, nieszablonowych i  zdecydowanie wyróżniających się na tle swoich poprzedników) oraz kończącego pewną epokę, ostatniego,  tragicznie doświadczonego przez koło historii Mikołaja II  i jego rodziny.

„Koniec dynastii Romanowów był niebywale okrutny i często przedstawia się go jako nieunikniony. Warto jednak pamiętać że rosyjska monarchia była tak silna, że Mikołaj II rządził przez dwadzieścia dwa lata- przez pierwsze dziesięć nawet udanie-zdołał przetrwać wojnę, rewolucyjny ferment i trzy lata wojny światowej. Rewolucja lutowa 1917 roku obaliła monarchie, ale los rodziny wcale nie był przesądzony.[...] Lenin rozważał rożne rozwiązania, zanim zdecydował się na okrutną zbrodnie: zamordowanie rodziców i ich niewinnych dzieci”.

Książka ze względu na bardzo szeroki  przedział czasowy  oraz związany z tym ogrom nagromadzonych wydarzeń, faktów i zjawisk,  nie jest jedną z tych lektur, które czyta się lekko, łatwo i przyjemnie. Tytaniczny, badawczy i dokumentalny wysiłek pisarza ma swoją wagę  i wymaga od czytelnika sporej dozy zaangażowania.  Autorowi udało  się jednak stworzyć wspaniałą, wielowiekową epopeje rosyjskiego rodu, pełną  mało znanych faktów (również tych pikantnych) kontrowersyjnych  wydarzeń,  ciekawostek, niewyjaśnionych czy   niewygodnych faktów, dotyczących  rosyjskich elit.

Pozycja Simona Sebaga Montefiorego jest wspaniałą lekturą,  która pozwala nam objąć spojrzeniem  dzieje jednej  z najważniejszych nowożytnych dynastii, która wywarła ogromny wpływ na to jak nasz świat wyglądał i wygląda dziś. Gorąco polecam!!!!

 

 

 

 

Thomas Pavitte

 Wszyscy do dziś pamiętamy najróżniejsze zabawy z dzieciństwa, a wśród nich te przy biurku, gdy pogrążaliśmy się w odnajdywaniu różnic na obrazkach, kolorowaniu oraz łączeniu kropek… Z ciekawością odkrywaliśmy, co kryje się za pozornie chaotycznym gąszczem ponumerowanych punktów lub oznaczonych numerami pól. Teraz możemy wrócić do tych wspomnień, i to w niesamowitym stylu – wszystko dzięki pewnemu niezwykle pomysłowemu artyście.

Nazwisko Thomasa Pavitte’a, artysty grafika z Nowej Zelandii, od dawna eksperymentującego z nowymi technikami, znane jest między innymi za sprawą projektu, w którym ponad 6 tysięcy kropek ułożył tak, by po połączeniu – co zajęło Pavitte’owi 9 godzin – ukazały sławną Monę Lisę Leonarda da Vinci. Ten artysta eksperymentalny nadał tym samym nowy wymiar swojemu konceptowi na kreatywną rozrywkę dla dzieci i dorosłych, dla artystycznych dusz oraz tych stawiających pierwsze rysunkowe kroki.

Jego projekty może dziś wziąć w ręce każdy wielbiciel twórczych i nieszablonowych zabaw dzięki albumom 1000x POŁĄCZ KROPKI. Niespotykany poziom szczegółowości oraz wielkość albumowych arkuszy pozwolą na coś więcej niż zwykłe łączenie kropek – dzięki numerowanym i odznaczonym różnymi kolorami punktom zobaczymy, jak sprawnie proste kontury przekształcają się w stylowe rysunki o wyrazistej kresce i eleganckim cieniowaniu. Wystarczy kilka chwil cierpliwości i skupienia, przynoszących wytchnienie od codziennych obowiązków, aby zachwycić się prawdziwymi dziełami sztuki stworzonymi za pomocą pojedynczej linii. Do serii, po albumach 1000x POŁĄCZ KROPKI. ARCYDZIEŁA oraz 1000x POŁĄCZ KROPKI. ZWIERZĘTA, dołączyły niedawno 1000x POŁĄCZ KROPKI. PEJZAŻE MIAST – gdzie jednym (choć długim!) pociągnięciem ołówka można uchwycić subtelności elementów architektonicznych i widoków ze znanych miast (wśród nich znajdziemy m.in. Barcelonę, Wenecję, Paryż, Nowy Jork, Ateny, Kair i Moskwę).

Ale to nie wszystko – absolutnym novum, które już podbija serca miłośników kreatywnych zabaw na całym świecie, są KWERKLE, czyli zupełnie inne kolorowanki. 

Te mozaiki przecinających się okręgów dają pole do popisu dzięki możliwości zastosowania różnych kolorów bądź odcieni, które posłużą do odkrycia prawdziwych niespodzianek kryjących się za setkami nałożonych na siebie kół. KWERKLE. ZWIERZĘTA to kolorowanka z 20 portretami zwierząt, które ujrzą światło dzienne jedynie dzięki waszemu zapałowi i artystycznemu duchowi oraz zabawie technikami. To naprawdę zdumiewające, co może powstać ze zwykłych kółek w pięciu odcieniach! To pierwszy album KWERKLI Thomasa Pavitte’a, wkrótce następne!

Zarówno 1000x POŁĄCZ KROPKI, jak i KWERKLE dzięki perforowanym stronom pozwalają jeszcze bardziej docenić dzieło wychodzące spod waszej ręki i powiesić je na ścianie jako unikatowe dzieło sztuki. Polecamy!

Więcej o serii 1000x: POŁĄCZ KROPKI: bit.ly/1000xkropki

Więcej o serii KWERKLE: bit.ly/kwerkle

„Rok 1945. Między wojną a podległością”

„Spośród przełomowych momentów w historii Polski XX wieku, ten wydaje się najmniej poznany. Dla większości zbyt odległy, by miał szanse zapisać się w ich żywej pamięci,  przez dziesięciolecia przykrywany grubą warstwą propagandy, dbającą o to, by ten założycielski etap Peerelu zyskał dostatecznie podniosłą oprawę-zobaczony teraz, bez upiększeń, jawi się jako odległy od swojego utrwalonego wizerunku”.

1945 był w historii Europy i Świata, bez wątpienia rokiem, bardzo szczególnym. Kończyła się II wojna światowa, powoli odchodził straszliwy koszmar sześciu ostatnich lat, dając milionowym rzeszom ludzi, straszliwie pokiereszowanym (fizycznie i psychicznie) przez okrutny konflikt,  szansę na powrót do normalności i  stopniową odbudowę swojego życia.  Niestety, jak się już wkrótce okaże, nowy (zawarty przy jałtańskimi i  poczdamskim stole) geopolityczny układ sił nie stanie  się gwarantem powojennej stabilizacji i demokratycznego ładu.

Wiemy o tym zwłaszcza mu, Polacy, których w sposób szczególny dotknęły, podjęte nad naszymi głowami, decyzje wielkich  mocarstw, wpychające nas  z jednej okupacji w drugą,   pozwalając na zabór ogromnej połaci Kresów, przesuwając granice Rzeczypospolitej na Zachód,  doprowadzając tym samym do migracji i przymusowych przesiedleń tysięcy naszych rodaków.

Nakładem Ośrodka Karta ukazała się właśnie niezwykle interesująca   publikacja zatytułowana   „Rok 1945. Między wojną a podległością” dokumentująca ten skomplikowany i bolesny rozdział naszej historii najnowszej.

 Książka  podzielona jest  na rozdziały (jest ich sześć i każdy z nich odnosi się do pewnych chronologicznie ułożonych procesów i zmian, zachodzących w tym okresie),  które są poruszającym zapisem dwunastu miesięcy życia Polaków, po których przetoczył się walec dziejów, wywracając ich życie zupełnie do góry nogami. Udokumentowane i zobrazowane są  one  w postaci, wspomnień, listów, bezpośrednich, relacji, depesz, odezw, rozkazów, tajnych wytycznych, przemówień, odczytów, korespondencji wewnętrznej, doniesień prasowych, przedruków …itd

To rozpisany na wiele głosów  obraz tych wstrząsających  i niespokojnych dni,  widziany w szerokim społecznym przekroju,  przez ludzi o  różnym statucie społecznym, politycznych poglądach, wykształceniu, regionie pochodzenia, środowisku, okupacyjnej przyszłości  i doświadczeniach wojennych. Znajdziemy wśród nich zarówno mieszkańców wielkich miast i  niewielkich prowincjonalnych miasteczek, dużych wiejskich czy gminnych ośrodków lecz i zagubionych wśród pół i lasów  wioseczek czy leśniczówek.

To opowieść o tych wszystkich, którzy zmierzyć się musieli  z nową, narzuconą nam rzeczywistością, ze wszystkimi konsekwencjami tego co ona (dla nich samych oraz  ich rodzin) ze sobą  niosła. Rzeczywistością w której na gruzach potwornych zniszczeń i   niewyobrażalnej hekatomby ludności, wśród ogromnej biedy, braku żywności i środków pierwszej potrzeby, strachu, polityczno-społecznej niepewności,  rodziło się nowe, obce im państwowo-ideologiczne  życie

 Mimo iż książka podzielona jest na wyraźnie tematycznie  rozdzielone  części, elementem który przewija się niezależnie przez całość lektury, jest zbrodnicze zachowanie się  na naszych ziemiach żołnierzy „bratniej” Armii Czerwonej (niewiele różniących się  od hitlerowskich oprawców), prześladowanie politycznej opozycji, zbrojne zwalczanie podziemia niepodległościowego oraz dramatyczne losy  polskich repatriantów za Wchodu, którzy znaleźli się w zupełni nowej i zaskakującej dla nich sytuacji na tzw. Ziemiach Odzyskanych.

Sytuacja nowo przyłączonych powiatów do Polski przedstawia się tragicznie. Mówi się wiele o repatriacji Polaków, lecz brak organizacji powoduje ogromne niezadowolenie. Całe masy ludzi błąkają się po terenie i nikt się nimi nie interesuje. Koloniści polscy nie posiadają bydła i koni. Pola obsiane lecz żniwa z braku zaprzęgu i ludzi mogą się nie udać. Po miastach i miasteczkach głód, aprowizacja prawie  nie istnieje, handlu nie ma. Z braku pieniędzy wszystko odbywa się na zamianę. [...] Niemcy odgrażają się ze jak tylko Armia Czerwona odejdzie, to oni rozprawia się z Polakami”.

„Wszystkie maszyny rolnicze stoją na dworcach do wywiezienia [do ZSRR]. Bydło spędzone do dyspozycji Armii Czerwonej i wywożone. Starosta nie ma tu nic do powiedzenia. Konie masowo zabrane, maszyny fabryczne wywiezione. Kobiety niemieckie –80% chore wenerycznie. Lasy podpala się by zwierzynę płoszyć i móc polować. Ludności polskiej 1100,  niemieckiej 800”.

Na podkreślenie zasługuje również,  wyraźnie eksponowany w tekście, sposób w jaki przedstawiciele polskiej partii komunistycznej, przy naturalnym wsparciu wojska i NKWD   zaczęli stopniowo przejmować władze w kraju, na długie lata czyniąc go wasalnym satelitą  Związku Radzieckiego.

„Na terenach zajętych przez  Sowietów  komuniści starają się tworzyć pozory normalizacji życia społecznego i kulturalnego, jednocześnie rozbudowując – przy pomocy NKWD-aparat bezpieczeństwa i terroru. Głównym celem represji są cywilne i wojskowe organy związane z polskim rządem w Londynie. Administracja cywilna Polskiego Państwa Podziemnego i żołnierze Armii Krajowej są rozbrajani, internowani  a wielu oficerów zostaje aresztowanych i wywiezionych w głąb ZSRR”

 Książka „Rok 1945. Między wojną a podległością” to niezwykłe ciekawa, barwna  i bardzo pouczająca lektura dla wszystkich, którzy interesują się  się dziejami    naszego kraju oraz zachodzącymi w XX wieku historycznymi procesami, które wywarły istotny wpływ na to jak nasze życie i nasza państwowość wygląda dzisiaj. Polecam.

 

Loreena McKennitt

Vincent Nouzille „Zabójcy w imię Republiki”

„Oto jeden z najpilniej strzeżonych sekretów Republiki: w imieniu Francji, na rozkaz najwyżej postawionych francuskich polityków przeprowadzane są zabójstwa na zlecenie i inne bardzo szczególne operacje, mające na celu eliminacje niektórych spośród jej wrogów. Od niedawna opinia publiczna nie ma nic przeciwko temu, ale to nie oznacza że tego rodzaju operacje kiedykolwiek przestały się odbywać. Po prostu się o nich nie mówiło. Oficjalnie operacje „Homo” nie istnieją”.

 Jeszcze przed  publikacją książki  dało się słyszeć głosy, iż wyniki dziennikarskiego śledztwa  przeprowadzonego przez Vincenta  Nouzille  staną się przysłowiową „bombą ” i głębokim szokiem dla francuskiej i europejskiej opinii publicznej.  Po przeczytaniu lektury  i zapoznaniu się z  przytoczonymi w tekście faktami, jestem skłonny, jak najbardziej, zgodzić się z ta opinią.

Autor odsłania kulisy najbardziej tajemniczych i  tajnych  operacji francuskich służb specjalnych, rozgrywających się w rożnych okresach historii najnowszej, w wielu rejonach świata. Ukazuje ciemną (niekiedy nawet, bardzo ciemną) stronę władzy oraz  skrzętnie skrywaną prawdę o zakulisowych rozgrywkach na politycznych szczytach, których bezpośrednim czy pośrednim celem było zapewnienie i utrzymanie, mocarstwowej pozycji V Republiki.

Wszyscy mamy, naturalnie, świadomość tego  iż aparaty państwowe dysponują specjalnymi służbami i wydzielonymi jednostkami,  których zadaniem jest dbanie  o bezpieczeństwo narodowe i społeczne. Co więcej, w obliczu zagrożenia terrorystycznego,  pewne ich działania (nawet naganne z moralnego czy etycznego punktu widzenia)  są w powszechnej opinii publicznej usprawiedliwione, a czasami nawet pożądane, w imię wyższej konieczności.  Jest to widoczne zwłaszcza w kontekście zwalczania terroryzmu  islamskiego (Algieria, Libia, Syria,  Pakistan, Afganistan. itd.) polowania na  Osamę bin Ladena, mułłę Omara czy innych prominentnych członków AL.-Kaidy (szczególnie  zintensyfikowane  po atakach 11 Września) czy akcjach skierowanych w ich europejskie komórki. Muszą być jednak one odpowiednio umotywowane, poparte dowodami, analizami  i nie mogą być metodą samą w sobie.

Myślę,  jednak, iż przy  takim podejściu ( wpisującym się   w jakiś sposób w schemat i metodologie walki z tym groźnym zjawiskiem ) nie szokują one nas tak bardzo jak operacje   mające za zadanie utrzymanie  polityczno-militarno-ekonomicznej pozycji Francji na arenie międzynarodowej, jej dominacji i wpływów  w określonych regionach globu i czysto, partykularnych, biznesowych interesów. A wiele takich, szokujących przykładów, znajdziemy właśnie na kartach tej książki: polityczne zabójstwa, wspieranie lokalnych watażków, obalanie rządów, organizowanie wojskowych puczy, opłacanie najemników, wywołanie niepokojów społecznych, stosowanie  tortur, porwania,  szantaże, manipulacje… Wachlarz tego rodzaju działań (stosowanych min. przez francuską Główną Dyrekcję Bezpieczeństwa Państwowego –DGSE i inne służby) jest naprawdę szeroki i rozbudowany, zarówno jeśli chodzi o sama ich ilość  jak i rozpiętość terytorialną ( od Gujany francuskiej przez Afrykę Północna i Centralną, Bliski i Daleki Wschód, całą Europę  na  wyspach czy archipelagach Oceanu Spokojnego kończąc).

Reporterska praca Vincenta  Nouzille  obejmuje okres  ostatnich, niemal  sześćdziesięciu  lat,  pozwalając  nam objęć i zrozumień skale tego zjawiska oraz przyjrzeć się celom i motywacjom  kolejnych  prezydentów V republiki ( gen. Charlesa de Gaulle’a Georges’a Pompidou, Valéry’ego Giscarda d’Estainga, François Mitterranda , Jacques’a Chirac’a, Nicolasa Sarkozy’ego  i François Hollande’a ) na których to bezpośrednie polecenie,  owa tajna machina została wprawiona   w ruch i w ruchu tym utrzymywana (w mniejszym lub większym natężeniu) do dnia dzisiejszego.

„Rozkazy te stanowią absolutna tajemnicę, strzeżoną przez garść odpowiedzialnych osób.  Zasadniczo jest to Dyrektor Głównej Dyrekcji Bezpieczeństwa Narodowego (DGSE), szef sztabu przy prezydencie i szef sztabu rodzaju wojsk, jeśli w wykonanie zadanie zaangażowani są żołnierze. Nawet ministrów obrony nie zawsze dopuszcza się do sekretu. Francja ma do dyspozycji zabójców, których w każdej chwili może wysłać na tego typu misję”.

 Książka z pewnością może szokować  (zwłaszcza operacje Homo -przywodzące na myśl, niemal filmowe scenariusze, wzorowane na powieściach  Fredericka Forsytha  czy Roberta Ludluma),wzbudzając  zrozumiałe kontrowersje i skrajne emocje. Zmusza również do  postawienia szeregu ważkich pytań dotyczących celowość czy  potrzeby podjęcia określonych  decyzji i rozkazów, o ich aspekcie moralnym czy ogólnoludzkim już nie wspominając. 

Oprócz samych tajnych misji, dość  szczegółowo przedstawionych przez autora, owo polityczne uwikłanie  wraz  z ukazaniem całości  skomplikowanych procesów i mechanizmów współcześnie sprawowanej  władzy (również jej konsekwencji oraz  ponoszenia politycznej i osobistej odpowiedzialność za podjęte decyzje) są zdecydowanie najciekawszymi wątkami lektury.

Książka jest naprawdę świetnie napisana a zawarte w niej treści (opierające się na szerokiej analizie dostępnych dokumentów, wsparte zeznaniami światków i uczestników wydarzeń, oraz wywiadami z  byłymi agentami służb specjalnych i najemnikami)  naprawdę przemawiają  do czytelnika. Oczywiście ich autentyczność i weryfikacja to już zupełnie inna sprawa (którą zajmą się z pewnością  ludzie, posiadający odpowiednią wiedzę i kwalifikacje) ale wszystko podane jest tu w sposób   naprawdę przekonywujący i przemawiający do odbiorcy. Polecam.

 

„Miedzy Berlinem a Pekinem”

„Ośrodek Studiów Wschodnich jest miejscem wyjątkowym. Jako jedna z niewielu instytucji państwowych nie był nigdy i nie jest oskarżany o tworzenie analiz zgodnych  z zapotrzebowaniem swoich aktualnych mocodawców – choć przecież jest instytucją rządową a zwierzchnikiem szefa OSW jest premier”.

Wielokrotnie podkreślane, geopolityczne położenia naszego kraju oraz konsekwencje wynikające z takiego stanu rzeczy (rozpatrywane zarówno na płaszczyźnie historycznej jak i jak najbardziej współczesnej) stawiają nasze państwo w sytuacji w której wiedza o tym co dzieje się u naszych sąsiadów  ma wartość i znaczenie fundamentalne. Na każdym etapie dziejów a zwłaszcza na ich zakrętach, informacja  jest niezbędnym i nieodzownym narzędziem polityki i nie inaczej rzecz ma się w wieku XX , czy w początkach wieku XXI. Szczególna rola przypada tu organizacjom, agendom czy wyspecjalizowanym służbom w których wykwalifikowany i znający specyfikę poszczególnych  regionów personel, wspomaga  swoją wiedzą, analizą i opinią  elity władzy państwowej. Dzięki najnowszej publikacji Wydawnictwa FRONDA mamy okazje przyjrzeć się pracy jednej z takich właśnie organizacji, Ośrodkowi  Studiów Wschodnich im. Marka Karpia, a tym samym naprawdę znacznie poszerzyć swoją dotychczasową wiedzę, dotyczącą tak ukierunkowanej problematyki.  Tym bardziej iż,  jak przekonamy się czytając lekturę, często różnią się ona (niekiedy  w sposób dość znaczny) od tego czym karmieni jesteśmy codziennie,  przez  media głównego nurtu. 

Publikacja zbudowana jest z kilkunastu wywiadów przeprowadzonych przez Łukasza Warzechę, które niemal w całości  (z wyjątkiem pierwszego z  Olafem Osicą w którym prezentowana jest historia  OSW  i jego wieloletni  dorobek) poświęcone są  szeroko rozumianej polityce wschodniej. Każda z wypowiedzi, mimo, oczywistego, tematycznego zazębiania się, przybliża nam konkretne  zagadnienie,  charakterystykę poszczególnego regionu,  państwa czy grupy państw, rządów, przedstawicieli klasy politycznej, specyfiki sprawowania władzy, jej mechanizmów itd. Dotyka niesłychanie istotnych aspektów natury: historycznej, politycznej, militarnej, ekonomicznej, religijnej, gospodarczej, energetycznej, kulturowej, społecznej oraz  tych mniej znanych a odnoszących się do działalności służb specjalnych czy  zakulisowych rozgrywek i przetasowań  na szczytach władzy.

„Mimo krwawej historii służby specjalne cieszą się w Rosji estymą, zwłaszcza wywiad. Są owiane nimbem skuteczności, tajemniczości i wszechwiedzy. Ich funkcjonariusze byli i są podziwiani  jako świetnie znający Zachód, a jednocześnie mający własny etos i służący ojczyźnie”.

 Oczywiście, w  światłe tego co obserwującymi ostatnimi czasy, najwięcej miejsca poświęcają rozmówcy  tematyce rosyjskiej  i ukraińskiej oraz krajom, które geograficznie i kulturowo są nam najbliższe jak Białoruś, Litwa, Łotwa i Estonia.

„Rosja stosuje logikę świata darwinowskiego, czyli walki państw  i narodów o przetrwanie.  Jest w tym świecie hierarchia, a wielki mocarstwa  wykorzystują wszystkie dostępne środki, aby swoją wole narzucić innym. Najważniejsze jest zatem aby wzbudzać strach”.

 „Majdan jako idea stał się czymś w rodzaju  najwyższej instancji narodu ukraińskiego, jak gdyby izbą nadrzędną nad parlamentem, zbierającą się w razie potrzeb. Ukraińcy mają niesamowitą zdolność samoorganizacji, gdy pojawia się kryzys”.

Nagromadzenie wydarzeń oraz kontekst i zakres tematyczny a  szczególnie uwzględnienie  wektorów   polityki  rosyjskiej, powoduje jednak  iż wypowiedzi naszych ekspertów  wychodzą znacznie, znacznie dalej, obejmując swym zasięgiem Kaukaz (Gruzja, Czeczenia, Armenia, Dagestan, Abchazja, Azerbejdżan, Mołdawia) oraz państwa  i organizacje, które nie kojarzą nam się z bynajmniej z  polityką Wschodnią:  jak Turcja, Niemcy,  kraje nordyckie  (Szwecja, Norwegia, Finlandia, Dania), Bałkany czy szczególnie ważna, z naszego punktu widzenia, Grupa Wyszechradzka.

 „Dla nas kwestia rosyjska jest niezmiernie istotna, ale z punktu widzenia całej Grupy Wyszehradzkiej i naszych partnerów to zaledwie cześć sfery jej zainteresowań. Dyskusje w V4 dotyczą w dużej mierze UE: polityki spójności, korytarzy transportowych i polityki klimatycznej”.

„Podczas podboju Kaukazu przez Rosję w XIX wieku to Dagestan był ideowym centrum dżihadu. Dziś wszyscy przywódcy walczący o państwo islamskie na Kaukazie Północnym to Dagestańczycy. To w Dagestanie dochodzi do największej liczby zamachów”.

 

Umiejętnie stawianymi pytaniami Łukasz Warzecha (który sam doskonale orientuje się w opisywanej tematyce)  potrafi wydobyć z rozmówcy wiele interesujących nas opinii, komentarzy czy  analiz, dotyczących naszej bliższej i dalszej przyszłości. Ta bardzo merytoryczna i  solidnie ugruntowana wiedza, podana do tego  w sposób niesłychanie interesujący i obiektywny, a co ważne,  nie ukierunkowany politycznym zamówieniem jest tym właśnie rodzajem przekazu, którego Polacy potrzebują najbardziej i z którego są w stanie  najwięcej wynieść. Zdecydowanie polecam lekturę.

„Historia Roja” w reż. Jerzego Zalewskiego

Kamil Majewski „Lesbożerca”.

Książka Pana Kamila Majewskiego nie stała się niestety lekturą (choć naprawdę, szczerze żałuje) która, przysłowiowo,  wgniotła by mnie w fotel lub sprawiła by  świat na chwilę zwolnił.  Bardziej w tym chyba jednak moja wina niż samego autora. Często tak już bywa iż sugerując się tytułem publikacji  i krótkim jej opisem, tworzymy sobie pewien obraz tego co chcielibyśmy i co spodziewamy się  odnaleźć w treści. W tym przypadku tak właśnie było…

Spodziewałem się kryminalnej opowieści, owszem może i groteskowej, ale  z wartką, dynamiczną, zaskakującą zwrotami akcją, pełnej trupów, sekretów i  tajemniczych, mrocznych, wielkomiejskich zaułków. Może nawet z  wplecionymi w całość echami wojującego feminizmu  czy szczyptą erotyki.

Trupów wprawdzie nie brakuje i ofiary  w mniej lub bardziej spektakularny sposób schodzą z tego świata,  lecz cała intryga rozmywa się gdzieś w natłoku licznych, pobocznych wątków, kunsztownie i drobiazgowo budowanych opisów świata przedstawionego  oraz charakterystykach postaci. Powoduje  to sytuacje w której co chwilę wypadamy  z rytmu i gubimy  napięcie, które w tego rodzaju lekturze stopniowo powinno narastać (wraz ze zbliżeniem się do rozwiązania zagadki tytułowego „Lesbożercy”), by eksplodować w finale.

Niesłychanie  podoba mi się, za to,  literacki styl autora, wnikliwy i wielostronny zmysł obserwacji oraz interesujące  poczucie humoru, które lubię i  które, jak najbardziej, do mnie przemawia. Wsparty, oczywiście,  nutą groteski, autoironią, ciekawie uchwyconym  feministyczno-lesbijskim, mieszczańskim światkiem, oraz  odzwierciedleniem skomplikowanych społecznych i  międzyludzkich relacji.

„Zazwyczaj traktowano je ulgowo [lesbijki-JN], uznając je za ciekawe zjawisko mogące wzbudzić dość nudną fabułę scen heteroseksualnego seksu w filmach pornograficznych. Jeśli chodzi o obecność prawdziwych lesbijek w przestrzeni miejskiej, to zazwyczaj były one ignorowane, najczęściej brano je za chmarę podobnych do siebie   zasuszonych chłopców z tatuażami, w opuszczonych nisko spodniach i w czapkach z daszkiem, taka w każdym razie była dominująca moda w roku 2014. Tym razem to właśnie w lesbijki a nie gejów wymierzone było ostrze krytyki, chociaż oczywiście mianem bandy dewiantów określano całe środowisko”.

Mimo iż książka Kamila Majewskiego niespecjalnie do mnie trafiła (tak czasami  bywa), mam nadzieje iż nie jest to moje ostatnie spotkanie z tym polskim autorem, któremu talentu z pewnością nie brakuje.