Author's Archive

Torbjørn Faeøvik „Mao. Cesarstwo cierpienia”.

Staraniem Wydawnictwa „Prószyński i S-ka” ukazało się na polskim rynku zupełnie monumentalne działo Torbjørna Faeøvika zatytułowane „Mao. Cesarstwo cierpienia”, będące opisem życia i działalności jednej z najważniejszych postaci XX wieku, Mao Tse-tunga.

Osobowości, która wywarła ogromny i dominujący wpływ  ma kształt swoich czasów,  stając się zarazem symbolem chińskiej rewolucji jak i okrutnego, bezwzględnego i krwawego totalitaryzmu.

 To bez wątpienia najbardziej wnikliwa, wielopłaszczyznowa biografia tego chińskiego polityka i ideologa z jaką się zetknąłem, uwzględniająca oprócz charakterystyki  samej postaci, szeroki kontekst historyczno-polityczno-społeczny opisywanego okresu. Jak przystało na porządnie udokumentowaną, spójnią i niezwykle merytorycznie napisaną biografie (a ta taka jest) autor przybliża nam postać przyszłego chińskiego przywódcy  nie skupiając  się  na suchym historiograficznym przedstawieniu faktów i wydarzeń, dotyczących tego człowieka, lecz próbuje wniknąć w  jego warstwę psychiczną, emocjonalną, poznać targające nim wątpliwości, motywy którymi się kierował i sploty okoliczności, które wpływały na jego decyzje i takie a nie inne wybory.

Złożoność charakteru, skomplikowana osobowość i indywidualne uwarunkowania,  które w naturalny sposób przekładały się na jego procesy decyzyjne. Wszystko to wpisane w aktualne dla poszczególnych prezentowanych tu wydarzeń  polityczny, społeczny, ideologiczny i militarny rys, tamtych czasów.

Naturalnie,  przeważająca cześć publikacji obejmuje i dotyczy wielkiej i małej polityki, dyplomacji oraz bezpośrednich aspektów natury militarnej czy ogólno-wojskowej, wliczając w to strategię toczonych walk, taktykę oraz  szczegółowe opisy zbrojnych   kampanii i poszczególnych bitew. Czytając tą pozycje nie mogłem oprzeć się odczuciu iż jeśli Zło można w jakikolwiek sposób spersonifikować to z pewnością dla  wielu ludzi XX wieku będzie mieć ono twarz Mao Tse-tunga.

W powszechnej opinii publicznej, przynajmniej z naszej europejskiej perspektywy, za największych zbrodniarzy ubiegłego wieku uznaje się powszechnie   Adolfa Hitlera i Józefa Stalina i choć liczna ich ofiar jest porażająca to nawet razem wzięci nie mogą równać się ze skalą zbrodni za która odpowiedzialny jest ten chiński przywódcy i jego poplecznicy Jej rozmach, fanatyzm, okrucieństwa i stopień ludzkiego wynaturzenia po prostu zwala z nóg.

 Torbjørn Faeøvik okłamuje meandry skomplikowanego i pokrętnego życiorysu Mao (częstokroć ukrywane i fałszowane – ale to akurat jest domeną niemal wszystkich dyktatorów), docierając przy okazji do wielu mało znanych faktów, wpisanych w burzliwą historii ówczesnych Chin, przez które w XX wieku przetacza się fala gwałtownych zmian o podłożu politycznym, militarnym, społecznym, gospodarczy i ideologicznym. Śledzimy   losy Mao od lat najmłodszych aż po czasy   w których już jako niekwestionowany przywódca Komunistycznej Partii Chin o statucie niemal Boga.

Usłaną trupami drogę politycznej i wojskowej   kariery zakończonej na najwyższym szczycie partyjnej i państwowej   hierarchii.

Ukazuje go zarówno jako osobę prywatna oraz jako przebiegłego, cynicznego, mściwego i bezwzględnego polityka i ideologa, który nie cofnie się przed niczym by osiągnąć zamierzone sobie cele. Zbrodniarza i tyrana ingerującego w niemal wszystkie przejawy życia swoich obywateli ,

 Książka w wielu momentach   szokuje i przeraża, bo o ile obiły mam się o uszy wydarzenia dotyczące chińskiej wojny domowej, rewolucji kulturalnej czy tzw. Wielkiego Skoku, to same opisy (ukazane na konkretnych przykładach) tego jak wyglądały one w rzeczywistości. po prosty wgniatają w fotel.

Bardzo ciekawa rysują się watki odnoszące się do polityki zagranicznej, ówczesnych Chin, szczególnie w odniesieniu do ZSRR (i różnych etapów   tych relacji) czy bliższych nam, krajów tzw. demokracji ludowej,

Książka Torbjørna Faeøvika „Mao. Cesarstwo cierpieniaz  całą pewnością zainteresuje tych wszystkich, którym nie obce są polityczne  meandry XX wiecznej historii. Historii,  której  Mao Tse-tung, chcemy tego czy nie, przez długie lata był integralną częścią.

Jake Adelstein „Człowiek yakuzy”.

Po raz kolejny mamy w swoich rękach, świetnie napisany i porywający w swej treści reportaż, sygnowany przez Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, które powoli, jeśli chodzi o ten rodzaj literatury, staje się klasą samą w sobie -chylę czoła.

 Tym razem będzie to oparty na wnikliwym dziennikarskim śledztwie materiał Jake’a Adelstein’a „Człowiek yakuzy. Sekrety japońskiego półświatka” opisujący (i rzucający wiele nowego światła) na tą największą, najbardziej bezwzględną i najlepiej   zakorzenioną w japońskiej kulturze i tradycji strukturę przestępczą.

Słowem-kluczem jest, oczywiście, owa historyczna (jak   również polityczna i społeczna) współzależność, gdyż autor,   prawdziwy znawca tej tematyki,   skupia się głownie na jej regionalnym charakterze, nie rozwijając wątków licznej obecności tej potężnej organizacji, daleko poza granicami macierzystych wysp.

Jak przestało na dobry, porządnie napisany   reportaż ukazane w nim wartości historyczno-poznawcze dotyczące Yakuzy   ( jej historii, struktury, hierarchii, głównych kierunków działań, lokalnych uwarunkowań, zbioru obowiązujących zasad, mechanizmów, rozmaitych układów i zależności, biogramów niektórych przywódców itd.) mieszają się z konkretnymi obserwacjami, przemyśleniami, odczuciami, podglądami i osądami autora publikacji. Jego książka w przeważającej części oparta jest na   burzliwej biografii Makoto Saigo, byłego, prominentnego członka yakuzy, teraz pracującego dla naszego dziennikarza w charakterze kierowcy i ochroniarza. To właśnie z jego perspektywy   poznajemy historie tej organizacji, liczne blaski i cienie bycia jej członkiem oraz wydarzenia w których uczestniczył lub był ich świadkiem. A jest to wiedza ogromna i przerażająca.  

Nie zabraknie w jego opowieści, naturalnie, wątków najbardziej kojarzących się z naszym wizerunkiem japońskiego gangstera,   czyli ogromnych, wielobarwnych   tatuaży czy samookaleczeń (w postaci odcinanych sobie palców) wraz z odpowiednim tłumaczeniem tego rodzaju praktyk i ich znaczenia.

Zawsze w takim kontekście z korzyścią dla wszystkich jest posłuchać ludzi, których wiedza  nie opiera i nie ogranicza się tylko do suchych, konkretnie sprecyzowanych  i ogólnie dostępnych wiadomości czy faktów, lecz na własnym doświadczeniu, osobistych kontaktach, znajomości  przedmiotu (w różnej formie) i obserwacjach, które pozwalają dotrzeć i wniknąć głębiej w rozpatrywaną tematykę, zrozumieć nastawienie i mentalność rozmówców, określony kontekst wypowiedzi, często myślowe skróty i  odniesienia.

Daje to unikalną możliwość lepszego zrozumienia czasu i miejsca, kształtujących je okoliczność, zewnętrznych i wewnętrznych, tu, oczywiście, w tych szczególnym przestępczym odniesieniu.

 Niewątpliwą zaleta książki Jake’a Adelstein’a jest rzetelność przekazu, obiektywizm, analityczne podejście,  brak pogoni za tanią, medialną sensacją, niesłychanie wnikliwy zmysł obserwacji oraz podparte doświadczeniem oraz  wiedzą  podejściem do tematu. To również  prawdziwa (wymagająca dużego  zaangażowania)  umiejętność docierania do naprawdę ciekawych źródeł informacji, wyciągania  właściwych wniosków, zestawiania ich ze sobą,  zarówno w kontekście współczesnym jak i historycznym.  To właśnie ów duży nacisk na  historyczny akcent jest elementem,  który towarzyszy nam przez całą lekturę, stając się interesującym spoiwem, mającym bardzo realny wpływ na współczesne wydarzenia i  kształtujące  się  poglądy.

 Szczególnie uwidocznione jest to w aspekcie dotyczącym umiejscowienia yakuzy w strukturach społecznych Japonii oraz skomplikowanych relacji z światem wielkiej i małej polityki, biznesu oraz policji. Towarzysząc autorowi w jego dziennikarskiej wędrówce,  trudno oprzeć się jednak wrażeniu  iż owa przestępca organizacja jest nieodłącznym elementem lokalnego krajobrazy, zrośniętym z nim na podobieństwo sycylijskiej Cosa Nostry.

Książka „Człowiek yakuzy. Sekrety japońskiego półświatka” zawiera ogromną ilość  naprawdę mało znanych wydarzeń, zjawiska i faktów, których   na próżno by szukać w popularnonaukowych opracowaniach różnej maści.

Reasumując. To bez wątpienia jedna z najlepszych reporterskich publikacji z jaką miałem okazje zapoznać się w ostatnim czasie. Gorąco polecam.

Mateusz Staroń „Zdrajcy. Polacy u boku Lenina”.

„Gdyby w Polsce zwyciężyła rewolucja, zniszczone zostaną skarby kultury i sztuki, które są w naszym posiadaniu, lać się będzie krew i rozpasze się chamstwo biednego, stratowanego człowieka”. Stefan Żeromski.

Rewolucja Październikowa   1917 roku, która wyniosła do władzy partię bolszewicką wraz z jej niekwestionowanym liderem Włodzimierzem Iliczem Ulianowem ps. „Lenin”, stała się jednym z tych przełomowych momentów w historii XX wieku,   która w sposób jednoznaczny i diametralny zmieniła oblicze ówczesnej Europy i Świata.

Rozmach i dynamizm   tego przewrotu, który w pewnym momencie zaskoczył nawet jej twórców (przyzwyczajonych przez lata do mozolnych, ostrożnych, konspiracyjnych działań) rozlał się prawdziwą, niepowstrzymaną ideologiczną falą, zdolną obalić stary rosyjski ład (wraz z władającą imperium, od niemal trzystu lat, dynastią Romanowów) i wcielić w życie (bezwzględnie i krwawo) polityczny eksperyment, którym stało się nowe, sowieckie państwo. O ile jednak, dalszą, porewolucyjną historię naszego wschodniego sąsiada znamy dość dobrze, ze szkół, prasy, książek, audycji telewizyjnych czy własnych poszukiwań, to wydarzenia ją poprzedzające, a składające się przecież na jej sukces oraz określony   kształt, są już o wiele mniej nam znane. Mało wiemy o kulisach tego wydarzenia oraz skomplikowanej, a miejscami wciąż niejasnej czy wręcz tajemniczej historii tego jak doszło do tego iż Rewolucja Październikowa w ogóle wybuchła a nieliczna czy wręcz marginalna partia Lenina, osiągnęła tak spektakularny sukces. W jaki sposób   partia ta potrafiła zawładnąć   umysłami swoich rodaków ( i nie tyło ich, bo również Polaków,   Ukraińców, Białorusinów, Żydów, Ormian i innych nacji) i bazując na tym poparciu utopić w rzekach krwi swoich prawdziwych czy tylko wyimaginowanych przeciwników.

Kim był sam Lenin, jak wyglądała jego polityczna kariera oraz kierowana przez niego partia bolszewicka. Jakie były jej struktury, metodologia działań, zasady funkcjonowania, konspiracja, finansowanie (bardzo ciekawa postać Aleksandra Parvusa, zwanego bankierem partii) a nade wszystkim kim byli ludzie stojący na jej czele w okresie przedrewolucyjnym i rewolucyjnym.

Jak możemy wywnioskować z tytułu publikacji „Zdrajcy. Polacy u boku Lenina”, autor tej popularnonaukowej lektury skupia się głownie wokół wątku dotyczącego Polaków (bardzo aktywnej i wpływowej grupy),   których wciągnął rewolucyjny wir wydarzeń i którzy wizji komunistycznego raju podporządkowali całe swoje życie, zawodowe i osobiste. A pamiętajmy iż w przeciwieństwie to znanych nam wszystkim stalinowskich prominentów ( Stalin, Mołotow, Melenkow, Beria, Chruszczow), którzy czerpali realne profity z racji posiadanej władzy i sprawowanych funkcji, wcześniejsi czerwoni konspiratorzy byli prześladowani i zwalczani (co, akurat, zrozumiałe) przez carską Ochranę, przechodzili gehennę rosyjskich więzień, wieloletnich zsyłek na Syberii, cierpieli, głód i biedę, częstokroć żyjąc jak zaszczute zwierzęta, nigdy nie doczekawszy się spełnienia swoich komunistycznych

ideałów. Wielu z nich zapłacić miało później najwyższą cenę ( z rąk swoich towarzyszy) za poparcie idei Lenina.

To historie polskich rewolucjonistów (znajdziemy tu min. takie znane nazwiska jak Feliks Dzierżyński, Karol Radek, Julian Marchlewski, Feliks Kon oraz takie które nigdy nie przebiły się i nie utrwaliły w naszej pamięci jak Jakub Hanecki, Bronisław Wesołowski, Julian Leszczyński), którzy na dobre i złe związali się z ideologią i programem Lenina, przez całe lata dążąc do jego realizacji. Podłożyli podwalinę pod nową komunistyczną dyktaturę, wzięli czynny udział w rewolucji lutowej i październikowej, w rosyjskiej wojnie domowej i umocnieniu się bolszewickiej władzy a później ekspansji komunizmu na Zachód Europy, również przeciw swej własnej (?) ojczyźnie, Polsce w 1920 roku, dążąc do ustanowienia tam kolejnej, sowieckiej republiki. I to właśnie o nich jest prezentowana tu publikacja, o nich i burzliwych latach początku XX wieku, kiedy decydowały się losy Rosji   i rewolucji (w ich domyśle światowej). Wielkiego polityczno-społecznego zrywu, pełnego rozbudzonych nadziej, pragnień, szumnych , wzniosłych haseł, który przekształcił się w festiwal okrucieństwa, odczłowieczenia i zbrodni, na zawsze kładąc się złowrogim cieniem na ruchu robotniczym i głoszonych przez niego ideałach.

Szczególnie interesującym wątkiem ( przynajmniej dla mnie), oprócz skomplikowanych i często krętych losów naszych rodaków oraz całych formacji wojskowych (np. Zachodnia Dywizja Strzelców Polskich) są wydarzenia   dotyczące wojny polsko- bolszewickiej i aktywności polskich anty-bohaterów tej książki, w tym mało znany fakt związany z Tymczasowym Komitetem Rewolucyjnym Polski oraz pobytem jego członków (Juliana Marchlewskiego Feliksa Dzierżyńskiego, Feliksa Kona i Edwarda Próchniaka) na plebani w w Wyszkowie.

Książka Mateusza Staronia „Zdrajcy. Polacy u boku Lenina jest bez wątpienia obowiązkową  pozycją  dla wszystkich pragnących  poszerzyć swoją wiedze o historii bolszewickiej rewolucji, szczególnie rozpatrywanej w tak postawionym kontekście polskim. Gorąco polecam.

Rafał Ziemkiewicz „A więc wojna !”.

„Ćwierć wieku temu Polacy zwolnili się z myślenia o świecie i przyszłości. Nasze elity, a w ślad za nimi rzesze zwykłych obywateli uznały, że wszystko, co słuszne, zostało już wymyślone – tam, na Zachodzie. A jeśli coś jeszcze pozostaje do wymyślenia, to też oni, tam, to wymyślą. Nam wystarczy naśladować, implementować standardy i pławić się w radosnej bezmyślności. Oni tam wiedzą, dokąd prowadzą świat, a my małpujemy i wypełniamy zalecenia, dzięki czemu u nas też będzie tak samo”.

Może to jest ten właśnie moment, kiedy powinniśmy się zapytać, czy naprawdę tego chcemy?

Twórczości Rafała Ziemkiewicza, prawicowego dziennikarza, publicysty i autora licznych publikacji zwartych (polecam zwłaszcza „Złowrogi cień Marszałka” i „Jakie piękne samobójstwo”) i rozproszonych, od lat wzbudza w szeroko rozumianej przestrzeniu publicznej liczne kontrowersje a bywa że i skrajne czy nawet histeryczne reakcje. Szanowany i wychwalany przez prawą stronę sceny politycznej oraz odsądzany od czci i wiary (czasami, odnoszę wrażenie, obligatoryjnie) przez polskich liberałów, lewicę, przedstawicieli tzw. „totalnej opozycji’, że o środowiskach feministycznych czy LGBT nawet nie wspomnę.

Jakby jednak na niego nie spojrzeć, z całą pewnością jest wnikliwym obserwatorem i komentatorem zarówno dawnej jak i współczesnej polskiej polityki, tak wewnętrznej (mimo niewątpliwych sympatii zdarza mu się być krytycznym w stosunku do aktualnego rządu) jak i zewnętrznej, mającej bezpośrednie przełożenie na nasze stosunki z bliższymi (Niemcy, Rosja) i dalszymi (Wielka Brytania, Izrael) sąsiadami,   piętnując przy tym niejednokrotnie ignorancje naszych elit, brak politycznej wizji, strategii, zakłamanie i zwykłą głupotę.

Mówiąc szczerze, mam pewien   kłopot z twórczością Pana Rafała   (którego osobiście bardzo cenie za wiedzę, analityczny umysł i bezkompromisowość w dążeniu do celu) gdyż wychowany w raczej romantycznej wizji naszych dziejów, która nawet mimo upływu lat nadal jest we mnie głęboko zakorzeniona mam problem z wyjściem poza jej ramy. Nie sposób jednak, zwłaszcza zagłębiając się bardziej w meandry naszej złożonej i burzliwej historii (nareszcie doczekaliśmy się czasów, gdzie do wielu dokumentów mamy już dostęp i w ich światłe niektóre wydarzenia czy życiorysy zaczynają wyglądać trochę inaczej) nie przychylić się do niektórych głoszonych przez niego opinii i stwierdzeń, zwłaszcza iż w sposób bardzo zręczny i trafiający do czytelnika potrafi operować argumentacją i wynikającej z niej wnioskami.

Prezentowany tu zbiór felietonów „A wiec wojna !” jest tego najlepszym przykładem.

Czytając owe teksty (z racji swojej formy są trochę, i być powinny, prowokujące i zmuszające do myślenia)   muszę się przyznać, z niejakim, wewnętrznym, zdziwieniem, iż dostrzegam znacznie więcej wątków, które mnie z autorem łączą niż dzielą, i to w sporej, występującej tu, rozpiętości tematycznej

Chodzi szczególnie o te dotykające   polityki historycznej (związanej np. z obradami Okrągłego Stołu, Lechem Wałęsą, obaleniem rządów Jana Olszewskiego czy tzw. lista Maciarewicza) jak i wydarzeń jak najbardziej nam współczesnych, dotyczących polskiej prawicy, ze szczególnym uwzględnieniem tematyki Obozu Narodowo Radykalnego (ONR) czy działań podejmowanych przez przedstawicieli polskiej opozycji, parlamentarnej czy pozaparlamentarnej i wspierających ich mediów. Również aspektów międzynarodowych zdominowanych przez: kryzys imigracyjny, ekspansję radykalizmu islamskiego, odradzanie się europejskich ruchów narodowych, stosunki polsko-izraelskie, czy próby wywarcia nacisku na polski rząd przez instytucje Unii Europejskiej.

Bo czyż Polaka (nie mającego żadnych skrajnych poglądów – żeby była jasność) może nie bulwersować próba zrzucenia na nas współodpowiedzialności za Holocaust (o dziwo ze strony zarówno Niemców jaki Żydów) czy rozpętanie przez Izrael antypolskiej kampanii oszczerstw, dotyczącej nowelizacji ustawy IPN-u, choć, gwoli prawdy, data jej ogłoszenia jak i wypowiedzi niektórych naszych polityków pozostawiają wiele do życzenia.

Swoją drogą, państwo żydowskie, prowadząc tak właśnie ukierunkowaną i zmanipulowaną politykę wychowuję sobie kolejne pokolenia europejskich antysemitów.

Czyż nie boli obłuda wysokich przedstawicieli Unii Europejskiej, którzy zarzucają nam łamanie praworządności, grożą sankcjami,   jednocześnie bez żadnych oporów i problemów dogadują się z prezydentem Turcji Receptem Erdoganem, odpowiedzialnym za masowe łamanie praw człowieka i to w ich najgorszej, możliwej, formie.

Czy mamy zamknąć oczy na słabość i krótkowzroczność europejskich elit (jak mówi Pan Rafał, określenie to nie dotyczy poziomu intelektualnego lecz miejsca u steru władzy) nie radzących sobie z kryzysem imigracyjnym, za który są współodpowiedzialni, próbujących pod polityczno –medialnym przymusem dokonać relokacji do państw Europy Środkowo-Wschodniej. Na uległość poszczególnych państw Wspólnoty (Niemcy, Francja, Belgia itd.) wobec rozlewającego się po kontynencie islamskiego radykalizmu (ukrywanie faktów, pobłażliwość i szafowanie hasłami Multi –Kulti) stopniowo zmieniającego, aż strach pomyśleć co będzie za lat dziesięć czy dwadzieścia lat, dawne struktury narodowe i społeczne.

Te i inne ważne tematy   znajdziemy właśnie w tym zbiorze felietonów Pana Rafała Ziemkiewicza. Oczywiście, z poglądami wypowiadanymi prze naszego autora możemy się zgadzać lub nie, warto jednak pochylić się nad nimi (bądź też z nimi polemizować) bo dotyczą naprawdę żywotnych interesów naszego kraju.

Książka „A więc wojna !” jest zdecydowanie publikacją wartą polecenia. Polecam.

Piotr Lagenfeld „Pięciu i czołg”.

„Poznajcie przedwojennego czołgistę, ułana, łobuza, spryciarza i chorowitego sybiraka. Tych pięciu pancernych, bez psa, nieuchronnie zmierza ku swojemu przeznaczeniu w normandzkiej bitwie”.

Cieszą się bardzo iż taka książka powstała i to zasadniczo z dwóch powodów. Po pierwsze, dlatego iż jestem miłośnikiem twórczości tego autora, zarówno jeśli chodzi o jego alternatywną wizję historii („Czerwona ofensywa” „Kontrrewolucja”) jak i tą jak najbardziej rzeczywistą, dotyczącą naszych dziejów najnowszych, czego niniejsza publikacja jest najlepszym przykładem. Po drugie, dlatego, iż autor poruszył historie polskich żołnierzy z 1 Dywizji Pancernej gen. Maczka (wchodzących w skład Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie), których nasza historia, powszechna, traktuje, chyba, trochę po macoszemu.

Odnoszę wrażenie iż o dokonaniach tej formacji bardziej pamięta się w Europie (zwłaszcza we Francji i Holandii) niż w naszym, rodzinnym kraju. Oczywiście, odpowiedzialność za taki stan rzeczy w dużej mierze spowodowany był wieloletnią, komunistyczną dyktaturą w Polsce i zakłamaną PRL-owską propagandą, skutkującą niemal analogiczną żołnierską opowieścią i głośnym serialem telewizyjnym „Czterej pancerni i pies” (wychowały się na nim cale pokolenia-ja również) opisującą wojenne przewagi Ludowego Wojska Polskiego.

Doczekaliśmy się jednak, szczęśliwie, upadku „jedynie słusznego ustroju” i czas już chyba przywrócić polskim bohaterom należne im miejsce w historii XX wieku a z całą pewnością żołnierze PSZ na to zasługują.

Książka Piotra Lagenferda to naprawdę dobrze i solidnie napisana, wojenna opowieść w której dramat narodu przekłada się na tragedię poszczególnych jednostek, a czas teraźniejszy z echami bolesnej przeszłości, co szczególnie uwidocznione jest w losach bohaterów powieści (zwłaszcza Janka Grajewskiego) z których niemal każdy niesie ze sobą bolesny krzyż życiowych i rodzinnych doświadczeń.

Śledzimy ich, nierzadko, skomplikowane życiowe drogi (częste retrospekcje, dotyczące sowieckiego zniewolenia i dramatu naszych rodaków na Wschodzie), które z rożnych zakątków ogarniętej pożogą Europy i Świata wiodą ich (poprzez Francję a po jej upadku Wielką Brytanię) ku plażom Normandii i walce z hitlerowskim najeźdźcom na kontynencie.

Autor utrzymuje pełen dramatyzmu,  obraz wojny totalnej, wzbogacony znakomitym wyczuciem ówczesnych realiów i znajomością zachodzących w ówczesnych święcie procesów. Również, ale do tego już nas przyzwyczaił,  bardzo dobrym merytorycznym przygotowaniem zagadnień natury politycznej i militarnej.

 Powieść „Pięciu i czołg” zdecydowanie wyróżnia się spośród licznego grona  wojennych publikacji, pełnokrwistymi sylwetkami bohaterów głównych   i pobocznych (ukazanych bez niepotrzebnego patosu i taniej  bohaterszczyzny) oraz bardzo sugestywnymi  opisami  świata przedstawionego, zwłaszcza krwawych batalii i zbrojnych potyczek.

 Lekturę  Piotra Lagenferda polecam wszystkim, którzy chcą poznać świetnie napisaną, ciekawą i osnutą na prawdziwych wydarzeniach  historię polskich żołnierzy, rzuconych w wir straszliwych wydarzeń XX wieku.

ZAPOWIEDŹ !!!

Zombie w PRL-u. Nadchodzi nowa powieść z serii „Szczury Wrocławia” Roberta J. Szmidta

 Już 30 stycznia do księgarń trafi długo wyczekiwany spin-off głośnej powieści Roberta J. Szmidta „Szczury Wrocławia. Chaos”. Opowiada o walce oddziałów ZOMO z epidemią czarnej ospy i… hordami zombie. Wrocław lat 60. ubiegłego wieku znów otwiera przed czytelnikami drzwi do obskurnego, siermiężnego i cuchnącego bimbrem PRL-u.

Wraz z końcem stycznia nadejdzie premiera pełnokrwistej (w podwójnym tego słowa znaczeniu) polskiej apokalipsy zombie pióra znakomitego autora fantastyki Roberta J. Szmidta. „Szczury Wrocławia” to historia zmagań o kształt nowej rzeczywistości. Może się okazać, że drugi człowiek jest gorszym wrogiem niż hordy zombie.

Epidemia czarnej ospy, po której Wrocław został objęty ścisłą kwarantanną, staje się preludium znacznie poważniejszych wydarzeń. W ciągu zaledwie kilku godzin od jej wybuchu milicja oraz wezwane na pomoc oddziały wojska tracą kontrolę nad mnożącymi się w zastraszającym tempie szeregami nieumarłych. Z dnia na dzień upada stary porządek rzeczy.

Załoga zakładu karnego numer 1 podejmuje desperacką decyzję. Funkcjonariusze pozbywają się wszystkich osadzonych, aby na ich miejsce sprowadzić własne rodziny. Wierzą, że przetrwanie nadchodzącej apokalipsy będzie możliwe tylko za murem fortecy, jaką jest poniemieckie więzienie. Niestety, nie wszystko idzie po ich myśli – kilkunastu najgorszym zwyrodnialcom, na których ciążą liczne wyroki śmierci, udaje się zbiec z konwoju. Jednym z nich jest Fabian Sprycha, bezwzględny zabójca i kanibal. Zrobi wszystko, by ludzie mu podobni objęli władzę nad Wrocławiem.

W drugiej części „Szczurów Wrocławia” czytelnik pozna dramatyczne koleje losu obu tych grup: załogi więzienia i cudem ocalonych złoczyńców. Kto jest lepiej przystosowany do przetrwania w czasach, w których wszystkie normy moralne przestają mieć znaczenie? Czy przeciętny człowiek może przeżyć starcie z pozbawionym sumienia, ale obdarzonym intelektem mordercą – zagrożeniem po stokroć gorszym od rzesz żywych trupów?

Kontynuacja najlepiej sprzedającej się i najbardziej krwawej polskiej apokalipsy zombie! „Szczury Wrocławia. Kraty”, podobnie jak część pierwsza, to także eksperyment literacki: postaciami dramatu są rzeczywiste osoby, zgłaszające się do Autora, by uśmiercił je na kartach swojego dzieła.

 

Roger Lancelyn Green „Król Artur i rycerze Okrągłego Stołu”.

Wydaje się że o Królu Arturze, rycerzach Okrągłego Stołu i w ogóle całym micie arturiańskim powiedziano i napisano już wszystko. Powstały opasłe tomiska historycznych opracowań, setki, mniej lub bardziej udanych, powieści i opowiadań, filmy dokumentalne, fabularne, seriale itd.

Niezmiennie od ponad 1400 lat przyciąga wszelkiej maści badaczy, historyków amatorów, pisarzy, publicystów. Wciąż fascynuje ową niezgłębioną tajemnicą, niepowtarzalnym, magicznym klimatem i aurą. A przecież nie ma nawet zgodności co do tego, czy ktoś taki jak Artur w ogóle istniał, czy był Brytem, czy może jednym z pozostałych na wyspie rzymskich dowódców, gdzie znajdował się osławiony zamek Camelot itd.

Jak by jednak nie było, legenda ta zawładnęła umysłami ludzi na całe wieki. Możemy nie pamiętać jak nazywali się mitologiczni herosi, greccy czy rzymscy, słynny koń Aleksandra Macedońskiego, czy miecz opiewanego w pieśniach Rolanda, ale z całą pewnością każdy z nas wie doskonale kim był Artur, Merlin, Morgana, czym był Excalibur i Okrągły Stół.

Tym razem mamy przed sobą opowieści arturiańskie pióra Rogera Lancelyna Greena w ich niemal klasycznym ujęciu, opisujące dzieje Króla Artura (począwszy od symbolicznego, zatopionego w kamieniu, miecza aż po ostatnią bitwę tego bohatera) przybliżające nam większość legend i mitów (również tych trochę mniej znanych) związanych z tą postacią oraz poszczególnymi rycerzami Okrągłego Stołu (Lancelot, Galahad, Parsifal, Bors) i burzliwymi dziejami samego Camelotu.

To wspaniała, wielowątkowa opowieść o prawości, rycerskim honorze, magii, ludzkich namiętnościach i odwiecznych zmaganiach Dobra ze Złem. Historia piękna i ponadczasowa, poruszającą głęboko skrywane ludzkie pragnienia i emocje. Doskonale dopełnia ją stylizowany język lektury, który jednak w żadnym razie nie powoduje kłopotów w odbiorze zawartych tu treści, buduje za to odpowiedni, bardzo charakterystyczny, klimat.

Na ogromną pochwałę zasługuje, bez wątpienia, profesjonalne wydanie książki. Bardzo sugestywna, wyróżniającą się, twarda okładka z obwolutą oraz znakomita jakość papieru i druku z pewnością przedłuży jej żywotność.

Publikację Rogera Lancelyna Greena „Król Artur i rycerze Okrągłego Stołu” polecam wszystkim, których nadal fascynuje ten nieśmiertelny mit, oraz tym którzy chcą przeżyć prawdziwą, rycerską przygodę, na chwilę oderwać się od codzienności i zagłębić w mroczny, ale i piękny świat wczesnośredniowiecznej Brytanii. Naprawdę warto.

 

Maja Lidia Kossakowska „Bramy światłości” tom III

„Duch Anioła Zagłady zatańczy na zgliszczach Królestwa”.

 Minęło już kilka dobrych lat od momentu w którym po raz  pierwszy zetknąłem się z twórczością Pani Maji Lidii Kossakowskiej przy okazji lektury „Żarna niebios”, pierwszej odsłony anielskiego uniwersum. Potem na fali fascynacji jej twórczością poszło już szybciutko: „Siewca Wiatru” i  „Zbieracza Burz” tom I i II aż przeszła pora na „Bramy niebios”.

Prezentowany tu tom trzeci powieści Maji Lidii Kossakowskiej jest zwieńczeniem i ukoronowaniem, zarazem, tego ostatniego cyklu, którego fabuła i akcja konsekwentnie prowadzi nas do rozwiązania wcześniej zawiązanych wątków opowieści, wiodąc nas ku finałowi, który niektórych czytelników może zaskoczyć, gdyż autorka do końca trzyma nas w napięciu i niepewności, choć szczegółów (z oczywistych powodów) nie zdradzę.

Książka trzyma bardzo solidny poziom dwóch poprzednich tomów, zwłaszcza pierwszego, zaś sprawnie prowadzona narracja, bezproblemowo wiedzie nas wśród gąszczu, postaci, niezwykłych krain i miejsc oraz szybko następujących po sobie burzliwych i dynamicznych wydarzeń.

Podobnie jak w poprzednich odsłonach powieści to nadał postacie bohaterów (tak anielskie że aż niemal „ludzkie” – Daimon, Sereda, Lucyfer, Razjel) są motorem napędowym opowieści, ogniskując wokół siebie całość fabuły i akcji, choć nie sposób, naturalnie, pominąć całego bogactwa i różnorodności świata przedstawionego, stworzonego przez pisarkę.

Chylę czoła (nisko) przed ogromnymi pokładami wyobraźni prezentowanymi przez autorkę oraz bardzo dobrym literackim warsztatem, pozwalającym jej w tak wielobarwny i ciekawy sposób przelać swoje literackie wizje na papier.

Akcja powieści nadal rozgrywa się na dwóch płaszczyznach, obejmujących zarówno losy wyprawy do Stref Poza Czasem jak i skomplikowany świat tzw. Głębi. Obu niezwykle niebezpiecznych, nieprzewidywalnych i bardzo zabójczych, które w lekturze przenikają się wzajemnie i dopełniają, budując określoną, bardzo charakterystyczną dla tej tematyki atmosferę i klimat.

Prezentowany tu tom trzeci „Bram światłości” kończy wprawdzie cykl ale mam nadzieje iż Pani Maja Lidia Kossakowska zajdzie jeszcze czas i twórczą wenę by powrócić ku anielskim zastępom. Polecam.

 

 

 

 

Sebastian Rybarczyk „Najtajniejsza broń wywiadu”.

Wydawnictwo Fronda zaproponowało nam niezwykle ciekawą, popularnonaukowa pozycję, przybliżająca nam kilkanaście autentycznych szpiegowskich historii, począwszy od lat trzydziestych XX wieku, poprzez II wojnę światowej, okres zimnowojenny aż po czasy zupełnie nam już współczesne, zatytułowaną „Najtajniejsza broń wywiadu”.

Wbrew jednak temu co sugeruje nam  okładka, nie jest to książka opisująca jedynie seks-afery związanyme z tego rodzaju, agenturalną, działalnością służb, choć, oczywiście, pojawiają się i takie a wątek kobiecy będzie wyraźnie wyeksponowany a miejscami nawet wiodący.

Autor publikacji, Sebastian Rybarczyk, bardzo sugestywnie i naprawdę interesująco opisuje nam piętnaście szpiegowskich historii oraz związanych z nimi wydarzeń, zjawisk i postaci, które na zawsze weszły do annałów, dotyczących tej problematyki.

Znajdziemy tu, naturalnie, takie o których już słyszeliśmy a wiedza o nich jest powszechnie znana a niekiedy, nawet, stała się kanwą licznych publikacji, artykułów prasowych, filmów, seriali, audycji radiowych czy telewizyjnych programów: Kim Philby i osławiona „piątka z Cambridge (Donald Duart Maclean, Guy Burgess, Anthony Blunt i John Cairncross), głośna historia amerykańskiego „kreta”, analityka CIA, Aldricha Amesa, zamachy na kubańskiego przywódce Fidela Castro, likwidacja przez izraelski Mossad członków terrorystycznej organizacji Czarny Wrzesień itd.

Będą i takie, które znane są jedynie wąskiej grupie specjalistów czy też miłośników tej szczególnej tematyki: komunistyczne sympatie i niejasne powiązania z radzieckimi służbami, słynnego pisarza i noblisty Ernesta Hemingwaya, dzieje radzieckiego nielegała Dmitrija Brystolotowa poligloty i mordercy, akcje żydowskich agentów wymierzonych w iracki program atomowy czy losy Anny Chapman (właściwie Anna Wasiljewna Kuszczenko) i szczegóły rozbicia rosyjskiej siatki wywiadowczej w Stanach Zjednoczonych.

Wszystko zaś w cieniu mrocznych szpiegowskich tajemnic, skrytobójstw, intryg, szantaży, manipulacji, bezwzględności służb specjalnych, wielkich pieniądzy, ogromnych namiętności i nieposkromionych żądz, które często prowadziły do tragedii.

Jednymi z najciekawszych wątków pojawiających się w lekturze są (przynajmniej moim zdaniem) te dotyczące radzieckich „uśpionych agentów”, przez lata funkcjonujących na styku dwóch światów (doskonale zakonspirowanych i z powodzeniem funkcjonujących w lokalnych społecznościach, aktywowanych w szczególnych okolicznościach) oraz wciąż pełną niejasności i sekretów, burzliwa i pełna przemocy  historia niemieckiej grupy terrorystycznej BaaderMeinhof, znanej równie pod nazwą Frakcja Czerwonej Armii (RAF).

Książka Sebastiana Rybarczyk „Najtajniejsza broń wywiadu” jest z całą pewnością lekturą z którą warto się zapoznać, gdyż dotyczy niesłychanie ważnego a przy tym bardzo ciekawego fragmentu naszej historii najnowszej, która, chcemy tego czy nie, odcisnęła również swoje piętno na losach Europy i Świata. Polecam.